Oki, ludzie wiem, że siopuściłam w pisaniu, ale jak dobrze wiecie jest końcówka roku szkolnego. Nadrabiam.
Moje posty będą rzadziej wstawiane na bloga, ponieważ przenoszę sie na Wattpad. Tam od teraz będą się pojawiać moje opowiadania.
72 posty na tej stronie to duży sukces dla mnie. Wstawiłam 5 opowiadań.
Rekord: 6 rozdziałów.
Dziękuję wam, że ze mną byliście i daliście mi satysfakcję ponad 200 wejść.
Co do Wattpada:
Tam noszę inną nazwę.
Dziękuję wam. Zawsze będę o was pamiętać.
Kiedyś: Sasza:*
Teraz: SomniumAmare
Marzenia i Miłość
poniedziałek, 16 maja 2016
"Dziwna Historia" The End
Zabrali nas do jakiegoś ogromnego i opuszczonego domu. Covera rzucili na kolana, a mnie trzymano "pod kłami".
- Tym razem Blood się nie krępuj. - Spokojny głos Evila doprowadzał mnie do szału.
- Z przyjemnością. - Odpowiedział mu.
- Mam tego serdecznie dość. Bierz ten nóż, natnij rękę i wypowiedz te cztery jebane słowa! - Anger tracił cierpliwość.
Blood trzymał mnie kurczowo blisko siebie.
- Nigdy. Zgładze was bestie! - Cover odwrzasnął mu w twarz.
- Wiedziałem, że to powiesz. - Anger, zadowolony, wyjął z kieszeni spodni pistolet, naładował i przyłożył mu do czoła. Wydałam z siebie pisk.
- Spokojnie mała. Zabawimy się i do niego dołączysz. - Blood zawsze potrafił przyprawić mnie o dreszcze.
- Coverze Outlaw. Ogarnij się i wymów te cztery proste słowa: Rozwiązuję Stowarzyszenie Obrońców Krwi.
Cover milczał.
- Nie rób tego! Pamiętaj co ci zrobili! Zrób to dla Noise! - Krzyczałam by podnieść go na duchu.
Cover uniósł na mnie wzrok. W jego oczach zobaczyłam blask - determinację. Było dobrze.
Zagwizdał.
Do budynku wpadli chyba wszyscy jego ludzie. Było ich tak dużo, że zajmowali jeszcze podwórze. W większości ubrani na czarno, mieszali się z ciemnością, która tam panowała.
- Ha Ha! - śmiech Angera był głuchy. - Jaki ty jesteś przewidywalny... - po tych słowach także gwizdnął, ale inną melodię. Do domu wparowali czyste wampiry. Blade twarze patrzyły z mrokiem w oczach. Robiło się ciasno i niebezpiecznie.
- Na nich! - ryknął Cover. Sam się podniósł i podbiegł do mnie.
- Ally. Zawsze cię kochałem, kocham i będę kochać... ale teraz wiej! - jak kazał tak zrobiłam. Gdy już byłam przy drzwiach, dwie tajemnicze ręce jakby wyrosły z sufitu i porwały mnie do góry.
- Ciii. Ally, wyprowadzę cię stąd. - Głos Dote był znajomy i wiedziałam, że mogę jej zaufać.
Wspinałyśmy się po schodach, aż na strych. Tam drabina od zewnątrz prowadziła bezpiecznie do lasu. Biegłyśmy.
Z daleka mogłam obserwowac bitwę. Znaczy to co z tego widziałam to szybko poruszające się postacie. Wiele z nich padało martwe. Zaczęłam dostrzegać płomienie. Nie mogłam uwierzyć, że cały czas istniał równoległy odmienny świat o którym nie miałam pojęcia. W tym świecie trwała wojna.
Jedni lecieli w górę. Drudzy spadali w dół i już się nie podnosili. Śmiechy i krzyki to jedyne dźwięki jakie słyszałam.
Zobaczyłam jakąś postać. Mężczyzna biegł do mnie.
- Ally!
Jego melodyjny głos przyprawiał mnie o szybsze bicie serca, które teraz słyszałam tak wyraźne, jakby znajdowało się tuż przy moim uchu. Biegł w moją stronę. Wołał łagodnie moje imię. Chciałam biec do niego, ale coś mi mówiło "Nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz..."
- Cover!
Gdy już udało mi się oderwać nogi od powierzchni ziemi, padły strzały.
Zatrzymałam się, aby sprawdzić kto strzelał. Anger mierzył w plecy Covera. Spojrzałam na niego.
Podkoszulek miał czerwony od krwi. Swojej krwi. Patrzyłam jak upada na kolana. Patrzył mi w oczy. Odważyłam się w nie spojrzeć. Łagodne i nieskazitelne. Patrzyły na mnie nie z przegraną, czy smutkiem, tylko z ulgą. Klękłam. Byłam ledwie 3 metry od niego. Jakbym wcześniej stała obok niego, to ja bym oberwała kulą. Może i dobrze by było.Takiego zadowolonego widziałam go tylko raz. Zeszłej nocy. Anger podchodził do niego z naładowaną bronią. Przystawił mu lufę z tyłu głowy. Jego usta układały się w ostatnie słowa...
- Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam.
Anger nacisnął spust.
Gdyby ktoś by mi kiedyś powiedział, że istnieją wampiry, albo pół wampiry, zadzwoniłabym po karetkę, a potem do psychiatryka zarezerwować mu miejsce... Ale dziś uważam, że to całkiem normalne.
Wiecie co wam powiem? Nie byłam jak normalna nastolatka. Nigdy nie fantazjowałam z jakimś fikcyjnym bohaterem. Wolałam się uczyć i nie myśleś o chłopakach. Jednak on nauczył mnie jak to jest żyć i dostrzegać te piękne strony życia. W każdej sytuacji widział lepszą stronę medalu.
Dlatego też nigdy nie wątpcie w marzenia. Prędzej czy później się spełnią. Trzeba tylko tego chcieć.
I wierzyć.
"Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj."
"Zapamiętam"
KONIEC
- Tym razem Blood się nie krępuj. - Spokojny głos Evila doprowadzał mnie do szału.
- Z przyjemnością. - Odpowiedział mu.
- Mam tego serdecznie dość. Bierz ten nóż, natnij rękę i wypowiedz te cztery jebane słowa! - Anger tracił cierpliwość.
Blood trzymał mnie kurczowo blisko siebie.
- Nigdy. Zgładze was bestie! - Cover odwrzasnął mu w twarz.
- Wiedziałem, że to powiesz. - Anger, zadowolony, wyjął z kieszeni spodni pistolet, naładował i przyłożył mu do czoła. Wydałam z siebie pisk.
- Spokojnie mała. Zabawimy się i do niego dołączysz. - Blood zawsze potrafił przyprawić mnie o dreszcze.
- Coverze Outlaw. Ogarnij się i wymów te cztery proste słowa: Rozwiązuję Stowarzyszenie Obrońców Krwi.
Cover milczał.
- Nie rób tego! Pamiętaj co ci zrobili! Zrób to dla Noise! - Krzyczałam by podnieść go na duchu.
Cover uniósł na mnie wzrok. W jego oczach zobaczyłam blask - determinację. Było dobrze.
Zagwizdał.
Do budynku wpadli chyba wszyscy jego ludzie. Było ich tak dużo, że zajmowali jeszcze podwórze. W większości ubrani na czarno, mieszali się z ciemnością, która tam panowała.
- Ha Ha! - śmiech Angera był głuchy. - Jaki ty jesteś przewidywalny... - po tych słowach także gwizdnął, ale inną melodię. Do domu wparowali czyste wampiry. Blade twarze patrzyły z mrokiem w oczach. Robiło się ciasno i niebezpiecznie.
- Na nich! - ryknął Cover. Sam się podniósł i podbiegł do mnie.
- Ally. Zawsze cię kochałem, kocham i będę kochać... ale teraz wiej! - jak kazał tak zrobiłam. Gdy już byłam przy drzwiach, dwie tajemnicze ręce jakby wyrosły z sufitu i porwały mnie do góry.
- Ciii. Ally, wyprowadzę cię stąd. - Głos Dote był znajomy i wiedziałam, że mogę jej zaufać.
Wspinałyśmy się po schodach, aż na strych. Tam drabina od zewnątrz prowadziła bezpiecznie do lasu. Biegłyśmy.
Z daleka mogłam obserwowac bitwę. Znaczy to co z tego widziałam to szybko poruszające się postacie. Wiele z nich padało martwe. Zaczęłam dostrzegać płomienie. Nie mogłam uwierzyć, że cały czas istniał równoległy odmienny świat o którym nie miałam pojęcia. W tym świecie trwała wojna.
Jedni lecieli w górę. Drudzy spadali w dół i już się nie podnosili. Śmiechy i krzyki to jedyne dźwięki jakie słyszałam.
Zobaczyłam jakąś postać. Mężczyzna biegł do mnie.
- Ally!
Jego melodyjny głos przyprawiał mnie o szybsze bicie serca, które teraz słyszałam tak wyraźne, jakby znajdowało się tuż przy moim uchu. Biegł w moją stronę. Wołał łagodnie moje imię. Chciałam biec do niego, ale coś mi mówiło "Nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz..."
- Cover!
Gdy już udało mi się oderwać nogi od powierzchni ziemi, padły strzały.
Zatrzymałam się, aby sprawdzić kto strzelał. Anger mierzył w plecy Covera. Spojrzałam na niego.
Podkoszulek miał czerwony od krwi. Swojej krwi. Patrzyłam jak upada na kolana. Patrzył mi w oczy. Odważyłam się w nie spojrzeć. Łagodne i nieskazitelne. Patrzyły na mnie nie z przegraną, czy smutkiem, tylko z ulgą. Klękłam. Byłam ledwie 3 metry od niego. Jakbym wcześniej stała obok niego, to ja bym oberwała kulą. Może i dobrze by było.Takiego zadowolonego widziałam go tylko raz. Zeszłej nocy. Anger podchodził do niego z naładowaną bronią. Przystawił mu lufę z tyłu głowy. Jego usta układały się w ostatnie słowa...
- Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam.
Anger nacisnął spust.
Gdyby ktoś by mi kiedyś powiedział, że istnieją wampiry, albo pół wampiry, zadzwoniłabym po karetkę, a potem do psychiatryka zarezerwować mu miejsce... Ale dziś uważam, że to całkiem normalne.
Wiecie co wam powiem? Nie byłam jak normalna nastolatka. Nigdy nie fantazjowałam z jakimś fikcyjnym bohaterem. Wolałam się uczyć i nie myśleś o chłopakach. Jednak on nauczył mnie jak to jest żyć i dostrzegać te piękne strony życia. W każdej sytuacji widział lepszą stronę medalu.
Dlatego też nigdy nie wątpcie w marzenia. Prędzej czy później się spełnią. Trzeba tylko tego chcieć.
I wierzyć.
"Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj."
"Zapamiętam"
KONIEC
czwartek, 24 marca 2016
"Dziwna Historia" Rozdział VI Część III Part II
Ten burdel, który przedtem zastałam, już go nie było. Posprzątał. Stół stał na miejscu. Szkło zniknęło z podłogi.
- Proszę usiądź. - Zajęłam miejsce, na kanapie. Przyszedł z dwoma kieliszkami i winem.
- Niestety jest tylko czerwone.
- Cover, ja nie mogę pić alkocholu.
- Nikt nie zauważy. Najwyżej zostaniesz na noc. - Uśmiechną się szeroko.
- Panie Outlaw! Czy pan właśnie zaproponował mi wspólną noc? - Pękałam ze śmiechu zwracając się do niego jak do starszego pana.
- A nawet jeśli? Panienka chyba mi nie odmówi?
- No, nie wiem, nie wiem.
Wyżłopaliśmy całe wino. Pijani śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak dzieci.
- A teraz czas na gwiazdę programu... - wstał. Zataczał się na boki. Wyglądał komicznie. Zdjął koszulę, a mi ukazała się wyrzeźbiona klata i moje imie na lewej piersi. Zrobił sobie tatuaż. Dla mnie. Przygryzłam wargę.
- Ależ panie Outlaw. Toć to nie wypada. Jestem dużo młodsza.
- A ja mam to gdzieś. - Wziął mnie za ręce i postawił na nogi. Oboje ledwo na nich staliśmy, ale trudno. Sciągnął mi koszulkę. Patrzył na mnie z bliska. Zanużył głowę we wgłębieniu na szyi. Całował ją namiętnie. Ręką powędrował na udo, biodro. Zatrzymał ją na moim tylnim zderzaku.
- Jędrny. - zaśmiał się głucho.
Podniósł mnie i usadził na blacie w kuchni. Całował szyję i obojczyki. Nie omijał żadnego miejsca. Moja ręka zatrzymała się na sprządzce od paska jego spodni.
- Panienko...
- Oj, zamknij się. - rzuciłam go na kanapę. Usiadłam na nim okrakiem. Jego ręce wędrowały po moim ciele. Moje nie były gorsze.
Leżał pode mną. Śmiał się zachwycony. Nie był to mój pierwszy raz, ale z nim zawsze było to jak coś nowego. Jego dłonie powędrowały do zapięcia stanika. Jednym zręcznym ruchem odpiął i zerwał go ze mnie. Jego oczy wędrowały po moim ciele.
- Jesteś niezwykła... - te słowa zawsze rozpalały ogień w moim sercu. Jego dłoń zatrzymała się na tali. Przewrócił mnie na plecy. Spadliśmy z kanapy. Całował mnie w nakłucia na szyi. Jedną ręką podpierał się, a drugą powędrował do zapięcia moich szortów. Palcami, sprawnie odpiął guźik i rozporek. Delikatnie uniósł moje nogi i biodra, aby je sciągnąć. Nie spieszył się. Rzucił je gdzieś. Spojrzałam w jego oczy. Były takie jak przy pierwszym naszym spotkaniu. Jasne z przebłyskami podniecenia. Czułam się kochana. Czułam, że jestem dla niego kimś wartym wszystko. Odpiął pasek swoich spodni.
mało się nie przewrócił gdy je sciągał. Przygryzłam wargę. Widok Covera w samych bokserkach, przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze na karku. Wrócił do mnie i przyciągnął do siebie za gumkę od majtek. Znów czułam ciepło. Wtuliłam się w niego.
- Mój osobisty piecyk. - Wymamrotałam.
Uśmiechnął się. Chwycił mnie za nadgarstki. Przyłożył je do swoich policzków. Powędrował nimi po klatce piersiowej. Zatrzymał je na swoich biodrach. Tuż przy krawędzi bokserek. Zachaczyłam o nie kciukami.
Uśmiechnął się złowieszczo. Wyglądał przy tym przerażająco, ale i podniecająco. Pewniej chwyciłam materiał. Szarpnęłam. Rzucił je w kąt. To samo zrobił z resztką mojej bielizny. Czułam jego dłoń po wewnętrznej stronie ud, na brzuchu, piersiach. Jego usta całowały zakamarki mojego ciała. Starałam się mu dorównać, jednak uznałam jego dominację. Był władczy, rządny mnie. Mojego ciała, dotyku, pocałunku. Fale ciepła nawiedzały mnie z każdym dotykiem, pocałunkiem, zbliżeniem. Czułam, że jest tylko mój. Ostatnie co pamiętam z tego ostrego seksu, to to, że zasnęłam na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w żywe bicie jego serca.
Rano z niewiarygodnym kacem leżałam naga na podłodze. On obok mnie. Spał. Jeszcze. Ubrałam się. Obudziłam go.
- Halo, panie Outlaw? Wstajemy. - Ucałowałam go, a on przyciągnął mnie do siebie. Znów stykaliśmy się ciałami.
- Nie chcę wstawać. - wymamrotał mi do ucha.
- Ale trzeba.
Ubrał się, chociarz nie do końca. Ubrał spodnie.
- Nie będę umiała się skupić jeżeli będziesz paradował bez koszulki.
- Aż tak cię rozpraszam? Ha Ha! - podszedł do mnie i objął.
- Jak długo to masz? - zapytałam wskazując tatuaż.
- Jakiś tydzień po tym jak cię poznałem.
- Ale wtedy nie wiedzieliśmy, że coś z tego będzie.
- Ja wiedziałem.
Chciał mnie pocałować, ale nagle wpadli do domu ludzie ubrani na czarno. Z bronią.
- Na kolana! Ręce do góry! - krzyczeli. Zrobiliśmy tak jak chcieli.
- Ally... zgadnin kto się za tobą stęsknił. - szepnął mi do ucha. Jak zawsze był pewny siebie.
- Proszę usiądź. - Zajęłam miejsce, na kanapie. Przyszedł z dwoma kieliszkami i winem.
- Niestety jest tylko czerwone.
- Cover, ja nie mogę pić alkocholu.
- Nikt nie zauważy. Najwyżej zostaniesz na noc. - Uśmiechną się szeroko.
- Panie Outlaw! Czy pan właśnie zaproponował mi wspólną noc? - Pękałam ze śmiechu zwracając się do niego jak do starszego pana.
- A nawet jeśli? Panienka chyba mi nie odmówi?
- No, nie wiem, nie wiem.
Wyżłopaliśmy całe wino. Pijani śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak dzieci.
- A teraz czas na gwiazdę programu... - wstał. Zataczał się na boki. Wyglądał komicznie. Zdjął koszulę, a mi ukazała się wyrzeźbiona klata i moje imie na lewej piersi. Zrobił sobie tatuaż. Dla mnie. Przygryzłam wargę.
- Ależ panie Outlaw. Toć to nie wypada. Jestem dużo młodsza.
- A ja mam to gdzieś. - Wziął mnie za ręce i postawił na nogi. Oboje ledwo na nich staliśmy, ale trudno. Sciągnął mi koszulkę. Patrzył na mnie z bliska. Zanużył głowę we wgłębieniu na szyi. Całował ją namiętnie. Ręką powędrował na udo, biodro. Zatrzymał ją na moim tylnim zderzaku.
- Jędrny. - zaśmiał się głucho.
Podniósł mnie i usadził na blacie w kuchni. Całował szyję i obojczyki. Nie omijał żadnego miejsca. Moja ręka zatrzymała się na sprządzce od paska jego spodni.
- Panienko...
- Oj, zamknij się. - rzuciłam go na kanapę. Usiadłam na nim okrakiem. Jego ręce wędrowały po moim ciele. Moje nie były gorsze.
Leżał pode mną. Śmiał się zachwycony. Nie był to mój pierwszy raz, ale z nim zawsze było to jak coś nowego. Jego dłonie powędrowały do zapięcia stanika. Jednym zręcznym ruchem odpiął i zerwał go ze mnie. Jego oczy wędrowały po moim ciele.
- Jesteś niezwykła... - te słowa zawsze rozpalały ogień w moim sercu. Jego dłoń zatrzymała się na tali. Przewrócił mnie na plecy. Spadliśmy z kanapy. Całował mnie w nakłucia na szyi. Jedną ręką podpierał się, a drugą powędrował do zapięcia moich szortów. Palcami, sprawnie odpiął guźik i rozporek. Delikatnie uniósł moje nogi i biodra, aby je sciągnąć. Nie spieszył się. Rzucił je gdzieś. Spojrzałam w jego oczy. Były takie jak przy pierwszym naszym spotkaniu. Jasne z przebłyskami podniecenia. Czułam się kochana. Czułam, że jestem dla niego kimś wartym wszystko. Odpiął pasek swoich spodni.
mało się nie przewrócił gdy je sciągał. Przygryzłam wargę. Widok Covera w samych bokserkach, przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze na karku. Wrócił do mnie i przyciągnął do siebie za gumkę od majtek. Znów czułam ciepło. Wtuliłam się w niego.
- Mój osobisty piecyk. - Wymamrotałam.
Uśmiechnął się. Chwycił mnie za nadgarstki. Przyłożył je do swoich policzków. Powędrował nimi po klatce piersiowej. Zatrzymał je na swoich biodrach. Tuż przy krawędzi bokserek. Zachaczyłam o nie kciukami.
Uśmiechnął się złowieszczo. Wyglądał przy tym przerażająco, ale i podniecająco. Pewniej chwyciłam materiał. Szarpnęłam. Rzucił je w kąt. To samo zrobił z resztką mojej bielizny. Czułam jego dłoń po wewnętrznej stronie ud, na brzuchu, piersiach. Jego usta całowały zakamarki mojego ciała. Starałam się mu dorównać, jednak uznałam jego dominację. Był władczy, rządny mnie. Mojego ciała, dotyku, pocałunku. Fale ciepła nawiedzały mnie z każdym dotykiem, pocałunkiem, zbliżeniem. Czułam, że jest tylko mój. Ostatnie co pamiętam z tego ostrego seksu, to to, że zasnęłam na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w żywe bicie jego serca.
Rano z niewiarygodnym kacem leżałam naga na podłodze. On obok mnie. Spał. Jeszcze. Ubrałam się. Obudziłam go.
- Halo, panie Outlaw? Wstajemy. - Ucałowałam go, a on przyciągnął mnie do siebie. Znów stykaliśmy się ciałami.
- Nie chcę wstawać. - wymamrotał mi do ucha.
- Ale trzeba.
Ubrał się, chociarz nie do końca. Ubrał spodnie.
- Nie będę umiała się skupić jeżeli będziesz paradował bez koszulki.
- Aż tak cię rozpraszam? Ha Ha! - podszedł do mnie i objął.
- Jak długo to masz? - zapytałam wskazując tatuaż.
- Jakiś tydzień po tym jak cię poznałem.
- Ale wtedy nie wiedzieliśmy, że coś z tego będzie.
- Ja wiedziałem.
Chciał mnie pocałować, ale nagle wpadli do domu ludzie ubrani na czarno. Z bronią.
- Na kolana! Ręce do góry! - krzyczeli. Zrobiliśmy tak jak chcieli.
- Ally... zgadnin kto się za tobą stęsknił. - szepnął mi do ucha. Jak zawsze był pewny siebie.
środa, 23 marca 2016
"Dziwna Historia" Rozdział VI Część III Part I
Następnego dnia wpadła Dote. Gdybym nie wiedziała, że jest wampirem, nawet bym o tym nie pomyślała. Wyglądała normalnie. Przynajmniej nie gadała jak naćpana.
- Siema śliczna. - Weszła i mnie przytuliła.
Milczałam. Nie mogłam nic mówić. Wzięłam notes i napisałam:
- "Nie mogę gadać. Struny mi nawalają."
Przeczytała.
- Rozumiem.
- "Wyglądarz o wiele lepiej, niż gdy cię widziałam ostatnim razem."
- To efekt szkolenia. Evil tłumaczy mi jak zachowywać się normalnie. Nie wyróżniać się z tłumu, chociarz nie jest to takie łatwe.
- "Chodzisz z Evilem?"
- Tak. Znaczy... chyba. Ja uważam, że tak.
- "Wiesz co o nim myślę."
- Wiem. To sadysta i morderca. Tak jak jego kumple.
- "Nie będę cię pouczać. Nie mam już na ciebie wpływu." - ciężko mi o tym pisać. To tak jakbym chciała ją pożegnać.
- Oj, nie dramatyzuj. To, że jestem szybsza, silniejsza i żywię się krwią, wcale aż tak mnie nie zmienia. Nadal się przyjaźnimy.
- "Sorry."
- Nie szkodzi. Co u Covera?
Na dźwięk jego imienia, łzy napłynęły mi do oczu. Nie z tęsknoty, tylko z nienawiści.
- Al? Coś się stało, prawda? Napisz mi.
- "Evil i reszta go torturowali. Jego rodzinę też. Wstrzyknęli mu jakąś substancję, po której wpadł w szał. Kazali mu zabić... jego bliskich. Zabił ich. Wczoraj pojechałam do niego, a on rzucił się na mnie i zrobił mi to co mam na szyi."
- A to szuja.
Spojrzam na nią spode łba.
- No dobra. Evil też ponosi za to odpowiedzialność.
- "Ok Dot. Lekarz ma przyjechać za jakieś 10 minut. Wolałabym, żeby cię tu nie było. Jeszcze coś zobaczy."
- Jasne. To trzymaj się. Buźka! - już miała wychodzić gdy dodała:
- A! Z Evilem to ja już sobie pogadam.
Wysiliłam się na uśmiech.
Minął tydzień. Później kolejny. Gardło nadal mnie bolało, ale mogłam z siebie wydusić jakieś słowa.
- Słonko, skocz do sklepu po chleb. Trzymaj. - mama dała mi pieniądze.
- Okej.
Wyszłam. Ruszyłam znajomą drogą. Gdy szłam przy plaży, napełniło mnie uczucie spokoju. Mimo, że to od tego miejsca moje życie wywróciło się do góry nogami.
- Dzień dobry! Jest pełnoziarnisty?
- O! Cześć Ally. - za ladą stał Becky. Zawsze wracał do mojego życia. - Pełnoziarnisty? Tak, ostatni.
- Co u, u ciebie? - jeszcze się jąkałam i miałam chrypę.
- Uuu, Al. Co z tobą?
- Napadli m, mnie, ale już jest okej.
- Ta, właśnie słyszę.
- Dobra dość o m, mnie. Co u ciebie?
- Nic nowego. Dyskoteki, piwko, laski. Dzień jak codzień.
- Spoko. Ile? - spojrzałam na chleb.
- 2,60.
- Trzymaj. - Wystawiłam rękę z drobniakami. Chwycił moją dłoń. Delikatnie aczkolwiek nie było to zbyt komfortowe.
- Beck? - zapytałam skołowana. Wyprostowałam się. Patrzył piwnymi oczami w moje.
- Ta głęboka zieleń... - przeniósł dłoń na włosy. - Ten łagodny brąz. - Jego dłoń przeniosła się na podbrudek. Musnął kciukiem moje wargi. - Ta czerwień...
- Beck. Proszę cię, przestań. - Zciągnęłam z siebie jego rękę.
- Wybacz. Jesteś niezwykła.
"Niezwykła". Przypomniał mi się radosny wieczór w rytmie Country. Jego usta na moich.
- "Jesteś niezwykła"
- Cover... - wymamrotałam na głos.
- Słucham? - Becky spojrzał na mnie, a mi wyskoczył rumieniec. Czułam jak policzki mi płoną.
- Okej. Dzięki za chleb. Narazie!
Wybiegłam ze sklepu. Wracałam do domu. Znów zatrzymałam się przed plażą. Słońce już zachodziło.
"- Piękne...
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła..."
Cover. Cały zas wracałam do niego myślami. Nasze spotkania. Jego melodyjny głos.
- Przeprosiny przyjęte. - wymamrotałam sama do siebie.
- Jesteś niezwykła... - jego głos przyśpieszał mój puls. Jego dłonie stykając się z moją skórą wywoływały efekt porównywalny do porażenia prądem. Zbliżył usta do mojego ucha.
- Ally... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - odwróciłam się do niego przodem. Ujął mnie pod brodę. Spojrzał brązowymi oczami w moje. Były ciepłe. Wzrok przesunął się na moje usta.
- Przepraszam... - pocałował mnie. Był delikatny i brutalny zarazem. Ręce przeniósł na moje biodra.
- Cover... - miałam nałóg mruczenia jego imienia, ale chyba mu się to podobało. Tkwiliśmy w tej rozkoszy. Nasze ciała, usta, myśli znów blisko siebie. Tylko przy nim czułam się bezpieczna. W jego ramionach miałam swój mały, intymny świat.
- Muszę cię schować. Nie dam cię znowu porwać. Ty jesteś tą, na którą czekałem tyle lat.
- Ile konkretnie?
- A czy ma to znaczenie?
- Mam 16 lat. Jesteś starszy. O dwa lata?
- Tutaj, tak. Naprawdę, nie.
- To ile masz lat?
- Jesteś upierdliwa jak Dote.
- Wiem. To ile?
- 83. Właściwie 84 w tym roku.
Wmurowało mnie. Wiedziałam, że jest starszy, ale, że aż tak?
- Oj. To przepraszam za moją ciekawość panie Outlaw. - zrobiłam niewinną minę. On zaś momentalnie przeobraził się w starszego mężczyznę, czym doprowadzał mnie do śmiechu.
- Co by panienka powiedziała, gdybm zabrał panienkę do siebie na coś mocniejszego? - uśmiechnął się.
- Hmmm. A czy to wypada?
- Jeżeli panienka się nie zgodzi, będzie mi bardzo smutno.
- No dobrze. - Poszliśmy do samochodu. Czarny jeep, prawie w ogóle się nie zmienił. No może był mocniej poturbowany.
Weszliśmy do jego domu
niedziela, 6 marca 2016
"Diwna Historia" Rozdział VI Część II
Następnego dnia wpadła Dote. Gdybym nie wiedziała, że jest wampirem, nawet bym o tym nie pomyślała. Wyglądała normalnie. Przynajmniej nie gadała jak naćpana.
- Siema śliczna. - Weszła i mnie przytuliła.
Milczałam. Nie mogłam nic mówić. Wzięłam notes i napisałam:
- "Nie mogę gadać. Struny mi nawalają."
Przeczytała.
- Rozumiem.
- "Wyglądarz o wiele lepiej, niż gdy cię widziałam ostatnim razem."
- To efekt szkolenia. Evil tłumaczy mi jak zachowywać się normalnie. Nie wyróżniać się z tłumu, chociarz nie jest to takie łatwe.
- "Chodzisz z Evilem?"
- Tak. Znaczy... chyba. Ja uważam, że tak.
- "Wiesz co o nim myślę."
- Wiem. To sadysta i morderca. Tak jak jego kumple.
- "Nie będę cię pouczać. Nie mam już na ciebie wpływu." - ciężko mi o tym pisać. To tak jakbym chciała ją pożegnać.
- Oj, nie dramatyzuj. To, że jestem szybsza, silniejsza i żywię się krwią, wcale aż tak mnie nie zmienia. Nadal się przyjaźnimy.
- "Sorry."
- Nie szkodzi. Co u Covera?
Na dźwięk jego imienia, łzy napłynęły mi do oczu. Nie z tęsknoty, tylko z nienawiści.
- Al? Coś się stało, prawda? Napisz mi.
- "Evil i reszta go torturowali. Jego rodzinę też. Wstrzyknęli mu jakąś substancję, po której wpadł w szał. Kazali mu zabić... jego bliskich. Zabił ich. Wczoraj pojechałam do niego, a on rzucił się na mnie i zrobił mi to co mam na szyi."
- A to szuja.
Spojrzam na nią spode łba.
- No dobra. Evil też ponosi za to odpowiedzialność.
- "Ok Dot. Lekarz ma przyjechać za jakieś 10 minut. Wolałabym, żeby cię tu nie było. Jeszcze coś zobaczy."
- Jasne. To trzymaj się. Buźka! - już miała wychodzić gdy dodała:
- A! Z Evilem to ja już sobie pogadam.
Wysiliłam się na uśmiech.
Minął tydzień. Później kolejny. Gardło nadal mnie bolało, ale mogłam z siebie wydusić jakieś słowa.
- Słonko, skocz do sklepu po chleb. Trzymaj. - mama dała mi pieniądze.
- Okej.
Wyszłam. Ruszyłam znajomą drogą. Gdy szłam przy plaży, napełniło mnie uczucie spokoju. Mimo, że to od tego miejsca moje życie wywróciło się do góry nogami.
- Dzień dobry! Jest pełnoziarnisty?
- O! Cześć Ally. - za ladą stał Becky. Zawsze wracał do mojego życia. - Pełnoziarnisty? Tak, ostatni.
- Co u, u ciebie? - jeszcze się jąkałam i miałam chrypę.
- Uuu, Al. Co z tobą?
- Napadli m, mnie, ale już jest okej.
- Ta, właśnie słyszę.
- Dobra dość o m, mnie. Co u ciebie?
- Nic nowego. Dyskoteki, piwko, laski. Dzień jak codzień.
- Spoko. Ile? - spojrzałam na chleb.
- 2,60.
- Trzymaj. - Wystawiłam rękę z drobniakami. Chwycił moją dłoń. Delikatnie aczkolwiek nie było to zbyt komfortowe.
- Beck? - zapytałam skołowana. Wyprostowałam się. Patrzył piwnymi oczami w moje.
- Ta głęboka zieleń... - przeniósł dłoń na włosy. - Ten łagodny brąz. - Jego dłoń przeniosła się na podbrudek. Musnął kciukiem moje wargi. - Ta czerwień...
- Beck. Proszę cię, przestań. - Zciągnęłam z siebie jego rękę.
- Wybacz. Jesteś niezwykła.
"Niezwykła". Przypomniał mi się radosny wieczór w rytmie Country. Jego usta na moich.
- "Jesteś niezwykła"
- Cover... - wymamrotałam na głos.
- Słucham? - Becky spojrzał na mnie, a mi wyskoczył rumieniec. Czułam jak policzki mi płoną.
- Okej. Dzięki za chleb. Narazie!
Wybiegłam ze sklepu. Wracałam do domu. Znów zatrzymałam się przed plażą. Słońce już zachodziło.
"- Piękne...
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła..."
Cover. Cały zas wracałam do niego myślami. Nasze spotkania. Jego melodyjny głos.
- Przeprosiny przyjęte. - wymamrotałam sama do siebie.
- Jesteś niezwykła... - jego głos przyśpieszał mój puls. Jego dłonie stykając się z moją skórą wywoływały efekt porównywalny do porażenia prądem. Zbliżył usta do mojego ucha.
- Ally... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - odwróciłam się do niego przodem. Ujął mnie pod brodę. Spojrzał brązowymi oczami w moje. Były ciepłe. Wzrok przesunął się na moje usta.
- Przepraszam... - pocałował mnie. Był delikatny i brutalny zarazem. Ręce przeniósł na moje biodra.
- Cover... - miałam nałóg mruczenia jego imienia, ale chyba mu się to podobało. Tkwiliśmy w tej rozkoszy. Nasze ciała, usta, myśli znów blisko siebie. Tylko przy nim czułam się bezpieczna. W jego ramionach miałam swój mały, intymny świat.
- Muszę cię schować. Nie dam cię znowu porwać. Ty jesteś tą, na którą czekałem tyle lat.
- Ile konkretnie?
- A czy ma to znaczenie?
- Mam 16 lat. Jesteś starszy. O dwa lata?
- Tutaj, tak. Naprawdę, nie.
- To ile masz lat?
- Jesteś upierdliwa jak Dote.
- Wiem. To ile?
- 83. Właściwie 84 w tym roku.
Wmurowało mnie. Wiedziałam, że jest starszy, ale, że aż tak?
- Oj. To przepraszam za moją ciekawość panie Outlaw. - zrobiłam niewinną minę. On zaś momentalnie przeobraził się w starszego mężczyznę, czym doprowadzał mnie do śmiechu.
- Co by panienka powiedziała, gdybm zabrał panienkę do siebie na coś mocniejszego? - uśmiechnął się.
- Hmmm. A czy to wypada?
- Jeżeli panienka się nie zgodzi, będzie mi bardzo smutno.
- No dobrze. - Poszliśmy do samochodu. Czarny jeep, prawie w ogóle się nie zmienił. No może był mocniej poturbowany.
Weszliśmy do jego domu.
- Siema śliczna. - Weszła i mnie przytuliła.
Milczałam. Nie mogłam nic mówić. Wzięłam notes i napisałam:
- "Nie mogę gadać. Struny mi nawalają."
Przeczytała.
- Rozumiem.
- "Wyglądarz o wiele lepiej, niż gdy cię widziałam ostatnim razem."
- To efekt szkolenia. Evil tłumaczy mi jak zachowywać się normalnie. Nie wyróżniać się z tłumu, chociarz nie jest to takie łatwe.
- "Chodzisz z Evilem?"
- Tak. Znaczy... chyba. Ja uważam, że tak.
- "Wiesz co o nim myślę."
- Wiem. To sadysta i morderca. Tak jak jego kumple.
- "Nie będę cię pouczać. Nie mam już na ciebie wpływu." - ciężko mi o tym pisać. To tak jakbym chciała ją pożegnać.
- Oj, nie dramatyzuj. To, że jestem szybsza, silniejsza i żywię się krwią, wcale aż tak mnie nie zmienia. Nadal się przyjaźnimy.
- "Sorry."
- Nie szkodzi. Co u Covera?
Na dźwięk jego imienia, łzy napłynęły mi do oczu. Nie z tęsknoty, tylko z nienawiści.
- Al? Coś się stało, prawda? Napisz mi.
- "Evil i reszta go torturowali. Jego rodzinę też. Wstrzyknęli mu jakąś substancję, po której wpadł w szał. Kazali mu zabić... jego bliskich. Zabił ich. Wczoraj pojechałam do niego, a on rzucił się na mnie i zrobił mi to co mam na szyi."
- A to szuja.
Spojrzam na nią spode łba.
- No dobra. Evil też ponosi za to odpowiedzialność.
- "Ok Dot. Lekarz ma przyjechać za jakieś 10 minut. Wolałabym, żeby cię tu nie było. Jeszcze coś zobaczy."
- Jasne. To trzymaj się. Buźka! - już miała wychodzić gdy dodała:
- A! Z Evilem to ja już sobie pogadam.
Wysiliłam się na uśmiech.
Minął tydzień. Później kolejny. Gardło nadal mnie bolało, ale mogłam z siebie wydusić jakieś słowa.
- Słonko, skocz do sklepu po chleb. Trzymaj. - mama dała mi pieniądze.
- Okej.
Wyszłam. Ruszyłam znajomą drogą. Gdy szłam przy plaży, napełniło mnie uczucie spokoju. Mimo, że to od tego miejsca moje życie wywróciło się do góry nogami.
- Dzień dobry! Jest pełnoziarnisty?
- O! Cześć Ally. - za ladą stał Becky. Zawsze wracał do mojego życia. - Pełnoziarnisty? Tak, ostatni.
- Co u, u ciebie? - jeszcze się jąkałam i miałam chrypę.
- Uuu, Al. Co z tobą?
- Napadli m, mnie, ale już jest okej.
- Ta, właśnie słyszę.
- Dobra dość o m, mnie. Co u ciebie?
- Nic nowego. Dyskoteki, piwko, laski. Dzień jak codzień.
- Spoko. Ile? - spojrzałam na chleb.
- 2,60.
- Trzymaj. - Wystawiłam rękę z drobniakami. Chwycił moją dłoń. Delikatnie aczkolwiek nie było to zbyt komfortowe.
- Beck? - zapytałam skołowana. Wyprostowałam się. Patrzył piwnymi oczami w moje.
- Ta głęboka zieleń... - przeniósł dłoń na włosy. - Ten łagodny brąz. - Jego dłoń przeniosła się na podbrudek. Musnął kciukiem moje wargi. - Ta czerwień...
- Beck. Proszę cię, przestań. - Zciągnęłam z siebie jego rękę.
- Wybacz. Jesteś niezwykła.
"Niezwykła". Przypomniał mi się radosny wieczór w rytmie Country. Jego usta na moich.
- "Jesteś niezwykła"
- Cover... - wymamrotałam na głos.
- Słucham? - Becky spojrzał na mnie, a mi wyskoczył rumieniec. Czułam jak policzki mi płoną.
- Okej. Dzięki za chleb. Narazie!
Wybiegłam ze sklepu. Wracałam do domu. Znów zatrzymałam się przed plażą. Słońce już zachodziło.
"- Piękne...
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła..."
Cover. Cały zas wracałam do niego myślami. Nasze spotkania. Jego melodyjny głos.
- Przeprosiny przyjęte. - wymamrotałam sama do siebie.
- Jesteś niezwykła... - jego głos przyśpieszał mój puls. Jego dłonie stykając się z moją skórą wywoływały efekt porównywalny do porażenia prądem. Zbliżył usta do mojego ucha.
- Ally... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - odwróciłam się do niego przodem. Ujął mnie pod brodę. Spojrzał brązowymi oczami w moje. Były ciepłe. Wzrok przesunął się na moje usta.
- Przepraszam... - pocałował mnie. Był delikatny i brutalny zarazem. Ręce przeniósł na moje biodra.
- Cover... - miałam nałóg mruczenia jego imienia, ale chyba mu się to podobało. Tkwiliśmy w tej rozkoszy. Nasze ciała, usta, myśli znów blisko siebie. Tylko przy nim czułam się bezpieczna. W jego ramionach miałam swój mały, intymny świat.
- Muszę cię schować. Nie dam cię znowu porwać. Ty jesteś tą, na którą czekałem tyle lat.
- Ile konkretnie?
- A czy ma to znaczenie?
- Mam 16 lat. Jesteś starszy. O dwa lata?
- Tutaj, tak. Naprawdę, nie.
- To ile masz lat?
- Jesteś upierdliwa jak Dote.
- Wiem. To ile?
- 83. Właściwie 84 w tym roku.
Wmurowało mnie. Wiedziałam, że jest starszy, ale, że aż tak?
- Oj. To przepraszam za moją ciekawość panie Outlaw. - zrobiłam niewinną minę. On zaś momentalnie przeobraził się w starszego mężczyznę, czym doprowadzał mnie do śmiechu.
- Co by panienka powiedziała, gdybm zabrał panienkę do siebie na coś mocniejszego? - uśmiechnął się.
- Hmmm. A czy to wypada?
- Jeżeli panienka się nie zgodzi, będzie mi bardzo smutno.
- No dobrze. - Poszliśmy do samochodu. Czarny jeep, prawie w ogóle się nie zmienił. No może był mocniej poturbowany.
Weszliśmy do jego domu.
piątek, 4 marca 2016
"Dziwna Historia" Rozdział VI Część I
Milczałam. Oparta na kolanach, szlochałam dalej. Jego oczy straciły kolor. Już całkowicie były czarne. Nie spojrzał na mnie ani razu. Patrzył w dal. W te głupie okno.
- Czemu ją zostawiłaś?! Czemu nie byłaś przy niej?! - wyplówał mi słowa w twarz. Zniżył się do mojego poziomu. Patrzył tą czernią w moje oczy. - Czemu?! No mów CZEMU?!
- Cover. J-ja... ja tylko pojechałam do matki, aby się nie martwiła.
- Przez to moja NIE ŻYJE! - Patrzył mi w oczy. Teraz nie były takie słodkie i miłe. Były pełne bólu, żalu i furii. Nie wiedziałam na kogo jest bardziej wściekły na mnie czy na tamtych trzech.
- Cov... - zaczęłam, ale nie dał mi skończyć. Złapał mnie za szyję i dociskał tchawicę. Dusiłam się.
- Cierp! Cierp jak ja! Poczuj mój ból! - wrzasnął mi w twarz.
- Proszę... - dławiłam się powietrzem, a raczej jego resztkami. - COVER! - resztkami sił wykrzyknęłam jego imię.
Przestał. Odsunął się.
- Ally... to ten jad. Ta trucizna. Nadal działa. Ally... - chciał mnie dotknąć. Odsunęłam się jak oparzona.
- Nie... nie zbli- zbliżaj się... - z trudem łapałam powietrze.
- Wybacz... Proszę cię...
Kiwałam przecząco głową. Zebrałam się na nogi. Zaczęłam biec. Chciałam być jak najdalej od niego. Tak jak w koszmarze... była krew, cios, a ja uciekałam. Wszystko się zgadzało.
"Dziewczyno nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz." Słowa Dote błądziły mi po głowie. Miała rację. Jak zawsze, miała rację.
Dom. Dom. To jedyna moja myśl. Biegłam. Dom. Nogi paliły ogniem. Dom. Już blisko... Schody, weranda, drzwi...
- Mamo! - wychrypiałam i zemndlałam.
Obudziłam się w swoim łóżku. Pierwsze myśli biegły do rodziców.
- Mamo! Tato! - prawie natychmiast rodzice wbiegli do mojego pokoju.
- Słońce! Nareszcie! - Przytulili mnie. - Kto ci to zrobił? - Wskazała na moją szyję, która posiniała i bolała jakbym połknęła za duży kamień. Chciałam im odpowiedzieć, ale wydałam z siebie tylko jęk.
- Spokojnie. Lekarz już jedzie. Nic nie mów. Wyjdziesz z tego. Jesteś silna.
Spojrzałam na jej nadgarstek. "Determinacja" - tatuaż, który miała odkąd pamiętam. Zazwyczaj mówiła mi, że to słowo pomaga przezwyciężyć strach. Wierzyłam jej. Zawsze.
Lekarz powiedział, że jakieś dwa tygodnie mam się nie odzywać, bo mogę uszkodzić struny głosowe.
Tylko tego mi brakowało, żeby nie móc nic powiedzieć. Ale był jeden plus: Cover przez ten czas nie zbliży się do mnie.
Nie chciałam mieć z nim cokolwiek wspólnego. Przynajmniej na razie.
Tej nocy miałam koszmar.
Mama i tata...
Byli martwi...
Nad nimi stał...
...Cover.
- Czemu ją zostawiłaś?! Czemu nie byłaś przy niej?! - wyplówał mi słowa w twarz. Zniżył się do mojego poziomu. Patrzył tą czernią w moje oczy. - Czemu?! No mów CZEMU?!
- Cover. J-ja... ja tylko pojechałam do matki, aby się nie martwiła.
- Przez to moja NIE ŻYJE! - Patrzył mi w oczy. Teraz nie były takie słodkie i miłe. Były pełne bólu, żalu i furii. Nie wiedziałam na kogo jest bardziej wściekły na mnie czy na tamtych trzech.
- Cov... - zaczęłam, ale nie dał mi skończyć. Złapał mnie za szyję i dociskał tchawicę. Dusiłam się.
- Cierp! Cierp jak ja! Poczuj mój ból! - wrzasnął mi w twarz.
- Proszę... - dławiłam się powietrzem, a raczej jego resztkami. - COVER! - resztkami sił wykrzyknęłam jego imię.
Przestał. Odsunął się.
- Ally... to ten jad. Ta trucizna. Nadal działa. Ally... - chciał mnie dotknąć. Odsunęłam się jak oparzona.
- Nie... nie zbli- zbliżaj się... - z trudem łapałam powietrze.
- Wybacz... Proszę cię...
Kiwałam przecząco głową. Zebrałam się na nogi. Zaczęłam biec. Chciałam być jak najdalej od niego. Tak jak w koszmarze... była krew, cios, a ja uciekałam. Wszystko się zgadzało.
"Dziewczyno nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz." Słowa Dote błądziły mi po głowie. Miała rację. Jak zawsze, miała rację.
Dom. Dom. To jedyna moja myśl. Biegłam. Dom. Nogi paliły ogniem. Dom. Już blisko... Schody, weranda, drzwi...
- Mamo! - wychrypiałam i zemndlałam.
Obudziłam się w swoim łóżku. Pierwsze myśli biegły do rodziców.
- Mamo! Tato! - prawie natychmiast rodzice wbiegli do mojego pokoju.
- Słońce! Nareszcie! - Przytulili mnie. - Kto ci to zrobił? - Wskazała na moją szyję, która posiniała i bolała jakbym połknęła za duży kamień. Chciałam im odpowiedzieć, ale wydałam z siebie tylko jęk.
- Spokojnie. Lekarz już jedzie. Nic nie mów. Wyjdziesz z tego. Jesteś silna.
Spojrzałam na jej nadgarstek. "Determinacja" - tatuaż, który miała odkąd pamiętam. Zazwyczaj mówiła mi, że to słowo pomaga przezwyciężyć strach. Wierzyłam jej. Zawsze.
Lekarz powiedział, że jakieś dwa tygodnie mam się nie odzywać, bo mogę uszkodzić struny głosowe.
Tylko tego mi brakowało, żeby nie móc nic powiedzieć. Ale był jeden plus: Cover przez ten czas nie zbliży się do mnie.
Nie chciałam mieć z nim cokolwiek wspólnego. Przynajmniej na razie.
Tej nocy miałam koszmar.
Mama i tata...
Byli martwi...
Nad nimi stał...
...Cover.
środa, 2 marca 2016
"Dziwna Historia" Rozdział V Część III
Zeszłam na dół do jego matki. Przynajmniej ją mogłam jakoś podnieść na duchu.
- O, wyspałaś się? - Zapytała. Wiedziałam, że tylko po to, aby zatamować ciszę. Oczy miała napuchnięte od płaczu, a policzki mokre od łez. Jedyne co mogłam zrobić to podejść przytulić ją i powiedzieć "Wszystko będzie dobrze.", ale wiedziam, że nie będzie. Mimo tego przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk dwa razy mocniej. Potrzebowała oparcia.
Na zabicie czasu gotowała obiad, wcześniej niż zwykle.
- Pomogę. - Tylko to mogłam dla niej zrobić. Gdy patrzyłam na nią, pomyślała o tym co teraz może czuć moja matka. Nie było mnie w domu przez cztery dni. Wyobrażałam sobie jak siedzi przy stole z chusteczką w ręce i wyciera mokre policzki. Łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy nie lubiłam gdy mama płakała. Wydawała się wtedy taka bezbronna. Przed oczami snanął mi ojciec, który trzyma ją za ramiona i pociesza. Głaszcze po głowie i powtarza "Wszystko Okej. Znajdzie się."
Nie chciałam dalej na to patrzeć.
- Pani Prop, czy mogę pożyczyć samochód? - zapytałam głosem wciąż zdławionym przez łzy.
- Po co?
- Chcę pojechać do domu. Uspokoić mamę. Nie było mnie w domu od czterech dni, na pewno się martwi.
- No dobrze.
Wzięłam kluczyki do srebrnego Volvo i ruszyłam. Pędziłam znajomymi ulicami. Dawno nie siedziałam za kółkiem. Zaparkowałam na podjeździe. Weszłam na werandę. Trzeci schodek zapiszczał pod moim ciężarem. Przypomniałam sobie gdy ten mnie zdradził jak wybierałam się potajemnie do Dote.
Dote... Co z nią? Cover zapewniał mnie, że wszystko w porządku, ale intuicja zawsze przekonywała mnie bardziej, nawet jeżeli ufałam komuś takiemu jak Cover.
Zapukałam do drzwi. Wiedziałam, że pukanie do własnego domu to głupota, ale jakoś czułam, że tak trzeba. Drzwi się otworzyły...
- Ally! - zarzuciła mi się na szyję. Policzki miała mokre, tak jak myślałam. Miała na sobie znajomy zapach. Dom.
- Cześć mamo.
Weszłyśmy, a tam od progu ojciec wziął mnie w ramiona.
- Nigdy, ale to nigdy nie rób nam tego więcej. - Wymamrotał mi do ucha. Głos mu drżał od emocji.
- Co się z tobą działo? - mama tym razem płakała, ale z radości.
Usiedliśmy przy stole, tak jak kiedyś. Mama dała mi lazanię. Opowiedziałam im o napadzie, o tym jak Cover mnie uratował. O tym, że zaszyłam się u niego. Omijałam łukiem pojęcia takie jak "Dhampir", "wampir" czy "AEB".
Chciałam, żeby choć przez chwilę było tak jak kiedyś. Spokojna rozmowa. Czułości wylewane z serca. Śmiechy, dowcipy.
To zawsze było piękne.
Ja, mama i tata.
Myśli o nadnaturalnym świecie odeszły na bok.
Liczyło się tylko tu i teraz.
Tu i teraz...
Następnego dnia powiedziałam mamie, że mam jeszcze do załatwienia parę spraw. Pozwoliła mi jeszcze pobyć u Covera, dopuki nie uznam, że jestem już bezpieczna.
A to mogłam dopiero stwierdzić po zakończeniu wojny.
Wsiadłam do Volvo i wróciłam do domu Covera.
- Halo? - w domu było ciemno. Nie było ani jednej żywej duszy. Zapaliłam światło. Widok był przerażający.
Wszystko było wywrócone. Szklanki potłuczone. Stół miał połamane nogi. Szyby jeszcze się trzymały. Weszłam głębiej. Ten przyjazny dom przemienił się nagle w jakąś dżunglę. Usłyszałam hałas na piętrze. Wzięłam jeden z noży i ruszyłam na górę. Otwierałam drzwi każde po kolei. Ostatnie prowadziły do sypialni Covera. Na jednym kablu machał się zapalony żyrandol. Światło oświetlało ciemne ściany w rytm bujania. Dawało to upiorny efekt. Na środku pokoju, twarzą do okna stał Cover.
- Cov? - nie odpowiedział.
- Cover?! - zapytałam znów, coraz bardziej spanikowana.
Odwrócił się.
Upuściłam nóż.
Twarz miał kamienną. Jego podkoszulek był czerwony. Z ust sączyła się czerwona maź - krew. Przypomniał mi się koszmar.
- Nie powinnaś tu przychodzić... - jego grobowy ton przyprawiał mnie o dreszcze.
- Cover, co się stało? - zapytałam drżącym głosem.
- Zrobili to... - wyglądał jakby zaraz miał upaść i nie wstać.
- Zrobili... co?
- Torturowali ich na moich oczach... - jego oczy były czarne. Ciemne, puste... - Wstrzyknęli mi jad... Po nim stajesz się bestią...
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ally... Zabiłem ich... Zabiłem swoją rodzinę... Jestem zdrajcą...
Osunęłam się na kolana.
Zaczęłam szlochać. Nie wiem dlaczego. To nie moja rodzina, ale opiekowali się mną... Czułam się przy nich bezpieczna.
Jego ojciec,
Matka,
Noise,
Wszyscy byli martwi... z jego winy...
- O, wyspałaś się? - Zapytała. Wiedziałam, że tylko po to, aby zatamować ciszę. Oczy miała napuchnięte od płaczu, a policzki mokre od łez. Jedyne co mogłam zrobić to podejść przytulić ją i powiedzieć "Wszystko będzie dobrze.", ale wiedziam, że nie będzie. Mimo tego przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk dwa razy mocniej. Potrzebowała oparcia.
Na zabicie czasu gotowała obiad, wcześniej niż zwykle.
- Pomogę. - Tylko to mogłam dla niej zrobić. Gdy patrzyłam na nią, pomyślała o tym co teraz może czuć moja matka. Nie było mnie w domu przez cztery dni. Wyobrażałam sobie jak siedzi przy stole z chusteczką w ręce i wyciera mokre policzki. Łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy nie lubiłam gdy mama płakała. Wydawała się wtedy taka bezbronna. Przed oczami snanął mi ojciec, który trzyma ją za ramiona i pociesza. Głaszcze po głowie i powtarza "Wszystko Okej. Znajdzie się."
Nie chciałam dalej na to patrzeć.
- Pani Prop, czy mogę pożyczyć samochód? - zapytałam głosem wciąż zdławionym przez łzy.
- Po co?
- Chcę pojechać do domu. Uspokoić mamę. Nie było mnie w domu od czterech dni, na pewno się martwi.
- No dobrze.
Wzięłam kluczyki do srebrnego Volvo i ruszyłam. Pędziłam znajomymi ulicami. Dawno nie siedziałam za kółkiem. Zaparkowałam na podjeździe. Weszłam na werandę. Trzeci schodek zapiszczał pod moim ciężarem. Przypomniałam sobie gdy ten mnie zdradził jak wybierałam się potajemnie do Dote.
Dote... Co z nią? Cover zapewniał mnie, że wszystko w porządku, ale intuicja zawsze przekonywała mnie bardziej, nawet jeżeli ufałam komuś takiemu jak Cover.
Zapukałam do drzwi. Wiedziałam, że pukanie do własnego domu to głupota, ale jakoś czułam, że tak trzeba. Drzwi się otworzyły...
- Ally! - zarzuciła mi się na szyję. Policzki miała mokre, tak jak myślałam. Miała na sobie znajomy zapach. Dom.
- Cześć mamo.
Weszłyśmy, a tam od progu ojciec wziął mnie w ramiona.
- Nigdy, ale to nigdy nie rób nam tego więcej. - Wymamrotał mi do ucha. Głos mu drżał od emocji.
- Co się z tobą działo? - mama tym razem płakała, ale z radości.
Usiedliśmy przy stole, tak jak kiedyś. Mama dała mi lazanię. Opowiedziałam im o napadzie, o tym jak Cover mnie uratował. O tym, że zaszyłam się u niego. Omijałam łukiem pojęcia takie jak "Dhampir", "wampir" czy "AEB".
Chciałam, żeby choć przez chwilę było tak jak kiedyś. Spokojna rozmowa. Czułości wylewane z serca. Śmiechy, dowcipy.
To zawsze było piękne.
Ja, mama i tata.
Myśli o nadnaturalnym świecie odeszły na bok.
Liczyło się tylko tu i teraz.
Tu i teraz...
Następnego dnia powiedziałam mamie, że mam jeszcze do załatwienia parę spraw. Pozwoliła mi jeszcze pobyć u Covera, dopuki nie uznam, że jestem już bezpieczna.
A to mogłam dopiero stwierdzić po zakończeniu wojny.
Wsiadłam do Volvo i wróciłam do domu Covera.
- Halo? - w domu było ciemno. Nie było ani jednej żywej duszy. Zapaliłam światło. Widok był przerażający.
Wszystko było wywrócone. Szklanki potłuczone. Stół miał połamane nogi. Szyby jeszcze się trzymały. Weszłam głębiej. Ten przyjazny dom przemienił się nagle w jakąś dżunglę. Usłyszałam hałas na piętrze. Wzięłam jeden z noży i ruszyłam na górę. Otwierałam drzwi każde po kolei. Ostatnie prowadziły do sypialni Covera. Na jednym kablu machał się zapalony żyrandol. Światło oświetlało ciemne ściany w rytm bujania. Dawało to upiorny efekt. Na środku pokoju, twarzą do okna stał Cover.
- Cov? - nie odpowiedział.
- Cover?! - zapytałam znów, coraz bardziej spanikowana.
Odwrócił się.
Upuściłam nóż.
Twarz miał kamienną. Jego podkoszulek był czerwony. Z ust sączyła się czerwona maź - krew. Przypomniał mi się koszmar.
- Nie powinnaś tu przychodzić... - jego grobowy ton przyprawiał mnie o dreszcze.
- Cover, co się stało? - zapytałam drżącym głosem.
- Zrobili to... - wyglądał jakby zaraz miał upaść i nie wstać.
- Zrobili... co?
- Torturowali ich na moich oczach... - jego oczy były czarne. Ciemne, puste... - Wstrzyknęli mi jad... Po nim stajesz się bestią...
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ally... Zabiłem ich... Zabiłem swoją rodzinę... Jestem zdrajcą...
Osunęłam się na kolana.
Zaczęłam szlochać. Nie wiem dlaczego. To nie moja rodzina, ale opiekowali się mną... Czułam się przy nich bezpieczna.
Jego ojciec,
Matka,
Noise,
Wszyscy byli martwi... z jego winy...
piątek, 26 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział V Część II
- Co?! - jego matka wpadła w szał.
- Wzięli ją, ponieważ się nie ugiąłem. - Cover zaszlochał.
- Ale mówiła pani, że jest bezpieczna. - Włączyłam się do rozmowy.
- Bo była! Ojciec i paru twoich ludzi wywiozło ją za miasto.
- Jakoś się dowiedzieli. Zabrali się i pojechali. Potem słyszałem tylko jej krzyk... - padł na kolana i zaczął szlochać.
- Odzyskamy ją. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. - chciałam w to wierzyć. Mój głos był pusty, ale miałam nadzieję, że choć trochę podniosę go na duchu.
- Ally. Oni mogą jej wszystko powiedzieć. Całą prawdę. Skąd pochodzi, kim jest... Dzwonię do ojca. - trzęsły mu się ręce. Niepewnie chwycił telefon. - Tato? Noise! Porwali Noise! Błagam cię pomórz!
Siedzieliśmy w milczeniu. Matka Covera poszła po coś do sklepu. Zostaliśmy sami.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym, że można was zabić, a jest nawet łatwiej, bo czujecie ból i możecie się wykrwawić.
- Nie chciałem cię martwić.
- Jest ich ponad 300. Jak chcecie ich zabić? Oni mogą w chwilę znaleść kogoś do swojej armii. Tobie to zajmuje dłużej.
- Al... jest nas więcej niż ci się wydaje. - Pogłaskał mnie po policzku.
- Cover... ja się martwię. O Noise, o ciebie. Przeżywam to razem z wami. - Przytuliłam się do niego.
- Wiem... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - wyprostowałam się. Przyłożyłam usta do jego ust. Mimo ilości krwi jaka z nich wypłynęła przy bójkach, były miękie i głatkie. Tak jekbym całowała płatek róży... jego usta przeniosły się na moje ucho. Lekko łaskotał je słowami. Wymruczałam jego imię. Ustami wyrysował szlak od ucha na moją szyję.
- Cover...
- Spokojnie... moja matka pojechała do ojca... mamy chwilę.
Trwaliśmy w rozkoszy. Zdecydował się zmienić miejsce. Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Szczelnie zamknął drzwi.
- Cover... J-ja nigdy wcześniej tego nie robiłam...
- Spokojnie... Zaufaj mi... Będzie dobrze... - rozpiął koszulę. Miał pełno ran i sińców, ale mimo to powalała mnie jego męska uroda. Przyciągnął mnie do siebie. Był ciepły, jak piecyk i tylko mój. Jego dłonie delikatnie muskały moje ciało, a usta zwiedzały jego zakamarki. Moje dłonie błądziły po jego ciele. W moich ruchach był pośpiech. Wiedziałam, że w każdej chwili porzuci rozkosze by ratować siostrę. Nie miałam mu tego za złe, ale też nie chciałam go stracić ani na moment.
- Ally? Wszystko dobrze? - uczepiłam się go gorzej niż rzep.
- Jeszcze nigdy nie było mi lepiej... - po całych tych niedozapomnienia chwilach, zasnął. Patrzyłam na uśmiech jaki pozostał na jego ustach. Był lekki, przyjemny. Ułorzyłam się wygodnie i zasnęłam.
"Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj." Jego słowa ułożyły mnie do snu.
Rano gdy się obudziłam, go nie było obok mnie.
- Cover? - siedział na krześle przy oknie. Myślał. Spojrzał na mnie.
- Dzień dobry, skarbie.
Uśmiechnął się. Chciałam wstać i przytulić go, ale gdy się podniosłam, kołdra opadła, a ja zo spostrzegłam, że nie mam na sobie nic. Wróciłam wspomnieniami do TEJ nocy. Jak było dobrze i przyjemnie. Tak jak obiecał. Gigantyczny rumieniec wylał mi się na twarz. W kwesti ubioru wyprzedzał mnie. Miał na sobie czarne spodnie opadające seksownie na biodra.
- Teraz już nie musisz przy mnie się wstydzić nagości. - Uśmiechnął się podstępnie.
- Na to nie licz. Na razie. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Łap! - rzucił mi moje ciuchy.
- Zaraz wracam. - Rzekłam po czym udałam się do łazienki. Ubrałam się i wróciłam do pokoju. Nadal tkwił przy oknie zamyślony.
- Cov, co z Noise?
- Zero wieści. Jonathan i Gabe, moi ludzie, poszli jej szukać. Jak tylko się czegoś dowiedzą, mają mnie powiadomić. - spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem. Jego brązowe oczy wyrazały tak głęboki żal, że wydawały się czarne. Przejrzały mnie na wylot. Widział, że wewnętrznie nie martwię się o Noise tylko o niego.
- Oj, Ally... - podszedł i przytulił mnie. Mocno i czule. Nie chciałam się od niego odkleić. Jego wargi musnęły moje czoło. Gdy byłam z nim, czułam bezpieczeństwo.
- Muszę iść. - Powiedział. Nie ruszyłam się z miejsca.
- Nie, Cov. Zostań ze mną...
- Dote wyszła. Nie bój się o nią. Taraz nikt jej teraz nie zagrozi. Moja matka jest na dole i przydałoby jej się towarzystwo.
- Ale ja... ja nie chcę cię zostawić... - dusiłam się przez szloch.
- Wrócę. Obiecuję.
- Cover... Nie zostawiaj mnie... - dławim się łzami.
- Nigdy... - szepnął mi do ucha.
Puścił mnie i wyszedł.
- Wzięli ją, ponieważ się nie ugiąłem. - Cover zaszlochał.
- Ale mówiła pani, że jest bezpieczna. - Włączyłam się do rozmowy.
- Bo była! Ojciec i paru twoich ludzi wywiozło ją za miasto.
- Jakoś się dowiedzieli. Zabrali się i pojechali. Potem słyszałem tylko jej krzyk... - padł na kolana i zaczął szlochać.
- Odzyskamy ją. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. - chciałam w to wierzyć. Mój głos był pusty, ale miałam nadzieję, że choć trochę podniosę go na duchu.
- Ally. Oni mogą jej wszystko powiedzieć. Całą prawdę. Skąd pochodzi, kim jest... Dzwonię do ojca. - trzęsły mu się ręce. Niepewnie chwycił telefon. - Tato? Noise! Porwali Noise! Błagam cię pomórz!
Siedzieliśmy w milczeniu. Matka Covera poszła po coś do sklepu. Zostaliśmy sami.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym, że można was zabić, a jest nawet łatwiej, bo czujecie ból i możecie się wykrwawić.
- Nie chciałem cię martwić.
- Jest ich ponad 300. Jak chcecie ich zabić? Oni mogą w chwilę znaleść kogoś do swojej armii. Tobie to zajmuje dłużej.
- Al... jest nas więcej niż ci się wydaje. - Pogłaskał mnie po policzku.
- Cover... ja się martwię. O Noise, o ciebie. Przeżywam to razem z wami. - Przytuliłam się do niego.
- Wiem... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - wyprostowałam się. Przyłożyłam usta do jego ust. Mimo ilości krwi jaka z nich wypłynęła przy bójkach, były miękie i głatkie. Tak jekbym całowała płatek róży... jego usta przeniosły się na moje ucho. Lekko łaskotał je słowami. Wymruczałam jego imię. Ustami wyrysował szlak od ucha na moją szyję.
- Cover...
- Spokojnie... moja matka pojechała do ojca... mamy chwilę.
Trwaliśmy w rozkoszy. Zdecydował się zmienić miejsce. Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Szczelnie zamknął drzwi.
- Cover... J-ja nigdy wcześniej tego nie robiłam...
- Spokojnie... Zaufaj mi... Będzie dobrze... - rozpiął koszulę. Miał pełno ran i sińców, ale mimo to powalała mnie jego męska uroda. Przyciągnął mnie do siebie. Był ciepły, jak piecyk i tylko mój. Jego dłonie delikatnie muskały moje ciało, a usta zwiedzały jego zakamarki. Moje dłonie błądziły po jego ciele. W moich ruchach był pośpiech. Wiedziałam, że w każdej chwili porzuci rozkosze by ratować siostrę. Nie miałam mu tego za złe, ale też nie chciałam go stracić ani na moment.
- Ally? Wszystko dobrze? - uczepiłam się go gorzej niż rzep.
- Jeszcze nigdy nie było mi lepiej... - po całych tych niedozapomnienia chwilach, zasnął. Patrzyłam na uśmiech jaki pozostał na jego ustach. Był lekki, przyjemny. Ułorzyłam się wygodnie i zasnęłam.
"Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj." Jego słowa ułożyły mnie do snu.
Rano gdy się obudziłam, go nie było obok mnie.
- Cover? - siedział na krześle przy oknie. Myślał. Spojrzał na mnie.
- Dzień dobry, skarbie.
Uśmiechnął się. Chciałam wstać i przytulić go, ale gdy się podniosłam, kołdra opadła, a ja zo spostrzegłam, że nie mam na sobie nic. Wróciłam wspomnieniami do TEJ nocy. Jak było dobrze i przyjemnie. Tak jak obiecał. Gigantyczny rumieniec wylał mi się na twarz. W kwesti ubioru wyprzedzał mnie. Miał na sobie czarne spodnie opadające seksownie na biodra.
- Teraz już nie musisz przy mnie się wstydzić nagości. - Uśmiechnął się podstępnie.
- Na to nie licz. Na razie. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Łap! - rzucił mi moje ciuchy.
- Zaraz wracam. - Rzekłam po czym udałam się do łazienki. Ubrałam się i wróciłam do pokoju. Nadal tkwił przy oknie zamyślony.
- Cov, co z Noise?
- Zero wieści. Jonathan i Gabe, moi ludzie, poszli jej szukać. Jak tylko się czegoś dowiedzą, mają mnie powiadomić. - spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem. Jego brązowe oczy wyrazały tak głęboki żal, że wydawały się czarne. Przejrzały mnie na wylot. Widział, że wewnętrznie nie martwię się o Noise tylko o niego.
- Oj, Ally... - podszedł i przytulił mnie. Mocno i czule. Nie chciałam się od niego odkleić. Jego wargi musnęły moje czoło. Gdy byłam z nim, czułam bezpieczeństwo.
- Muszę iść. - Powiedział. Nie ruszyłam się z miejsca.
- Nie, Cov. Zostań ze mną...
- Dote wyszła. Nie bój się o nią. Taraz nikt jej teraz nie zagrozi. Moja matka jest na dole i przydałoby jej się towarzystwo.
- Ale ja... ja nie chcę cię zostawić... - dusiłam się przez szloch.
- Wrócę. Obiecuję.
- Cover... Nie zostawiaj mnie... - dławim się łzami.
- Nigdy... - szepnął mi do ucha.
Puścił mnie i wyszedł.
poniedziałek, 22 lutego 2016
"Dziwna Historia" Rozdział V Część I
Kiedy wszyscy spali, ubrałam się i pocichu wyszłam. Mijając uliczki szłam w stronę fabryki. Przerażała mnie myśl spotkania się z nimi, a najbardziej spotkania z Bloodem. Doszłam do progu, zapukałam. Drzwi same się otwarły. Weszłam do mroku.
- Dote?! - wykrzyknęłam.
- Ally! - Jej głos wybrzmiał z głębi budynku. Bez opamiętania ruszyłam w ciemność.
- Czekałem na ciebie... - jego głos przeszywał moje ciało, aż do kości.
- Wypuście Dote. Ona nie jest wam potrzebna.
- Jaką Dote?
- No tą co teraz krzyczała. Wołała mnie!
- Anger?
Zabłysło światło. I Blood, i Anger byli upaprani krwią.
- Gdzie Dote?! - traciłam zdolności orientacji w terenie.
- Evil nie załatwił kolacji, więc wiedząc, że już jesteś w drodze... - Anger wydałał się spokojniejszy niż nigdy wcześniej.
- Czy chcesz mi powiedzieć, że ją...
- Tak. Teraz spokojnie leży sobie w worku.
- Nie!
- Tak. Podzieliłem się z Evilem, a Blood...
- ...Miałem ochotę na kogoś innego. - Blood zaszedł mnie od tyłu. Opasał mnie ramieniem. Wiedziałam, że wiercenie nic nie da, posłusznie usiadłam na kanapie obok niego. Pocałował mnie w policzek, a mi żołądek wywinął kozła. Anger się śmiał. Evila nie widziałam. Blood starannie wtulił się we mnie. Niedobrze mi.
- Gdzie Evil? - zapytałam.
- Poszedł się bujać.
- Mogę wam zadać kilka pytań?
- Wal złotko.
- AEB to skrót od waszych imion. To znaczy, że ty jesteś liderem?
- Tak. Evil jest mózgiem, Blood siłą, a decydujący głos należy do mnie.
- Ok. Pytanie numer dwa: Jak odkryliście istnienie ADB (Association Defenders Blood).
- Ginęli nasi ludzie. Zaciekawiło nas to. Wysłałem kilku na przeszpiegi. Tak doprowadziło to nas tutaj. Cover narobił sobie wrogów.
- Jest was więcej?
- Całe setki. Ok. 300.
- Tamtych chyba jest więcej.
- Może. Ale my mamy sposób na rekrutowanie wampirów. Wystarczy jeden lekki gryz i jad rozptrzestrzenia się po całym ciele. Zanim Cov, znajdzie swoich, już będzie martwy.
- Ale przecierz Dhmiów nie można zabić.
- Tak ci powiedział? Ha Ha! - Oboje wybuchnęli nieopanowanym śmiechem.
- Więc można?
- Oczywiście. Jest nawet łatwiej. Nie są tak silni jak my, a na dodatek czują ból.
- Ale on powiedział, że...
- Powiedział tak, żebyś się nie martwiła. Mała Ally... - musnął mój policzek zimną dłonią.
Doszły nas śmiechy. Ten jeden znałam, aż za dobrze.
- Hej Ally! Widzę, że na Coverze nie pozostajesz. - przede mną stała Dote. Cała i zdrowa.
- To jak śliczna idziemy? - Evil był z nią cały ten czas.
- Nie Dote! To sadyści! Uciekaj!
- Co ty mówisz? To spoko chłopaki.
Anger i Blood śmiali się.
- Zrobiliście jej pranie mózgu?! - zapytałam skołowana.
- Zaraz i ciebie mogę wyprać. - Blood zaczynał się do mnie przystawiać. Znowu ogarnęła mnie fala mdłości.
- Blood. Skróć wodze czekamy na Cova.
- Anger, nie karz mi dłużej czekać. Nie chcę znów przegapić takiej okazji. Jest taka spięta... trzeba ją trochę rozerwać.
- Spokojnie. Jeżeli zaprzeczy od razu, będziesz sobie mógł z nią zrobić co będziesz chciał. - Blood w zatwierdzeniu warunku uśmiechnął się jadowicie. Zaczął błądzić po moim ciele rękami. Ilekroć chciałam się wyrwać, przyciskał mnie mocniej do sofy i siebie.
"Cover, gdzie cię wcieło..." modliłam się.
- Oj, chyba się nie pojawi. - Blood był wręcz zachwycony. Jego ręka znów zwiedzała moje ciało.
Wtem, z jednego z pokoi wychodzili Evil i Dote. Evil zapinał spodnie, a Dot poprawiała fryz. Zrobiła to z nim.
Oj, Dot...
- No hej ludzie! Evil ty naprawdę jesteś złem wcielonym. - Dote przygryzła wargę.
- Przyjemność, po mojej stronie. - uśmiechnął się w odpowiedzi.
- To co śliczna? Teraz nasza kolej.
- Blood. Jeszcze nie.
- Anger...
- Blood on ma rację. - Evil włączył się do rozmowy.
Byłam monetą przetargową. Miałam trzy przeznaczenia:
• Wygrać sprawę o rozwiązanie ADB.
• Żyć z Coverem.
• Lub przespać się z Bloodem.
Aktualnie modliłam się o opcję numer dwa.
- Mogę po niego zadzwonić? - zapytałam, modląc się o pozwolenie.
- Wyluzuj. Jest nas pięcioro. Choć Al, uszczęśliwmy tych panów. - Dote mnie przerażała bardziej niż oni. Evil się zaśmiał, Anger miętolił się z nią, a ja czekałam na przyjazd Covera.
- Nie! Mam dość. Przelecę cię teraz, czy to się komu podoba czy nie. - Blood chwycił mnie i zaczął taszczyć do "pokoju".
- Puść ją! - nareszcie, los się do mnie uśmiechnął.
- Oj, Cover daj spokój. Dołącz się. Ally i mnie starczy dla wszystkich. - Dote podeszła do niego. Cover chcąc sprawdzić czy się nie myli odchylił jej włosy z szyi od prawej strony. Miała na niej dwa wkłucia.
- Bestie. - Skomentował.
- Oj, przestań. Dobra była i ostra z niej laska. To co miałem zmarnować taką sztukę? - Evil mu odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Czy to znaczy... - niedowierzałam.
- Tak, Al, ona nie jest już człowiekiem.
- Naszła mnie ochota... O! Ally, daj rękę. - Dote zmierzała w moim kierunku.
- Nie ślicznotko. Ona jest już zarezerwowana. - Blood opasał mnie ramieniem. To był jedyny moment, w którym dziękowałam losowi, że mnie objął. Inaczej byłabym wyssana jak marmolada z pączka, i to przez kogo? Przez Dote. Tę jedyną, której ufałam, tej która zawsze umiała mnie pocieszyć.
Ale jej już nie ma...
- Okej, patałachu. Natnij rękę i wypowiedz cztery proste słowa. - Anger podał Coverowi nóż.
- Co? Skąd wiecie, że muszę złożyć przysięgę krwi?
- Ona nie kryje wspomnień. Można tam wejść, obejrzeć i wyjść. - Wskazał na mnie. - Tak propo. Zazdroszczę Beckyemu, ostra w łóżku jesteś. - Blood się uśmiechnął.
- Może sam to ocenię? - zaszedł mnie od tyłu i przywarł wargami do mojej szyi.
- Natnij i przysięgnij, albo Blood przeleci ją tu i teraz.
- Wasza krew będzie przeklęta na wieki.
- Darój sobie formułki.
- To nie formółka. Teraz!
Wtem do fabryki wpadło około dziesięciu Dhampirów. Blood rzucił mnie na podłogę, a potem ustawił się do pozycji bojowej, tak jak Evil i Anger.
- Dziesięciu na trzech? Troszkę mało. - Anger zawsze jest pewny siebie.
- Uwierz mi, wystarczająco.
Rozpoczęła się bójka. Mało z niej widziałam, ponieważ wampiry jak i pół wampiry, poruszają się jak cienie. Jedyne co mogłam zobaczyć to jak niektórzy padają na ziemię.
- Dote! Idziemy! - chwyciłam ją w pasie i zaczęłam wyprowadzać.
Wyszłyśmy. Wszyscy byli zajęci bójką. Razem z Dote weszłam do jeepa. Pojechałam do domu Covera.
- Czy można jakoś wyleczyć wampira? - zapytałam wszystko wiedzącą matkę Covera.
- Niestety nie. Dote. Masz napij się.
Podała jej coś w kubku z nakrywką. Dote wypiła to jednym łykiem.
- Co to było? - zapytałam.
- Najgorszy do zniesienia jest głodny wampir.
- Gdzie Noise?
- Ukryta w bezpiecznym miejscu.
- To dobrze.
Siedzieliśmy do późna. Trzasnęły drzwi. Cover zataczał się na ściany. Był cały we krwi. Łzy świeciły mu na policzkach.
- Mają ją. Mają... Noise.
- Dote?! - wykrzyknęłam.
- Ally! - Jej głos wybrzmiał z głębi budynku. Bez opamiętania ruszyłam w ciemność.
- Czekałem na ciebie... - jego głos przeszywał moje ciało, aż do kości.
- Wypuście Dote. Ona nie jest wam potrzebna.
- Jaką Dote?
- No tą co teraz krzyczała. Wołała mnie!
- Anger?
Zabłysło światło. I Blood, i Anger byli upaprani krwią.
- Gdzie Dote?! - traciłam zdolności orientacji w terenie.
- Evil nie załatwił kolacji, więc wiedząc, że już jesteś w drodze... - Anger wydałał się spokojniejszy niż nigdy wcześniej.
- Czy chcesz mi powiedzieć, że ją...
- Tak. Teraz spokojnie leży sobie w worku.
- Nie!
- Tak. Podzieliłem się z Evilem, a Blood...
- ...Miałem ochotę na kogoś innego. - Blood zaszedł mnie od tyłu. Opasał mnie ramieniem. Wiedziałam, że wiercenie nic nie da, posłusznie usiadłam na kanapie obok niego. Pocałował mnie w policzek, a mi żołądek wywinął kozła. Anger się śmiał. Evila nie widziałam. Blood starannie wtulił się we mnie. Niedobrze mi.
- Gdzie Evil? - zapytałam.
- Poszedł się bujać.
- Mogę wam zadać kilka pytań?
- Wal złotko.
- AEB to skrót od waszych imion. To znaczy, że ty jesteś liderem?
- Tak. Evil jest mózgiem, Blood siłą, a decydujący głos należy do mnie.
- Ok. Pytanie numer dwa: Jak odkryliście istnienie ADB (Association Defenders Blood).
- Ginęli nasi ludzie. Zaciekawiło nas to. Wysłałem kilku na przeszpiegi. Tak doprowadziło to nas tutaj. Cover narobił sobie wrogów.
- Jest was więcej?
- Całe setki. Ok. 300.
- Tamtych chyba jest więcej.
- Może. Ale my mamy sposób na rekrutowanie wampirów. Wystarczy jeden lekki gryz i jad rozptrzestrzenia się po całym ciele. Zanim Cov, znajdzie swoich, już będzie martwy.
- Ale przecierz Dhmiów nie można zabić.
- Tak ci powiedział? Ha Ha! - Oboje wybuchnęli nieopanowanym śmiechem.
- Więc można?
- Oczywiście. Jest nawet łatwiej. Nie są tak silni jak my, a na dodatek czują ból.
- Ale on powiedział, że...
- Powiedział tak, żebyś się nie martwiła. Mała Ally... - musnął mój policzek zimną dłonią.
Doszły nas śmiechy. Ten jeden znałam, aż za dobrze.
- Hej Ally! Widzę, że na Coverze nie pozostajesz. - przede mną stała Dote. Cała i zdrowa.
- To jak śliczna idziemy? - Evil był z nią cały ten czas.
- Nie Dote! To sadyści! Uciekaj!
- Co ty mówisz? To spoko chłopaki.
Anger i Blood śmiali się.
- Zrobiliście jej pranie mózgu?! - zapytałam skołowana.
- Zaraz i ciebie mogę wyprać. - Blood zaczynał się do mnie przystawiać. Znowu ogarnęła mnie fala mdłości.
- Blood. Skróć wodze czekamy na Cova.
- Anger, nie karz mi dłużej czekać. Nie chcę znów przegapić takiej okazji. Jest taka spięta... trzeba ją trochę rozerwać.
- Spokojnie. Jeżeli zaprzeczy od razu, będziesz sobie mógł z nią zrobić co będziesz chciał. - Blood w zatwierdzeniu warunku uśmiechnął się jadowicie. Zaczął błądzić po moim ciele rękami. Ilekroć chciałam się wyrwać, przyciskał mnie mocniej do sofy i siebie.
"Cover, gdzie cię wcieło..." modliłam się.
- Oj, chyba się nie pojawi. - Blood był wręcz zachwycony. Jego ręka znów zwiedzała moje ciało.
Wtem, z jednego z pokoi wychodzili Evil i Dote. Evil zapinał spodnie, a Dot poprawiała fryz. Zrobiła to z nim.
Oj, Dot...
- No hej ludzie! Evil ty naprawdę jesteś złem wcielonym. - Dote przygryzła wargę.
- Przyjemność, po mojej stronie. - uśmiechnął się w odpowiedzi.
- To co śliczna? Teraz nasza kolej.
- Blood. Jeszcze nie.
- Anger...
- Blood on ma rację. - Evil włączył się do rozmowy.
Byłam monetą przetargową. Miałam trzy przeznaczenia:
• Wygrać sprawę o rozwiązanie ADB.
• Żyć z Coverem.
• Lub przespać się z Bloodem.
Aktualnie modliłam się o opcję numer dwa.
- Mogę po niego zadzwonić? - zapytałam, modląc się o pozwolenie.
- Wyluzuj. Jest nas pięcioro. Choć Al, uszczęśliwmy tych panów. - Dote mnie przerażała bardziej niż oni. Evil się zaśmiał, Anger miętolił się z nią, a ja czekałam na przyjazd Covera.
- Nie! Mam dość. Przelecę cię teraz, czy to się komu podoba czy nie. - Blood chwycił mnie i zaczął taszczyć do "pokoju".
- Puść ją! - nareszcie, los się do mnie uśmiechnął.
- Oj, Cover daj spokój. Dołącz się. Ally i mnie starczy dla wszystkich. - Dote podeszła do niego. Cover chcąc sprawdzić czy się nie myli odchylił jej włosy z szyi od prawej strony. Miała na niej dwa wkłucia.
- Bestie. - Skomentował.
- Oj, przestań. Dobra była i ostra z niej laska. To co miałem zmarnować taką sztukę? - Evil mu odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Czy to znaczy... - niedowierzałam.
- Tak, Al, ona nie jest już człowiekiem.
- Naszła mnie ochota... O! Ally, daj rękę. - Dote zmierzała w moim kierunku.
- Nie ślicznotko. Ona jest już zarezerwowana. - Blood opasał mnie ramieniem. To był jedyny moment, w którym dziękowałam losowi, że mnie objął. Inaczej byłabym wyssana jak marmolada z pączka, i to przez kogo? Przez Dote. Tę jedyną, której ufałam, tej która zawsze umiała mnie pocieszyć.
Ale jej już nie ma...
- Okej, patałachu. Natnij rękę i wypowiedz cztery proste słowa. - Anger podał Coverowi nóż.
- Co? Skąd wiecie, że muszę złożyć przysięgę krwi?
- Ona nie kryje wspomnień. Można tam wejść, obejrzeć i wyjść. - Wskazał na mnie. - Tak propo. Zazdroszczę Beckyemu, ostra w łóżku jesteś. - Blood się uśmiechnął.
- Może sam to ocenię? - zaszedł mnie od tyłu i przywarł wargami do mojej szyi.
- Natnij i przysięgnij, albo Blood przeleci ją tu i teraz.
- Wasza krew będzie przeklęta na wieki.
- Darój sobie formułki.
- To nie formółka. Teraz!
Wtem do fabryki wpadło około dziesięciu Dhampirów. Blood rzucił mnie na podłogę, a potem ustawił się do pozycji bojowej, tak jak Evil i Anger.
- Dziesięciu na trzech? Troszkę mało. - Anger zawsze jest pewny siebie.
- Uwierz mi, wystarczająco.
Rozpoczęła się bójka. Mało z niej widziałam, ponieważ wampiry jak i pół wampiry, poruszają się jak cienie. Jedyne co mogłam zobaczyć to jak niektórzy padają na ziemię.
- Dote! Idziemy! - chwyciłam ją w pasie i zaczęłam wyprowadzać.
Wyszłyśmy. Wszyscy byli zajęci bójką. Razem z Dote weszłam do jeepa. Pojechałam do domu Covera.
- Czy można jakoś wyleczyć wampira? - zapytałam wszystko wiedzącą matkę Covera.
- Niestety nie. Dote. Masz napij się.
Podała jej coś w kubku z nakrywką. Dote wypiła to jednym łykiem.
- Co to było? - zapytałam.
- Najgorszy do zniesienia jest głodny wampir.
- Gdzie Noise?
- Ukryta w bezpiecznym miejscu.
- To dobrze.
Siedzieliśmy do późna. Trzasnęły drzwi. Cover zataczał się na ściany. Był cały we krwi. Łzy świeciły mu na policzkach.
- Mają ją. Mają... Noise.
Subskrybuj:
Posty (Atom)