- Co?! - jego matka wpadła w szał.
- Wzięli ją, ponieważ się nie ugiąłem. - Cover zaszlochał.
- Ale mówiła pani, że jest bezpieczna. - Włączyłam się do rozmowy.
- Bo była! Ojciec i paru twoich ludzi wywiozło ją za miasto.
- Jakoś się dowiedzieli. Zabrali się i pojechali. Potem słyszałem tylko jej krzyk... - padł na kolana i zaczął szlochać.
- Odzyskamy ją. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. - chciałam w to wierzyć. Mój głos był pusty, ale miałam nadzieję, że choć trochę podniosę go na duchu.
- Ally. Oni mogą jej wszystko powiedzieć. Całą prawdę. Skąd pochodzi, kim jest... Dzwonię do ojca. - trzęsły mu się ręce. Niepewnie chwycił telefon. - Tato? Noise! Porwali Noise! Błagam cię pomórz!
Siedzieliśmy w milczeniu. Matka Covera poszła po coś do sklepu. Zostaliśmy sami.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym, że można was zabić, a jest nawet łatwiej, bo czujecie ból i możecie się wykrwawić.
- Nie chciałem cię martwić.
- Jest ich ponad 300. Jak chcecie ich zabić? Oni mogą w chwilę znaleść kogoś do swojej armii. Tobie to zajmuje dłużej.
- Al... jest nas więcej niż ci się wydaje. - Pogłaskał mnie po policzku.
- Cover... ja się martwię. O Noise, o ciebie. Przeżywam to razem z wami. - Przytuliłam się do niego.
- Wiem... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - wyprostowałam się. Przyłożyłam usta do jego ust. Mimo ilości krwi jaka z nich wypłynęła przy bójkach, były miękie i głatkie. Tak jekbym całowała płatek róży... jego usta przeniosły się na moje ucho. Lekko łaskotał je słowami. Wymruczałam jego imię. Ustami wyrysował szlak od ucha na moją szyję.
- Cover...
- Spokojnie... moja matka pojechała do ojca... mamy chwilę.
Trwaliśmy w rozkoszy. Zdecydował się zmienić miejsce. Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Szczelnie zamknął drzwi.
- Cover... J-ja nigdy wcześniej tego nie robiłam...
- Spokojnie... Zaufaj mi... Będzie dobrze... - rozpiął koszulę. Miał pełno ran i sińców, ale mimo to powalała mnie jego męska uroda. Przyciągnął mnie do siebie. Był ciepły, jak piecyk i tylko mój. Jego dłonie delikatnie muskały moje ciało, a usta zwiedzały jego zakamarki. Moje dłonie błądziły po jego ciele. W moich ruchach był pośpiech. Wiedziałam, że w każdej chwili porzuci rozkosze by ratować siostrę. Nie miałam mu tego za złe, ale też nie chciałam go stracić ani na moment.
- Ally? Wszystko dobrze? - uczepiłam się go gorzej niż rzep.
- Jeszcze nigdy nie było mi lepiej... - po całych tych niedozapomnienia chwilach, zasnął. Patrzyłam na uśmiech jaki pozostał na jego ustach. Był lekki, przyjemny. Ułorzyłam się wygodnie i zasnęłam.
"Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj." Jego słowa ułożyły mnie do snu.
Rano gdy się obudziłam, go nie było obok mnie.
- Cover? - siedział na krześle przy oknie. Myślał. Spojrzał na mnie.
- Dzień dobry, skarbie.
Uśmiechnął się. Chciałam wstać i przytulić go, ale gdy się podniosłam, kołdra opadła, a ja zo spostrzegłam, że nie mam na sobie nic. Wróciłam wspomnieniami do TEJ nocy. Jak było dobrze i przyjemnie. Tak jak obiecał. Gigantyczny rumieniec wylał mi się na twarz. W kwesti ubioru wyprzedzał mnie. Miał na sobie czarne spodnie opadające seksownie na biodra.
- Teraz już nie musisz przy mnie się wstydzić nagości. - Uśmiechnął się podstępnie.
- Na to nie licz. Na razie. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Łap! - rzucił mi moje ciuchy.
- Zaraz wracam. - Rzekłam po czym udałam się do łazienki. Ubrałam się i wróciłam do pokoju. Nadal tkwił przy oknie zamyślony.
- Cov, co z Noise?
- Zero wieści. Jonathan i Gabe, moi ludzie, poszli jej szukać. Jak tylko się czegoś dowiedzą, mają mnie powiadomić. - spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem. Jego brązowe oczy wyrazały tak głęboki żal, że wydawały się czarne. Przejrzały mnie na wylot. Widział, że wewnętrznie nie martwię się o Noise tylko o niego.
- Oj, Ally... - podszedł i przytulił mnie. Mocno i czule. Nie chciałam się od niego odkleić. Jego wargi musnęły moje czoło. Gdy byłam z nim, czułam bezpieczeństwo.
- Muszę iść. - Powiedział. Nie ruszyłam się z miejsca.
- Nie, Cov. Zostań ze mną...
- Dote wyszła. Nie bój się o nią. Taraz nikt jej teraz nie zagrozi. Moja matka jest na dole i przydałoby jej się towarzystwo.
- Ale ja... ja nie chcę cię zostawić... - dusiłam się przez szloch.
- Wrócę. Obiecuję.
- Cover... Nie zostawiaj mnie... - dławim się łzami.
- Nigdy... - szepnął mi do ucha.
Puścił mnie i wyszedł.
piątek, 26 lutego 2016
poniedziałek, 22 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział V Część I
Kiedy wszyscy spali, ubrałam się i pocichu wyszłam. Mijając uliczki szłam w stronę fabryki. Przerażała mnie myśl spotkania się z nimi, a najbardziej spotkania z Bloodem. Doszłam do progu, zapukałam. Drzwi same się otwarły. Weszłam do mroku.
- Dote?! - wykrzyknęłam.
- Ally! - Jej głos wybrzmiał z głębi budynku. Bez opamiętania ruszyłam w ciemność.
- Czekałem na ciebie... - jego głos przeszywał moje ciało, aż do kości.
- Wypuście Dote. Ona nie jest wam potrzebna.
- Jaką Dote?
- No tą co teraz krzyczała. Wołała mnie!
- Anger?
Zabłysło światło. I Blood, i Anger byli upaprani krwią.
- Gdzie Dote?! - traciłam zdolności orientacji w terenie.
- Evil nie załatwił kolacji, więc wiedząc, że już jesteś w drodze... - Anger wydałał się spokojniejszy niż nigdy wcześniej.
- Czy chcesz mi powiedzieć, że ją...
- Tak. Teraz spokojnie leży sobie w worku.
- Nie!
- Tak. Podzieliłem się z Evilem, a Blood...
- ...Miałem ochotę na kogoś innego. - Blood zaszedł mnie od tyłu. Opasał mnie ramieniem. Wiedziałam, że wiercenie nic nie da, posłusznie usiadłam na kanapie obok niego. Pocałował mnie w policzek, a mi żołądek wywinął kozła. Anger się śmiał. Evila nie widziałam. Blood starannie wtulił się we mnie. Niedobrze mi.
- Gdzie Evil? - zapytałam.
- Poszedł się bujać.
- Mogę wam zadać kilka pytań?
- Wal złotko.
- AEB to skrót od waszych imion. To znaczy, że ty jesteś liderem?
- Tak. Evil jest mózgiem, Blood siłą, a decydujący głos należy do mnie.
- Ok. Pytanie numer dwa: Jak odkryliście istnienie ADB (Association Defenders Blood).
- Ginęli nasi ludzie. Zaciekawiło nas to. Wysłałem kilku na przeszpiegi. Tak doprowadziło to nas tutaj. Cover narobił sobie wrogów.
- Jest was więcej?
- Całe setki. Ok. 300.
- Tamtych chyba jest więcej.
- Może. Ale my mamy sposób na rekrutowanie wampirów. Wystarczy jeden lekki gryz i jad rozptrzestrzenia się po całym ciele. Zanim Cov, znajdzie swoich, już będzie martwy.
- Ale przecierz Dhmiów nie można zabić.
- Tak ci powiedział? Ha Ha! - Oboje wybuchnęli nieopanowanym śmiechem.
- Więc można?
- Oczywiście. Jest nawet łatwiej. Nie są tak silni jak my, a na dodatek czują ból.
- Ale on powiedział, że...
- Powiedział tak, żebyś się nie martwiła. Mała Ally... - musnął mój policzek zimną dłonią.
Doszły nas śmiechy. Ten jeden znałam, aż za dobrze.
- Hej Ally! Widzę, że na Coverze nie pozostajesz. - przede mną stała Dote. Cała i zdrowa.
- To jak śliczna idziemy? - Evil był z nią cały ten czas.
- Nie Dote! To sadyści! Uciekaj!
- Co ty mówisz? To spoko chłopaki.
Anger i Blood śmiali się.
- Zrobiliście jej pranie mózgu?! - zapytałam skołowana.
- Zaraz i ciebie mogę wyprać. - Blood zaczynał się do mnie przystawiać. Znowu ogarnęła mnie fala mdłości.
- Blood. Skróć wodze czekamy na Cova.
- Anger, nie karz mi dłużej czekać. Nie chcę znów przegapić takiej okazji. Jest taka spięta... trzeba ją trochę rozerwać.
- Spokojnie. Jeżeli zaprzeczy od razu, będziesz sobie mógł z nią zrobić co będziesz chciał. - Blood w zatwierdzeniu warunku uśmiechnął się jadowicie. Zaczął błądzić po moim ciele rękami. Ilekroć chciałam się wyrwać, przyciskał mnie mocniej do sofy i siebie.
"Cover, gdzie cię wcieło..." modliłam się.
- Oj, chyba się nie pojawi. - Blood był wręcz zachwycony. Jego ręka znów zwiedzała moje ciało.
Wtem, z jednego z pokoi wychodzili Evil i Dote. Evil zapinał spodnie, a Dot poprawiała fryz. Zrobiła to z nim.
Oj, Dot...
- No hej ludzie! Evil ty naprawdę jesteś złem wcielonym. - Dote przygryzła wargę.
- Przyjemność, po mojej stronie. - uśmiechnął się w odpowiedzi.
- To co śliczna? Teraz nasza kolej.
- Blood. Jeszcze nie.
- Anger...
- Blood on ma rację. - Evil włączył się do rozmowy.
Byłam monetą przetargową. Miałam trzy przeznaczenia:
• Wygrać sprawę o rozwiązanie ADB.
• Żyć z Coverem.
• Lub przespać się z Bloodem.
Aktualnie modliłam się o opcję numer dwa.
- Mogę po niego zadzwonić? - zapytałam, modląc się o pozwolenie.
- Wyluzuj. Jest nas pięcioro. Choć Al, uszczęśliwmy tych panów. - Dote mnie przerażała bardziej niż oni. Evil się zaśmiał, Anger miętolił się z nią, a ja czekałam na przyjazd Covera.
- Nie! Mam dość. Przelecę cię teraz, czy to się komu podoba czy nie. - Blood chwycił mnie i zaczął taszczyć do "pokoju".
- Puść ją! - nareszcie, los się do mnie uśmiechnął.
- Oj, Cover daj spokój. Dołącz się. Ally i mnie starczy dla wszystkich. - Dote podeszła do niego. Cover chcąc sprawdzić czy się nie myli odchylił jej włosy z szyi od prawej strony. Miała na niej dwa wkłucia.
- Bestie. - Skomentował.
- Oj, przestań. Dobra była i ostra z niej laska. To co miałem zmarnować taką sztukę? - Evil mu odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Czy to znaczy... - niedowierzałam.
- Tak, Al, ona nie jest już człowiekiem.
- Naszła mnie ochota... O! Ally, daj rękę. - Dote zmierzała w moim kierunku.
- Nie ślicznotko. Ona jest już zarezerwowana. - Blood opasał mnie ramieniem. To był jedyny moment, w którym dziękowałam losowi, że mnie objął. Inaczej byłabym wyssana jak marmolada z pączka, i to przez kogo? Przez Dote. Tę jedyną, której ufałam, tej która zawsze umiała mnie pocieszyć.
Ale jej już nie ma...
- Okej, patałachu. Natnij rękę i wypowiedz cztery proste słowa. - Anger podał Coverowi nóż.
- Co? Skąd wiecie, że muszę złożyć przysięgę krwi?
- Ona nie kryje wspomnień. Można tam wejść, obejrzeć i wyjść. - Wskazał na mnie. - Tak propo. Zazdroszczę Beckyemu, ostra w łóżku jesteś. - Blood się uśmiechnął.
- Może sam to ocenię? - zaszedł mnie od tyłu i przywarł wargami do mojej szyi.
- Natnij i przysięgnij, albo Blood przeleci ją tu i teraz.
- Wasza krew będzie przeklęta na wieki.
- Darój sobie formułki.
- To nie formółka. Teraz!
Wtem do fabryki wpadło około dziesięciu Dhampirów. Blood rzucił mnie na podłogę, a potem ustawił się do pozycji bojowej, tak jak Evil i Anger.
- Dziesięciu na trzech? Troszkę mało. - Anger zawsze jest pewny siebie.
- Uwierz mi, wystarczająco.
Rozpoczęła się bójka. Mało z niej widziałam, ponieważ wampiry jak i pół wampiry, poruszają się jak cienie. Jedyne co mogłam zobaczyć to jak niektórzy padają na ziemię.
- Dote! Idziemy! - chwyciłam ją w pasie i zaczęłam wyprowadzać.
Wyszłyśmy. Wszyscy byli zajęci bójką. Razem z Dote weszłam do jeepa. Pojechałam do domu Covera.
- Czy można jakoś wyleczyć wampira? - zapytałam wszystko wiedzącą matkę Covera.
- Niestety nie. Dote. Masz napij się.
Podała jej coś w kubku z nakrywką. Dote wypiła to jednym łykiem.
- Co to było? - zapytałam.
- Najgorszy do zniesienia jest głodny wampir.
- Gdzie Noise?
- Ukryta w bezpiecznym miejscu.
- To dobrze.
Siedzieliśmy do późna. Trzasnęły drzwi. Cover zataczał się na ściany. Był cały we krwi. Łzy świeciły mu na policzkach.
- Mają ją. Mają... Noise.
- Dote?! - wykrzyknęłam.
- Ally! - Jej głos wybrzmiał z głębi budynku. Bez opamiętania ruszyłam w ciemność.
- Czekałem na ciebie... - jego głos przeszywał moje ciało, aż do kości.
- Wypuście Dote. Ona nie jest wam potrzebna.
- Jaką Dote?
- No tą co teraz krzyczała. Wołała mnie!
- Anger?
Zabłysło światło. I Blood, i Anger byli upaprani krwią.
- Gdzie Dote?! - traciłam zdolności orientacji w terenie.
- Evil nie załatwił kolacji, więc wiedząc, że już jesteś w drodze... - Anger wydałał się spokojniejszy niż nigdy wcześniej.
- Czy chcesz mi powiedzieć, że ją...
- Tak. Teraz spokojnie leży sobie w worku.
- Nie!
- Tak. Podzieliłem się z Evilem, a Blood...
- ...Miałem ochotę na kogoś innego. - Blood zaszedł mnie od tyłu. Opasał mnie ramieniem. Wiedziałam, że wiercenie nic nie da, posłusznie usiadłam na kanapie obok niego. Pocałował mnie w policzek, a mi żołądek wywinął kozła. Anger się śmiał. Evila nie widziałam. Blood starannie wtulił się we mnie. Niedobrze mi.
- Gdzie Evil? - zapytałam.
- Poszedł się bujać.
- Mogę wam zadać kilka pytań?
- Wal złotko.
- AEB to skrót od waszych imion. To znaczy, że ty jesteś liderem?
- Tak. Evil jest mózgiem, Blood siłą, a decydujący głos należy do mnie.
- Ok. Pytanie numer dwa: Jak odkryliście istnienie ADB (Association Defenders Blood).
- Ginęli nasi ludzie. Zaciekawiło nas to. Wysłałem kilku na przeszpiegi. Tak doprowadziło to nas tutaj. Cover narobił sobie wrogów.
- Jest was więcej?
- Całe setki. Ok. 300.
- Tamtych chyba jest więcej.
- Może. Ale my mamy sposób na rekrutowanie wampirów. Wystarczy jeden lekki gryz i jad rozptrzestrzenia się po całym ciele. Zanim Cov, znajdzie swoich, już będzie martwy.
- Ale przecierz Dhmiów nie można zabić.
- Tak ci powiedział? Ha Ha! - Oboje wybuchnęli nieopanowanym śmiechem.
- Więc można?
- Oczywiście. Jest nawet łatwiej. Nie są tak silni jak my, a na dodatek czują ból.
- Ale on powiedział, że...
- Powiedział tak, żebyś się nie martwiła. Mała Ally... - musnął mój policzek zimną dłonią.
Doszły nas śmiechy. Ten jeden znałam, aż za dobrze.
- Hej Ally! Widzę, że na Coverze nie pozostajesz. - przede mną stała Dote. Cała i zdrowa.
- To jak śliczna idziemy? - Evil był z nią cały ten czas.
- Nie Dote! To sadyści! Uciekaj!
- Co ty mówisz? To spoko chłopaki.
Anger i Blood śmiali się.
- Zrobiliście jej pranie mózgu?! - zapytałam skołowana.
- Zaraz i ciebie mogę wyprać. - Blood zaczynał się do mnie przystawiać. Znowu ogarnęła mnie fala mdłości.
- Blood. Skróć wodze czekamy na Cova.
- Anger, nie karz mi dłużej czekać. Nie chcę znów przegapić takiej okazji. Jest taka spięta... trzeba ją trochę rozerwać.
- Spokojnie. Jeżeli zaprzeczy od razu, będziesz sobie mógł z nią zrobić co będziesz chciał. - Blood w zatwierdzeniu warunku uśmiechnął się jadowicie. Zaczął błądzić po moim ciele rękami. Ilekroć chciałam się wyrwać, przyciskał mnie mocniej do sofy i siebie.
"Cover, gdzie cię wcieło..." modliłam się.
- Oj, chyba się nie pojawi. - Blood był wręcz zachwycony. Jego ręka znów zwiedzała moje ciało.
Wtem, z jednego z pokoi wychodzili Evil i Dote. Evil zapinał spodnie, a Dot poprawiała fryz. Zrobiła to z nim.
Oj, Dot...
- No hej ludzie! Evil ty naprawdę jesteś złem wcielonym. - Dote przygryzła wargę.
- Przyjemność, po mojej stronie. - uśmiechnął się w odpowiedzi.
- To co śliczna? Teraz nasza kolej.
- Blood. Jeszcze nie.
- Anger...
- Blood on ma rację. - Evil włączył się do rozmowy.
Byłam monetą przetargową. Miałam trzy przeznaczenia:
• Wygrać sprawę o rozwiązanie ADB.
• Żyć z Coverem.
• Lub przespać się z Bloodem.
Aktualnie modliłam się o opcję numer dwa.
- Mogę po niego zadzwonić? - zapytałam, modląc się o pozwolenie.
- Wyluzuj. Jest nas pięcioro. Choć Al, uszczęśliwmy tych panów. - Dote mnie przerażała bardziej niż oni. Evil się zaśmiał, Anger miętolił się z nią, a ja czekałam na przyjazd Covera.
- Nie! Mam dość. Przelecę cię teraz, czy to się komu podoba czy nie. - Blood chwycił mnie i zaczął taszczyć do "pokoju".
- Puść ją! - nareszcie, los się do mnie uśmiechnął.
- Oj, Cover daj spokój. Dołącz się. Ally i mnie starczy dla wszystkich. - Dote podeszła do niego. Cover chcąc sprawdzić czy się nie myli odchylił jej włosy z szyi od prawej strony. Miała na niej dwa wkłucia.
- Bestie. - Skomentował.
- Oj, przestań. Dobra była i ostra z niej laska. To co miałem zmarnować taką sztukę? - Evil mu odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Czy to znaczy... - niedowierzałam.
- Tak, Al, ona nie jest już człowiekiem.
- Naszła mnie ochota... O! Ally, daj rękę. - Dote zmierzała w moim kierunku.
- Nie ślicznotko. Ona jest już zarezerwowana. - Blood opasał mnie ramieniem. To był jedyny moment, w którym dziękowałam losowi, że mnie objął. Inaczej byłabym wyssana jak marmolada z pączka, i to przez kogo? Przez Dote. Tę jedyną, której ufałam, tej która zawsze umiała mnie pocieszyć.
Ale jej już nie ma...
- Okej, patałachu. Natnij rękę i wypowiedz cztery proste słowa. - Anger podał Coverowi nóż.
- Co? Skąd wiecie, że muszę złożyć przysięgę krwi?
- Ona nie kryje wspomnień. Można tam wejść, obejrzeć i wyjść. - Wskazał na mnie. - Tak propo. Zazdroszczę Beckyemu, ostra w łóżku jesteś. - Blood się uśmiechnął.
- Może sam to ocenię? - zaszedł mnie od tyłu i przywarł wargami do mojej szyi.
- Natnij i przysięgnij, albo Blood przeleci ją tu i teraz.
- Wasza krew będzie przeklęta na wieki.
- Darój sobie formułki.
- To nie formółka. Teraz!
Wtem do fabryki wpadło około dziesięciu Dhampirów. Blood rzucił mnie na podłogę, a potem ustawił się do pozycji bojowej, tak jak Evil i Anger.
- Dziesięciu na trzech? Troszkę mało. - Anger zawsze jest pewny siebie.
- Uwierz mi, wystarczająco.
Rozpoczęła się bójka. Mało z niej widziałam, ponieważ wampiry jak i pół wampiry, poruszają się jak cienie. Jedyne co mogłam zobaczyć to jak niektórzy padają na ziemię.
- Dote! Idziemy! - chwyciłam ją w pasie i zaczęłam wyprowadzać.
Wyszłyśmy. Wszyscy byli zajęci bójką. Razem z Dote weszłam do jeepa. Pojechałam do domu Covera.
- Czy można jakoś wyleczyć wampira? - zapytałam wszystko wiedzącą matkę Covera.
- Niestety nie. Dote. Masz napij się.
Podała jej coś w kubku z nakrywką. Dote wypiła to jednym łykiem.
- Co to było? - zapytałam.
- Najgorszy do zniesienia jest głodny wampir.
- Gdzie Noise?
- Ukryta w bezpiecznym miejscu.
- To dobrze.
Siedzieliśmy do późna. Trzasnęły drzwi. Cover zataczał się na ściany. Był cały we krwi. Łzy świeciły mu na policzkach.
- Mają ją. Mają... Noise.
wtorek, 16 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział IV Część III
Kiedy się obudziłam, siedział obok mnie. Trzymał moją dłoń.
- Al... - pochylił się i delikatnie, jak płatkiem róży musnął moje wargi.
- J-jak długo byłam nieprzytomna?
- Dwa dni.
- Czy możesz pomału mi wszystko wytłumaczyć?
- Nie jest za wcześnie?
- Cover, dwa dni temu jakiś wampir prawie mnie nie zgwałcił i zabił, a ty się pytasz czy nie za wcześnie na wyjaśnienia?
- Jak na to z tej strony popatrzeć to faktycznie należą ci się wyjaśnienia.
- Więc słucham.
- Jestem Dhampirem. Moim ojcem był wampir, uwiódł moją matkę, która zmarła przy porodzie. Przygarnął mnie, ale nie spodziewałem się jakiejś ojcowskiej troski. Jako, że był wampirem żywił się krwią. Sprowadzał sobie na nocki jakieś kobiety, zabawiał się i zabijał. Gdy tak patrzyłem czym i jak się żywi, nabrałem niechęci do niego. Poszukałem w książkach i znalazłem sposób na uśmiercenie wampirów. Należy oderwać im głowę, a następnie podpalić ciało. Zabiłem swoje ojca. Przeprowadziłem się. Po jakimś pół roku poznałem chłopaka, który też był pół na pół i bał się swojego ojca. Nauczyłem go jak go zabić. Później podrózowaliśmy razem. Gdy słyszeliśmy o tak licznych zabójstwach nie chcieliśmy, aby ludzie ginęli, przecierz nie byli niczemu winni. Założyłem "Stoważyszenie Obrońców Krwi". Każdy Dhampir musiał zabić zwojego wampirzego rodzica. Uczyłem ich jak przetrwać. Ci krewni co tutaj przyjeżdżają to przykrywka na zebrania stoważyszenia. Zaczęliśmy eliminować przeklętą rasę. AEB to skrót AngerEvilBlood czyli w dosłownie "Rozwścieczona Zła Krew". To stowarzyszenie jeszcze żyjących wampirów, którzy chcą się nas pozbyć. Już nie raz kazali mi przysięgać, że rozwiążę stoważyszenie, ale dopuki nie odkryją, że muszę złożyć przysięgę krwi mogę im tak przysięgać co roku.
- Ale skoro jesteś pół na pół to czy ty nie żywisz się krwią?
- Nie, my jako Dhmpiry możemy spożywać ludzkie jedzenie, ale czystej krwi wampiry już tak nie mogą. Chcemy ich wyeliminować i zopobiec kolejnym mordom. Jak widziałaś Evil, Blood i Anger to główni przedstawiciele AEB. Najgorsze jest to, że jako pół ludzie odczuwamy ból i możemy się wykrwawić, ale nie umrzeć.
Analizowałam każde jego słowo. Niesamowite. Zakochałam się w pół wampirze.
- Gdy widziałem jak ten drań podnieca się twoim strachem. Szlag mnie trafiał.
- Ale byłeś tam.
- Zawsze będę przy tobie.
- O nasza pacjętka się obudziła! - weszła Noise.
- Ciebie też miło widzieć.
- Cover, matka prosiła, abyś przyprowadził tą na śniadanie. - Powiedziała i wyszła.
- Noise też jest pół na pół?
- Tak, ale drugiego pokolenia. Moi "rodzice" adoptowali mnie. Są Dhmpirami pierwszego pokolenia tak jak ja. Natomiast młoda to ich rodzona córka.
- Wie jakie ma korzenie?
- Jeszcze nie. Dowie się jak skończy 16lat.
- Dlaczego jak 16?
- Ujmę, to tak. Liczba 16 jest przeklęta. Teraz chodź na śniadanie.
Pomógł mi wstać i zejść po schodach.
- Dzień dobry! - powitała mnie jego matka. Ojciec musiał być w pracy. - Jak się czujesz?
- Kark boli, ale da się wyżyć.
- No i dobrze. Lubisz jajecznicę?
- Tak, poproszę.
Zjedliśmy, Noise poszła do siebie, a Cover dyskutował poważnie ze swoją mamą. Ja rozłożyłam się na kanapie. Gdy zakończyli się przekrzykiwać, Cover podszedł do mnie z przerażoną miną.
- Co jest? - spytałam równie przerażona.
- Ally... - chciał mnie objąć, ale nie pozwolę mu dopuki nie powie mi czego się dowiedział.
- Gadaj, co jest!
- Dote...
- Co! Co z Dote?!
- ...Wzięli ją do niewoli...
- CO?! Muszę po nią iść! - już chciałam się zerwać z kanapy, gdy jego mocna ręka przygwoździła mnie spowrotem.
- Oni na to liczą! Wzięli Dote, żeby zwabić ciebie, żeby zwabić mnie!
Nie słuchałam go. Wyobrażałam sobie co teraz czuje Dote. Co oni mogą z nią robić. Coraz bardziej przerażały mnie te myśli.
- Ally obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego.
Milczałam. Pobiegłam do łazienki, zamknęłam się i płakałam. Łzy lały się strumieniami.
- Ally... proszę otwórz... - Cover zamierzał mnie pilnować. Nie, ja muszę uratować Dote. Nie mogę ją zostawić. Gdy Cover odszedł od drzwi wyszłam. Wróciłam do pokoju, w którym się obudziłam. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Dote.
- Dote...
- Nasza koleżaneczka. Stęskniłaś się? - Anger był bardzo pewny siebie. Jak zwykle z resztą.
- Co jej zrobiliście?!
- Jak na razie bawimy się. Evil wybył na kolację, a my czekamy sobie. Nie martw się o przyjaciółkę. Jest jej z nami dobrze, albo przynajmniej nam z nią.
- Nie waż się jej tknąć!
- Ha Ha! Wiesz co? Może wpadniesz. Blood już stęsknił się za tobą. We czwórkę będzie raźniej. Czyż nie Dot?
- Ally! Pomocy! - Jeszcze nigdy nie słyszałam Dote tak przerażonej.
- Dote! Zaraz tam będę! Wytrzymaj!
- To my czekamy. - Rozłączył się.
Muszę ją uratować.
- Al... - pochylił się i delikatnie, jak płatkiem róży musnął moje wargi.
- J-jak długo byłam nieprzytomna?
- Dwa dni.
- Czy możesz pomału mi wszystko wytłumaczyć?
- Nie jest za wcześnie?
- Cover, dwa dni temu jakiś wampir prawie mnie nie zgwałcił i zabił, a ty się pytasz czy nie za wcześnie na wyjaśnienia?
- Jak na to z tej strony popatrzeć to faktycznie należą ci się wyjaśnienia.
- Więc słucham.
- Jestem Dhampirem. Moim ojcem był wampir, uwiódł moją matkę, która zmarła przy porodzie. Przygarnął mnie, ale nie spodziewałem się jakiejś ojcowskiej troski. Jako, że był wampirem żywił się krwią. Sprowadzał sobie na nocki jakieś kobiety, zabawiał się i zabijał. Gdy tak patrzyłem czym i jak się żywi, nabrałem niechęci do niego. Poszukałem w książkach i znalazłem sposób na uśmiercenie wampirów. Należy oderwać im głowę, a następnie podpalić ciało. Zabiłem swoje ojca. Przeprowadziłem się. Po jakimś pół roku poznałem chłopaka, który też był pół na pół i bał się swojego ojca. Nauczyłem go jak go zabić. Później podrózowaliśmy razem. Gdy słyszeliśmy o tak licznych zabójstwach nie chcieliśmy, aby ludzie ginęli, przecierz nie byli niczemu winni. Założyłem "Stoważyszenie Obrońców Krwi". Każdy Dhampir musiał zabić zwojego wampirzego rodzica. Uczyłem ich jak przetrwać. Ci krewni co tutaj przyjeżdżają to przykrywka na zebrania stoważyszenia. Zaczęliśmy eliminować przeklętą rasę. AEB to skrót AngerEvilBlood czyli w dosłownie "Rozwścieczona Zła Krew". To stowarzyszenie jeszcze żyjących wampirów, którzy chcą się nas pozbyć. Już nie raz kazali mi przysięgać, że rozwiążę stoważyszenie, ale dopuki nie odkryją, że muszę złożyć przysięgę krwi mogę im tak przysięgać co roku.
- Ale skoro jesteś pół na pół to czy ty nie żywisz się krwią?
- Nie, my jako Dhmpiry możemy spożywać ludzkie jedzenie, ale czystej krwi wampiry już tak nie mogą. Chcemy ich wyeliminować i zopobiec kolejnym mordom. Jak widziałaś Evil, Blood i Anger to główni przedstawiciele AEB. Najgorsze jest to, że jako pół ludzie odczuwamy ból i możemy się wykrwawić, ale nie umrzeć.
Analizowałam każde jego słowo. Niesamowite. Zakochałam się w pół wampirze.
- Gdy widziałem jak ten drań podnieca się twoim strachem. Szlag mnie trafiał.
- Ale byłeś tam.
- Zawsze będę przy tobie.
- O nasza pacjętka się obudziła! - weszła Noise.
- Ciebie też miło widzieć.
- Cover, matka prosiła, abyś przyprowadził tą na śniadanie. - Powiedziała i wyszła.
- Noise też jest pół na pół?
- Tak, ale drugiego pokolenia. Moi "rodzice" adoptowali mnie. Są Dhmpirami pierwszego pokolenia tak jak ja. Natomiast młoda to ich rodzona córka.
- Wie jakie ma korzenie?
- Jeszcze nie. Dowie się jak skończy 16lat.
- Dlaczego jak 16?
- Ujmę, to tak. Liczba 16 jest przeklęta. Teraz chodź na śniadanie.
Pomógł mi wstać i zejść po schodach.
- Dzień dobry! - powitała mnie jego matka. Ojciec musiał być w pracy. - Jak się czujesz?
- Kark boli, ale da się wyżyć.
- No i dobrze. Lubisz jajecznicę?
- Tak, poproszę.
Zjedliśmy, Noise poszła do siebie, a Cover dyskutował poważnie ze swoją mamą. Ja rozłożyłam się na kanapie. Gdy zakończyli się przekrzykiwać, Cover podszedł do mnie z przerażoną miną.
- Co jest? - spytałam równie przerażona.
- Ally... - chciał mnie objąć, ale nie pozwolę mu dopuki nie powie mi czego się dowiedział.
- Gadaj, co jest!
- Dote...
- Co! Co z Dote?!
- ...Wzięli ją do niewoli...
- CO?! Muszę po nią iść! - już chciałam się zerwać z kanapy, gdy jego mocna ręka przygwoździła mnie spowrotem.
- Oni na to liczą! Wzięli Dote, żeby zwabić ciebie, żeby zwabić mnie!
Nie słuchałam go. Wyobrażałam sobie co teraz czuje Dote. Co oni mogą z nią robić. Coraz bardziej przerażały mnie te myśli.
- Ally obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego.
Milczałam. Pobiegłam do łazienki, zamknęłam się i płakałam. Łzy lały się strumieniami.
- Ally... proszę otwórz... - Cover zamierzał mnie pilnować. Nie, ja muszę uratować Dote. Nie mogę ją zostawić. Gdy Cover odszedł od drzwi wyszłam. Wróciłam do pokoju, w którym się obudziłam. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Dote.
- Dote...
- Nasza koleżaneczka. Stęskniłaś się? - Anger był bardzo pewny siebie. Jak zwykle z resztą.
- Co jej zrobiliście?!
- Jak na razie bawimy się. Evil wybył na kolację, a my czekamy sobie. Nie martw się o przyjaciółkę. Jest jej z nami dobrze, albo przynajmniej nam z nią.
- Nie waż się jej tknąć!
- Ha Ha! Wiesz co? Może wpadniesz. Blood już stęsknił się za tobą. We czwórkę będzie raźniej. Czyż nie Dot?
- Ally! Pomocy! - Jeszcze nigdy nie słyszałam Dote tak przerażonej.
- Dote! Zaraz tam będę! Wytrzymaj!
- To my czekamy. - Rozłączył się.
Muszę ją uratować.
niedziela, 14 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział IV Część II
Blood momentalnie podniósł mnie z kanapy ustawił przed sobą, odchylił mi głowę, tak że moja szyja była wolna na cios nożem.
- Puście ją.
- Jak się zgodzisz na naszą umowę. Jak nie... Blood?
Wtem spokrzałam kątem oka na Blooda. Jego twarz była blisko mojej szyi. Usta miał otwarte, a z nich wystawały dwa ostre kły. Przypomniała mi się rana na szyi tamtego chłopaka w zaułku, były to dwa nakłucia.
- Nie waż się! - Cover był bliski szału.
- Blood już od dłuższego czasu miał na nią ochotę. Przyjmij warunki, albo będziesz patrzył jak uchodzi z niej życie.
Blood na torturę psychiczną dokładnie przywarł do mnie swoim ciałem. Ta bliskość mnie przerażała. Dotakowo dotknął jadowitym językiem mojej skóry.
- To jak Dhampirze? Zakońzysz poszukiwania rekrutów do swojej armi przeciw nam?
- Jak on cię nazwał? Dhampir? - już naprawdę nic nie wiedziałam.
- Ally...
- No dalej Romeo. Powiedz jej.
- Jestem pół człowiekiem pół wampirem.
- A oni?
- Oni to czystej krwi, wampiry.
- O jakiej armi on mówi?
- Rekrutuje takich jak ja, aby wyeliminować wampiry. Stanowią zagrożenie.
Poczułam, że kły Blooda dotykają mojej skóry.
- Chcecie mnie zabić?
- Potem słoneczko, najpier wolałbym się zabawić. - jego głos przyprawiał mnie o dreszcze.
- Nie tkniesz jej!
- Chcesz się przekonać? - Ręka Blooda powędrowała pod moją bluzkę, szła wyżej i wyżej, gdy już miał dotknąć czegoś wrażliwszego Cover chciał rzucić się na niego, ale Anger go zatrzymał.
- Przysięgaj! - walnął go w kolano, pod którym się ugiął.
- Nawet jeżeli przysięgnę i tak on to zrobi.
- Przysięgnij, a nic jej się nie stanie. - Evil był najspokojniejszy z nas wszystkich.
Blood nadal trzymał mnie zbyt blisko siebie.
- To nic nie da Blood. Wyprowadź ją.
- Heh, z wielką przyjemnością. - Chwycił mnie w pasie i zaczął taszczyć do pokoju obok. Rzucił mnie na łóżko, które tam stało. W tym świetle mogłam, się mu chociaż przyjżeć. Był dobrze zbudowany. Miał czarne włosy i tatuaże na całym ciele. Kły nadal miał wysunięte i chyba nie zamieżał ich schować.
- Czy tamte dziewczyny... czy mnie spotka to samo?
- Jeżeli nie przysięgnie. Tak.
- Czemu?
- Bo jest w tobie zakochany. Nie dziwię mu się.
Evil, Anger i Cover darli się tak głośno, że nie trudno było słyszeć, że Cover nie zamierza się ugiąć.
- Oj, chyba twój chłoptaś się nie zgadza. Ciekawe co powie gdy wparuje tu i zobaczy cię w samej bieliźnie...
- Nie dotkniesz mnie!
- Na pewno? Jestem demonem nocy. Jestem szybszy, silniejszy od od niego, a tym bardziej od ciebie. Ally... nie oszukujmy się. Dla niego nie liczysz się ty, tylko wojna. Odwieczna wojna, a przecież gdyby nie my to jego gatunek by nie istniał.
- Blood! Dziewczyna jest twoja! - głos Evila przeszywał wszystkie sciany.
- A nie mówiłem. No to teraz będę miał rozrywkę. Nie dasz się po dobroci co?
Zaprzeczyłam głową, nie mogłam uwierzyć, że byłam dla Covera tylko zabawką. Blood ułożył mnie wygodnie. Ściągnął bluzkę. Związal ręce. Czekałam najgorszego gdy już miał się za mnie brać głos Evila znów przebrnął przez ściany.
- Blood! Czekaj! Podejdź z nią tu! - w moich oczach nastała nadzieja.
Blood chwycił mnie i pchał przed siebie, lecz gdy chciałam podbiec do Covera, złapał mnie za związane ręce i ustawił w pozycji wyjściowej z kłami na karku.
- Przysięgasz czy nie?! - jeżeli Evil był już wkurzony to musiało być źle.
Cover milczał.
- Blood!
Poczułam paraliżujący bół. Blood wbił czubki kłów i czekał na reakcję Covera. Czułam, że z chęcią wbiłby się głębiej.
- KURWA MAĆ! PRZYSIĘGAJ!
- Cover... proszę... - z każdym jego zawahaniem Blood wbijał się głębiej. Kły były zanużone we mnie już do połowy, a ja czułam jak tracę panowanie nad nogami. Jego ręka wylądowała na moim kroczu, jednoczenie podtrymując mnie, abym nie osunęła się na ziemię, a jednocześnie by znów zagrać na psychice Covera, który już nie wytrzymał.
- PRYSIĘGAM! ROZWIĄŻĘ STOWARZYSZENIE OBROŃCÓW KRWI!
Blood, niezadowolony puścił mnie, a ja upadłam na podłogę. Szyja piekła żywym ogniem.
- Tak trudno było to zrobić? - syknął Evil.
- Ty hieno. - Cover wziął mnie na ręce i wyniósł z tamtąd. Pojechaliśmy do niego.N
- Mamo! Apteczka!
- Puście ją.
- Jak się zgodzisz na naszą umowę. Jak nie... Blood?
Wtem spokrzałam kątem oka na Blooda. Jego twarz była blisko mojej szyi. Usta miał otwarte, a z nich wystawały dwa ostre kły. Przypomniała mi się rana na szyi tamtego chłopaka w zaułku, były to dwa nakłucia.
- Nie waż się! - Cover był bliski szału.
- Blood już od dłuższego czasu miał na nią ochotę. Przyjmij warunki, albo będziesz patrzył jak uchodzi z niej życie.
Blood na torturę psychiczną dokładnie przywarł do mnie swoim ciałem. Ta bliskość mnie przerażała. Dotakowo dotknął jadowitym językiem mojej skóry.
- To jak Dhampirze? Zakońzysz poszukiwania rekrutów do swojej armi przeciw nam?
- Jak on cię nazwał? Dhampir? - już naprawdę nic nie wiedziałam.
- Ally...
- No dalej Romeo. Powiedz jej.
- Jestem pół człowiekiem pół wampirem.
- A oni?
- Oni to czystej krwi, wampiry.
- O jakiej armi on mówi?
- Rekrutuje takich jak ja, aby wyeliminować wampiry. Stanowią zagrożenie.
Poczułam, że kły Blooda dotykają mojej skóry.
- Chcecie mnie zabić?
- Potem słoneczko, najpier wolałbym się zabawić. - jego głos przyprawiał mnie o dreszcze.
- Nie tkniesz jej!
- Chcesz się przekonać? - Ręka Blooda powędrowała pod moją bluzkę, szła wyżej i wyżej, gdy już miał dotknąć czegoś wrażliwszego Cover chciał rzucić się na niego, ale Anger go zatrzymał.
- Przysięgaj! - walnął go w kolano, pod którym się ugiął.
- Nawet jeżeli przysięgnę i tak on to zrobi.
- Przysięgnij, a nic jej się nie stanie. - Evil był najspokojniejszy z nas wszystkich.
Blood nadal trzymał mnie zbyt blisko siebie.
- To nic nie da Blood. Wyprowadź ją.
- Heh, z wielką przyjemnością. - Chwycił mnie w pasie i zaczął taszczyć do pokoju obok. Rzucił mnie na łóżko, które tam stało. W tym świetle mogłam, się mu chociaż przyjżeć. Był dobrze zbudowany. Miał czarne włosy i tatuaże na całym ciele. Kły nadal miał wysunięte i chyba nie zamieżał ich schować.
- Czy tamte dziewczyny... czy mnie spotka to samo?
- Jeżeli nie przysięgnie. Tak.
- Czemu?
- Bo jest w tobie zakochany. Nie dziwię mu się.
Evil, Anger i Cover darli się tak głośno, że nie trudno było słyszeć, że Cover nie zamierza się ugiąć.
- Oj, chyba twój chłoptaś się nie zgadza. Ciekawe co powie gdy wparuje tu i zobaczy cię w samej bieliźnie...
- Nie dotkniesz mnie!
- Na pewno? Jestem demonem nocy. Jestem szybszy, silniejszy od od niego, a tym bardziej od ciebie. Ally... nie oszukujmy się. Dla niego nie liczysz się ty, tylko wojna. Odwieczna wojna, a przecież gdyby nie my to jego gatunek by nie istniał.
- Blood! Dziewczyna jest twoja! - głos Evila przeszywał wszystkie sciany.
- A nie mówiłem. No to teraz będę miał rozrywkę. Nie dasz się po dobroci co?
Zaprzeczyłam głową, nie mogłam uwierzyć, że byłam dla Covera tylko zabawką. Blood ułożył mnie wygodnie. Ściągnął bluzkę. Związal ręce. Czekałam najgorszego gdy już miał się za mnie brać głos Evila znów przebrnął przez ściany.
- Blood! Czekaj! Podejdź z nią tu! - w moich oczach nastała nadzieja.
Blood chwycił mnie i pchał przed siebie, lecz gdy chciałam podbiec do Covera, złapał mnie za związane ręce i ustawił w pozycji wyjściowej z kłami na karku.
- Przysięgasz czy nie?! - jeżeli Evil był już wkurzony to musiało być źle.
Cover milczał.
- Blood!
Poczułam paraliżujący bół. Blood wbił czubki kłów i czekał na reakcję Covera. Czułam, że z chęcią wbiłby się głębiej.
- KURWA MAĆ! PRZYSIĘGAJ!
- Cover... proszę... - z każdym jego zawahaniem Blood wbijał się głębiej. Kły były zanużone we mnie już do połowy, a ja czułam jak tracę panowanie nad nogami. Jego ręka wylądowała na moim kroczu, jednoczenie podtrymując mnie, abym nie osunęła się na ziemię, a jednocześnie by znów zagrać na psychice Covera, który już nie wytrzymał.
- PRYSIĘGAM! ROZWIĄŻĘ STOWARZYSZENIE OBROŃCÓW KRWI!
Blood, niezadowolony puścił mnie, a ja upadłam na podłogę. Szyja piekła żywym ogniem.
- Tak trudno było to zrobić? - syknął Evil.
- Ty hieno. - Cover wziął mnie na ręce i wyniósł z tamtąd. Pojechaliśmy do niego.N
- Mamo! Apteczka!
sobota, 13 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział IV Część I
- Ally...
- Proszę cię, wyjaśnij mi to wszystko.
- Nie mogę.
- Dlaczego? No dlaczego? To ja mam być porywana i wieczory z twoimi "kumplami"?
- Tknęli cię?
- Nie, ale przeraża mnie przebywanie w ich towarzystwie...
- Obiecuję ci, że kiedy wszystko sam ogarnę to ci wyjaśnię. Jak na razie wracaj prosto do domu. Nawet jeżeli ktoś będzie cię prosił o pomoc. Rozumiesz? Nawet wtedy masz wracać do domu.
- Cover co się dzieje? - przytulił mnie.
- Naprawdę nie mogę ci powiedzieć.
Na wieczór zaprosiłam Dote do siebie. Rodzice wybyli co wogóle mnie nie zachwycało.
- Dobra Al, bo nie wytrzymam... CO SIĘDO CHOLERY DZIEJE?!
- Dot, sama chciałabym to wiedzieć.
- Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz? Chodzisz jak 7 nieszczęść i nie wiesz co jest?
- Dote, to nie takie proste...
- Ok nie chcesz nie mów, ale nigdy mnie nie okłamuj.
Cała reszta upłynęła całkiem Okej. W nocy nie miałam kozmarów.
Następnego dnia umówiłam się z Dote. Przyszłam, ale jej nie było.
- POMOCY! ALLY! - Dote próbowała się wyrwać. Udało jej się, ale wtedy mnie schwytano.
- Mówiłem, że cię znajdę i dokończymy rozmowę. - Jego uśmiech przyprawiał mnie o dreszcze. - Blood, nie połam jej. Jest nam potrzebna.
- Się rozumie. No piękna idziemy. - Blood, syknął mi do ucha. Stanęłam mu na nodze. Nawet nie jęknął.
- Ally! - Dote wołała mnie.
- Zadzwoń do Covera i powiedz, że AEB ją porwało. Będzie wiedział o kogo chodzi. - Evil odpowiedział za mnie. - Dobra idziemy! - zwrócił się do chłopaków. Znów poszliśmy do znannego mi miejsca. Na podłodze w czarnych workach, leżały ciała. Dziewczyny z ostatniego spotkania.
- Co im zrobiliście? Seks to mało? Jaracie się mordowaniem?!
- Spokojnie słonko. Tobie to nie grozi.
- Na razie. - odezwał się Blood. Posadził mnie na kanapie, a sam usiadł obok.
- Blood, spokojnie. Będziesz miał do niej prawo jeżeli się nie zgodzi.
- Wiesz jak kocham młodą krew.
- Jesteście sektą? Składacie ofiary czy jak? - spytałam, ponieważ sformuowanke "młoda krew" już mnie przerastało.
- Czarne Msze to nie dla nas. - Blood był zdecydowanie za blisko mnie. Czułam jego oddech na karku.
- Mówcie za siebie. Ja tam Szatana wyznaję. - Anger okazał swoją obecność.
- Jak długo mamy na niego czekać? Nakręca mnie jej woń...
- Blood, bo uznam cię za zboka. - Evila wręcz bawiła ta sytuacja.
- Jak dawno znasz Covera? - zapytał mnie.
- Jakieś... 3 miesiące?
- Coś krótko.
- Jak dla mnie wystarczająco.
- Oj za mało go znasz...
- To może chciałbyś poszeżyć moją wiedzę?
- Niech sam to zrobi. - Evil spojrzał za mnie. W drzwiach stał Cover.
- Proszę cię, wyjaśnij mi to wszystko.
- Nie mogę.
- Dlaczego? No dlaczego? To ja mam być porywana i wieczory z twoimi "kumplami"?
- Tknęli cię?
- Nie, ale przeraża mnie przebywanie w ich towarzystwie...
- Obiecuję ci, że kiedy wszystko sam ogarnę to ci wyjaśnię. Jak na razie wracaj prosto do domu. Nawet jeżeli ktoś będzie cię prosił o pomoc. Rozumiesz? Nawet wtedy masz wracać do domu.
- Cover co się dzieje? - przytulił mnie.
- Naprawdę nie mogę ci powiedzieć.
Na wieczór zaprosiłam Dote do siebie. Rodzice wybyli co wogóle mnie nie zachwycało.
- Dobra Al, bo nie wytrzymam... CO SIĘDO CHOLERY DZIEJE?!
- Dot, sama chciałabym to wiedzieć.
- Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz? Chodzisz jak 7 nieszczęść i nie wiesz co jest?
- Dote, to nie takie proste...
- Ok nie chcesz nie mów, ale nigdy mnie nie okłamuj.
Cała reszta upłynęła całkiem Okej. W nocy nie miałam kozmarów.
Następnego dnia umówiłam się z Dote. Przyszłam, ale jej nie było.
- POMOCY! ALLY! - Dote próbowała się wyrwać. Udało jej się, ale wtedy mnie schwytano.
- Mówiłem, że cię znajdę i dokończymy rozmowę. - Jego uśmiech przyprawiał mnie o dreszcze. - Blood, nie połam jej. Jest nam potrzebna.
- Się rozumie. No piękna idziemy. - Blood, syknął mi do ucha. Stanęłam mu na nodze. Nawet nie jęknął.
- Ally! - Dote wołała mnie.
- Zadzwoń do Covera i powiedz, że AEB ją porwało. Będzie wiedział o kogo chodzi. - Evil odpowiedział za mnie. - Dobra idziemy! - zwrócił się do chłopaków. Znów poszliśmy do znannego mi miejsca. Na podłodze w czarnych workach, leżały ciała. Dziewczyny z ostatniego spotkania.
- Co im zrobiliście? Seks to mało? Jaracie się mordowaniem?!
- Spokojnie słonko. Tobie to nie grozi.
- Na razie. - odezwał się Blood. Posadził mnie na kanapie, a sam usiadł obok.
- Blood, spokojnie. Będziesz miał do niej prawo jeżeli się nie zgodzi.
- Wiesz jak kocham młodą krew.
- Jesteście sektą? Składacie ofiary czy jak? - spytałam, ponieważ sformuowanke "młoda krew" już mnie przerastało.
- Czarne Msze to nie dla nas. - Blood był zdecydowanie za blisko mnie. Czułam jego oddech na karku.
- Mówcie za siebie. Ja tam Szatana wyznaję. - Anger okazał swoją obecność.
- Jak długo mamy na niego czekać? Nakręca mnie jej woń...
- Blood, bo uznam cię za zboka. - Evila wręcz bawiła ta sytuacja.
- Jak dawno znasz Covera? - zapytał mnie.
- Jakieś... 3 miesiące?
- Coś krótko.
- Jak dla mnie wystarczająco.
- Oj za mało go znasz...
- To może chciałbyś poszeżyć moją wiedzę?
- Niech sam to zrobi. - Evil spojrzał za mnie. W drzwiach stał Cover.
"Dziwna Historia" Rozdział III Część III
W następnych dniach starałam się rzucić w wir nauki. Pozwalało mi to na chwilowe zapomnienie o Coverze i jego nadmaturalnych umiejętnościach. Spotykałam się z Dote. Oczywiście zauważyła, że coś jest nie tak, ale nid drążyła tematu. Ja też nie zamierzałam zaczynać. Któregoś wieczoru wracałam do domu. Kółko matematyczne i koza za krzyknięcie "suka" do Ore na korytarzu, przytrzymały mnie do późna w szkole.
Szłam głównymi ulicami, modliłam się, aby nie znaleść się sam na sam z Evilem i jego kumplami.
Usłyszałam szelest, więc przyśpieszyłam. Ktoś jęczał z bólu. Ruszyłam w boczną uliczkę. Już nie raz słyszałam, że mam miękkie serce, ale teraz te mękkie serce biło szybciej niż tłoki w terenówce.
- Halo? - skręciłam za jednym z budynków. - Halo, słyszy mnie pan! - Mówiłam do trupa. Był cały we krwi. Ktoś przecioł mu tętnice szyjną... krwi było najwięcej właśnie w tych okolicach.
- O proszę! Kto nas zaszczycił obecnością! Ally, tak?
- A co cię to?
- Jaka nie miła. Anger, Blood, weście ją. Przejdziemy się na spacer... - Evila, bardzo bawiło każde zetknięcie się ze mną.
Anger i Blood wzięli mnie za ręce. Scisnęli tak mocno, że gdybym się szamotała to mam obie połamane i to było gwarantowane.
Zaprowadzili mnie do jakiejś opuszczonej fabryki. Posadzili mnie na kanapie, a sami usiedli po mojich obu stronach. Evil zajął fotel na przeciwko.
- No więc, Ally... - jego głos był sztywny.
- Nie mam zielonego pojęcia po co mnie tu zaciagneliście, ale jeżeli coś mi zrobicie, będziecie mieli poważne problemy.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Ha! To było dobre! Ale wracając do ciebie... gdzie zgubiłaś chłopaczka?
- Nie twój interes!
- Właśnie, że mój. Jest mi coś winien. Jeżeli mi tego nie odda, będzie patrzył jak konasz...
- Dlaczego ja?
- Zadarłaś z niewłaściwymi osobami.
- Ja? To Cover zadarł, nie ja! Chciałabym wrócić to tego popołudnia w bibliotece i nie dać się skusić na ten głupi spacer!
- Rachunek sumienia? Heh.
- Czego chcesz?
- Na pewno chcesz wiedzieć?
- Chego CHCESZ?
- Młodej krwi.
- Mam zostać twoim rekrutem?
- Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy na jakim świecie żyjesz?
- Co masz na myśli?
- Przypomnij sobie bójkę na plaży...
Fakt nie wyglądała na "naturalną". Poruszali się jak cienie.
- Gdy Cover cię rzucił wyleciałeś na drugi koniec ulicy...
- Czy "normalny" człowiek tak potrafi?
- Nie rozumiem... - do budynku weszła grupa dziewczyn. Takie typu "Żyj i daj żyć innym".
- Ups, chyba nie skończymy naszej rozmowy... ale się nie martw. Znajdę cię.
- Zamawiam brunetę! - Anger wstał podszedł do rzeczonej dziewczyny i cóż... poszedł z nią do "pokoju".
- Dobranoc. - Blood, wywalił mnie za próg.
Wróciłam do domu. Rodzice ochrzanili mnie o za późny powrót do domu, ale szlabanu nie dostałam. Następnego dnia poszłam na plażę.
Wiedział gdzie mnie szukać...
Szłam głównymi ulicami, modliłam się, aby nie znaleść się sam na sam z Evilem i jego kumplami.
Usłyszałam szelest, więc przyśpieszyłam. Ktoś jęczał z bólu. Ruszyłam w boczną uliczkę. Już nie raz słyszałam, że mam miękkie serce, ale teraz te mękkie serce biło szybciej niż tłoki w terenówce.
- Halo? - skręciłam za jednym z budynków. - Halo, słyszy mnie pan! - Mówiłam do trupa. Był cały we krwi. Ktoś przecioł mu tętnice szyjną... krwi było najwięcej właśnie w tych okolicach.
- O proszę! Kto nas zaszczycił obecnością! Ally, tak?
- A co cię to?
- Jaka nie miła. Anger, Blood, weście ją. Przejdziemy się na spacer... - Evila, bardzo bawiło każde zetknięcie się ze mną.
Anger i Blood wzięli mnie za ręce. Scisnęli tak mocno, że gdybym się szamotała to mam obie połamane i to było gwarantowane.
Zaprowadzili mnie do jakiejś opuszczonej fabryki. Posadzili mnie na kanapie, a sami usiedli po mojich obu stronach. Evil zajął fotel na przeciwko.
- No więc, Ally... - jego głos był sztywny.
- Nie mam zielonego pojęcia po co mnie tu zaciagneliście, ale jeżeli coś mi zrobicie, będziecie mieli poważne problemy.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Ha! To było dobre! Ale wracając do ciebie... gdzie zgubiłaś chłopaczka?
- Nie twój interes!
- Właśnie, że mój. Jest mi coś winien. Jeżeli mi tego nie odda, będzie patrzył jak konasz...
- Dlaczego ja?
- Zadarłaś z niewłaściwymi osobami.
- Ja? To Cover zadarł, nie ja! Chciałabym wrócić to tego popołudnia w bibliotece i nie dać się skusić na ten głupi spacer!
- Rachunek sumienia? Heh.
- Czego chcesz?
- Na pewno chcesz wiedzieć?
- Chego CHCESZ?
- Młodej krwi.
- Mam zostać twoim rekrutem?
- Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy na jakim świecie żyjesz?
- Co masz na myśli?
- Przypomnij sobie bójkę na plaży...
Fakt nie wyglądała na "naturalną". Poruszali się jak cienie.
- Gdy Cover cię rzucił wyleciałeś na drugi koniec ulicy...
- Czy "normalny" człowiek tak potrafi?
- Nie rozumiem... - do budynku weszła grupa dziewczyn. Takie typu "Żyj i daj żyć innym".
- Ups, chyba nie skończymy naszej rozmowy... ale się nie martw. Znajdę cię.
- Zamawiam brunetę! - Anger wstał podszedł do rzeczonej dziewczyny i cóż... poszedł z nią do "pokoju".
- Dobranoc. - Blood, wywalił mnie za próg.
Wróciłam do domu. Rodzice ochrzanili mnie o za późny powrót do domu, ale szlabanu nie dostałam. Następnego dnia poszłam na plażę.
Wiedział gdzie mnie szukać...
piątek, 12 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział III Część II
Poszliśmy nad nasze ulubione miejsce... plażę.
- Wybacz za Noise. Czasami powinna się ugryść w język.
- Nie szkodzi. To jeszcze dziecko.
- Nieznośne dziecko.
Przyklapnęliśmy na chwilę. Piach był jeszcze ciepły. Chciałam dokończyć konsumowanie jego ust...
Na nocnym niebie grywała wojna barw. Granat i czerń przekomarzała się z srebrnymi gwiazdami i księżycem.
- Piękne... - mruknęłam sama do siebie.
- Mhmm... niesamowite. A to tylko natura.
- Niezwykła...
- Jak ty... - przysunął się bliżej. Zrobiłam to samo. Nasze ciała stykały się w kilku miejscach.
- Cover... czuję się zagubiona...
- Pomogę ci się odnaleść... - wtem jego wargi musnęły moje. Były delikatne i oddawały więcej ciepła niż jego ciało. Pogrążeni w tej przyjemności nie zważaliśmy na czas i pogodę. Krople ciepłego deszczu otulały nas jak morka fala. Wtulona w jego ramiona czułam, że jestem bezpieczna, że jestem wolna, że jestem sobą...
- You're amazing... - wymruczałam.
- Co cię tknęło na angielski? - spytał uśmiechnięty.
- Yyy... to wers jednej piosenki... - zaczerwieniłam się.
- Skoro tak... You are so beautiful... - zamruczał mi do ucha, po czym je nadgryzł.
- Nie za wcześnie? - Spytałam nie pewna do czego się posunie.
- Na co? Myślisz, że odrazu zabiorę się do twoich majtek? - zaśmiał się. - O to się nie martw. Nie "dotknę" cię puki mi nie pozwolisz.
- Dobrze wiedzieć... - znów zaczął grać na moich ustach. Jego dłonie zachowywały dystans "intymny". Gdy tak trwaliśmi w rozkoszy doszły mnie głosy, zdecydowanie męskie. Cover też je dosłyszał.
- No nieźle, Cov. Soczysta. Daj skosztować. - Było ich trzech. Ubrani na czarno.
- Evil, nie przeciągaj struny...
- O patrzcie panowie. Cover nie chce się podzielić zdobyczą.
- Spadajcie.
- Słodka? Daj spróbować. - Evil podszedł do mnie, gdy już chciał mnie dotknąć, Cover chwycił go za rękę.
- Ha! Panowie jeszcze nie tknięta! Można brać! - Evil krzyknął do swoich kumpli.
- Wiej! - Cover krzyknął do mnie.
Zaczęłam uciekać, chociaż zerknęłam za ramie zobaczyć co zamierzał. Odpierał atak dwóch. Co najdziwniejsze ruszali się szybciej niż zwykli ludzie. Kopnął jednego z towarzyszy Evile, że ten poleciał o jakieś 2m w górę i wylądował na ziemi bez szwanku. Wtem postrzegłam wzrok Evila na mnie. Zaczęłam biec.
- Ha Ha! Przedemną nie uciekniesz! Chodź młoda zabawimy się! - zaczął za mną biec. Tak jak reszta nie ruszał się jak normalny człowiek. Był o wiele szybszy w sekundę mnie dogonił i jednym ruchem ręki powalił na ziemię. Jak w koszmarze.
- No hej. Jak ci na imię?
- Puść mnie! - wrzanęłam mu w twarz. Chwycił mnie za przód koszulki.
- Chyba śnisz. Ile masz lat? 15, 16?
- Od dziś 16.
- To wszystkiego najlepszego. Niestety nie mam dla ciebie prezentu, ale ty mnie możesz uszczęśliwić... - W drastyczny sposób chciał odchylić mi głowę, gdy nagle coś, a rczej ktoś, go grzmotnęło.
- Nie waż się jej tknąć! - Cover wyglądał lepiej niz ja, chociaż się nawalał z tymi dwoma.
- Ha! Nasz Cov, się zakochał!
- Nie twój interes!
- Mój nie, ale rasy tak!
- Co?! - Włączyłam się do rozmowy.
- Nie powiedziałeś jej?
- Czego mi nie powiedziałeś?! - spojrzałam na niego.
- Tego, że twój kochanek i my jesteśmy... - Cover podszedł do Evila, po czym kopnął go, że aż trzasnęło. Evil się śmiał.
- Śmiało! Oderwij mi łeb na jej oczach i spal!
- Zamknij się! - Cover wziął go i rzucił na drugi koniec ulicy. Nie dość, że byli za szybcy to i za silni.
- Wyjaśnisz mi to?
- Nic ci nie jest?
- Wyjaśnij!
- Nie. Jeszcze nie teraz.
- Dlaczego byliście szybcy od normalnych ludzi?!
- Jedź do domu.
- CO?!
- Jedź do domu. W domu cię nie tkną. No już!
Zabrałam się i poszłam do swojego auta. Wróciłam do domu. Wzięłam aspirynę,starałam się ogarnąć i ustalić fakty.
Cover jest szybszy...
Cover jest silniejszy...
Cover nie może być człowiekiem...
- Wybacz za Noise. Czasami powinna się ugryść w język.
- Nie szkodzi. To jeszcze dziecko.
- Nieznośne dziecko.
Przyklapnęliśmy na chwilę. Piach był jeszcze ciepły. Chciałam dokończyć konsumowanie jego ust...
Na nocnym niebie grywała wojna barw. Granat i czerń przekomarzała się z srebrnymi gwiazdami i księżycem.
- Piękne... - mruknęłam sama do siebie.
- Mhmm... niesamowite. A to tylko natura.
- Niezwykła...
- Jak ty... - przysunął się bliżej. Zrobiłam to samo. Nasze ciała stykały się w kilku miejscach.
- Cover... czuję się zagubiona...
- Pomogę ci się odnaleść... - wtem jego wargi musnęły moje. Były delikatne i oddawały więcej ciepła niż jego ciało. Pogrążeni w tej przyjemności nie zważaliśmy na czas i pogodę. Krople ciepłego deszczu otulały nas jak morka fala. Wtulona w jego ramiona czułam, że jestem bezpieczna, że jestem wolna, że jestem sobą...
- You're amazing... - wymruczałam.
- Co cię tknęło na angielski? - spytał uśmiechnięty.
- Yyy... to wers jednej piosenki... - zaczerwieniłam się.
- Skoro tak... You are so beautiful... - zamruczał mi do ucha, po czym je nadgryzł.
- Nie za wcześnie? - Spytałam nie pewna do czego się posunie.
- Na co? Myślisz, że odrazu zabiorę się do twoich majtek? - zaśmiał się. - O to się nie martw. Nie "dotknę" cię puki mi nie pozwolisz.
- Dobrze wiedzieć... - znów zaczął grać na moich ustach. Jego dłonie zachowywały dystans "intymny". Gdy tak trwaliśmi w rozkoszy doszły mnie głosy, zdecydowanie męskie. Cover też je dosłyszał.
- No nieźle, Cov. Soczysta. Daj skosztować. - Było ich trzech. Ubrani na czarno.
- Evil, nie przeciągaj struny...
- O patrzcie panowie. Cover nie chce się podzielić zdobyczą.
- Spadajcie.
- Słodka? Daj spróbować. - Evil podszedł do mnie, gdy już chciał mnie dotknąć, Cover chwycił go za rękę.
- Ha! Panowie jeszcze nie tknięta! Można brać! - Evil krzyknął do swoich kumpli.
- Wiej! - Cover krzyknął do mnie.
Zaczęłam uciekać, chociaż zerknęłam za ramie zobaczyć co zamierzał. Odpierał atak dwóch. Co najdziwniejsze ruszali się szybciej niż zwykli ludzie. Kopnął jednego z towarzyszy Evile, że ten poleciał o jakieś 2m w górę i wylądował na ziemi bez szwanku. Wtem postrzegłam wzrok Evila na mnie. Zaczęłam biec.
- Ha Ha! Przedemną nie uciekniesz! Chodź młoda zabawimy się! - zaczął za mną biec. Tak jak reszta nie ruszał się jak normalny człowiek. Był o wiele szybszy w sekundę mnie dogonił i jednym ruchem ręki powalił na ziemię. Jak w koszmarze.
- No hej. Jak ci na imię?
- Puść mnie! - wrzanęłam mu w twarz. Chwycił mnie za przód koszulki.
- Chyba śnisz. Ile masz lat? 15, 16?
- Od dziś 16.
- To wszystkiego najlepszego. Niestety nie mam dla ciebie prezentu, ale ty mnie możesz uszczęśliwić... - W drastyczny sposób chciał odchylić mi głowę, gdy nagle coś, a rczej ktoś, go grzmotnęło.
- Nie waż się jej tknąć! - Cover wyglądał lepiej niz ja, chociaż się nawalał z tymi dwoma.
- Ha! Nasz Cov, się zakochał!
- Nie twój interes!
- Mój nie, ale rasy tak!
- Co?! - Włączyłam się do rozmowy.
- Nie powiedziałeś jej?
- Czego mi nie powiedziałeś?! - spojrzałam na niego.
- Tego, że twój kochanek i my jesteśmy... - Cover podszedł do Evila, po czym kopnął go, że aż trzasnęło. Evil się śmiał.
- Śmiało! Oderwij mi łeb na jej oczach i spal!
- Zamknij się! - Cover wziął go i rzucił na drugi koniec ulicy. Nie dość, że byli za szybcy to i za silni.
- Wyjaśnisz mi to?
- Nic ci nie jest?
- Wyjaśnij!
- Nie. Jeszcze nie teraz.
- Dlaczego byliście szybcy od normalnych ludzi?!
- Jedź do domu.
- CO?!
- Jedź do domu. W domu cię nie tkną. No już!
Zabrałam się i poszłam do swojego auta. Wróciłam do domu. Wzięłam aspirynę,starałam się ogarnąć i ustalić fakty.
Cover jest szybszy...
Cover jest silniejszy...
Cover nie może być człowiekiem...
czwartek, 11 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział III Część I
Po koszmarze, który powtarzał się co noc, nie zmróżyłam oka chyba już od 4 dni. W szkole wyglądałam gorzej niż zombi. Na całe szczęście Dote zawsze była moim oparciem. Kochałam tę upierdliwą blondynę.
- O kurde. Wyglądasz gożej niż Ore. Serio. Dziewczyno co jest? - Dote zawsze wiedziała kiedy kłamię, więc nie mogłam jej oszukać.
- To przez ten koszmar. Powtarza się co noc i nie sypiam, aby znów nie obudzić się z wrzaskiem. Matka myśli czy mnie do psychiatry nie wysłać.
- Ej, aż tak nie może być źle. Ale opowiedz mi jeszcze raz ten koszmar nocy letniej. - Pojawiła się na moment atmosfera dowcipu, ale szybko się ulotniła.
- No więc zazwyczaj wygląda on tak: Jestem na plaży, pływam. Potem widzę... Covera. Woła mnie przyjemnym głosem. Podchodzę, ale gdy on się do mnie zbliża czuję grozę. Nagle pojawia się... krew. Mnóstwo krwi. Na nim szczególnie jest jej dużo. Cieknie mu z ust, jest nią upaprany po łokcie i cały T-shirt też jest w czerwonej mazi. Zaczyna mnie gonić, ale biegnie szybciej niż zwykły człowiek. Uciekam. Potykam się. Upadam i gdy ma mi zadać cios... budzę się.
- Heh, nadawałoby to się na scenariusz do horroru... ale tak na poważnie to zaczynasz mnie przerażać.
- Ja też się siebie boję.
- Słuchaj, a może to ostrzeżenie z góry?
- Jak to?
- No wiesz. Może to inaczej "dziewczyno nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz".
- Wierzysz w to?
- Ej, taki sen i z jego udziałem to dziwne nie uważasz?
- No trochę. - zadzwonił mój telefon. - Sorry, ale muszę odebrać.
Odebrałam...
- Ally? Słuchaj możesz po mnie przyjechać? Auto mi nawaliło. Jestem w Portland na High Street.
- No, dobra. - Nie byłam pewna czy się do niego zbliżać czy uciekać z słowami "Pali się!".
- Sorka Dot, ale musze jechać. Mama coś chce, chyba do miasta jechać.
- Okej, to narka.
Zajechałam na High Street. Na poboczu stał czarny jeep. Stanęłam za nim i wysiadłam.
- Hej. Wielkie dzięki, że przyjechałaś.
- A co się właściwie stało?
- Nie wiem, ale zdaje mi się, że mi świece wysiadły.
- Ok. To czekaj. Podjadę od przodu i go odcholujemy z tego odludzia.
- Ok, daj linę.
Odcholowaliśmy go do najbliższej stacji benzynowej.
- Zaczekaj chwilę. - Powiedział, po czym wszedł do sklepu. Nie byłam pewna, czy przebywanie z nim dłużej niż to było konieczne to dobry pomysł.
- Smacznego. - Powiedział z uśmiechem po czym dał mi hot doga.
- Dzięki, ale nie trzeba było.
- Zgłodniałem, a nie chciałem, abyś została z pustymi rękami.
- Była w Subweyu z Dote także z głodu bym nie zdechła.
- Coś ostatnio bardzo lubisz Subweya.
- To jedyna jakaś normalna kanapkarnia tutaj.
- To fakt.
- Podwieść cię do domu?
- A mogłabyś?
- Pewnie. Mam wolne.
- Dzięki. Jesteś wielka. - uścisnął mnie.
- Ta, każdy tak mówi.
Pokierował mie na jedne z bogatrzych osiedli.
- To tu.
- Kurde, niezła chata.
- Dzięki, wejdziesz?
- Chętnie. - Chociarz na chwilę zapomnę o tym koszmarze.
Dom naprawdę był ogromny. Jasne ściany odbijały światło, co dawało iluzję, że jest go więcej. Weszliśmy do salonu, który jest połączony z kuchnią co efektownie powiększa pomieszczenie.
- Wow, serio fajna chata. Na 4 osoby taki kolos?
- No, mniej więcej. Na każde święto wpada dalsza rodzinka, więc robi się ciaśniej.
- Dalsza rodzinka? Jak dużo masz krewnych, że zapełniają tą przestrzeń?
- No na święta przyjeżdża tak z 30 osób... Napijesz się czegoś?
- 30 osób?! - nie kryłam mojego zaskoczenia - Yyy... tak, soku jak masz.
- Pomarańczowy?
- Może być.
Postawił szklankę na stoliku i usiadł na kanapę, klepiąc miejsce obok zachęcając, abym usiadła obok niego.
- Co robiłeś na High Street? - nie zdążyłam ugryść się w język.
- Ciekawska dziewczynka się z ciebie zrobiła.
- Więc...?
- Interesy. Musiałem coś załatwić.
- Albo kogoś... - zamruczałam pod nosem na tyle cicho, aby nie mógł tego usłyszeć.
- Heh, nie bój się nie zabiłem nikogo. Chodziło o tort na urodziny Noise. W sobotę kończy 14 lat. Na High Street jest jedna z najlepszych cukierni.
- Jak mnie usłyszałeś? Mówiłam tak cicho, że nawet ja ledwo to słyszałam.
- A czy to ważne?
- Dla mnie tak, ponieważ ostatnio męczą mnie - koszmary z tobą, chciałam dokończyć, ale zdążyłam się w język ugryść.
- Dręczą cię? Co? Kto? - wyglądał na przejętego, ale nie zamierzałam się mu z nich zwierzać. - Ally, jestem druga Dote. Mi możesz powiedzieć, a to zostanie między nami. - Uśmiechnął się, aby mnie rozchmużyć.
- Nie chcę o tym gadać.
- Ok, ale chociarz się rozchmurz. Chodź, wiem co cię rozchmurzy. - włączył muzykę typu Country. Jego korzenie chyba sięgały Teksasu i tamtych sfer. - Chodź pokażę ci mój rodowy taniec.
- Ja nie umiem tańczyć...
- Ta, a nie umiem chodzić. No chodź to łatwe. - Pokazał mi na sucho parę kroków. - Nie nie ta noga, ta noga. - stał za mną i mnie poprawiał. - A traz razem. - Był przyjemnie blisko. Czułam się bezpieczna, ale wiedziałam, że to niedorzeczne, przecierz koszmar powracał co noc...
- Ha Ha! To faktycznie łatwe!
- A nie mówiłem. Uważaj! - podknęłam się o własne nogi i upadłam na niego.
- Ehm... niezręczna sytuacja...
- Nie, czemu. Tu na dole jest całkiem przyjemnie. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Pomógł mi wstać. Staliśmy tak blisko siebie, że nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Objął mnie. Zamknęłam oczy... przycisnął swoje wargi do mojego czoła.
- Jesteś niezwykła.
- Cover... - mruknęłam jak kot.
- Al... - zsunął wargi na moje ucho. Szeptał przyjemne słówka. Jego usta powędrowały w stronę moich, lecz gdy już miały się styknąć, do domu weszli jego rodzice i siostra. Zakłopotani staliśmy jak wryci, a mnie napadł atak rumieńca.
- Ehm... Dobry Wieczór. - Mruknęłam.
- No, no. Braciszku, a już myślałam, że zostaniesz starą panną. - jego siostra, Noise, była wysoką, szczupłą dziewczyną o czarnych włosach i szarych oczach.
- Oj, zamknij się. - Podbiegł do niej, chwycił ją w pasie i rzucił na kanapę. Ona rzuciła w niego jaśkiem, a on oddał jej poduszką w twarz.
- Wynośmy się stąd zanim rzuci we mnie czymś innym. - Zwrócił się do mnie.
- Dobry pomysł.
Noise pożegnała nas słowami:
- Tylko o gumce nie zapomnijcie!
- O kurde. Wyglądasz gożej niż Ore. Serio. Dziewczyno co jest? - Dote zawsze wiedziała kiedy kłamię, więc nie mogłam jej oszukać.
- To przez ten koszmar. Powtarza się co noc i nie sypiam, aby znów nie obudzić się z wrzaskiem. Matka myśli czy mnie do psychiatry nie wysłać.
- Ej, aż tak nie może być źle. Ale opowiedz mi jeszcze raz ten koszmar nocy letniej. - Pojawiła się na moment atmosfera dowcipu, ale szybko się ulotniła.
- No więc zazwyczaj wygląda on tak: Jestem na plaży, pływam. Potem widzę... Covera. Woła mnie przyjemnym głosem. Podchodzę, ale gdy on się do mnie zbliża czuję grozę. Nagle pojawia się... krew. Mnóstwo krwi. Na nim szczególnie jest jej dużo. Cieknie mu z ust, jest nią upaprany po łokcie i cały T-shirt też jest w czerwonej mazi. Zaczyna mnie gonić, ale biegnie szybciej niż zwykły człowiek. Uciekam. Potykam się. Upadam i gdy ma mi zadać cios... budzę się.
- Heh, nadawałoby to się na scenariusz do horroru... ale tak na poważnie to zaczynasz mnie przerażać.
- Ja też się siebie boję.
- Słuchaj, a może to ostrzeżenie z góry?
- Jak to?
- No wiesz. Może to inaczej "dziewczyno nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz".
- Wierzysz w to?
- Ej, taki sen i z jego udziałem to dziwne nie uważasz?
- No trochę. - zadzwonił mój telefon. - Sorry, ale muszę odebrać.
Odebrałam...
- Ally? Słuchaj możesz po mnie przyjechać? Auto mi nawaliło. Jestem w Portland na High Street.
- No, dobra. - Nie byłam pewna czy się do niego zbliżać czy uciekać z słowami "Pali się!".
- Sorka Dot, ale musze jechać. Mama coś chce, chyba do miasta jechać.
- Okej, to narka.
Zajechałam na High Street. Na poboczu stał czarny jeep. Stanęłam za nim i wysiadłam.
- Hej. Wielkie dzięki, że przyjechałaś.
- A co się właściwie stało?
- Nie wiem, ale zdaje mi się, że mi świece wysiadły.
- Ok. To czekaj. Podjadę od przodu i go odcholujemy z tego odludzia.
- Ok, daj linę.
Odcholowaliśmy go do najbliższej stacji benzynowej.
- Zaczekaj chwilę. - Powiedział, po czym wszedł do sklepu. Nie byłam pewna, czy przebywanie z nim dłużej niż to było konieczne to dobry pomysł.
- Smacznego. - Powiedział z uśmiechem po czym dał mi hot doga.
- Dzięki, ale nie trzeba było.
- Zgłodniałem, a nie chciałem, abyś została z pustymi rękami.
- Była w Subweyu z Dote także z głodu bym nie zdechła.
- Coś ostatnio bardzo lubisz Subweya.
- To jedyna jakaś normalna kanapkarnia tutaj.
- To fakt.
- Podwieść cię do domu?
- A mogłabyś?
- Pewnie. Mam wolne.
- Dzięki. Jesteś wielka. - uścisnął mnie.
- Ta, każdy tak mówi.
Pokierował mie na jedne z bogatrzych osiedli.
- To tu.
- Kurde, niezła chata.
- Dzięki, wejdziesz?
- Chętnie. - Chociarz na chwilę zapomnę o tym koszmarze.
Dom naprawdę był ogromny. Jasne ściany odbijały światło, co dawało iluzję, że jest go więcej. Weszliśmy do salonu, który jest połączony z kuchnią co efektownie powiększa pomieszczenie.
- Wow, serio fajna chata. Na 4 osoby taki kolos?
- No, mniej więcej. Na każde święto wpada dalsza rodzinka, więc robi się ciaśniej.
- Dalsza rodzinka? Jak dużo masz krewnych, że zapełniają tą przestrzeń?
- No na święta przyjeżdża tak z 30 osób... Napijesz się czegoś?
- 30 osób?! - nie kryłam mojego zaskoczenia - Yyy... tak, soku jak masz.
- Pomarańczowy?
- Może być.
Postawił szklankę na stoliku i usiadł na kanapę, klepiąc miejsce obok zachęcając, abym usiadła obok niego.
- Co robiłeś na High Street? - nie zdążyłam ugryść się w język.
- Ciekawska dziewczynka się z ciebie zrobiła.
- Więc...?
- Interesy. Musiałem coś załatwić.
- Albo kogoś... - zamruczałam pod nosem na tyle cicho, aby nie mógł tego usłyszeć.
- Heh, nie bój się nie zabiłem nikogo. Chodziło o tort na urodziny Noise. W sobotę kończy 14 lat. Na High Street jest jedna z najlepszych cukierni.
- Jak mnie usłyszałeś? Mówiłam tak cicho, że nawet ja ledwo to słyszałam.
- A czy to ważne?
- Dla mnie tak, ponieważ ostatnio męczą mnie - koszmary z tobą, chciałam dokończyć, ale zdążyłam się w język ugryść.
- Dręczą cię? Co? Kto? - wyglądał na przejętego, ale nie zamierzałam się mu z nich zwierzać. - Ally, jestem druga Dote. Mi możesz powiedzieć, a to zostanie między nami. - Uśmiechnął się, aby mnie rozchmużyć.
- Nie chcę o tym gadać.
- Ok, ale chociarz się rozchmurz. Chodź, wiem co cię rozchmurzy. - włączył muzykę typu Country. Jego korzenie chyba sięgały Teksasu i tamtych sfer. - Chodź pokażę ci mój rodowy taniec.
- Ja nie umiem tańczyć...
- Ta, a nie umiem chodzić. No chodź to łatwe. - Pokazał mi na sucho parę kroków. - Nie nie ta noga, ta noga. - stał za mną i mnie poprawiał. - A traz razem. - Był przyjemnie blisko. Czułam się bezpieczna, ale wiedziałam, że to niedorzeczne, przecierz koszmar powracał co noc...
- Ha Ha! To faktycznie łatwe!
- A nie mówiłem. Uważaj! - podknęłam się o własne nogi i upadłam na niego.
- Ehm... niezręczna sytuacja...
- Nie, czemu. Tu na dole jest całkiem przyjemnie. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Pomógł mi wstać. Staliśmy tak blisko siebie, że nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Objął mnie. Zamknęłam oczy... przycisnął swoje wargi do mojego czoła.
- Jesteś niezwykła.
- Cover... - mruknęłam jak kot.
- Al... - zsunął wargi na moje ucho. Szeptał przyjemne słówka. Jego usta powędrowały w stronę moich, lecz gdy już miały się styknąć, do domu weszli jego rodzice i siostra. Zakłopotani staliśmy jak wryci, a mnie napadł atak rumieńca.
- Ehm... Dobry Wieczór. - Mruknęłam.
- No, no. Braciszku, a już myślałam, że zostaniesz starą panną. - jego siostra, Noise, była wysoką, szczupłą dziewczyną o czarnych włosach i szarych oczach.
- Oj, zamknij się. - Podbiegł do niej, chwycił ją w pasie i rzucił na kanapę. Ona rzuciła w niego jaśkiem, a on oddał jej poduszką w twarz.
- Wynośmy się stąd zanim rzuci we mnie czymś innym. - Zwrócił się do mnie.
- Dobry pomysł.
Noise pożegnała nas słowami:
- Tylko o gumce nie zapomnijcie!
środa, 10 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział II Część III
Nastę pnego dnia, w szkole Dote o dziwo podeszła do mnie. Oczy miała napuchnięte. Zapewne od płaczu. Biedna Dote.
- H-Hej Ally... - nie była pewna jak z naszymi relacjami.
- Oj, chodź tu. - Przytuliłam ją, a ona zaczęła szlochać. - Tak, tak wypłacz się.
- Becky to jedna, wielka świnia.
- Co? Przyznał się?
- Nie, ale na własne oczy widziałam jak flirtuje z dziewczynami. On szuka tylko seksu, a ja byłam następną lalką do rzucenia w kąt jak się znudzę. - Znów zaczęła szlochać.
- Nie był ciebie wart. Dote, robimy sobie detoks od chłopaków. Co ty na to? - dopiero potem ogarnęłam do czego się zapisałam.
- Świetny pomysł, ale Cover też się liczy. Miesiąc bez facetów.
- Postanowione. No, a teraz chodź do łazienki. Ogarniemy się trochę, a potem wpadniemy do mnie. Obczaimy sobie jakąś komedie.
- Jestem za.
Podczas gdy Dote oglądała TV, ja pod pretekstem kibla, wzięłam telefon i napisałam SMS'a
- Hej, wiesz co w tym miesiącu wspieram Dote. Zero wyjść z chłopakami. Nawet z tobą.
Po jakiejś minucie przyszła odpowiedź;
- Rozumiem. To wspaniałe, że tak się nią opiekujesz. Taka przyjaciółka to skarb. Ja jakoś przeżyje, chociarz z Noise już nie wyrabiam. Tydzień w towarzystwie zbuntowanej nastolatki to horror.
- Spoko. Jak tylko nasz "detoks" się skończy napiszę do ciebie. Narka.
- 3majcie się laski :*
Wróciłam do Dote.
- Cięższa strawa?
- Ta, Subwey 3 razy w tygodniu to nie najlepsze rozwiązanie.
- Ha Ha! To fakt.
Po róznych komediach, telenowelach i sitcomach, zaczęłyśmy gadać jak najętne nie zauważyłyśmy, że już po 2 w nocy.
- Hehe, horrorek?
- Nie, oczy mi wysiadają. Dote, idź spać, co? Ja też już się położę.
- Oj, Ally. Nie chce mi się spać. Nareszcie czuje się normalnie, a nie jak w depresji.
- Mhmm - pomału odpływałam do krainy snu... gdzie otulała mnie woda, spłukując troski i smutki, a na plaży on już czekał na mnie z tym swoim szarmanckim uśmiechem i słowami "Chodź, coś ci pokażę...". Jego melodyjny głos rozpływał się po mnie lepiej niż moja własna krew w żyłach, ale coś mi w tym śnie nie grało... nagle pojawiła się krew na nim... ciekła mu z ust i osiadła na koszulkę...
"Chodź ze mną..." - jego głos już nie był jak wiosenny poranek, raczej pasowało tu określenie "jesień średniowiecza". Zbliżał się do mnie szybko z nadludzką szybkością, zaczęłam uciekać. Biegłam przed siebie, ale był szybszy. Upadłam, a gdy już miałam poczuć ból, ujrzałam przerażoną Dote.
- Ally! Obódź się! - Dote ruszała moim ramieniem, abym się odcknęła.
- Co?! Co jest?! - Spytałam, cała spocona.
- Chciałam cię o to samo zapytać. Zaczęłaś się miotać gorzej niż na statku. Wrzeszczałaś, aby cię zostawił. - Spojrzałam na zegarek, była 4 rano.
- Kto? Kto miał mnie zostawić?
- A bo ja wiem? To twój koszmar nie mój. Przyniosę ci wody. - wypiłam dwie szklanki. Dote zgasiła lampkę i poszła spać. Ja natomiast nie mogłam już zasnąć.
Krew...
Dużo krwi...
Mojej krwi...
- H-Hej Ally... - nie była pewna jak z naszymi relacjami.
- Oj, chodź tu. - Przytuliłam ją, a ona zaczęła szlochać. - Tak, tak wypłacz się.
- Becky to jedna, wielka świnia.
- Co? Przyznał się?
- Nie, ale na własne oczy widziałam jak flirtuje z dziewczynami. On szuka tylko seksu, a ja byłam następną lalką do rzucenia w kąt jak się znudzę. - Znów zaczęła szlochać.
- Nie był ciebie wart. Dote, robimy sobie detoks od chłopaków. Co ty na to? - dopiero potem ogarnęłam do czego się zapisałam.
- Świetny pomysł, ale Cover też się liczy. Miesiąc bez facetów.
- Postanowione. No, a teraz chodź do łazienki. Ogarniemy się trochę, a potem wpadniemy do mnie. Obczaimy sobie jakąś komedie.
- Jestem za.
Podczas gdy Dote oglądała TV, ja pod pretekstem kibla, wzięłam telefon i napisałam SMS'a
- Hej, wiesz co w tym miesiącu wspieram Dote. Zero wyjść z chłopakami. Nawet z tobą.
Po jakiejś minucie przyszła odpowiedź;
- Rozumiem. To wspaniałe, że tak się nią opiekujesz. Taka przyjaciółka to skarb. Ja jakoś przeżyje, chociarz z Noise już nie wyrabiam. Tydzień w towarzystwie zbuntowanej nastolatki to horror.
- Spoko. Jak tylko nasz "detoks" się skończy napiszę do ciebie. Narka.
- 3majcie się laski :*
Wróciłam do Dote.
- Cięższa strawa?
- Ta, Subwey 3 razy w tygodniu to nie najlepsze rozwiązanie.
- Ha Ha! To fakt.
Po róznych komediach, telenowelach i sitcomach, zaczęłyśmy gadać jak najętne nie zauważyłyśmy, że już po 2 w nocy.
- Hehe, horrorek?
- Nie, oczy mi wysiadają. Dote, idź spać, co? Ja też już się położę.
- Oj, Ally. Nie chce mi się spać. Nareszcie czuje się normalnie, a nie jak w depresji.
- Mhmm - pomału odpływałam do krainy snu... gdzie otulała mnie woda, spłukując troski i smutki, a na plaży on już czekał na mnie z tym swoim szarmanckim uśmiechem i słowami "Chodź, coś ci pokażę...". Jego melodyjny głos rozpływał się po mnie lepiej niż moja własna krew w żyłach, ale coś mi w tym śnie nie grało... nagle pojawiła się krew na nim... ciekła mu z ust i osiadła na koszulkę...
"Chodź ze mną..." - jego głos już nie był jak wiosenny poranek, raczej pasowało tu określenie "jesień średniowiecza". Zbliżał się do mnie szybko z nadludzką szybkością, zaczęłam uciekać. Biegłam przed siebie, ale był szybszy. Upadłam, a gdy już miałam poczuć ból, ujrzałam przerażoną Dote.
- Ally! Obódź się! - Dote ruszała moim ramieniem, abym się odcknęła.
- Co?! Co jest?! - Spytałam, cała spocona.
- Chciałam cię o to samo zapytać. Zaczęłaś się miotać gorzej niż na statku. Wrzeszczałaś, aby cię zostawił. - Spojrzałam na zegarek, była 4 rano.
- Kto? Kto miał mnie zostawić?
- A bo ja wiem? To twój koszmar nie mój. Przyniosę ci wody. - wypiłam dwie szklanki. Dote zgasiła lampkę i poszła spać. Ja natomiast nie mogłam już zasnąć.
Krew...
Dużo krwi...
Mojej krwi...
wtorek, 9 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział II Część II
Następnego dnia, wiedząc, że Dote jak na razie uważa mnie za ździre postanowiłam zadzwonić do Covera.
- Mhmm?
- Cover? Tu Ally. Masz czas?
- Teraz? No godzinkę mam, a co?
- Może się spotkamy?
- Ok. Za 30 minut w Subweyu.
- Jasne.
Ubrałam lekką bluzkę bez rękawów i jeansowe szorty, a włosy upięłam w koński ogon.
Cover zajął stolik daleko od drzwi i okien.
- Hej.
- No siema. Co słychać?
- Ah, wszystko mi się wali. - Nie wiedziałam czy mu się zwierzyć, ale skoro nie miałam tej możliwości z Dote, to może on chociarz mnie wysłucha.
- Chłopak nie odbiera? Pokłuciłaś się z psiapsiułą?
- Trafiłeś. Znaczy nie tym chłopakiem...
- Z chłopakiem wszystko gra?
- Nie mam chłopaka. - Muszę to kiedyś sobie na czole napisać.
- Bo cię rzucił?
- Nie, nie miałam i nie mam. Możemy zmienić temat?
- Jasne. Słuchaj ta ruda, co się ciebie uczepiła na plaży, znajoma?
- Nie, raczej odwieczny wróg. Właciwie kiedy do mnie podeszła ty jeszcze byłeś w kolejce. Jak nas zobaczyłeś?
- Właściwie to już wychodziłem z kolejki i stanołęm przy mniejszej.
- Aha, sorry.
- Nie szkodzi. To jeszcze raz. Co z tą Dote? - opowiedziałam całą zaszłą sytuację. Nie wiem czemu, ale rozmawiało mi się z nim tak swobodnie.
- Czyli ona strzeliła focha, za coś do czego nie doszło. Bynajmniej z twojej strony.
- No, trochę tak.
- Nie martw się, minie jej to. Jeżeli naprawdę jest twoją przyjaciółką to uwierzy tobie nie temu, heh, cymbałowi.
