środa, 23 marca 2016

"Dziwna Historia" Rozdział VI Część III Part I

Następnego dnia wpadła Dote. Gdybym nie wiedziała, że jest wampirem, nawet bym o tym nie pomyślała. Wyglądała normalnie. Przynajmniej nie gadała jak naćpana. 
- Siema śliczna. - Weszła i mnie przytuliła. 
Milczałam. Nie mogłam nic mówić. Wzięłam notes i napisałam:
- "Nie mogę gadać. Struny mi nawalają."
Przeczytała.
- Rozumiem.
- "Wyglądarz o wiele lepiej, niż gdy cię widziałam ostatnim razem."
- To efekt szkolenia. Evil tłumaczy mi jak zachowywać się normalnie. Nie wyróżniać się z tłumu, chociarz nie jest to takie łatwe.
- "Chodzisz z Evilem?"
- Tak. Znaczy... chyba. Ja uważam, że tak. 
- "Wiesz co o nim myślę."
- Wiem. To sadysta i morderca. Tak jak jego kumple.
- "Nie będę cię pouczać. Nie mam już na ciebie wpływu." - ciężko mi o tym pisać. To tak jakbym chciała ją pożegnać.
- Oj, nie dramatyzuj. To, że jestem szybsza, silniejsza i żywię się krwią, wcale aż tak mnie nie zmienia. Nadal się przyjaźnimy.
- "Sorry."
- Nie szkodzi. Co u Covera?
Na dźwięk jego imienia, łzy napłynęły mi do oczu. Nie z tęsknoty, tylko z nienawiści. 
- Al? Coś się stało, prawda? Napisz mi.
- "Evil i reszta go torturowali. Jego rodzinę też. Wstrzyknęli mu jakąś substancję, po której wpadł w szał. Kazali mu zabić... jego bliskich. Zabił ich. Wczoraj pojechałam do niego, a on rzucił się na mnie i zrobił mi to co mam na szyi."
- A to szuja.
Spojrzam na nią spode łba.
- No dobra. Evil też ponosi za to odpowiedzialność. 
- "Ok Dot. Lekarz ma przyjechać za jakieś 10 minut. Wolałabym, żeby cię tu nie było. Jeszcze coś zobaczy."
- Jasne. To trzymaj się. Buźka! - już miała wychodzić gdy dodała:
- A! Z Evilem to ja już sobie pogadam.
Wysiliłam się na uśmiech.
Minął tydzień. Później kolejny. Gardło nadal mnie bolało, ale mogłam z siebie wydusić jakieś słowa.
- Słonko, skocz do sklepu po chleb. Trzymaj. - mama dała mi pieniądze.
- Okej. 
Wyszłam. Ruszyłam znajomą drogą. Gdy szłam przy plaży, napełniło mnie uczucie spokoju. Mimo, że to od tego miejsca moje życie wywróciło się do góry nogami. 
- Dzień dobry! Jest pełnoziarnisty?
- O! Cześć Ally. - za ladą stał Becky. Zawsze wracał do mojego życia. - Pełnoziarnisty? Tak, ostatni. 
- Co u, u ciebie? - jeszcze się jąkałam i miałam chrypę.
- Uuu, Al. Co z tobą? 
- Napadli m, mnie, ale już jest okej.
- Ta, właśnie słyszę.
- Dobra dość o m, mnie. Co u ciebie?
- Nic nowego. Dyskoteki, piwko, laski. Dzień jak codzień.
- Spoko. Ile? - spojrzałam na chleb.
- 2,60. 
- Trzymaj. - Wystawiłam rękę z drobniakami. Chwycił moją dłoń. Delikatnie aczkolwiek nie było to zbyt komfortowe.
- Beck? - zapytałam skołowana. Wyprostowałam się. Patrzył piwnymi oczami w moje.
- Ta głęboka zieleń... - przeniósł dłoń na włosy. - Ten łagodny brąz. - Jego dłoń przeniosła się na podbrudek. Musnął kciukiem moje wargi. - Ta czerwień... 
- Beck. Proszę cię, przestań. - Zciągnęłam z siebie jego rękę.
- Wybacz. Jesteś niezwykła. 
"Niezwykła". Przypomniał mi się radosny wieczór w rytmie Country. Jego usta na moich.
- "Jesteś niezwykła"
- Cover... - wymamrotałam na głos.
- Słucham? - Becky spojrzał na mnie, a mi wyskoczył rumieniec. Czułam jak policzki mi płoną.
- Okej. Dzięki za chleb. Narazie! 
Wybiegłam ze sklepu. Wracałam do domu. Znów zatrzymałam się przed plażą. Słońce już zachodziło.
"- Piękne...
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła..."
Cover. Cały zas wracałam do niego myślami. Nasze spotkania. Jego melodyjny głos. 
- Przeprosiny przyjęte. - wymamrotałam sama do siebie.
- Jesteś niezwykła... - jego głos przyśpieszał mój puls. Jego dłonie stykając się z moją skórą wywoływały efekt porównywalny do porażenia prądem. Zbliżył usta do mojego ucha.
- Ally... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - odwróciłam się do niego przodem. Ujął mnie pod brodę. Spojrzał brązowymi oczami w moje. Były ciepłe. Wzrok przesunął się na moje usta. 
- Przepraszam... - pocałował mnie. Był delikatny i brutalny zarazem. Ręce przeniósł na moje biodra. 
- Cover... - miałam nałóg mruczenia jego imienia, ale chyba mu się to podobało. Tkwiliśmy w tej rozkoszy. Nasze ciała, usta, myśli znów blisko siebie. Tylko przy nim czułam się bezpieczna. W jego ramionach miałam swój mały, intymny świat.
- Muszę cię schować. Nie dam cię znowu porwać. Ty jesteś tą, na którą czekałem tyle lat.
- Ile konkretnie?
- A czy ma to znaczenie?
- Mam 16 lat. Jesteś starszy. O dwa lata?
- Tutaj, tak. Naprawdę, nie.
- To ile masz lat?
- Jesteś upierdliwa jak Dote.
- Wiem. To ile?
- 83. Właściwie 84 w tym roku.
Wmurowało mnie. Wiedziałam, że jest starszy, ale, że aż tak?
- Oj. To przepraszam za moją ciekawość panie Outlaw. - zrobiłam niewinną minę. On zaś momentalnie przeobraził się w starszego mężczyznę, czym doprowadzał mnie do śmiechu.
- Co by panienka powiedziała, gdybm zabrał panienkę do siebie na coś mocniejszego? - uśmiechnął się.
- Hmmm. A czy to wypada? 
- Jeżeli panienka się nie zgodzi, będzie mi bardzo smutno. 
- No dobrze. - Poszliśmy do samochodu. Czarny jeep, prawie w ogóle się nie zmienił. No może był mocniej poturbowany.
Weszliśmy do jego domu





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz