"Doba z Mordercą"
Pojechałam z mamą do domu. Pogrzeb taty odbył się dość szybko. Nie chciałyśmy przedłużać bólu. Wróciłam do pokoju. Zwaliłam wszystko czego ON dotykał. Pościel spaliłam. Ubrań było mi szkoda, więc je wyparzyłam. Nie chciałam go już nigdy widzieć. Oczywiście to było nie możliwe. Gdy poszłam do szkoły, weszłam do klasy. Był tam.
- Będziesz mnie unikać?
- Uciekłeś z więzienia... nowe hobby?
- Może... - podszedł bliżej mnie.
- Odwal się ode mnie.
- Mia, nie wiedziałem, że to twój ojciec...
- Nie chcę nigdy więcej widzieć! Spie***aj!
- DOBRA! TO KONIEC!
- Żeby był koniec musiałoby się coś zacząć.
- MAM TEGO DOŚĆ. NIGDY WIĘCEJ MNIE NIE ZOBACZYSZ!
- SUPER! NAWET NIE WIESZ JAK SIĘ CIESZĘ! MORDERCA! TO ON JEST TU W KLASIE!!!
- ZAMKNIJ TER ZJE*ANY RYJ SUKO!
- CO PRAWDA W OCZY KUJE?
- GRRR... - wyskoczył przez okno i uciekł.
Po paru tygodniach dowiedziałam się, że znaleziono Jeff'a... Martwego. A przy nim taki list:
Mia!
Wiem, że mnie nienawidzisz. Sam siebie za to nienawidzę. Jeżeli nie mogę być z tobą to nie chcę żyć. Pozdrów małą Rozę... ŻEGNAJ KOCHANA!
Chciał aby mała nazywała się Rozalia. Spełniłam jego ostatnią wolę. Roza urodziła się zdrowa, jest tak podobna do Jeffa, że kiedy na nią spojrzę, przypominam sobie nasze figlarne noce, ale potem przypomina mi się co zrobił w szpitalu tego feralnego dnia... Wychowam z mamą Rozę.
- A gdzie jest tata? - zapytała mnie.
- Jest w lepszym miejscu... - kiedyś powiem jej prawdę ale na razie nie będę jej straszyć.
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz