czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział III Część III "Przygoda z Elfem"

Tytuł

 Strzała Morgulu to zatruta strzała. Jej jad wnika do krwi i po jakiś trzech dniach się umiera. Noga bolała tak cholernie, że gdziekolwiek chciałam iść to albo na koniu, albo Legolas mnie niósł. Czułam się jak koza ofiarna. Na całe szczęście dotarliśmy do jakieś wioski, a tam wiedzieli jak to wyleczyć. No więc Stanęliśmy przed Czarną Bramą. Frodo z Samem i Gandalfem użyli tajnego przejścia. My mieliśmy robić za dywersję, więc zwołaliśmy Orków na zewnątrz. Była nas garstka, a ich ponad
10tys. Ruszyliśmy do walki. Orkowie padali trupem. Nie dałam się zaskoczyć żadnemu z nich. Ale coś pochwyciło mnie i porwało do góry. Był to Nazgól, ale nie na swoim demonicznym koniu. Siedział na smoku, który trzymał mnie i nie puszczał. Zabrał mnie do jakiejś wieży. Tam stanęłam przed obliczem samego Saurona.
- Myślałam, że jesteś Okiem. Tym otoczonym płomieniami. 
- Byłem, ale się narodziłem od nowa. - podszedł do mnie i spojrzał na mnie z góry. - Jesteś Tina, prawda?
- A co cię to? 
- A gdzie Elfik co? Zgubił się po drodze?
- Niszczy twoją armię, wiesz. LEGOLAS! - wrzasnęłam na tyle głośno, że nawet mój ojciec w Kanadzie by to usłyszał.
- Cicho! - wrzasnął i rozciął mój policzek.
- Co boisz się śmierci? Wiesz, że pierścień zostanie zniszczony?
- O czym ty mówisz. Przecież zawsze mam go przy sob... - zaczął przeszukiwać swoje kieszenie. - zaraz jeżeli ja go nie mam to znaczy... - nie dokończył, albowiem wieża zaczęła się walić. Gdy wygrzebaliśmy się z gruzów stałam jak wryta, bo trzymał nóż przy moim gardle. A w oddali widziałam Legolasa.
- Legolas!!! - krzyknęłam, a on zaczął biec w moim kierunku.
- Sauron?! To ty do cholery żyjesz?! JAK?!
- A tak i jak widać zależy ci na niej co?
- Zostaw ją!
- Może wymiana? Dacie mi Froda, a ja dam wam tą małą?
- Nie! Puść ją! - mówiąc to Aragorn chwycił miecz. Zabił Saurona, a ja wpadłam w objęcia Legolasa.
 Gdy wróciliśmy do Minas Thirit, Gandalf otworzył dla mnie portal. Tylko, że nie wiedziałam czy chcę wracać...
- Nie musisz... - nalegał Legolas.
- Wiem. I dlatego...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.Przytrzymam was xD
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
...Zostanę. Kocham cię. Rodzice jakoś to zrozumieją. 
 Zostałam z Legolasem, a jednocześnie Królową Mrocznej Puszczy. Jego ojciec jakoś mnie tolerował. Żyliśmy długo i szczęśliwie...

KONIEC

Rozdział III Część II "Przygoda z Elfem"

Strzała Morgulu

 Ruszyliśmy do Mordoru. Praktycznie nie odzywaliśmy się do siebie przez większą część drogi. W końcu nie wytrzymałam.
- Obraziłeś się na mnie czy co? - zapytałam go na tyle głośno, że nawet Gimli idący na szarym końcu podniósł głowę w uwadze.
- Nie teraz. - odpowiedział nawet na mnie nie spoglądając.
- A właśnie, że teraz. Za chwilę nie wiadomo czy przeżyjemy, więc chce wiedzieć co ci jest?!
- Wiedziałem, że biorąc cię na wojnę nic dobrego z tego nie wyniknie.
- O, proszę, proszę. Wielki książe co zawsze ma racje. Najlepiej pobawić się mną, a gdy dochodzi odpowiedzialność to udawać, że się mnie nie zna, tak?!
- To nie tak! 
- Jak nie tak, to jak?! 
- Przepraszam, ale czy możecie się teraz nie kłócić? - zapytał Frodo.
- Nie. - odpowiedziałam ze złością w głosie.
- Zakończmy temat. - Nalegał Legolas.
- Nie! Powiesz mi w końcu co ci jest?! Bo jak nie to nie wiem co zrobię!
- Nie chcę cię i jego stracić! Dociera?! Nie mogę pozwolić wam zginąć z łap tych ścierw! - Wydarł się na mnie, że aż wszyscy się zatrzymali - Myślisz, że co ja czuję kiedy sobie pomyśle, że mogą odrąbać ci łeb i posłać mi go katapultą?! Dlatego nie chciałem abyś szła ze mną! Wiedziałem, że prędzej czy później dojdzie do tego, że będziesz w ciąży! Myślałem, że Galadriela cię powstrzyma, ale jak widać nie chciała. - wszyscy patrzyli na nas jak na cudzoziemców.
- Skoro tak, to może zawrócę?! - mówiąc to wsiadłam na konia i pogalopowałam, potem zauważyłam orków na Wargach. - ZASADZKA!  ORKOWIE!
- NA KOŃ! - Wszyscy wyjęli broń, a Legolas pędził co sił do mnie.
Zaczęła się bitwa. Pokonaliśmy Orków, ale ze stratami naszych.
- Przepraszam, nie powinnam się tak unosić... - powiedziałam ze skruchą w głosie.
- Ja też cię przepraszam. - objął mnie i pocałował.
- To co jedziemy dalej? - I w  tym momencie poczułam paraliżujący ból w nodze. Oberwałam strzałą... Morgulu...

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział III Część I "Przygoda z Elfem"

Czy to możliwe?

 Obudziłam się w jaskini. Obok mnie trzaskał ogień, a za rękę trzymał mnie nie kto inny jak Legolas.
- Na długo odleciałam? - zdołałam spytać, zanim jego usta dotknęły moich.
- Nie. Dopiero po południe. - odpowiedział z radością w głosie.
- Jak mnie boli szyja. Co to za wrzaski? - usłyszałam jakieś jęki. Podeszłam do tego co je wydawało. Do tego co chciało mnie zabić.
- TY KANALIO! CO CHCIAŁEŚ UDOWODNIĆ ZABIJAJĄC MNIE?! - Wrzeszczałam mu w twarz i gdyby nie ręka Legolasa, która trzymała mnie w pasie to ja rzuciłabym się temu czemuś do gardła.
- Smeagol, nie chciał nic. Tylko swój ssskarb... - zasyczał.
- Co to jest? - zapytałam Legolasa.
- Gollum. Ten nazywa się Smeagol. Musimy ruszać...
- JAKIM CUDEM TY ŻYJESZ?! SPŁONĄŁEŚ W GÓRZE PRZEZNACZENIA! - Usłyszałam krzyki Froda.
- Pan dał się nabrać na naszą sztuczkę... - odsyknął mu.
- Dajcie mi miecz. Poderżnę mu gardło! - krzyknął i chwycił miecz. Na nieszczęście Sam chwycił go.
- Dlaczego nie możemy go zabić? - zapytałam.
- Szkoda siły. - tylko tyle odpowiedział mi Legolas - musimy ruszać. Chodź.
 Co dzień zmierzaliśmy do Mordoru. Zatrzymaliśmy się w Lothien. To dom Pani Galadrieli. Smeagol został w Górach Mglistych.
- Witaj Galadrielo! - pozdrowił ją Gandalf.
- Witajcie, witajcie w Lothien. - odpowiedziała - Zapraszam was na ucztę.
 Najedliśmy się do syta. Nareszcie można się było wyspać w normalnych łóżkach. No może ja nie do końca mogłam.
- Od wielu dni możemy być sami... - powiedział do mnie (Legolas) i zaczął mnie całować, rozbierać i... sami wiecie co... Po wszystkim nie mogłam zasnąć. Wyszłam się przewietrzyć. Weszłam do jakiegoś ogrodu. Na środku było coś w rodzaju źródła.
- Tino, spójrz w zwierciadło, a zobaczysz coś co chcesz wiedzieć... - powiedziała do mnie Galadriela. - Ja też to zobaczę. Spojrzałam i zobaczyłam coś o czym nigdy bym nie pomyślała. Otóż w źródle zobaczyłam  Legolasa, bawiącego się z ciemnowłosą, dziewczynką. Wmurowało mnie, że aż chwyciłam się za brzuch.
- Czy ja... Czy to możliwe?
- Tak. Teraz musisz jeszcze bardziej uważać. Łączysz się z trzema osobami.
- Powiedzieć mu?
- Sama zdecyduj.
- Nie musi... - zauważył, że nie ma mnie przy nim, więc postanowił wyjść.
- Legolasie... - Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co.
- Legolasie, opiekuj się nimi. Nie możesz ich stracić. - powiedziała do niego Galadriela i zostawiła nas samych. Podeszliśmy do jednej z kamiennych ławek i usiedliśmy, a on pocałował mnie w brzuch...

Rozdział II Część III "Przygoda z Elfem"

Nazgule

 Jeden z naszych został powalony i zabity. Nie byli to orkowie jak myślałam. Te istoty były dziwne, jak czarne duchy, ale jeździły na koniach. Czarnych jak demony.
- Co to jest?! - zapytałam skołowana.
- Nazgule. Dziewięciu Królów rasy ludzkiej, którzy oddali się władzy pierścieni. - odpowiedział mi ktoś.
- Jak je pokonać?
- Nie da się, trzeba zniszczyć pierścień, a żeby tego dokonać trzeba być w Mordorze. - znów ktoś mi odpowiedział.
- A da się ich okaleczyć? - zapytałam z nadzieją.
- Tak, ale to nie łatwe trzeba.... - więcej nie usłyszałam, bo właśnie jeden z Nazguli mnie zaatakował.
- GIŃ KANALIO! - wrzasnęłam mu w twarz, a potem wepchałam sztylet tak, że aż czułam jak osuwa się na ziemię. Nie zginął, ale opadł na ziemię, a następnie na swoim mrocznym koniu odjechał. Usłyszałam jakiś krzyk nie podobny do niczego, a zaraz potem wszystkie Nazgule odjechały.
- Jak to zrobiłaś? - zapytał mnie krasnolud, Gimli.
- Ja? Nie wiem, po prostu dźgnęłam go na wylot, a potem odjechał...
- Tak czy tak mamy ich z głowy na chwilę. - powiedział Aragorn.
- Ruszamy dalej? - zapytałam.
 Ruszyliśmy. Dotarliśmy do jakiejś ciemnej jaskini, a tam spędziliśmy noc. Ja oczywiście u boku Legolasa.
- Wiesz co... chyba wiem dlaczego się wystraszyli... - zaczął.
- Nazgule? - odparłam.
- Tak. Gdy dźgnęłaś jednego, zabolało go to więc nie są do końca nie zniszczalni. Jeżeli następnym razem zaatakują cię, a na pewno to zrobią, celuj w serce, w końcu są śmiertelni.
- Jak?
- Nazgule są to Królowie, ci sami, którzy dostali dziewięć pierścieni władzy. Ciemność je omotała.
- Rozumiem...
- Możecie iść już spać??? - zapytał z irytacją, ktoś z głębi groty.
- Dobranoc. - odparłam, a Legolasa ucałowałam.
- Dobranoc. - odpowiedział mi i objął mnie ramieniem.
 Rano gdy wszyscy wstali nie ruszyliśmy od razu tylko po jakiś dwóch godzinach. Wstałam gdy wszyscy byli na nogach.
- Która godzina? - zapytałam.
- Przed południem. - odpowiedział mi Aragorn. - Jak spałaś?
- Wyspałam się aczkolwiek kamienna podłoga nie dorówna gościnności twego pałacu. - odpowiedziałam z uśmiechem. A Legolas posłał mi spojrzenie, na które odpowiedziałam rumieńcem.
- Ruszamy? - zapytałam.
- Najpierw coś zjedz. - Powiedział do mnie. - Trzymaj. - podał mi kromkę chleba.
- Dzięki.
 Jechaliśmy w stronę Gór Mglistych. Wtem usłyszeliśmy rżenie konia, a następnie ten sam koń biegł, a raczej uciekał, bez jeźdźca.
- Co jest?! - zapytałam skołowana.
- Ty wredna kanalio! Złaś ze mnie! - krzykał Frodo.
- To nasze! Nasz Sssskarb! - powiedziało coś podobne do pra
człowieka. Było to chude. Miało ogromne oczy, było łyse i skąpo ubrane. Ujrzałam co chciał wziąć. To był pierścień na łańcuszku. Zabrałam go Frodowi. Wtem, ten potwór rzucił mi się do gardła i zaczął dusić. Potem zobaczyłam tylko blond włosy i zemdlałam...

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział II Część II "Przygoda z Elfem"

Druga Drużyna Pierścienia

 Oboje patrzyli na mnie wzrokiem niedowierzającym.
- Chyba śnisz! Nie puszczę cię. - odpowiedział Legolas oburzony.
- Wątpisz we mnie, mam rację?!
- Dobrze wiesz, że to nie tak...
- Więc jak?!
- Wiesz, że nie chcę cię stracić... - spojrzał mi w oczy, były pełne smutku.
- Legolasie ty też?! Zakochałeś się w człowieku? A myślałem, że moja córka, Arwena, jest tak nieodpowiedzialna.
- Arwena? Nie miała szpiczastych uszu.
- Ponieważ, zakochana w Aragornie wyrzekła się Elfiego rodu. - wyjaśnił mi Legolas.
- A co Elfy mają do ludzi?! Czemu wszyscy się tak czepiają? I pan i twój ojciec...
- Skąd wiesz co mówił mój... Zaraz. Podsłuchiwałaś? - przerwał mi.
- Tak, wiem, że to głupie, ale musiałam wiedzieć co twojemu ojcu nie pasowało we mnie. 
- Tak czy inaczej nie pójdziesz na wojnę. Koniec.
- Nie, pójdę, bo nie zostawię cię samego. - unikał mojego wzroku.
- Aragorn wie? Elrondzie?
- Tak, wysłałem posłańca. Narada odbędzie się jutro, przed południem.
- Nie zamierzasz wracać do domu? - Legolas zwrócił się do mnie.
- Jeżeli się nie upewnię, że nic ci nie grozi. - odpowiedziałam.
 Zostaliśmy na noc. Znów w jednej komnacie. Po baraszkowaniu (Tu możecie mieć skojarzenia xD ), jego twarz spoważniała.
- Na wojnie nie będę mógł pilnować i siebie, i ciebie.
- Nie będziesz musiał, sam widziałeś, że dobrze mi idzie. - wtuliłam się w jego silne ramiona.
- Wiem, ale nie mogę cię stracić. Kiedyś też byłem zakochany...
- O, czyli był ktoś przede mną. - przerwałam mu.
- Miała na imię - zawahał się - Tauriel. Była Elfem, ale mój ojciec uważał, że skoro jest niższego rodu, to nie może wiązać się ze mną... Na wojnie pod Samotną Górą, została zaatakowana przez jednego z dowódców orkowej armii, gdy zobaczyłem jak leży tam nie przytomna, coś we mnie pękło. - widziałam ulotną łzę w jego oku - Zabiłem go, ale ona wolała tego debilnego (mało powiedziane) krasnoluda. Odeszła ode mnie, od królestwa. Zostałem sam. Wtedy pojawiłaś się ty. Nie chcę przeżywać tego samego.
- Rozumiem cię. - pocałowałam go na znak pocieszenia.
- Wiem. Jutro narada. Trzeba się wyspać. Dobranoc. - ucałował mnie w czoło.
- Dobranoc. 
 Następnego dnia, gdy ubrałam się i zjadłam, zeszłam na naradę. ,Było tam wielu przedstawicieli różnych ras.
- Dobrze wiecie dlaczego zebraliśmy się tutaj. - zaczął Elrond. Opowiedział o powrocie Saurona. - Dziś Wybierzemy znów śmiałków do Drużyny Pierścienia. Frodo czy ty i twoi wierni towarzysze znów stawicie czoła Ciemności?
- Oczywiście! Sam, ja, Mery i Pipin damy znów radę. - odpowiedział chłopak, który wyglądał na  dorosłego mężczyznę aczkolwiek był wzrostu dzisiejszego jedenastolatka. Miał czarne włosy i błękitne oczy.
- Wspaniale. Przedstawicielem krasnoludów będzie...
- Ja! - odpowiedział krasnolud. Miał rudą brodę zaplecioną.
- A więc dobrze, Gimli, synu Gloina. Przedstawicielem Elfów będzie:
- Ja! - odpowiedział nie kto inny jak Legolas.
- Dobrze, Legolasie synu Thranduila. Przedstawicielem rasy ludzkiej będzie
- Ja!
- Ja! - wykrzyknęliśmy na raz ja i Aragorn, który posłał mi zdziwione spojrzenie. Usłyszałam szepty za plecami typu "Kobieta? Na wojnie?" albo "Ona?"
- Jesteś gotowa na taką odpowiedzialność? - zapytał mnie Aragorn.
- Tak. Jeżeli mogę pomóc pokonać siły nieczyste to tak!
- A więc dobrze. Waszym opiekunem będzie nie kto inny jak Czarodziej Gandaf. - powiedział Elrond, wskazując w dość dobrym wieku mężczyznę z białą brodą.
- Wspaniale, znów dziewięciu śmiałków. Ale strzeżcie się bowiem że Sauron jest nadal potężny. - odpowiedziała kobieta. Miała blond włosy białą, długą suknię i niebieskie oczy. Sądząc po uszach, była elfem.
- Oczywiście Nasza Pani Galdrielo. - odpowiedział Gandalf.
- Tino czy mogę z tobą chwilę pomówić?
- Oczywiście. - odeszłyśmy na bok.
- Wiesz, że narażasz się na ogromne niebezpieczeństwo.
- Tak, ale jeżeli chce mnie pani zniechęcić to niech panie nie próbuje, ponieważ nie zostawię go samego.
- Wiem to i nie chcę cię zniechęcać, ale życzyć ci powodzenia.
- Dziękuję.
 Wyruszyliśmy. Wszyscy ubrani w mocne zbroje, a ja i Legolas mieliśmy lekkie i wygodne. Nie było mi łatwo samej siedzieć na koniu, ale dawałam sobie radę. Przejeżdżaliśmy obok niedużej wioski. Nagle usłyszeliśmy krzyk, orkowie atakowali...

_________________________________________
A tu opowieść o Dziewiętnastu Pierścieniach:

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział II Część I "Przygoda z Elfem"

Sauron

 Gdy obudziłam się rano, musiałam się przyzwyczaić do tego, że nie byłam w moim pokoju, a do tego leżał obok mnie chłopak. Na jego twarzy widniał uśmiech. Miał na sobie spodnie, a ja nic.
- Dzień dobry. Jak się czujesz?
- Witaj. Niezwykle.
- Miło mi to słyszeć. Za chwile będzie śniadanie. Potem ruszymy do Shire'u, około dnia drogi stąd. - ubrał koszule, a jego naga pierś zniknęła mi z oczu, co było i dobre i złe.
- Daj mi chwilę.
- Idę do Aragorna, będę na dole.
- Ok. - ubrałam się w zwiewną białą suknie. Zeszłam na dół.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Witaj, młoda damo. - odpowiedział mi Aragorn. - Dobrze spałaś?
- Aż za dobrze. - mówiąc to obdarowałam Legolasa spojrzeniem, a on odwzajemnił mi uśmiechem.
- Oj, coś tu jest na rzeczy. Chodź Aragornie, jesteś mi potrzebny. -   Powiedziała Arwena. Wiem, że chciała zostawić nas samych. Gdy wyszli, podszedł do mnie i objął mnie w tali.
- Mam nadzieję, że się na mnie nie obraziłaś po tej nocy?
- Skąd. Wręcz przeciwnie. Podobało mi się - zarumieniłam się.
- Cieszę się. To co, ruszamy do Shire'u?
- Dobrze. Przynajmniej pozwiedzam trochę Śródziemie.
 Wzięliśmy konia i ruszyliśmy w drogę.
- Dziękujemy ci za wszystko, Aragornie, Królu Gondoru! - pozdrowiłam go i wyjechaliśmy. Zatrzymaliśmy się w Rivendel.
- Witaj Elrondzie! Władco Ostatniego Przyjaznego Domu! - przywitał go Legolas.
- Witaj Legolasie! Cocię do mnie sprowadza?
- Przejazdem chciałem zawitać. Jedziemy do Shire'u. Chcemy się spotkać z Gandalfem.
- Z Gandalfem, powiadasz. Zostańcie u mnie, bo wiem, że za dwie noce Gandalf przybywa na zebranie, tak samo zresztą Galadriela.
- A cóż to się stało?
- Ciemność znów zapanowała nad Śródziemiem, Legolasie.
- Sauron? Przecież zniszczono Pierścień, prawda?
- Sauron zorganizował upadek wieży. Udało mu się wykuć drugi pierścień.
- CO?! Jakim cudem?!
- Też się zastanawiam...
- Wiadomo na kogo uderzy najpierw? 
- Prawdopodobnie, na tego kto go chciał zgładzić...
- FRODO! 
- Tak. To bardzo prawdopodobne. 
- Kto to Sauron? Jaka "Ciemność" ? Kim jest Galadriela? - zapytałam skołowana.
- Przepraszam kim jesteś młoda damo? - zapytał mnie Elrond.
- Mam na imię Tina.
- A więc Tino. Wszystko ci wyjaśnię: Kiedyś wykuto dziewiętnaście pierścieni. Trzy dla rasy czystej - Elfów, siedem dla Krasnoludzich Lordów i dziewięć dla królów rasy ludzkiej. Pierścienie miały okazywać potęgę. Nikt nie wiedział jednak, że Sauron - wielki czarnoksiężnik, wykuł dwudziesty pierścień, w czeluściach Góry Przeznaczenia, w Mordorze (ciemnej ziemi). Ten pierścień był tak potężny, że władał pozostałymi. Gdy wszyscy się dowiedzieli, całe Śródziemie zebrało naradę. Z każdej rasy wybrano śmiałków, którzy zniszczą pierścień. Utworzono Drużynę Pierścienia. Śmiałków było dziewięciu: dwóch ludzi: Aragorn i Boromir, krasnolud Gimli, czterech Hobbitów: Frodo, Samwise, Perigrin i Meriadok, był tam także Gandalf, a przedstawicielem Elfów był...
- Byłem ja. Widziałem już taką wojnę i nigdy nie myślałem, że się powtórzy. - przerwał mu Legolas.
- Stąd te blizny? - spytałam.
- Tak.
- Wracając do Drużyny - kontynuował - Pierścień nosił Frodo, a mroczna siła ciągnęła go w dół, albowiem Sauron czuł obecność Pierścienia, a Pierścień chciał wrócić do swojego Pana. Podczas wyprawy zginął Boromir. Frodowi udało się zniszczyć Pierścień, ale Sauron to przewidział i wykuł drugi Pierścień...
- "Ciemność znów zapanowała nad Śródziemiem" - wypowiedziałam jego słowa.
- Tak. Więc znów trzeba zwołać naradę. Dlatego Gandalf wyruszył do Shire'u. Galadriela to "Pani Światła" jest jedną z tych która nosi pierścień. Jest naszą gwiazdą. Wyrocznią. Narada odbędzie się jutro, więc zostańcie.
- Ale jak zbierzecie Drużynę skoro brakuje Boromira?
- Właśnie dlatego urządzamy naradę.
- Skoro Legolas ma znów iść na wojnę to idę z nim...
 Legolas spojrzał na mnie jak na ducha.
_______________________________________________
A tak pro po to tu wkleję zdjęcia Dziewiętnastu Pierścieni Władzy:
Elfy:

Ludzie:

ZANLAZŁAM!
Krasnoludy:



sobota, 31 października 2015

Rozdział I Część III "Przygoda z Elfem"

Król Aragorn

 Ruszyłam w drogę. Minęłam rwącą rzekę i małą wioskę. Zatrzymałam się nad jeziorem. Orzeźwiłam się, ale nagle usłyszałam szmer za mną, napięłam łuk i szybko się odwróciłam, nigdy nie pomyślałabym, że to on.
- Myślałam, że jesteś Orkiem. - celowałam w niego, a on we mnie.
- Gdybym był Orkiem, już byś nie żyła. - spuściliśmy broń.
- Czemu za mną poszedłeś?
- Ponieważ, nie dam ci samej pałętać się po Środziemiu. 
- Odnalazłabym się tu.
- W to nie wątpię...
- To w co? W moje umiejętności?
- Skąd. Chodzi o to - przysunął się do mnie - nie chcę, aby stała ci się krzywda...
- Tylko tyle? - przysunęłam się tak, że wyższy o kilka centymetrów, patrzył na mnie z góry - Nie chcesz mnie stracić?
- Tak... - ujął mnie pod brodę i... pocałował. Wszystko dookoła zniknęło. Jego wargi i język były tak władcze, że aby ustać na nogach musiałam się chwycić jego mocnych ramion. Nasze usta muskały się żarliwie. W pewnym momencie usłyszeliśmy szelest i momentalnie odwróciliśmy się z przygotowaną bronią.
- Pokarz się! - wrzasnęłam.
- Nie zabijajcie. - usłyszeliśmy, a głos należał do handlowca z Miasta na Jeziorze. - Nie chcę nic, tylko wziąć beczki.
- To weź. - powiedział Legolas oschłym tonem. Spuściliśmy broń.
- Tina, wiem kto może ci pokazać drogę do domu - to ostatnie powiedział z smutkiem w głosie.
- Naprawdę? Kto?
- Znajduje się w Minas Tirith. Nazywa się... Gandalf. Jeden z pięciu Czarodziei.
- Ile jest ras w Śródziemiu?
- Teorytycznie sześć: Elfowie, Ludzie, Krasnoludy, Hobbici, Czarodzieje i Orkowie.
- W Minas Tirith są Elfowie?
- Nie... Ludzie, ale Elfy też się znajdą.
- To co w drogę?
- Potrzebny nam koń. Musimy wrócić do Puszczy.
- Ja nie za bardzo umiem jeździć konno...
- Wezmę jednego i pojedziesz ze mną - powiedział to z takim szerokim uśmiechem.
- Oki. - Wróciliśmy do Puszczy i wyjechaliśmy, konno.
 Po długim dniu wędrówki, dojechaliśmy do Miasta Królów. Był to piękne dostojne miasto. Należało do Króla Aragorna. 
- Piękne jest... ale twój ładniejszy. - powiedziałam z uśmiechem.
- Aragorn to mój dobry przyjaciel. Na pewno będzie chciał urządzić ucztę.
- To super, jestem głodna. - zaczęliśmy się śmiać.
 Byliśmy u wrót. Otworzył nam Król we własnej osobie. Był
ciemnowłosym, mocnej budowy mężczyzną.
- Witaj Legolasie! Wejdźcie, śmiało. - weszliśmy. Pałac był ogromny. Srebrzystobiałe ściany odbijały światło słoneczne. Na fladze o kolorze ciemnej zieleni, widniał biały koń. 
- Eomerze, zorganizuj ucztę powitalną, z okazji, że odwiedził nas Książę Mrocznej Puszczy. 
- Dziękujemy ci. Nie wiesz, gdzie znajduje się Gandalf? - zapytał Legolas.
- Nie śpieszymy się. - powiedziałam do niego szybko. - Możemy chwilę zostać u ciebie Królu Aragornie?
- Proszę mów mi po imieniu. Jakie jest twoje?
- Mam na imię Tina.
- Jest może Awrena? - spytał Legolas.
- Tak w tamtej komnacie - wskazał jedne z drzwi.
- Zaraz wrócę. - powiedział do mnie i poszedł do tamtej komnaty. Trochę się wkurzyłam, ale ufałam mu.
- Więc, Tino, jesteś człowiekiem, prawda?
- Tak, jak ty. Właściwie nie jestem z Śródziemia.
- A skąd?
- Z innego świata. Tam pochodzę z Kanady.
- Tak czy inaczej miło mi cię poznać.
- Mi równierz. Kim jest Awrena?
- Jest Królową, a przynajmniej moją żoną. - nie muszę się jej obawiać.
- Rozumiem. - Zauważyłam Legolasa i chyba Awrenę wychodzących i śmiących się z komnaty.
- Witaj, Tina tak? Jestem Awrena. - powiedziała uściskując mi dłoń. 
- Miło mi cię poznać.
- Aragornie czy możemy w twoich progach spędzić noc? Wyruszymy do Gandalfa o świcie. - zwrócił się do Aragorna Legolas.
- Nie ma go tu? - Spytałam.
- Nie wyruszył, spotkać się z Frodem. Do Shire'u.
- Oczywiście, że możecie u nas zostać, tak długo jak zechcecie. - powiedział Aragorn.
 Po wielkiej Uczcie Powitalnej odbyły się tańce. Było wesoło. Balowaliśmy do rana, ale  w końcu trzeba iść się położyć. Legolas pokazał mi komnatę w której spędzę noc. O dziwo było tam jedno łoże... Dwuosobowe.
- Legolasie?
- Ciii... - uspokoił mnie, a potem objął w tali i zaczął całować, tak czule i żarliwie jak nigdy. Potem tylko czułam jak tonę w jedwabnie miękkiej pościeli. Po chwili leżał już na mnie tak cudownie po męsku ciężki, a jego palce wsuwały się pod moje ubranie i dotykały miejsc, których jeszcze nikt nigdy wcześniej nie dotykał, każda pieszczota elektryzowała mnie, jakby moją skórę całowała spadająca gwiazda, która wylądowała na niej blask niczym nowej galaktyce. Zauważyłam na jego skórze blizny. Miałam ochotę każdej dotknąć i ucałować, ale kiedy spróbowałam, chwycił mnie za nadgarstki i docisnął do kołdry.
- Przestań - powiedział głosem zdławionym od emocji. Spojrzałam w jego oczy. Były granatowe, pełne pożądania, pożądania mnie. - Powiedz, że nie chcesz wrócić do domu, ja cię pragnę... - zaczął całować moją szyję. Zaczęłam mruczeć jego imię. Przeszedł do bardziej zdecydowanych działań. Po chwili wróciły spadające gwiazdy, tyle tylko, że teraz to były całe galaktyki świetlistych słońc i planet, które rosły i rosły, aż pękały zasypując nas okruchami gwiazd, księżyców i innych ciał niebieskich. Poczułam jakbyśmy stopili się w jedno. Po wszystkim zasnął... a ja wtuliłam się w jego ramiona. 

piątek, 30 października 2015

Rozdział I Część II "Przygoda z Elfem"

Gdzie iść

Obudziłam się rano, wyspana. Ubrałam się, Pościeliłam i wyszłam. Minęłam kilku Elfów. 
- Zatrzymaj się! - usłyszałam za mną. Stanęłam i odwróciłam się. Stał za mną wysoki i dostojny Elf. Miał długie blond włosy, Długą szatę i Koronę na głowie, składała się z jesiennych liści.
- Słucham.
- Co ty robisz w moim Królestwie? Kto cię tu przysłał CZŁOWIEKU?
- Ja.. Ja.. - głos zamarł mi w gardle, nie mogłam się ruszyć, na całe szczęście ktoś inny za mnie odpowiedział.
- Poprosiła o schronienie przed Orkami. O mało jej nie zabili ostatniej nocy. Udzieliłem jej schronienia na jedną noc. - Mówił tak przekonująco.
- Legolasie czy mogę zamienić z tobą słówko?
- Oczywiście. - Weszli do innego pomieszczenia. Wiem, że głupio podsłuchiwać, ale chciałam się dowiedzieć o co chodzi.
~~SZEPTY ZZA DRZWI~~
- Jak śmiałeś wpuścić tu człowieka?!
- Było mi jej szkoda, co miałem pozwolić by rozszarpały ją Wargi*?
- Choćby nawet, ale nie przyprowadzać jej tutaj.
- Nie chciała nic tylko bezpiecznie spędzić noc, a potem poszukać drogi do domu.
- Ona nie jest stąd? Z Zachodu?
- Nie, w ogóle nie jest z Śródziemia.
- NIE JEST Z ŚRÓDZIEMIA?! To skąd???
- Mówiła, że z Kanady...
- Tak czy tak, nie może tu dłużej zostać. Niech wraca skąd przyszła.
- *do siebie* Wiec to tak wygląda elfia gościnność.
- Co tam mruczysz? 
- Nic.
- Dobrze, więc ją wyprowadź.
~~Wyszli zza drzwi, odsunęłam się, aby nie domyślili się, że~~ ~~podsłuchałam~~
- Tina, chodź ze mną - powiedział Legolas i wyszliśmy z pałacu. Poszliśmy, chyba do kuźni, bo było czuć zapach topionego metalu.
- Po co tu przyszliśmy? - zapytałam.
- Nie dam ci samotnie wędrować po Śródziemiu. Bez broni ani rusz. - wręczył mi kołczan, łuk i dwa sztylety.
- Ale ja nie umiem posługiwać się bronią... znaczy z łuku nawet dobrze mi idzie, ale nie tak jak tobie - mówiąc to ostatnie zarumieniłam się. Mam nadzieję, że tego nie widział.
- Dam ci krótki poradnik, ale nie tu, bo jeszcze mój ojciec zobaczy. Chodź. - chwycił mnie za rękę i pociągnął do lasu (bez skojarzeń).
- Poćwiczymy na tym dębie. Weź strzałę i traf w niego. - jak kazał tak zrobiłam, trafiłam idealnie, a on bił mi brawo.
- No ładnie, ładnie. To teraz walka w ręcz. Uderz mnie, śmiało.
- Na pewno? 
- Tak to tylko ćwiczenia. - uderzyłam go, a on moją rękę złapał i wykręcił.
- AU! Bolało.
- Orkowie, byliby bezlitośni. Patrz spróbuj tak... - zademonstrował mi kilka chwytów, a potem gdy uznał, że nie idzie mi źle, wziął do ręki sztylet, a drugi dał mi. - To teraz to samo.
- CO? Nie chcę cię przedziurawić, ani sama nie chcę zostać podziurawiona.
- Spokojnie, ja ci nic nie zrobię, a ty i tak mnie nie zranisz.
- Zobaczymy. - i tym razem też nieźle mi szło, ale gdy chciałam się obrócić, potknęłam się i wywaliłam się na niego.
- Ups... Nogi mi się poplątały - powiedziałam i się zarumieniłam.
- Mnie też się to zdarza. - odpowiedział mi z uśmiechem, od którego miękną kolana (przynajmniej moje). - Jesteś gotowa mogę cię bezpiecznie puścić. - Wstałam podnosząc i jego. - Wiesz co, do twarzy ci z łukiem. - Przysunął się do mnie i objął mnie w talii. Wiedziałam co chciał zrobić... ale nagle zadął róg więc zerwał się. Nasza chwila minęła. :(
- Chodź, to z pałacu, atakują nas. Masz szanse się wykazać. - Powiedział i pociągnął mnie za sobą.
Orków było tam mnóstwo, Armia walczyła dzielnie, ale bez przywódcy. Gdy wkroczyliśmy do akcji wszystko co plugawe leżało martwe na ziemi.
- No, no ładnie dałaś sobie z nimi radę. - powiedział po wszystkim.
- Dziękuję, ty też nieźle walczyłeś. Dziękuję ci za wszystko, ale czas mnie pogania, muszę znaleźć wyjście do mojego świata. Mama będzie się martwić.
- Dobrze więc żegnaj. - powiedział, a uśmiech zniknął z jego twarzy. Wspięłam się na palce i ucałowałam go w policzek. Ruszyłam w drogę...

____________________________________
Wargi - mutacja wilków, należą do Orków, zazwyczaj Orkowie używają je jako środek transportu (patrz zdjęcie poniżej)

czwartek, 29 października 2015

Rozdział I Część I "Przygoda z Elfem"

Dziwny Świat

 Obudziłam się w jakimś dziwnym lesie. Byłam ubrana w wygodne spodnie i bluzkę. Szłam przez jakiś czas szukając schronienia. Usłyszałam jakiś dziwny dźwięk coś w dziwnym języku. A potem zobaczyłam, że coś biegnie w moim kierunku. Wyglądało to jak człowiek aczkolwiek jego skóra była czarna jak nie szara, nie miał włosów, był ubrany w zbroję, a w dłoni miał miecz. Zaczęłam uciekać, biegłam tak szybko, że nie zauważyłam korzenia wystającego z ziemi. Potknęłam się i upadłam. Już ta wstrętna poczwara miała mnie dobić, kiedy jakimś cudem padła obok mnie. Martwa. Zobaczyłam strzałę w jej plecach. Potem usłyszałam dźwięk ostrza i jęki konających poczwar. Zauważyłam blond włosy. Należały do mężczyzny, który właśnie zmierzał w moim kierunku. Był wysoki, mocnej budowy. Jego blond włosy pasowały do jego niebieski oczu. 
- Jesteś cała? - wyciągnął rękę i pomógł mi wstać.
- Oprócz tego, że jestem cała brudna to nie, nic mi nie jest. Co to było?
- Orkowie. Wstrętne kanalie ze Wschodu. Nie jesteś stąd, prawda?
- Tak.
- Jestem Legolas, syn króla Thranduila. Jesteś z Rohanu?
- Skąd? Jestem Tina. Mieszkam w Kanadzie.
- Kanadzie? 
- Tak. Właściwie gdzie ja jestem?
- W Śródziemiu, a przynajmniej na ziemiach Mrocznej Puszczy. 
- Mrocznej co?
- Mrocznej Puszczy. Ile ty masz lat? Czemu zapuszczasz się tak daleko bez swoich rodziców?
- Kobiet o wiek się nie pyta. Właściwie obudziłam się już w tym lesie. Czy jest tu jakaś gospoda, w której mogłabym spędzić noc?
- Mogę cię zabrać do pobliskiej osady. Ale tylko na jedną noc.
- Ok mi to pasuje.
- Ok?
- Tak u mnie się mówi inaczej: tak.
- Rozumiem. To co idziemy?
- Jasne. - Poszliśmy. Zaprowadził mnie przed wielkie wrota.
- Zapraszam. - powiedział i wskazał ruchem ręki, abym weszła.
- Legolasie! Ojciec cię wzywa. - Powiedział jakiś inny człowiek.
- Już idę. Słuchaj, Tina, muszę iść ale zaraz wrócę. Poczekaj tu na mnie. - Powiedział i odszedł, a ja zobaczyłam coś co w nim mi nie pasowało, miał szpiczaste uszy, tak jak ten drugi. Pochodziłam trochę po tym wielkim zamku, ale nie oddalałam się od ustalonego miejsca.
- Mana elyë car? - (co ty robisz w zamku) powiedział do mnie jeden z nich po swoim języku.
- Nie rozumiem pana.
- Sarmin, zostaw ją. - powiedział Legolas, także w swoim języku.
- PO JAKIEMU TO JEST???
- Po elfiemu. Po naszemu.
- JESTEŚCIE ELFAMI???
- Tak, a niby czym?
- Ludźmi?
- Hahaha - wybuchnął śmiechem - my ludźmi? Skąd.
- To dlatego macie takie szpiczaste uszy?
- Tak.
- To powiesz mi gdzie mogę spać?
- Chodź za mną. - poszliśmy do jednego z pokoi. Było ich wiele. Wszystkie wyścielone. 
- Tutaj jest twój pokój.
- Ale nie mam jak zapłacić.
- Nie musisz.
- Na pewno?
- Tak. A jeżeli tak bardzo chcesz, zawsze możesz w naturze. - uśmiechnął się, a mi nogi zrobiły mi się z jak z waty. - żartuję, na prawdę nie musisz płacić.
- Dziękuję. Jutro poszukam wyjścia do mojego świata.
- Dobrze, więc miłych snów.
- Dobranoc, a gdzie cię mogę znaleźć?
- Mam straż, więc przed bramą. Zawsze jest otwarta.
- Ok.
- Dobranoc.
 Wyszedł. Padłam na miękką jedwabną pościel i myślałam o nim. Jest nawet przystojny. Ale jest elfem, a ja człowiekiem... To się nie uda.

środa, 28 października 2015

INFO

Moi drogie czytelniczki (i czytelnicy)!!!
Po skończeniu "Doby z Mordercą" mam pomysł na "Przygodę z Elfem", ale także na "Anioły i Harpie 2" więc powiedzcie mi w komentarzach co wolicie :) 
"Doba z Mordercą"

 Pojechałam z mamą do domu. Pogrzeb taty odbył się dość szybko. Nie chciałyśmy przedłużać bólu. Wróciłam do pokoju. Zwaliłam wszystko czego ON dotykał. Pościel spaliłam. Ubrań było mi szkoda, więc je wyparzyłam. Nie chciałam go już nigdy widzieć. Oczywiście to było nie możliwe. Gdy poszłam do szkoły, weszłam do klasy. Był tam.
- Będziesz mnie unikać?
- Uciekłeś z więzienia... nowe hobby?
- Może... - podszedł bliżej mnie.
- Odwal się ode mnie.
- Mia, nie wiedziałem, że to twój ojciec...
- Nie chcę nigdy więcej widzieć! Spie***aj!
- DOBRA! TO KONIEC!
- Żeby był koniec musiałoby się coś zacząć. 
- MAM TEGO DOŚĆ. NIGDY WIĘCEJ MNIE NIE ZOBACZYSZ! 
- SUPER! NAWET NIE WIESZ JAK SIĘ CIESZĘ! MORDERCA! TO ON JEST TU W KLASIE!!!
- ZAMKNIJ TER ZJE*ANY RYJ SUKO!
- CO PRAWDA W OCZY KUJE?
- GRRR... - wyskoczył przez okno i uciekł.
 Po paru tygodniach dowiedziałam się, że znaleziono Jeff'a... Martwego. A przy nim taki list:
 Mia!
Wiem, że mnie nienawidzisz. Sam siebie za to nienawidzę. Jeżeli nie mogę być z tobą to nie chcę żyć. Pozdrów małą Rozę... ŻEGNAJ KOCHANA!
Chciał aby mała nazywała się Rozalia. Spełniłam jego ostatnią wolę. Roza urodziła się zdrowa, jest tak podobna do Jeffa, że kiedy na nią spojrzę, przypominam sobie nasze figlarne noce, ale potem przypomina mi się co zrobił w szpitalu tego feralnego dnia... Wychowam z mamą Rozę.
- A gdzie jest tata? - zapytała mnie.
- Jest w lepszym miejscu... - kiedyś powiem jej prawdę ale na razie nie będę jej straszyć.

KONIEC





Rozdział V Część III "Doba z Mordercą"

To nie tak miało być

 Gdy leżałam i czekałam na Jeff'a usłyszałam krzyki. Wyszłam, by zobaczyć o co chodzi widok mnie przeraził... Na podłodze leżał Jeff, a nad nim z nożem był jakiś człowiek w białym fartuchu.
- Zabrać go! Na oddział psychiatryczny! - wrzeszczał lekarz.
- JEFF! - Wrzasnęłam. zauważył mnie ten psychol i zaczął z nożem biec na mnie. Ale gdy już miał się zamachnąć, padł przed moimi nogami...martwy. 
- Nigdy nie waż się tknąć mojej dziewczyny. - powiedział Jeff oschle.
- Dzwoń na policję! Poznaję go to ten seryjny morderca!!! - krzyknął ktoś w tle. Nagle widziałam biegnącą ochronę i policję. Jeff stał z scyzorykiem gotowym dźgnąć każdego kto śmie tknąć jego lub mnie. Nagle zauważyłam coś co sparaliżowało mnie od stóp do głów... NIE! NIE! NIE!
Wśród policjantów, był mój tato... a Jeff runął na nich z scyzorykiem.
- NIE JEFF!!! TO MÓJ OJCIEC!!! NIE...! - Ale było za późno, Jeff uderzył mojego ojca nożem w brzuch... padł na ziemię z jazgotem...
- TATO! - Rzuciłam się obok niego, odpychając Jeff'a po drodze. - Tato, jestem tu, tato będziesz dziadkiem, proszę zostań ze mną chodź wrócimy do mamy... - szlochałam do niego.
- Panno Johnson, on już odszedł... - załamałam się.
- NIE!  ON ŻYJE! RATUJCIE GO!!! - Wrzeszczałam i rzucałam się na lekarza.
- Mia! Powiedz im coś! - spojrzałam na Jeff'a. Gdy rzuciłam się na ojca ochroniarze go schwytali. - MIA!
- JEFF! Puśćcie go! - Wrzasnęłam i chciałam do niego biec, ale lekarze mnie trzymali, nie mogłam go dotknąć, a on mnie.
- No ładnie Mia! Udało ci się go schwytać! - usłyszałam głos Angeli.
- CO?! - Jeff spojrzał na mnie jak na ducha.
- Jeff to nie tak jak myślisz!
- Oj przestań Mia! Sama mi mówiłaś, że chcesz go ustatkować i złapać i donieść policji.
- ANGELA STÓJ PYSK! - Wydarłam się na nią.
- CO?!?! MIA JAK MOGŁAŚ!
- TO NIE TAK MIAŁO BYĆ! JEFF! JA CIĘ KOCHAM! A TO MÓWIŁAM JAK NIE BYŁO MIĘDZY NAMI DOBRZE! TERAZ CHCIAŁABYM ODWOŁAĆ TO WSZYSTKO!
- ZA PÓŹNO! I JAK WIDAĆ UDAŁO CI SIĘ! - Powiedział do mnie z tym jego uśmiechem mordercy. Mój Jeff zniknął z jego oczu. Powrócił...
JEFF THE KILLER...

wtorek, 13 października 2015

Rozdział V Część II "Doba z Mordercą"

O kurde

 Zwinęłam się z bólu. Typek miał już mi dokopać, gdy padł przede mną martwy.
- Ona jest już moja. - Powiedział Jeff do trupa. - Nic ci nie jest?
- Nie, w porządku, ale brzuch mnie nawala. 
- Chodź, zabiorę cię do szpitala.
- Nie! Zawiadomią rodziców i przyjadą po mnie.
- Skłamię, że jesteśmy rodzeństwem, ja jestem pełnoletni.
- A jak spytają o ojca, dziecka?
- MIA? TY JESTEŚ W CIĄŻY? - Zapomniałam, że Polly nadal tu jest.
- T...tak.
- O kurde! No to wesoło. A co na to twoja stara?
- Nic. Wydarła się i tyle, AŁ.
- Koniec, jedziemy. Nie chcę abyś cierpiała.
 Pojechaliśmy do szpitala (podrzucił nas Mark). Zrobili mi podstawowe badania. Przyszedł lekarz.
- Amelia Johnson. Czy wiedziałaś, że jesteś...
- W ciąży. Tak wiem. - przerwałam mu.
- A pan to?
- Brat Mii, Jeff Johnson. - wyciągnął dłoń, a lekarz ją uścisnął.
- Wracając do pani. Dziecko...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
. Muszę was przytrzymać xD
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
...Przeżyło. Uderzenie było skierowane w jamę brzuszną. Wszystko gra. Ból minie. Zaraz przyjdzie do pani, pani ginekolog.
- Dziękuję doktorze. - Wyszedł, a Jeff doprowadzał mnie do śmiechu. Jego radość na wieść, że dziecko przetrwało nie miła granic. Skakał, tańczył nawet śpiewał, a ja myślałam, że wybuchnę ze śmiechu.
- Wiesz, skoro maluch wytrzymał takie uderzenie to znak, że jest silny. - Powiedział, gdy skończył pajacować.
- Chcesz je?
- Bardzo. Ty ja i ona.
- Ona?
- Doktór ci nie mówił. Podejrzewają dziewczynkę
- Jak się dowiedzieli, przecież nawet miesiąca nie ma.
- A i owszem, ma, dwa, prawie dwa i pół.
- Jak ten czas szybko leci.
- Mia, wiesz co zrobiłaś w tym domku nad jeziorem. Zabiłaś kolesia.
- A ty to niby nie?!
- Ja mam fach, dla ciebie to nowość, a poradziłaś sobie świetnie. Jestem z ciebie dumny. - Pocałował mnie i wszedł lekarz.
- Dzieciaki? Czyżbyście uciekły z domu bo się kochacie? Jako rodzeństwo?
- Właściwie... 
- Tak, ale rodzice nam żyć nie dają - przerwał mi -  a ja mam ukończone 18 lat więc potrafię się nią zająć, i nim też. - wskazał na mój brzuch. - Jego kłamstwa wyglądały bardzo realistyczne. - proszę nie dzwonić do rodziców, nie chcę aby nas rozdzielili.
- Dobrze, ale musisz coś podpisać, że za nią odpowiadasz.
- Dobrze. - i wyszedł. Położyłam się i z nudów myślałam nad imieniem dla niej.