- Co?! - jego matka wpadła w szał.
- Wzięli ją, ponieważ się nie ugiąłem. - Cover zaszlochał.
- Ale mówiła pani, że jest bezpieczna. - Włączyłam się do rozmowy.
- Bo była! Ojciec i paru twoich ludzi wywiozło ją za miasto.
- Jakoś się dowiedzieli. Zabrali się i pojechali. Potem słyszałem tylko jej krzyk... - padł na kolana i zaczął szlochać.
- Odzyskamy ją. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. - chciałam w to wierzyć. Mój głos był pusty, ale miałam nadzieję, że choć trochę podniosę go na duchu.
- Ally. Oni mogą jej wszystko powiedzieć. Całą prawdę. Skąd pochodzi, kim jest... Dzwonię do ojca. - trzęsły mu się ręce. Niepewnie chwycił telefon. - Tato? Noise! Porwali Noise! Błagam cię pomórz!
Siedzieliśmy w milczeniu. Matka Covera poszła po coś do sklepu. Zostaliśmy sami.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym, że można was zabić, a jest nawet łatwiej, bo czujecie ból i możecie się wykrwawić.
- Nie chciałem cię martwić.
- Jest ich ponad 300. Jak chcecie ich zabić? Oni mogą w chwilę znaleść kogoś do swojej armii. Tobie to zajmuje dłużej.
- Al... jest nas więcej niż ci się wydaje. - Pogłaskał mnie po policzku.
- Cover... ja się martwię. O Noise, o ciebie. Przeżywam to razem z wami. - Przytuliłam się do niego.
- Wiem... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - wyprostowałam się. Przyłożyłam usta do jego ust. Mimo ilości krwi jaka z nich wypłynęła przy bójkach, były miękie i głatkie. Tak jekbym całowała płatek róży... jego usta przeniosły się na moje ucho. Lekko łaskotał je słowami. Wymruczałam jego imię. Ustami wyrysował szlak od ucha na moją szyję.
- Cover...
- Spokojnie... moja matka pojechała do ojca... mamy chwilę.
Trwaliśmy w rozkoszy. Zdecydował się zmienić miejsce. Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Szczelnie zamknął drzwi.
- Cover... J-ja nigdy wcześniej tego nie robiłam...
- Spokojnie... Zaufaj mi... Będzie dobrze... - rozpiął koszulę. Miał pełno ran i sińców, ale mimo to powalała mnie jego męska uroda. Przyciągnął mnie do siebie. Był ciepły, jak piecyk i tylko mój. Jego dłonie delikatnie muskały moje ciało, a usta zwiedzały jego zakamarki. Moje dłonie błądziły po jego ciele. W moich ruchach był pośpiech. Wiedziałam, że w każdej chwili porzuci rozkosze by ratować siostrę. Nie miałam mu tego za złe, ale też nie chciałam go stracić ani na moment.
- Ally? Wszystko dobrze? - uczepiłam się go gorzej niż rzep.
- Jeszcze nigdy nie było mi lepiej... - po całych tych niedozapomnienia chwilach, zasnął. Patrzyłam na uśmiech jaki pozostał na jego ustach. Był lekki, przyjemny. Ułorzyłam się wygodnie i zasnęłam.
"Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj." Jego słowa ułożyły mnie do snu.
Rano gdy się obudziłam, go nie było obok mnie.
- Cover? - siedział na krześle przy oknie. Myślał. Spojrzał na mnie.
- Dzień dobry, skarbie.
Uśmiechnął się. Chciałam wstać i przytulić go, ale gdy się podniosłam, kołdra opadła, a ja zo spostrzegłam, że nie mam na sobie nic. Wróciłam wspomnieniami do TEJ nocy. Jak było dobrze i przyjemnie. Tak jak obiecał. Gigantyczny rumieniec wylał mi się na twarz. W kwesti ubioru wyprzedzał mnie. Miał na sobie czarne spodnie opadające seksownie na biodra.
- Teraz już nie musisz przy mnie się wstydzić nagości. - Uśmiechnął się podstępnie.
- Na to nie licz. Na razie. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Łap! - rzucił mi moje ciuchy.
- Zaraz wracam. - Rzekłam po czym udałam się do łazienki. Ubrałam się i wróciłam do pokoju. Nadal tkwił przy oknie zamyślony.
- Cov, co z Noise?
- Zero wieści. Jonathan i Gabe, moi ludzie, poszli jej szukać. Jak tylko się czegoś dowiedzą, mają mnie powiadomić. - spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem. Jego brązowe oczy wyrazały tak głęboki żal, że wydawały się czarne. Przejrzały mnie na wylot. Widział, że wewnętrznie nie martwię się o Noise tylko o niego.
- Oj, Ally... - podszedł i przytulił mnie. Mocno i czule. Nie chciałam się od niego odkleić. Jego wargi musnęły moje czoło. Gdy byłam z nim, czułam bezpieczeństwo.
- Muszę iść. - Powiedział. Nie ruszyłam się z miejsca.
- Nie, Cov. Zostań ze mną...
- Dote wyszła. Nie bój się o nią. Taraz nikt jej teraz nie zagrozi. Moja matka jest na dole i przydałoby jej się towarzystwo.
- Ale ja... ja nie chcę cię zostawić... - dusiłam się przez szloch.
- Wrócę. Obiecuję.
- Cover... Nie zostawiaj mnie... - dławim się łzami.
- Nigdy... - szepnął mi do ucha.
Puścił mnie i wyszedł.
Przepraszam za wszystkie bledy ortograficzne, stylistyczne i gramatyczne
OdpowiedzUsuńSasza :*