- Mhmm?
- Cover? Tu Ally. Masz czas?
- Teraz? No godzinkę mam, a co?
- Może się spotkamy?
- Ok. Za 30 minut w Subweyu.
- Jasne.
Ubrałam lekką bluzkę bez rękawów i jeansowe szorty, a włosy upięłam w koński ogon.
Cover zajął stolik daleko od drzwi i okien.
- Hej.
- No siema. Co słychać?
- Ah, wszystko mi się wali. - Nie wiedziałam czy mu się zwierzyć, ale skoro nie miałam tej możliwości z Dote, to może on chociarz mnie wysłucha.
- Chłopak nie odbiera? Pokłuciłaś się z psiapsiułą?
- Trafiłeś. Znaczy nie tym chłopakiem...
- Z chłopakiem wszystko gra?
- Nie mam chłopaka. - Muszę to kiedyś sobie na czole napisać.
- Bo cię rzucił?
- Nie, nie miałam i nie mam. Możemy zmienić temat?
- Jasne. Słuchaj ta ruda, co się ciebie uczepiła na plaży, znajoma?
- Nie, raczej odwieczny wróg. Właciwie kiedy do mnie podeszła ty jeszcze byłeś w kolejce. Jak nas zobaczyłeś?
- Właściwie to już wychodziłem z kolejki i stanołęm przy mniejszej.
- Aha, sorry.
- Nie szkodzi. To jeszcze raz. Co z tą Dote? - opowiedziałam całą zaszłą sytuację. Nie wiem czemu, ale rozmawiało mi się z nim tak swobodnie.
- Czyli ona strzeliła focha, za coś do czego nie doszło. Bynajmniej z twojej strony.
- No, trochę tak.
- Nie martw się, minie jej to. Jeżeli naprawdę jest twoją przyjaciółką to uwierzy tobie nie temu, heh, cymbałowi.
- Ta. Masz rację. Dzięki, że mnie wysłuchałeś.
- Hola, hola. Bo jeszcze mnie wyrocznią zaczniesz nazywać. - sprawił, że się uśmiechnęłam. Wreszcie od jakiś 12 godzin.
Wyszliśmy z Subweya i zmierzaliśmy w stronę plaży. Słońce zachodziło i zostawiało po sobie łagodne pomarańczowe i czerwone barwy.
- Piękne... - rozpłynęłam się.
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła... - jego głos był melodyjny i ciepły. Wyobrażałam sobie ten krajobraz.
- Chodź. - Chwycił mnie za rękę i ruszył truchtem w stronę wysokiego brzegu. - Woda jest na tyle głęboka, że poczujesz jak otula cię jej toń.
- Mam skoczyć?! - Chwycił mnie za ramiona.
- Zaufaj mi. - Znów chwycił moją rękę, a ja uczepiłam się jego jak koła ratunkowego. Nie mam pojęcia dlaczego, ale czułam się przy nim bezpieczna. - Na "trzy"
- Raz
- Dwa
"Trzy" - wykrzyknęliśmy razem i skoczyliśmy. Lot był przyjemny. Powietrze otulało mnie jak kołderka, ale to co zrobiła woda gdy się z nią zetknęłam to nie do opisania. Woda otuliła mnie z każdej strony. Straciłam na chwilę przystkie troski.
Wyszliśmy na brzeg się osuszyć.
- Znów jestem cała mokra.
- Nabierasz wprawy.
- To było coś niesamowitego!
- Zgodzę się. Uwielbiam to. Gdy fala mnie otula, zapominam o tej ponurej rzeczywistości.
Posiedzielośmy jeszcze chwilę. Gdy zrobiło się na prawdę późno i ciemno, Cover znów odprowadził mnie do domu.
- Chyba mam nocnego stróża. - Uśmiechnęłam się, a na twarz wpłynął rumieniec. Na całe szczęście było ciemno, więc nie mógł tego widzieć.
- Fakt. Z tym też się zgodzę.
- Cóż... Dobranoc Cover. - Ujął moją dłoń i ucałował moje kostki.
- Dobranoc, Ally. A tak propo, ładnie ci w czerwonym. - Uśmiechnął się szarmancko. Weszłam do domu. Gdyby nie dodzice to chyba bym zemdlała ze szczęścia.
Dręczy mnie jedno: Jak zauważył mojego rumieńca w tej ciemności?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz