czwartek, 24 marca 2016

"Dziwna Historia" Rozdział VI Część III Part II

Ten burdel, który przedtem zastałam, już go nie było. Posprzątał. Stół stał na miejscu. Szkło zniknęło z podłogi.
- Proszę usiądź. - Zajęłam miejsce, na kanapie. Przyszedł z dwoma kieliszkami i winem.
- Niestety jest tylko czerwone.
- Cover, ja nie mogę pić alkocholu.
- Nikt nie zauważy. Najwyżej zostaniesz na noc. - Uśmiechną się szeroko.
- Panie Outlaw! Czy pan właśnie zaproponował mi wspólną noc? - Pękałam ze śmiechu zwracając się do niego jak do starszego pana.
- A nawet jeśli? Panienka chyba mi nie odmówi? 
- No, nie wiem, nie wiem.
Wyżłopaliśmy całe wino. Pijani śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak dzieci.
- A teraz czas na gwiazdę programu... - wstał. Zataczał się na boki. Wyglądał komicznie. Zdjął koszulę, a mi ukazała się wyrzeźbiona klata i moje imie na lewej piersi. Zrobił sobie tatuaż. Dla mnie. Przygryzłam wargę.
- Ależ panie Outlaw. Toć to nie wypada. Jestem dużo młodsza.
- A ja mam to gdzieś. - Wziął mnie za ręce i postawił na nogi. Oboje ledwo na nich staliśmy, ale trudno. Sciągnął mi koszulkę. Patrzył na mnie z bliska. Zanużył głowę we wgłębieniu na szyi. Całował ją namiętnie. Ręką powędrował na udo, biodro. Zatrzymał ją na moim tylnim zderzaku.
- Jędrny. - zaśmiał się głucho.
Podniósł mnie i usadził na blacie w kuchni. Całował szyję i obojczyki. Nie omijał żadnego miejsca. Moja ręka zatrzymała się na sprządzce od paska jego spodni.
- Panienko... 
- Oj, zamknij się. - rzuciłam go na kanapę. Usiadłam na nim okrakiem. Jego ręce wędrowały po moim ciele. Moje nie były gorsze. 
Leżał pode mną. Śmiał się zachwycony. Nie był to mój pierwszy raz, ale z nim zawsze było to jak coś nowego. Jego dłonie powędrowały do zapięcia stanika. Jednym zręcznym ruchem odpiął i zerwał go ze mnie. Jego oczy wędrowały po moim ciele. 
- Jesteś niezwykła... - te słowa zawsze rozpalały ogień w moim sercu. Jego dłoń zatrzymała się na tali. Przewrócił mnie na plecy. Spadliśmy z kanapy. Całował mnie w nakłucia na szyi. Jedną ręką podpierał się, a drugą powędrował do zapięcia moich szortów. Palcami, sprawnie odpiął guźik i rozporek. Delikatnie uniósł moje nogi i biodra, aby je sciągnąć. Nie spieszył się. Rzucił je gdzieś. Spojrzałam w jego oczy. Były takie jak przy pierwszym naszym spotkaniu. Jasne z przebłyskami podniecenia. Czułam się kochana. Czułam, że jestem dla niego kimś wartym wszystko. Odpiął pasek swoich spodni. 
 mało się nie przewrócił gdy je sciągał. Przygryzłam wargę. Widok Covera w samych bokserkach, przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze na karku. Wrócił do mnie i przyciągnął do siebie za gumkę od majtek. Znów czułam ciepło. Wtuliłam się w niego.
- Mój osobisty piecyk. - Wymamrotałam.
Uśmiechnął się. Chwycił mnie za nadgarstki. Przyłożył je do swoich policzków. Powędrował nimi po klatce piersiowej. Zatrzymał je  na swoich biodrach. Tuż przy krawędzi bokserek. Zachaczyłam o nie kciukami.
Uśmiechnął się złowieszczo. Wyglądał przy tym przerażająco, ale i podniecająco. Pewniej chwyciłam materiał. Szarpnęłam. Rzucił je w kąt. To samo zrobił z resztką mojej bielizny. Czułam jego dłoń po wewnętrznej stronie ud, na brzuchu, piersiach. Jego usta całowały zakamarki mojego ciała. Starałam się mu dorównać, jednak uznałam jego dominację. Był władczy, rządny mnie. Mojego ciała, dotyku, pocałunku. Fale ciepła nawiedzały mnie z każdym dotykiem, pocałunkiem, zbliżeniem. Czułam, że jest tylko mój. Ostatnie co pamiętam z tego ostrego seksu, to to, że zasnęłam na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w żywe bicie jego serca.
Rano z niewiarygodnym kacem leżałam naga na podłodze. On obok mnie. Spał. Jeszcze. Ubrałam się. Obudziłam go. 
- Halo, panie Outlaw? Wstajemy. - Ucałowałam go, a on przyciągnął mnie do siebie. Znów stykaliśmy się ciałami.
- Nie chcę wstawać. - wymamrotał mi do ucha.
- Ale trzeba.
Ubrał się, chociarz nie do końca. Ubrał spodnie.
- Nie będę umiała się skupić jeżeli będziesz paradował bez koszulki.
- Aż tak cię rozpraszam? Ha Ha! - podszedł do mnie i objął.
- Jak długo to masz? - zapytałam wskazując tatuaż.
- Jakiś tydzień po tym jak cię poznałem. 
- Ale wtedy nie wiedzieliśmy, że coś z tego będzie.
- Ja wiedziałem. 
Chciał mnie pocałować, ale nagle wpadli do domu ludzie ubrani na czarno. Z bronią.
- Na kolana! Ręce do góry! - krzyczeli. Zrobiliśmy tak jak chcieli.
- Ally... zgadnin kto się za tobą stęsknił. - szepnął mi do ucha. Jak zawsze był pewny siebie.






środa, 23 marca 2016

"Dziwna Historia" Rozdział VI Część III Part I

Następnego dnia wpadła Dote. Gdybym nie wiedziała, że jest wampirem, nawet bym o tym nie pomyślała. Wyglądała normalnie. Przynajmniej nie gadała jak naćpana. 
- Siema śliczna. - Weszła i mnie przytuliła. 
Milczałam. Nie mogłam nic mówić. Wzięłam notes i napisałam:
- "Nie mogę gadać. Struny mi nawalają."
Przeczytała.
- Rozumiem.
- "Wyglądarz o wiele lepiej, niż gdy cię widziałam ostatnim razem."
- To efekt szkolenia. Evil tłumaczy mi jak zachowywać się normalnie. Nie wyróżniać się z tłumu, chociarz nie jest to takie łatwe.
- "Chodzisz z Evilem?"
- Tak. Znaczy... chyba. Ja uważam, że tak. 
- "Wiesz co o nim myślę."
- Wiem. To sadysta i morderca. Tak jak jego kumple.
- "Nie będę cię pouczać. Nie mam już na ciebie wpływu." - ciężko mi o tym pisać. To tak jakbym chciała ją pożegnać.
- Oj, nie dramatyzuj. To, że jestem szybsza, silniejsza i żywię się krwią, wcale aż tak mnie nie zmienia. Nadal się przyjaźnimy.
- "Sorry."
- Nie szkodzi. Co u Covera?
Na dźwięk jego imienia, łzy napłynęły mi do oczu. Nie z tęsknoty, tylko z nienawiści. 
- Al? Coś się stało, prawda? Napisz mi.
- "Evil i reszta go torturowali. Jego rodzinę też. Wstrzyknęli mu jakąś substancję, po której wpadł w szał. Kazali mu zabić... jego bliskich. Zabił ich. Wczoraj pojechałam do niego, a on rzucił się na mnie i zrobił mi to co mam na szyi."
- A to szuja.
Spojrzam na nią spode łba.
- No dobra. Evil też ponosi za to odpowiedzialność. 
- "Ok Dot. Lekarz ma przyjechać za jakieś 10 minut. Wolałabym, żeby cię tu nie było. Jeszcze coś zobaczy."
- Jasne. To trzymaj się. Buźka! - już miała wychodzić gdy dodała:
- A! Z Evilem to ja już sobie pogadam.
Wysiliłam się na uśmiech.
Minął tydzień. Później kolejny. Gardło nadal mnie bolało, ale mogłam z siebie wydusić jakieś słowa.
- Słonko, skocz do sklepu po chleb. Trzymaj. - mama dała mi pieniądze.
- Okej. 
Wyszłam. Ruszyłam znajomą drogą. Gdy szłam przy plaży, napełniło mnie uczucie spokoju. Mimo, że to od tego miejsca moje życie wywróciło się do góry nogami. 
- Dzień dobry! Jest pełnoziarnisty?
- O! Cześć Ally. - za ladą stał Becky. Zawsze wracał do mojego życia. - Pełnoziarnisty? Tak, ostatni. 
- Co u, u ciebie? - jeszcze się jąkałam i miałam chrypę.
- Uuu, Al. Co z tobą? 
- Napadli m, mnie, ale już jest okej.
- Ta, właśnie słyszę.
- Dobra dość o m, mnie. Co u ciebie?
- Nic nowego. Dyskoteki, piwko, laski. Dzień jak codzień.
- Spoko. Ile? - spojrzałam na chleb.
- 2,60. 
- Trzymaj. - Wystawiłam rękę z drobniakami. Chwycił moją dłoń. Delikatnie aczkolwiek nie było to zbyt komfortowe.
- Beck? - zapytałam skołowana. Wyprostowałam się. Patrzył piwnymi oczami w moje.
- Ta głęboka zieleń... - przeniósł dłoń na włosy. - Ten łagodny brąz. - Jego dłoń przeniosła się na podbrudek. Musnął kciukiem moje wargi. - Ta czerwień... 
- Beck. Proszę cię, przestań. - Zciągnęłam z siebie jego rękę.
- Wybacz. Jesteś niezwykła. 
"Niezwykła". Przypomniał mi się radosny wieczór w rytmie Country. Jego usta na moich.
- "Jesteś niezwykła"
- Cover... - wymamrotałam na głos.
- Słucham? - Becky spojrzał na mnie, a mi wyskoczył rumieniec. Czułam jak policzki mi płoną.
- Okej. Dzięki za chleb. Narazie! 
Wybiegłam ze sklepu. Wracałam do domu. Znów zatrzymałam się przed plażą. Słońce już zachodziło.
"- Piękne...
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła..."
Cover. Cały zas wracałam do niego myślami. Nasze spotkania. Jego melodyjny głos. 
- Przeprosiny przyjęte. - wymamrotałam sama do siebie.
- Jesteś niezwykła... - jego głos przyśpieszał mój puls. Jego dłonie stykając się z moją skórą wywoływały efekt porównywalny do porażenia prądem. Zbliżył usta do mojego ucha.
- Ally... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - odwróciłam się do niego przodem. Ujął mnie pod brodę. Spojrzał brązowymi oczami w moje. Były ciepłe. Wzrok przesunął się na moje usta. 
- Przepraszam... - pocałował mnie. Był delikatny i brutalny zarazem. Ręce przeniósł na moje biodra. 
- Cover... - miałam nałóg mruczenia jego imienia, ale chyba mu się to podobało. Tkwiliśmy w tej rozkoszy. Nasze ciała, usta, myśli znów blisko siebie. Tylko przy nim czułam się bezpieczna. W jego ramionach miałam swój mały, intymny świat.
- Muszę cię schować. Nie dam cię znowu porwać. Ty jesteś tą, na którą czekałem tyle lat.
- Ile konkretnie?
- A czy ma to znaczenie?
- Mam 16 lat. Jesteś starszy. O dwa lata?
- Tutaj, tak. Naprawdę, nie.
- To ile masz lat?
- Jesteś upierdliwa jak Dote.
- Wiem. To ile?
- 83. Właściwie 84 w tym roku.
Wmurowało mnie. Wiedziałam, że jest starszy, ale, że aż tak?
- Oj. To przepraszam za moją ciekawość panie Outlaw. - zrobiłam niewinną minę. On zaś momentalnie przeobraził się w starszego mężczyznę, czym doprowadzał mnie do śmiechu.
- Co by panienka powiedziała, gdybm zabrał panienkę do siebie na coś mocniejszego? - uśmiechnął się.
- Hmmm. A czy to wypada? 
- Jeżeli panienka się nie zgodzi, będzie mi bardzo smutno. 
- No dobrze. - Poszliśmy do samochodu. Czarny jeep, prawie w ogóle się nie zmienił. No może był mocniej poturbowany.
Weszliśmy do jego domu





niedziela, 6 marca 2016

"Diwna Historia" Rozdział VI Część II

Następnego dnia wpadła Dote. Gdybym nie wiedziała, że jest wampirem, nawet bym o tym nie pomyślała. Wyglądała normalnie. Przynajmniej nie gadała jak naćpana. 
- Siema śliczna. - Weszła i mnie przytuliła. 
Milczałam. Nie mogłam nic mówić. Wzięłam notes i napisałam:
- "Nie mogę gadać. Struny mi nawalają."
Przeczytała.
- Rozumiem.
- "Wyglądarz o wiele lepiej, niż gdy cię widziałam ostatnim razem."
- To efekt szkolenia. Evil tłumaczy mi jak zachowywać się normalnie. Nie wyróżniać się z tłumu, chociarz nie jest to takie łatwe.
- "Chodzisz z Evilem?"
- Tak. Znaczy... chyba. Ja uważam, że tak. 
- "Wiesz co o nim myślę."
- Wiem. To sadysta i morderca. Tak jak jego kumple.
- "Nie będę cię pouczać. Nie mam już na ciebie wpływu." - ciężko mi o tym pisać. To tak jakbym chciała ją pożegnać.
- Oj, nie dramatyzuj. To, że jestem szybsza, silniejsza i żywię się krwią, wcale aż tak mnie nie zmienia. Nadal się przyjaźnimy.
- "Sorry."
- Nie szkodzi. Co u Covera?
Na dźwięk jego imienia, łzy napłynęły mi do oczu. Nie z tęsknoty, tylko z nienawiści. 
- Al? Coś się stało, prawda? Napisz mi.
- "Evil i reszta go torturowali. Jego rodzinę też. Wstrzyknęli mu jakąś substancję, po której wpadł w szał. Kazali mu zabić... jego bliskich. Zabił ich. Wczoraj pojechałam do niego, a on rzucił się na mnie i zrobił mi to co mam na szyi."
- A to szuja.
Spojrzam na nią spode łba.
- No dobra. Evil też ponosi za to odpowiedzialność. 
- "Ok Dot. Lekarz ma przyjechać za jakieś 10 minut. Wolałabym, żeby cię tu nie było. Jeszcze coś zobaczy."
- Jasne. To trzymaj się. Buźka! - już miała wychodzić gdy dodała:
- A! Z Evilem to ja już sobie pogadam.
Wysiliłam się na uśmiech.
Minął tydzień. Później kolejny. Gardło nadal mnie bolało, ale mogłam z siebie wydusić jakieś słowa.
- Słonko, skocz do sklepu po chleb. Trzymaj. - mama dała mi pieniądze.
- Okej. 
Wyszłam. Ruszyłam znajomą drogą. Gdy szłam przy plaży, napełniło mnie uczucie spokoju. Mimo, że to od tego miejsca moje życie wywróciło się do góry nogami. 
- Dzień dobry! Jest pełnoziarnisty?
- O! Cześć Ally. - za ladą stał Becky. Zawsze wracał do mojego życia. - Pełnoziarnisty? Tak, ostatni. 
- Co u, u ciebie? - jeszcze się jąkałam i miałam chrypę.
- Uuu, Al. Co z tobą? 
- Napadli m, mnie, ale już jest okej.
- Ta, właśnie słyszę.
- Dobra dość o m, mnie. Co u ciebie?
- Nic nowego. Dyskoteki, piwko, laski. Dzień jak codzień.
- Spoko. Ile? - spojrzałam na chleb.
- 2,60. 
- Trzymaj. - Wystawiłam rękę z drobniakami. Chwycił moją dłoń. Delikatnie aczkolwiek nie było to zbyt komfortowe.
- Beck? - zapytałam skołowana. Wyprostowałam się. Patrzył piwnymi oczami w moje.
- Ta głęboka zieleń... - przeniósł dłoń na włosy. - Ten łagodny brąz. - Jego dłoń przeniosła się na podbrudek. Musnął kciukiem moje wargi. - Ta czerwień... 
- Beck. Proszę cię, przestań. - Zciągnęłam z siebie jego rękę.
- Wybacz. Jesteś niezwykła. 
"Niezwykła". Przypomniał mi się radosny wieczór w rytmie Country. Jego usta na moich.
- "Jesteś niezwykła"
- Cover... - wymamrotałam na głos.
- Słucham? - Becky spojrzał na mnie, a mi wyskoczył rumieniec. Czułam jak policzki mi płoną.
- Okej. Dzięki za chleb. Narazie! 
Wybiegłam ze sklepu. Wracałam do domu. Znów zatrzymałam się przed plażą. Słońce już zachodziło.
"- Piękne...
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. Srebrne gwiazdy lśnią na mieszaninie czerni i granatu. Księżyc pełnią rozświetla te ciemności i pozostawia łagodną łunę światła..."
Cover. Cały zas wracałam do niego myślami. Nasze spotkania. Jego melodyjny głos. 
- Przeprosiny przyjęte. - wymamrotałam sama do siebie.
- Jesteś niezwykła... - jego głos przyśpieszał mój puls. Jego dłonie stykając się z moją skórą wywoływały efekt porównywalny do porażenia prądem. Zbliżył usta do mojego ucha.
- Ally... Nie bój się. Zawsze będę przy tobie... Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam... - odwróciłam się do niego przodem. Ujął mnie pod brodę. Spojrzał brązowymi oczami w moje. Były ciepłe. Wzrok przesunął się na moje usta. 
- Przepraszam... - pocałował mnie. Był delikatny i brutalny zarazem. Ręce przeniósł na moje biodra. 
- Cover... - miałam nałóg mruczenia jego imienia, ale chyba mu się to podobało. Tkwiliśmy w tej rozkoszy. Nasze ciała, usta, myśli znów blisko siebie. Tylko przy nim czułam się bezpieczna. W jego ramionach miałam swój mały, intymny świat.
- Muszę cię schować. Nie dam cię znowu porwać. Ty jesteś tą, na którą czekałem tyle lat.
- Ile konkretnie?
- A czy ma to znaczenie?
- Mam 16 lat. Jesteś starszy. O dwa lata?
- Tutaj, tak. Naprawdę, nie.
- To ile masz lat?
- Jesteś upierdliwa jak Dote.
- Wiem. To ile?
- 83. Właściwie 84 w tym roku.
Wmurowało mnie. Wiedziałam, że jest starszy, ale, że aż tak?
- Oj. To przepraszam za moją ciekawość panie Outlaw. - zrobiłam niewinną minę. On zaś momentalnie przeobraził się w starszego mężczyznę, czym doprowadzał mnie do śmiechu.
- Co by panienka powiedziała, gdybm zabrał panienkę do siebie na coś mocniejszego? - uśmiechnął się.
- Hmmm. A czy to wypada? 
- Jeżeli panienka się nie zgodzi, będzie mi bardzo smutno. 
- No dobrze. - Poszliśmy do samochodu. Czarny jeep, prawie w ogóle się nie zmienił. No może był mocniej poturbowany.
Weszliśmy do jego domu.

piątek, 4 marca 2016

"Dziwna Historia" Rozdział VI Część I

Milczałam. Oparta na kolanach, szlochałam dalej. Jego oczy straciły kolor. Już całkowicie były czarne. Nie spojrzał na mnie ani razu. Patrzył w dal. W te głupie okno.
- Czemu ją zostawiłaś?! Czemu nie byłaś przy niej?! - wyplówał mi słowa w twarz. Zniżył się do mojego poziomu. Patrzył tą czernią w moje oczy. - Czemu?! No mów CZEMU?!
- Cover. J-ja... ja tylko pojechałam do matki, aby się nie martwiła.
- Przez to moja NIE ŻYJE! - Patrzył mi w oczy. Teraz nie były takie słodkie i miłe. Były pełne bólu, żalu i furii. Nie wiedziałam na kogo jest bardziej wściekły na mnie czy na tamtych trzech. 
- Cov... - zaczęłam, ale nie dał mi skończyć. Złapał mnie za szyję i dociskał tchawicę. Dusiłam się.
- Cierp! Cierp jak ja! Poczuj mój ból! - wrzasnął mi w twarz.
- Proszę... - dławiłam się powietrzem, a raczej jego resztkami. - COVER! - resztkami sił wykrzyknęłam jego imię. 
Przestał. Odsunął się. 
- Ally... to ten jad. Ta trucizna. Nadal działa. Ally... - chciał mnie dotknąć. Odsunęłam się jak oparzona.
- Nie... nie zbli- zbliżaj się... - z trudem łapałam powietrze. 
- Wybacz... Proszę cię... 
Kiwałam przecząco głową. Zebrałam się na nogi. Zaczęłam biec. Chciałam być jak najdalej od niego. Tak jak w koszmarze... była krew, cios, a ja uciekałam. Wszystko się zgadzało.
"Dziewczyno nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz." Słowa Dote błądziły mi po głowie. Miała rację. Jak zawsze, miała rację.
Dom. Dom. To jedyna moja myśl. Biegłam. Dom. Nogi paliły ogniem. Dom. Już blisko... Schody, weranda, drzwi...
- Mamo! - wychrypiałam i zemndlałam.
Obudziłam się w swoim łóżku. Pierwsze myśli biegły do rodziców.
- Mamo! Tato! - prawie natychmiast rodzice wbiegli do mojego pokoju.
- Słońce! Nareszcie! - Przytulili mnie. - Kto ci to zrobił? - Wskazała na moją szyję, która posiniała i bolała jakbym połknęła za duży kamień. Chciałam im odpowiedzieć, ale wydałam z siebie tylko jęk.
- Spokojnie. Lekarz już jedzie. Nic nie mów. Wyjdziesz z tego. Jesteś silna. 
Spojrzałam na jej nadgarstek. "Determinacja" - tatuaż, który miała odkąd pamiętam. Zazwyczaj mówiła mi, że to słowo pomaga przezwyciężyć strach. Wierzyłam jej. Zawsze.

Lekarz powiedział, że jakieś dwa tygodnie mam się nie odzywać, bo mogę uszkodzić struny głosowe. 
Tylko tego mi brakowało, żeby nie móc nic powiedzieć. Ale był jeden plus: Cover przez ten czas nie zbliży się do mnie.
Nie chciałam mieć z nim cokolwiek wspólnego. Przynajmniej na razie.
Tej nocy miałam koszmar.
Mama i tata...
Byli martwi...
Nad nimi stał...
...Cover.

środa, 2 marca 2016

"Dziwna Historia" Rozdział V Część III

Zeszłam na dół do jego matki. Przynajmniej ją mogłam jakoś podnieść na duchu.
- O, wyspałaś się? - Zapytała. Wiedziałam, że tylko po to, aby zatamować ciszę. Oczy miała napuchnięte od płaczu, a policzki mokre od łez. Jedyne co mogłam zrobić to podejść przytulić ją i powiedzieć "Wszystko będzie dobrze.", ale wiedziam, że nie będzie. Mimo tego przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk dwa razy mocniej. Potrzebowała oparcia. 
Na zabicie czasu gotowała obiad, wcześniej niż zwykle.
- Pomogę. - Tylko to mogłam dla niej zrobić. Gdy patrzyłam na nią, pomyślała o tym co teraz może czuć moja matka. Nie było mnie w domu przez cztery dni. Wyobrażałam sobie jak siedzi przy stole z chusteczką w ręce i wyciera mokre policzki. Łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy nie lubiłam gdy mama płakała. Wydawała się wtedy taka bezbronna. Przed oczami snanął mi ojciec, który trzyma ją za ramiona i pociesza. Głaszcze po głowie i powtarza "Wszystko Okej. Znajdzie się." 
Nie chciałam dalej na to patrzeć.
- Pani Prop, czy mogę pożyczyć samochód? - zapytałam głosem wciąż  zdławionym przez łzy.
- Po co? 
- Chcę pojechać do domu. Uspokoić mamę. Nie było mnie w domu od czterech dni, na pewno się martwi.
- No dobrze.
Wzięłam kluczyki do srebrnego Volvo i ruszyłam. Pędziłam znajomymi ulicami. Dawno nie siedziałam za kółkiem. Zaparkowałam na podjeździe. Weszłam na werandę. Trzeci schodek zapiszczał pod moim ciężarem. Przypomniałam sobie gdy ten mnie zdradził jak wybierałam się potajemnie do Dote.
Dote... Co z nią? Cover zapewniał mnie, że wszystko w porządku, ale intuicja zawsze przekonywała mnie  bardziej, nawet jeżeli ufałam komuś takiemu jak Cover.
Zapukałam do drzwi. Wiedziałam, że pukanie do własnego domu to głupota, ale jakoś czułam, że tak trzeba. Drzwi się otworzyły...
- Ally! - zarzuciła mi się na szyję. Policzki miała mokre, tak jak myślałam. Miała na sobie znajomy zapach. Dom.
- Cześć mamo.

Weszłyśmy, a tam od progu ojciec wziął mnie w ramiona.
- Nigdy, ale to nigdy nie rób nam tego więcej. - Wymamrotał mi do ucha. Głos mu drżał od emocji.
- Co się z tobą działo? - mama tym razem płakała, ale z radości.
Usiedliśmy przy stole, tak jak kiedyś. Mama dała mi lazanię. Opowiedziałam im o napadzie, o tym jak Cover mnie uratował. O tym, że zaszyłam się u niego. Omijałam łukiem pojęcia takie jak "Dhampir", "wampir" czy "AEB". 
Chciałam, żeby choć przez chwilę było tak jak kiedyś. Spokojna rozmowa. Czułości wylewane z serca. Śmiechy, dowcipy. 
To zawsze było piękne.
Ja, mama i tata.
Myśli o nadnaturalnym świecie odeszły na bok.
Liczyło się tylko tu i teraz.
Tu i teraz...


Następnego dnia powiedziałam mamie, że mam jeszcze do załatwienia parę spraw. Pozwoliła mi jeszcze pobyć u Covera, dopuki nie uznam, że jestem już bezpieczna.
A to mogłam dopiero stwierdzić po zakończeniu wojny. 
Wsiadłam do Volvo i wróciłam do domu Covera. 
- Halo? - w domu było ciemno. Nie było ani jednej żywej duszy. Zapaliłam światło. Widok był przerażający. 
Wszystko było wywrócone. Szklanki potłuczone. Stół miał połamane nogi. Szyby jeszcze się trzymały. Weszłam głębiej. Ten przyjazny dom przemienił się nagle w jakąś dżunglę. Usłyszałam hałas na piętrze. Wzięłam jeden z noży i ruszyłam na górę. Otwierałam drzwi każde po kolei. Ostatnie prowadziły do sypialni Covera. Na jednym kablu machał się zapalony żyrandol. Światło oświetlało ciemne ściany w rytm bujania. Dawało to upiorny efekt. Na środku pokoju, twarzą do okna stał Cover. 
- Cov? - nie odpowiedział.
- Cover?! - zapytałam znów, coraz bardziej spanikowana.
Odwrócił się. 
Upuściłam nóż.
Twarz miał kamienną. Jego podkoszulek był czerwony. Z ust sączyła się czerwona maź - krew. Przypomniał mi się koszmar.
- Nie powinnaś tu przychodzić... - jego grobowy ton przyprawiał mnie o dreszcze.
- Cover, co się stało? - zapytałam drżącym głosem.
- Zrobili to... - wyglądał jakby zaraz miał upaść i nie wstać.
- Zrobili... co?
- Torturowali ich na moich oczach... - jego oczy były czarne. Ciemne, puste... - Wstrzyknęli mi jad... Po nim stajesz się bestią...
- Co chcesz przez to powiedzieć? 
- Ally... Zabiłem ich... Zabiłem swoją rodzinę... Jestem zdrajcą...
Osunęłam się na kolana.
Zaczęłam szlochać. Nie wiem dlaczego. To nie moja rodzina, ale opiekowali się mną... Czułam się  przy nich bezpieczna. 
Jego ojciec,
Matka,
Noise,
Wszyscy byli martwi... z jego winy...