- Ta. Masz rację. Dzięki, że mnie wysłuchałeś.
- Hola, hola. Bo jeszcze mnie wyrocznią zaczniesz nazywać. - sprawił, że się uśmiechnęłam. Wreszcie od jakiś 12 godzin.
Wyszliśmy z Subweya i zmierzaliśmy w stronę plaży. Słońce zachodziło i zostawiało po sobie łagodne pomarańczowe i czerwone barwy.
- Piękne... - rozpłynęłam się.
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła... - jego głos był melodyjny i ciepły. Wyobrażałam sobie ten krajobraz.
- Chodź. - Chwycił mnie za rękę i ruszył truchtem w stronę wysokiego brzegu. - Woda jest na tyle głęboka, że poczujesz jak otula cię jej toń.
- Mam skoczyć?! - Chwycił mnie za ramiona.
- Zaufaj mi. - Znów chwycił moją rękę, a ja uczepiłam się jego jak koła ratunkowego. Nie mam pojęcia dlaczego, ale czułam się przy nim bezpieczna. - Na "trzy"
- Raz
- Dwa
"Trzy" - wykrzyknęliśmy razem i skoczyliśmy. Lot był przyjemny. Powietrze otulało mnie jak kołderka, ale to co zrobiła woda gdy się z nią zetknęłam to nie do opisania. Woda otuliła mnie z każdej strony. Straciłam na chwilę przystkie troski.
Wyszliśmy na brzeg się osuszyć.
- Znów jestem cała mokra.
- Nabierasz wprawy.
- To było coś niesamowitego!
- Zgodzę się. Uwielbiam to. Gdy fala mnie otula, zapominam o tej ponurej rzeczywistości.
Posiedzielośmy jeszcze chwilę. Gdy zrobiło się na prawdę późno i ciemno, Cover znów odprowadził mnie do domu.
- Chyba mam nocnego stróża. - Uśmiechnęłam się, a na twarz wpłynął rumieniec. Na całe szczęście było ciemno, więc nie mógł tego widzieć.
- Fakt. Z tym też się zgodzę.
- Cóż... Dobranoc Cover. - Ujął moją dłoń i ucałował moje kostki.
- Dobranoc, Ally. A tak propo, ładnie ci w czerwonym. - Uśmiechnął się szarmancko. Weszłam do domu. Gdyby nie dodzice to chyba bym zemdlała ze szczęścia.
Dręczy mnie jedno: Jak zauważył mojego rumieńca w tej ciemności?
- Mhmm?
- Cover? Tu Ally. Masz czas?
- Teraz? No godzinkę mam, a co?
- Może się spotkamy?
- Ok. Za 30 minut w Subweyu.
- Jasne.
Ubrałam lekką bluzkę bez rękawów i jeansowe szorty, a włosy upięłam w koński ogon.
Cover zajął stolik daleko od drzwi i okien.
- Hej.
- No siema. Co słychać?
- Ah, wszystko mi się wali. - Nie wiedziałam czy mu się zwierzyć, ale skoro nie miałam tej możliwości z Dote, to może on chociarz mnie wysłucha.
- Chłopak nie odbiera? Pokłuciłaś się z psiapsiułą?
- Trafiłeś. Znaczy nie tym chłopakiem...
- Z chłopakiem wszystko gra?
- Nie mam chłopaka. - Muszę to kiedyś sobie na czole napisać.
- Bo cię rzucił?
- Nie, nie miałam i nie mam. Możemy zmienić temat?
- Jasne. Słuchaj ta ruda, co się ciebie uczepiła na plaży, znajoma?
- Nie, raczej odwieczny wróg. Właciwie kiedy do mnie podeszła ty jeszcze byłeś w kolejce. Jak nas zobaczyłeś?
- Właściwie to już wychodziłem z kolejki i stanołęm przy mniejszej.
- Aha, sorry.
- Nie szkodzi. To jeszcze raz. Co z tą Dote? - opowiedziałam całą zaszłą sytuację. Nie wiem czemu, ale rozmawiało mi się z nim tak swobodnie.
- Czyli ona strzeliła focha, za coś do czego nie doszło. Bynajmniej z twojej strony.
- No, trochę tak.
- Nie martw się, minie jej to. Jeżeli naprawdę jest twoją przyjaciółką to uwierzy tobie nie temu, heh, cymbałowi.
- Ta. Masz rację. Dzięki, że mnie wysłuchałeś.
- Hola, hola. Bo jeszcze mnie wyrocznią zaczniesz nazywać. - sprawił, że się uśmiechnęłam. Wreszcie od jakiś 12 godzin.
Wyszliśmy z Subweya i zmierzaliśmy w stronę plaży. Słońce zachodziło i zostawiało po sobie łagodne pomarańczowe i czerwone barwy.
- Piękne... - rozpłynęłam się.
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła... - jego głos był melodyjny i ciepły. Wyobrażałam sobie ten krajobraz.
- Chodź. - Chwycił mnie za rękę i ruszył truchtem w stronę wysokiego brzegu. - Woda jest na tyle głęboka, że poczujesz jak otula cię jej toń.
- Mam skoczyć?! - Chwycił mnie za ramiona.
- Zaufaj mi. - Znów chwycił moją rękę, a ja uczepiłam się jego jak koła ratunkowego. Nie mam pojęcia dlaczego, ale czułam się przy nim bezpieczna. - Na "trzy"
- Raz
- Dwa
"Trzy" - wykrzyknęliśmy razem i skoczyliśmy. Lot był przyjemny. Powietrze otulało mnie jak kołderka, ale to co zrobiła woda gdy się z nią zetknęłam to nie do opisania. Woda otuliła mnie z każdej strony. Straciłam na chwilę przystkie troski.
Wyszliśmy na brzeg się osuszyć.
- Znów jestem cała mokra.
- Nabierasz wprawy.
- To było coś niesamowitego!
- Zgodzę się. Uwielbiam to. Gdy fala mnie otula, zapominam o tej ponurej rzeczywistości.
Posiedzielośmy jeszcze chwilę. Gdy zrobiło się na prawdę późno i ciemno, Cover znów odprowadził mnie do domu.
- Chyba mam nocnego stróża. - Uśmiechnęłam się, a na twarz wpłynął rumieniec. Na całe szczęście było ciemno, więc nie mógł tego widzieć.
- Fakt. Z tym też się zgodzę.
- Cóż... Dobranoc Cover. - Ujął moją dłoń i ucałował moje kostki.
- Dobranoc, Ally. A tak propo, ładnie ci w czerwonym. - Uśmiechnął się szarmancko. Weszłam do domu. Gdyby nie dodzice to chyba bym zemdlała ze szczęścia.
Dręczy mnie jedno: Jak zauważył mojego rumieńca w tej ciemności?
poniedziałek, 8 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział II Część I
- Becky?
- Witaj Ally! O Boże! Jak ty wydoroślałaś! - Becky bez skrupółów wszedł do środka. Zapamiętałam go jako szczupłego chłopca z blond włosami zazwyczaj "na jeżyka". Tym czasem stał przedemną, prawie taki sam, jednak coś było innego.
- Ładna piżamka. - Uśmiechnął się szeroko.
- Yyy... Dzięki. Słuchaj... - zaczęłam.
- A wy nadal na tym odludziu? Myślałem, że się chociarz do miasteczka przenieśliście.
- Becky, nie chcę być niegrzeczna, ale jest trochę za późno na gości...
- Oj, Ally. Mała, słodka Ally. Nie widziałem cię tak długo, a ty mnie wyganiasz? - Zbliżył się do mnie.
- Becky... ja... - słowa uwiązły mi w gardle.
- Al... Nie pamiętasz jak nam było razem dobrze? - stał już stanowczo za blisko.
- To był wielki błąd - odsunęłam się - Becky, to... ja nie mogłabym tego zrobić Dote znowu...
- Ciii... Przecierz nikt się nie dowie. To zostanie między nami. - Chciał mnie pocałować, ale się szybko odsunęłam.
- Beck, nie. Ja nie zrobie tego drugi raz. Szkoda, że nie widziałeś Dote gdy opowiadała mi o waszym spotkaniu. Była w niebo wzięta. Pozatym to jak byś chciał to rozegrać? Grając na dwa fronty?
- Może... a może bym zerwał z Dote.
- Nie, Becky. Ona cię kocha, a ze mną była to ciekawość. Wybacz, ale nic z tego nie będzie. - Starałam się mówić spokojnie, ale i stanowczo.
- Ally...
- Nie Alluj mi tu tylko idź do niej i bądź szczęśliwy.
- Ale ja byłem szczęśliwy z tobą! - Tym razem zaczął się niecierpliwie szybko do mnie zbliżać, tak jakby ktoś rozwścieczył go jak płachtą byka. - Ty wiesz co ja robiłem całymi dniami?
Milczałam. Bałam się do czego się posunie.
- Myślałem o tym jak wrócić do ciebie nie raniąc Dote. - Teraz wiedziałam, że to ja rozwścieczyłam tego byka.
- Ale między nami nic nie było, nie ma i nie będzie.
- Nie? - podstawił mi nogę. Upadłam po czym poczułam jego usta na moich. Zerwałam się natychmiast i uderzyłam go z liścia w twarz.
- Ally? Becky? Co do cholery?! - w drzwiach stanęła Dote.
- Dote to nie tak jak myślisz. - nic oprócz tego najczęstrzego sformuowania nie przyszło mi do głowy.
- Becky, wyjaśnij mi to!
- Dote... widzisz... ja i Ally...
- To wcale nie tak! Dote nie słuchaj go! Ja ci wszystko potem wyjaśnię.
- Wiesz co, Ally. Już raz mi to zrobiłaś. Nie sądziłam, że zrobisz to znowu. - Wybiegła z łzami w oczach pełnych nienawiści.
- No Dote już wie... więc może teraz... - Becky czasami mógłby ogarnąć, że nie każda afera od razu rozchodzi się po kościach.
- Wyjdź z mojego domu!
- Al.
- Nie, Becky już dość narobiłeś. Zmiataj stąd, albo osobiście cię wykopię!
- Uuu, Ally w akcji. Muszę to zobaczyć. - Drwił. On sobie ze mnie drwił.
Wzięłam go za kołnierz od tyłu i prawie dosłownie wywaliłam go za drzwi.
Gdy odjechał. Zaszyłam się w pokoju i próbowałam się dodzwonić do Dote. Nie odbierała
- Witaj Ally! O Boże! Jak ty wydoroślałaś! - Becky bez skrupółów wszedł do środka. Zapamiętałam go jako szczupłego chłopca z blond włosami zazwyczaj "na jeżyka". Tym czasem stał przedemną, prawie taki sam, jednak coś było innego.
- Ładna piżamka. - Uśmiechnął się szeroko.
- Yyy... Dzięki. Słuchaj... - zaczęłam.
- A wy nadal na tym odludziu? Myślałem, że się chociarz do miasteczka przenieśliście.
- Becky, nie chcę być niegrzeczna, ale jest trochę za późno na gości...
- Oj, Ally. Mała, słodka Ally. Nie widziałem cię tak długo, a ty mnie wyganiasz? - Zbliżył się do mnie.
- Becky... ja... - słowa uwiązły mi w gardle.
- Al... Nie pamiętasz jak nam było razem dobrze? - stał już stanowczo za blisko.
- To był wielki błąd - odsunęłam się - Becky, to... ja nie mogłabym tego zrobić Dote znowu...
- Ciii... Przecierz nikt się nie dowie. To zostanie między nami. - Chciał mnie pocałować, ale się szybko odsunęłam.
- Beck, nie. Ja nie zrobie tego drugi raz. Szkoda, że nie widziałeś Dote gdy opowiadała mi o waszym spotkaniu. Była w niebo wzięta. Pozatym to jak byś chciał to rozegrać? Grając na dwa fronty?
- Może... a może bym zerwał z Dote.
- Nie, Becky. Ona cię kocha, a ze mną była to ciekawość. Wybacz, ale nic z tego nie będzie. - Starałam się mówić spokojnie, ale i stanowczo.
- Ally...
- Nie Alluj mi tu tylko idź do niej i bądź szczęśliwy.
- Ale ja byłem szczęśliwy z tobą! - Tym razem zaczął się niecierpliwie szybko do mnie zbliżać, tak jakby ktoś rozwścieczył go jak płachtą byka. - Ty wiesz co ja robiłem całymi dniami?
Milczałam. Bałam się do czego się posunie.
- Myślałem o tym jak wrócić do ciebie nie raniąc Dote. - Teraz wiedziałam, że to ja rozwścieczyłam tego byka.
- Ale między nami nic nie było, nie ma i nie będzie.
- Nie? - podstawił mi nogę. Upadłam po czym poczułam jego usta na moich. Zerwałam się natychmiast i uderzyłam go z liścia w twarz.
- Ally? Becky? Co do cholery?! - w drzwiach stanęła Dote.
- Dote to nie tak jak myślisz. - nic oprócz tego najczęstrzego sformuowania nie przyszło mi do głowy.
- Becky, wyjaśnij mi to!
- Dote... widzisz... ja i Ally...
- To wcale nie tak! Dote nie słuchaj go! Ja ci wszystko potem wyjaśnię.
- Wiesz co, Ally. Już raz mi to zrobiłaś. Nie sądziłam, że zrobisz to znowu. - Wybiegła z łzami w oczach pełnych nienawiści.
- No Dote już wie... więc może teraz... - Becky czasami mógłby ogarnąć, że nie każda afera od razu rozchodzi się po kościach.
- Wyjdź z mojego domu!
- Al.
- Nie, Becky już dość narobiłeś. Zmiataj stąd, albo osobiście cię wykopię!
- Uuu, Ally w akcji. Muszę to zobaczyć. - Drwił. On sobie ze mnie drwił.
Wzięłam go za kołnierz od tyłu i prawie dosłownie wywaliłam go za drzwi.
Gdy odjechał. Zaszyłam się w pokoju i próbowałam się dodzwonić do Dote. Nie odbierała
"Dziwna Historia" Rozdział I Część III
Obudził mnie dżwięk telefonu.
- Czego? - zapytałam skołowana.
- To tak się wita przyjaciół, których się opuszcza na resztę dnia? - głos Dote był spokojny, ale poirytowany.
- Sorry, kochana, ale naprawdę coś mi wypadło.
- Coś czy ktoś? No dalej, kto to?
- Nie dasz mi spokoju, prawda?
- Nie dam. Gadaj, bo mnie nakręcasz.
- Omg, no dobra... - Wzięłam oddech - To... Cover.
- TEN Cover?
- Tak, ten sam, którego widziałaś w bibliotece.
- O matko! Ale co dalej? Co robiliście?!
- Zasadniczo nic... pogadaliśmy trochę, zjedliśmy lody, pobawiliśmy się na plaży... nic nadzwyczajnego.
- Ale masz do niego numer?
- Tak dał mi wczoraj jak odwiózł mnie do domu.
- Byłaś w jego furze?! I jak?
- Co "jak"?
- No, jaki odświerzacz, jaki kolor, stan auta? Faceta sie ocenia po czterech kółkach.
- Jeżeli o niego chodzi to chyba mięta, czarny jeep, a samo auto w dobrym stanie nie poobijane, a w środku, fakt lekki bajzel, ale nie widać na pierwszy rzut oka.
- Aha... słyszałaś nowe wieści?
- Jakie to znowu?
- Becky wraca do miasta!
- Ten Becky? Twoja dawna miłość?
- Zawsze mi się podobał, a zerwaliśmy tylko dlatego, że uważaliśmy związki na odległość za niudolne.
- Jak to mówią "Stara miłość nie rdzewieje".
- Mhmm.
- Dobra Dote, musze kończyć spotkamy się w Subweyu, narka!
- Pa.
Po lekcjach na których Dote nie mogła być, ponieważ "brzuch ją bolał". Symulantka, ale na Subweya to miała ochotę. Zajęłyśmy stolik, zamówiłyśmy po kanapce.
- No to jak? Becky się odezwał?
- Tak! - Jej twarz jeszcze nigdy nie wyrażała takiej radości. Dote była blondynką o niebieskich oczach. Figurę miała zgrabną i zawsze poruszała się z gracją. - Stęskniłam się za jego głosem. Jutro mamy się spotkać.
- To skoro ty będziesz zajęta... - to ja się umówię z Coverem, chciałam dokończyć, ale wiedziałam, że gdy to powiem Dote zacznie swoje mądrości na temat "randka + "taka" Ally = katastrofa". Wolałam sobie tego oszczędzić.
- To co?
- To ja wreszcie skończę 1 sezon "Wolfblood".
- O Boże. Jak dobrze, że ja nie będę musiała wysłuchiwać twoich jęków typu "Jaką ona jest idiotką!" albo "O Boże, pocałujcie się wreszcie!"
- Dote! Cicho! Ludzie się na nas gapią.
- Ale co? Taka prawda. Lepiej by było gdybyś się umówiła z Coverem. O tak! Potem może chodzilibyśmy na podwójne randki! - Dote, aż zawyła z radości.
- Proszę cię... On ma 19 lat. Ja ledwo 16...
- Nie ledwo, tylko już... a właśnie propo, jutro o 17 ubierz się ładnie moja przyszła szesnastko!
- Dote... co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Ja tylko chciałabym świętować 16 mojej ukochanej przyjaciółki. Ups... wsypałam się.
- Dote, kto tam będzie?
- Oj jak ten czas leci! Wybacz kochana ale mam wizytę u dentysty. Pa!
- Dote! - ale moja kochana koleżaneczka już się ulotniła.
Wracałam do domu pieższo. To miłe ze strony Dote, że organizuje mi małe przyjęcie. Ciekawe tylko kto tam będzie?
Skorzystałam z okazji, że mamy nie było w domu. Pewnie na zakupach, a tata ma na nockę w szpitalu. Zawód: pediatra.
Odgrzałam obiad, zjadłam i wzięłam sobie relaksującą kompiel. Wiem, że zabrzmi to bynajmniej dziwnie, ale tak leżąc w wannie wyobrażałam sobie mnie i Covera. Dote miała rację. Nie da się oprzeć takim fantazjom. Usiadłam na kanapie z książką w ręce.
Ktoś zapukał do drzwi...
- Czego? - zapytałam skołowana.
- To tak się wita przyjaciół, których się opuszcza na resztę dnia? - głos Dote był spokojny, ale poirytowany.
- Sorry, kochana, ale naprawdę coś mi wypadło.
- Coś czy ktoś? No dalej, kto to?
- Nie dasz mi spokoju, prawda?
- Nie dam. Gadaj, bo mnie nakręcasz.
- Omg, no dobra... - Wzięłam oddech - To... Cover.
- TEN Cover?
- Tak, ten sam, którego widziałaś w bibliotece.
- O matko! Ale co dalej? Co robiliście?!
- Zasadniczo nic... pogadaliśmy trochę, zjedliśmy lody, pobawiliśmy się na plaży... nic nadzwyczajnego.
- Ale masz do niego numer?
- Tak dał mi wczoraj jak odwiózł mnie do domu.
- Byłaś w jego furze?! I jak?
- Co "jak"?
- No, jaki odświerzacz, jaki kolor, stan auta? Faceta sie ocenia po czterech kółkach.
- Jeżeli o niego chodzi to chyba mięta, czarny jeep, a samo auto w dobrym stanie nie poobijane, a w środku, fakt lekki bajzel, ale nie widać na pierwszy rzut oka.
- Aha... słyszałaś nowe wieści?
- Jakie to znowu?
- Becky wraca do miasta!
- Ten Becky? Twoja dawna miłość?
- Zawsze mi się podobał, a zerwaliśmy tylko dlatego, że uważaliśmy związki na odległość za niudolne.
- Jak to mówią "Stara miłość nie rdzewieje".
- Mhmm.
- Dobra Dote, musze kończyć spotkamy się w Subweyu, narka!
- Pa.
Po lekcjach na których Dote nie mogła być, ponieważ "brzuch ją bolał". Symulantka, ale na Subweya to miała ochotę. Zajęłyśmy stolik, zamówiłyśmy po kanapce.
- No to jak? Becky się odezwał?
- Tak! - Jej twarz jeszcze nigdy nie wyrażała takiej radości. Dote była blondynką o niebieskich oczach. Figurę miała zgrabną i zawsze poruszała się z gracją. - Stęskniłam się za jego głosem. Jutro mamy się spotkać.
- To skoro ty będziesz zajęta... - to ja się umówię z Coverem, chciałam dokończyć, ale wiedziałam, że gdy to powiem Dote zacznie swoje mądrości na temat "randka + "taka" Ally = katastrofa". Wolałam sobie tego oszczędzić.
- To co?
- To ja wreszcie skończę 1 sezon "Wolfblood".
- O Boże. Jak dobrze, że ja nie będę musiała wysłuchiwać twoich jęków typu "Jaką ona jest idiotką!" albo "O Boże, pocałujcie się wreszcie!"
- Dote! Cicho! Ludzie się na nas gapią.
- Ale co? Taka prawda. Lepiej by było gdybyś się umówiła z Coverem. O tak! Potem może chodzilibyśmy na podwójne randki! - Dote, aż zawyła z radości.
- Proszę cię... On ma 19 lat. Ja ledwo 16...
- Nie ledwo, tylko już... a właśnie propo, jutro o 17 ubierz się ładnie moja przyszła szesnastko!
- Dote... co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Ja tylko chciałabym świętować 16 mojej ukochanej przyjaciółki. Ups... wsypałam się.
- Dote, kto tam będzie?
- Oj jak ten czas leci! Wybacz kochana ale mam wizytę u dentysty. Pa!
- Dote! - ale moja kochana koleżaneczka już się ulotniła.
Wracałam do domu pieższo. To miłe ze strony Dote, że organizuje mi małe przyjęcie. Ciekawe tylko kto tam będzie?
Skorzystałam z okazji, że mamy nie było w domu. Pewnie na zakupach, a tata ma na nockę w szpitalu. Zawód: pediatra.
Odgrzałam obiad, zjadłam i wzięłam sobie relaksującą kompiel. Wiem, że zabrzmi to bynajmniej dziwnie, ale tak leżąc w wannie wyobrażałam sobie mnie i Covera. Dote miała rację. Nie da się oprzeć takim fantazjom. Usiadłam na kanapie z książką w ręce.
Ktoś zapukał do drzwi...
sobota, 6 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział I Część II
Zmierzaliśmy na plaże, gdzie o tej porze o turystów nie trudno. Kolejka przed budką z lodami wyglądała na conajmniej kilometrową. Cover stanął na końcu, a mi kazał poczekać przy brzegu. A już miałam nadzieję, że będzie to wspaniałe popołudnie, ale los nie podzielał mojego zdania. Siedząc na brzegu podeszła do mnie Ore. Ruda z "zaokrągleniami" i wielkim biustem. Nigdy jej nie zazdrościłam tego, że faceci się za nią ostro oglądają. Miała na sobie nie tanie bikini.
- A ty co? Zgubiłaś się? - zaczęła irytującym tonem.
- Ej, to ty coś mówiłaś czy jakaś suka? A zaraz przecież nie ma różnicy - odparłam z szerokim uśmiechem.
- Zmarnowałam właśnie swoje cenne 3 sekundy, na kogoś kto na to nie zasługiwał. - Powiedziała z pogardą i odeszła w głąb turystów. Wtem obejrzałam się za siebie i widziałam Covera. Udało mu się zdobyć lody włoskie.
- Były tylko śmietankowe. Może być?
- Dawaj, zanim się rostopią. - Siedzieliśmy na plaży i rozmawialiśmy.
- A więc masz 16 lat? Wyglądasz na conajmniej 18. - zdziwił się.
- To przez wzrost.
- Masz rodzeństwo?
- Nie. Jestem jedynaczką. A ty?
- Mam młodszą siostrę. Niedługo kończy 14 lat.
- Wytrzymujesz z nią?
- Tak. Nie jest to łatwe, ale do zniesienia. Wiesz co robię kiedy mnie wkurzy?
- Nie...
- To - Momentalnie chwycił mnie i przerzucił sobie przez ramię, po czym potaszczył do morza.
- Ej to nie fair!
- Nie ma zasad. - Odparł z uśmiechem od ucha do ucha.
- Jestem cała mokra!
- To nie mój problem. - Gdy się odwrócił, rzuciłam mu się na plecy i pociągnęłam w dół.
- Teraz też twój. - zaczęliśmy się chlapać, a jeden drugiego chciał zaciągnąć pod wodę.
Wygłupialiśmy się jak dzieci. Atmosfera była pełna śmiechu i radości. Gdy emocje trochę opadły, wyszliśmy na brzeg się trochę osuszyć.
- Dawno się tak nie uśmiałem, Ally.
- Ja też. O kurde! Już 20?
- Ah, ten czas tak szybko leci...
- Słuchaj, bawiłam się dzisiaj lepiej niż dziecko, ale naprawdę muszę już wracać.
- Podwieść cię? Przy bibliotece zostawiłem auto.
- Wielkie dzięki. - Podrzucił mnie pod dom.
- Dzięki, jeszcze raz za cały ten dzień. - Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek.
- Trzymaj... - podał mi skrawek papieru - Jutro kończę o 15.
- Odezwę się. - Weszłam na werandę i na do widzenia, pomachałam mu. Weszłam do domu. Zaszyłam się w pokoju. Taka radość jeszcze nigdy mnie nie odwiedziła.
- A ty co? Zgubiłaś się? - zaczęła irytującym tonem.
- Ej, to ty coś mówiłaś czy jakaś suka? A zaraz przecież nie ma różnicy - odparłam z szerokim uśmiechem.
- Zmarnowałam właśnie swoje cenne 3 sekundy, na kogoś kto na to nie zasługiwał. - Powiedziała z pogardą i odeszła w głąb turystów. Wtem obejrzałam się za siebie i widziałam Covera. Udało mu się zdobyć lody włoskie.
- Były tylko śmietankowe. Może być?
- Dawaj, zanim się rostopią. - Siedzieliśmy na plaży i rozmawialiśmy.
- A więc masz 16 lat? Wyglądasz na conajmniej 18. - zdziwił się.
- To przez wzrost.
- Masz rodzeństwo?
- Nie. Jestem jedynaczką. A ty?
- Mam młodszą siostrę. Niedługo kończy 14 lat.
- Wytrzymujesz z nią?
- Tak. Nie jest to łatwe, ale do zniesienia. Wiesz co robię kiedy mnie wkurzy?
- Nie...
- To - Momentalnie chwycił mnie i przerzucił sobie przez ramię, po czym potaszczył do morza.
- Ej to nie fair!
- Nie ma zasad. - Odparł z uśmiechem od ucha do ucha.
- Jestem cała mokra!
- To nie mój problem. - Gdy się odwrócił, rzuciłam mu się na plecy i pociągnęłam w dół.
- Teraz też twój. - zaczęliśmy się chlapać, a jeden drugiego chciał zaciągnąć pod wodę.
Wygłupialiśmy się jak dzieci. Atmosfera była pełna śmiechu i radości. Gdy emocje trochę opadły, wyszliśmy na brzeg się trochę osuszyć.
- Dawno się tak nie uśmiałem, Ally.
- Ja też. O kurde! Już 20?
- Ah, ten czas tak szybko leci...
- Słuchaj, bawiłam się dzisiaj lepiej niż dziecko, ale naprawdę muszę już wracać.
- Podwieść cię? Przy bibliotece zostawiłem auto.
- Wielkie dzięki. - Podrzucił mnie pod dom.
- Dzięki, jeszcze raz za cały ten dzień. - Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek.
- Trzymaj... - podał mi skrawek papieru - Jutro kończę o 15.
- Odezwę się. - Weszłam na werandę i na do widzenia, pomachałam mu. Weszłam do domu. Zaszyłam się w pokoju. Taka radość jeszcze nigdy mnie nie odwiedziła.
"Dziwma Historia" Rozdział I Część I
Zastanawialiście się kiedyś jak to jest, nie być w "normalnym" związku? Ja właśnie takiego doświadczyłam...
- Ally! Bo się zpóźnimy! - słyszę co rano od poniedziałku do piątku.
- Już idę! - śniadanie i do szkoły. Gdyby nie Dote chyba bym umarła w tej budzie.
Jak co wtorek, po lekcjach idę z Dote do biblioteki.
- Jak ci poszło na teście z bioli? - spytałam ją.
- Do dupy. Niczego nie wiedziałam.
- Ja to jeszcze coś nagryzmałam.
- Ej patrz, czy to nie Cover? Wiesz ten z Oxfordu. - Patrzyłam na wysokiego i wysportowanego 18latka. Miał miodowy odcień skóry i ciemnobrązowe włosy. Był w czarnych jeansach i T-shircie z logiem jakiegoś zespołu rockowego. Rozmawiał z bibliotekarką.
- Czekaj, może zobaczę co bierze...
- Dote... - zaczęłam.
- Albo "Jak podejść ofiarę", albo "Jak bez wysiłku emanować seksem". - O mało nie wybuchłam ze śmiechu.
- Ciii! Bo jeszcze podejdzie.
Spojrzałam w jego stronę. Nasze oczy się spotkały. Uśmiechnął się zadziornie, a ja czułam jak przechodzi przeze mnie fala ciepła. Spóściłam wzrok, miałam nadzieję, że nie widział moich rumieńców.
- Halo! Ziemia do Ally. - Dote pomachała mi przed twarzą ręką.
- Sorry. Zamyśliłam się.
- Albo fantazjowałaś z... - wskazała głową Covera.
- Co?! Nie! No skąd.
- Jeżeli nie to co to? - uszczypnęła mnie w policzek.
- To od ciepła.
- Ta, a ja jestem Matka Teresa.
Chwila ciszy.
- Ok, poczekaj chwilę na mnie, musze do toalety. Okres, wiesz jak jest. - Dote poszła, a ja wstałam i zmierzałam to działu pułek z romansami.
- Pomóc ci coś dobrego wybrać?
- Nie, dziękuję. Poradzę so... - odwróciłam się, a przede mną stał Cover. - Jesteś specjalistą od romansów?
- Może. Cover jestem.
- Ally. Jesteś na Oxfordzie, prawda?
- Tak, drugi rok. Wracając do książki... czytałaś to? - podał mi "Podaruj Mi Miłość".
- Nie, a ty co wyporzyczyłeś? Widziałam jak coś trzymałeś.
- Właściwie oddawałem. Kryminał.
- Spoko.
- Lubisz lody?
- Zapraszasz mnie na randkę?
- Raczej na koleżeński spacer.
- Ok. Lody to najleprze rozwiązanie na ten upał.
- To co? Idziemy? - spojrzał na mnie tymi brązowymi oczami, a mnie znów ogarnęła fala przyjemnego ciepła.
- Tak, ale czekaj zostawię wiadomość swojej koleżance. - Wzięłam kartkę i nagrazmoliłam na niej "Dote, musiałam wyjść, zadzwonie później."
Spakowałam się i wyszliśmy
Subskrybuj:
Posty (Atom)