sobota, 31 października 2015

Rozdział I Część III "Przygoda z Elfem"

Król Aragorn

 Ruszyłam w drogę. Minęłam rwącą rzekę i małą wioskę. Zatrzymałam się nad jeziorem. Orzeźwiłam się, ale nagle usłyszałam szmer za mną, napięłam łuk i szybko się odwróciłam, nigdy nie pomyślałabym, że to on.
- Myślałam, że jesteś Orkiem. - celowałam w niego, a on we mnie.
- Gdybym był Orkiem, już byś nie żyła. - spuściliśmy broń.
- Czemu za mną poszedłeś?
- Ponieważ, nie dam ci samej pałętać się po Środziemiu. 
- Odnalazłabym się tu.
- W to nie wątpię...
- To w co? W moje umiejętności?
- Skąd. Chodzi o to - przysunął się do mnie - nie chcę, aby stała ci się krzywda...
- Tylko tyle? - przysunęłam się tak, że wyższy o kilka centymetrów, patrzył na mnie z góry - Nie chcesz mnie stracić?
- Tak... - ujął mnie pod brodę i... pocałował. Wszystko dookoła zniknęło. Jego wargi i język były tak władcze, że aby ustać na nogach musiałam się chwycić jego mocnych ramion. Nasze usta muskały się żarliwie. W pewnym momencie usłyszeliśmy szelest i momentalnie odwróciliśmy się z przygotowaną bronią.
- Pokarz się! - wrzasnęłam.
- Nie zabijajcie. - usłyszeliśmy, a głos należał do handlowca z Miasta na Jeziorze. - Nie chcę nic, tylko wziąć beczki.
- To weź. - powiedział Legolas oschłym tonem. Spuściliśmy broń.
- Tina, wiem kto może ci pokazać drogę do domu - to ostatnie powiedział z smutkiem w głosie.
- Naprawdę? Kto?
- Znajduje się w Minas Tirith. Nazywa się... Gandalf. Jeden z pięciu Czarodziei.
- Ile jest ras w Śródziemiu?
- Teorytycznie sześć: Elfowie, Ludzie, Krasnoludy, Hobbici, Czarodzieje i Orkowie.
- W Minas Tirith są Elfowie?
- Nie... Ludzie, ale Elfy też się znajdą.
- To co w drogę?
- Potrzebny nam koń. Musimy wrócić do Puszczy.
- Ja nie za bardzo umiem jeździć konno...
- Wezmę jednego i pojedziesz ze mną - powiedział to z takim szerokim uśmiechem.
- Oki. - Wróciliśmy do Puszczy i wyjechaliśmy, konno.
 Po długim dniu wędrówki, dojechaliśmy do Miasta Królów. Był to piękne dostojne miasto. Należało do Króla Aragorna. 
- Piękne jest... ale twój ładniejszy. - powiedziałam z uśmiechem.
- Aragorn to mój dobry przyjaciel. Na pewno będzie chciał urządzić ucztę.
- To super, jestem głodna. - zaczęliśmy się śmiać.
 Byliśmy u wrót. Otworzył nam Król we własnej osobie. Był
ciemnowłosym, mocnej budowy mężczyzną.
- Witaj Legolasie! Wejdźcie, śmiało. - weszliśmy. Pałac był ogromny. Srebrzystobiałe ściany odbijały światło słoneczne. Na fladze o kolorze ciemnej zieleni, widniał biały koń. 
- Eomerze, zorganizuj ucztę powitalną, z okazji, że odwiedził nas Książę Mrocznej Puszczy. 
- Dziękujemy ci. Nie wiesz, gdzie znajduje się Gandalf? - zapytał Legolas.
- Nie śpieszymy się. - powiedziałam do niego szybko. - Możemy chwilę zostać u ciebie Królu Aragornie?
- Proszę mów mi po imieniu. Jakie jest twoje?
- Mam na imię Tina.
- Jest może Awrena? - spytał Legolas.
- Tak w tamtej komnacie - wskazał jedne z drzwi.
- Zaraz wrócę. - powiedział do mnie i poszedł do tamtej komnaty. Trochę się wkurzyłam, ale ufałam mu.
- Więc, Tino, jesteś człowiekiem, prawda?
- Tak, jak ty. Właściwie nie jestem z Śródziemia.
- A skąd?
- Z innego świata. Tam pochodzę z Kanady.
- Tak czy inaczej miło mi cię poznać.
- Mi równierz. Kim jest Awrena?
- Jest Królową, a przynajmniej moją żoną. - nie muszę się jej obawiać.
- Rozumiem. - Zauważyłam Legolasa i chyba Awrenę wychodzących i śmiących się z komnaty.
- Witaj, Tina tak? Jestem Awrena. - powiedziała uściskując mi dłoń. 
- Miło mi cię poznać.
- Aragornie czy możemy w twoich progach spędzić noc? Wyruszymy do Gandalfa o świcie. - zwrócił się do Aragorna Legolas.
- Nie ma go tu? - Spytałam.
- Nie wyruszył, spotkać się z Frodem. Do Shire'u.
- Oczywiście, że możecie u nas zostać, tak długo jak zechcecie. - powiedział Aragorn.
 Po wielkiej Uczcie Powitalnej odbyły się tańce. Było wesoło. Balowaliśmy do rana, ale  w końcu trzeba iść się położyć. Legolas pokazał mi komnatę w której spędzę noc. O dziwo było tam jedno łoże... Dwuosobowe.
- Legolasie?
- Ciii... - uspokoił mnie, a potem objął w tali i zaczął całować, tak czule i żarliwie jak nigdy. Potem tylko czułam jak tonę w jedwabnie miękkiej pościeli. Po chwili leżał już na mnie tak cudownie po męsku ciężki, a jego palce wsuwały się pod moje ubranie i dotykały miejsc, których jeszcze nikt nigdy wcześniej nie dotykał, każda pieszczota elektryzowała mnie, jakby moją skórę całowała spadająca gwiazda, która wylądowała na niej blask niczym nowej galaktyce. Zauważyłam na jego skórze blizny. Miałam ochotę każdej dotknąć i ucałować, ale kiedy spróbowałam, chwycił mnie za nadgarstki i docisnął do kołdry.
- Przestań - powiedział głosem zdławionym od emocji. Spojrzałam w jego oczy. Były granatowe, pełne pożądania, pożądania mnie. - Powiedz, że nie chcesz wrócić do domu, ja cię pragnę... - zaczął całować moją szyję. Zaczęłam mruczeć jego imię. Przeszedł do bardziej zdecydowanych działań. Po chwili wróciły spadające gwiazdy, tyle tylko, że teraz to były całe galaktyki świetlistych słońc i planet, które rosły i rosły, aż pękały zasypując nas okruchami gwiazd, księżyców i innych ciał niebieskich. Poczułam jakbyśmy stopili się w jedno. Po wszystkim zasnął... a ja wtuliłam się w jego ramiona. 

piątek, 30 października 2015

Rozdział I Część II "Przygoda z Elfem"

Gdzie iść

Obudziłam się rano, wyspana. Ubrałam się, Pościeliłam i wyszłam. Minęłam kilku Elfów. 
- Zatrzymaj się! - usłyszałam za mną. Stanęłam i odwróciłam się. Stał za mną wysoki i dostojny Elf. Miał długie blond włosy, Długą szatę i Koronę na głowie, składała się z jesiennych liści.
- Słucham.
- Co ty robisz w moim Królestwie? Kto cię tu przysłał CZŁOWIEKU?
- Ja.. Ja.. - głos zamarł mi w gardle, nie mogłam się ruszyć, na całe szczęście ktoś inny za mnie odpowiedział.
- Poprosiła o schronienie przed Orkami. O mało jej nie zabili ostatniej nocy. Udzieliłem jej schronienia na jedną noc. - Mówił tak przekonująco.
- Legolasie czy mogę zamienić z tobą słówko?
- Oczywiście. - Weszli do innego pomieszczenia. Wiem, że głupio podsłuchiwać, ale chciałam się dowiedzieć o co chodzi.
~~SZEPTY ZZA DRZWI~~
- Jak śmiałeś wpuścić tu człowieka?!
- Było mi jej szkoda, co miałem pozwolić by rozszarpały ją Wargi*?
- Choćby nawet, ale nie przyprowadzać jej tutaj.
- Nie chciała nic tylko bezpiecznie spędzić noc, a potem poszukać drogi do domu.
- Ona nie jest stąd? Z Zachodu?
- Nie, w ogóle nie jest z Śródziemia.
- NIE JEST Z ŚRÓDZIEMIA?! To skąd???
- Mówiła, że z Kanady...
- Tak czy tak, nie może tu dłużej zostać. Niech wraca skąd przyszła.
- *do siebie* Wiec to tak wygląda elfia gościnność.
- Co tam mruczysz? 
- Nic.
- Dobrze, więc ją wyprowadź.
~~Wyszli zza drzwi, odsunęłam się, aby nie domyślili się, że~~ ~~podsłuchałam~~
- Tina, chodź ze mną - powiedział Legolas i wyszliśmy z pałacu. Poszliśmy, chyba do kuźni, bo było czuć zapach topionego metalu.
- Po co tu przyszliśmy? - zapytałam.
- Nie dam ci samotnie wędrować po Śródziemiu. Bez broni ani rusz. - wręczył mi kołczan, łuk i dwa sztylety.
- Ale ja nie umiem posługiwać się bronią... znaczy z łuku nawet dobrze mi idzie, ale nie tak jak tobie - mówiąc to ostatnie zarumieniłam się. Mam nadzieję, że tego nie widział.
- Dam ci krótki poradnik, ale nie tu, bo jeszcze mój ojciec zobaczy. Chodź. - chwycił mnie za rękę i pociągnął do lasu (bez skojarzeń).
- Poćwiczymy na tym dębie. Weź strzałę i traf w niego. - jak kazał tak zrobiłam, trafiłam idealnie, a on bił mi brawo.
- No ładnie, ładnie. To teraz walka w ręcz. Uderz mnie, śmiało.
- Na pewno? 
- Tak to tylko ćwiczenia. - uderzyłam go, a on moją rękę złapał i wykręcił.
- AU! Bolało.
- Orkowie, byliby bezlitośni. Patrz spróbuj tak... - zademonstrował mi kilka chwytów, a potem gdy uznał, że nie idzie mi źle, wziął do ręki sztylet, a drugi dał mi. - To teraz to samo.
- CO? Nie chcę cię przedziurawić, ani sama nie chcę zostać podziurawiona.
- Spokojnie, ja ci nic nie zrobię, a ty i tak mnie nie zranisz.
- Zobaczymy. - i tym razem też nieźle mi szło, ale gdy chciałam się obrócić, potknęłam się i wywaliłam się na niego.
- Ups... Nogi mi się poplątały - powiedziałam i się zarumieniłam.
- Mnie też się to zdarza. - odpowiedział mi z uśmiechem, od którego miękną kolana (przynajmniej moje). - Jesteś gotowa mogę cię bezpiecznie puścić. - Wstałam podnosząc i jego. - Wiesz co, do twarzy ci z łukiem. - Przysunął się do mnie i objął mnie w talii. Wiedziałam co chciał zrobić... ale nagle zadął róg więc zerwał się. Nasza chwila minęła. :(
- Chodź, to z pałacu, atakują nas. Masz szanse się wykazać. - Powiedział i pociągnął mnie za sobą.
Orków było tam mnóstwo, Armia walczyła dzielnie, ale bez przywódcy. Gdy wkroczyliśmy do akcji wszystko co plugawe leżało martwe na ziemi.
- No, no ładnie dałaś sobie z nimi radę. - powiedział po wszystkim.
- Dziękuję, ty też nieźle walczyłeś. Dziękuję ci za wszystko, ale czas mnie pogania, muszę znaleźć wyjście do mojego świata. Mama będzie się martwić.
- Dobrze więc żegnaj. - powiedział, a uśmiech zniknął z jego twarzy. Wspięłam się na palce i ucałowałam go w policzek. Ruszyłam w drogę...

____________________________________
Wargi - mutacja wilków, należą do Orków, zazwyczaj Orkowie używają je jako środek transportu (patrz zdjęcie poniżej)

czwartek, 29 października 2015

Rozdział I Część I "Przygoda z Elfem"

Dziwny Świat

 Obudziłam się w jakimś dziwnym lesie. Byłam ubrana w wygodne spodnie i bluzkę. Szłam przez jakiś czas szukając schronienia. Usłyszałam jakiś dziwny dźwięk coś w dziwnym języku. A potem zobaczyłam, że coś biegnie w moim kierunku. Wyglądało to jak człowiek aczkolwiek jego skóra była czarna jak nie szara, nie miał włosów, był ubrany w zbroję, a w dłoni miał miecz. Zaczęłam uciekać, biegłam tak szybko, że nie zauważyłam korzenia wystającego z ziemi. Potknęłam się i upadłam. Już ta wstrętna poczwara miała mnie dobić, kiedy jakimś cudem padła obok mnie. Martwa. Zobaczyłam strzałę w jej plecach. Potem usłyszałam dźwięk ostrza i jęki konających poczwar. Zauważyłam blond włosy. Należały do mężczyzny, który właśnie zmierzał w moim kierunku. Był wysoki, mocnej budowy. Jego blond włosy pasowały do jego niebieski oczu. 
- Jesteś cała? - wyciągnął rękę i pomógł mi wstać.
- Oprócz tego, że jestem cała brudna to nie, nic mi nie jest. Co to było?
- Orkowie. Wstrętne kanalie ze Wschodu. Nie jesteś stąd, prawda?
- Tak.
- Jestem Legolas, syn króla Thranduila. Jesteś z Rohanu?
- Skąd? Jestem Tina. Mieszkam w Kanadzie.
- Kanadzie? 
- Tak. Właściwie gdzie ja jestem?
- W Śródziemiu, a przynajmniej na ziemiach Mrocznej Puszczy. 
- Mrocznej co?
- Mrocznej Puszczy. Ile ty masz lat? Czemu zapuszczasz się tak daleko bez swoich rodziców?
- Kobiet o wiek się nie pyta. Właściwie obudziłam się już w tym lesie. Czy jest tu jakaś gospoda, w której mogłabym spędzić noc?
- Mogę cię zabrać do pobliskiej osady. Ale tylko na jedną noc.
- Ok mi to pasuje.
- Ok?
- Tak u mnie się mówi inaczej: tak.
- Rozumiem. To co idziemy?
- Jasne. - Poszliśmy. Zaprowadził mnie przed wielkie wrota.
- Zapraszam. - powiedział i wskazał ruchem ręki, abym weszła.
- Legolasie! Ojciec cię wzywa. - Powiedział jakiś inny człowiek.
- Już idę. Słuchaj, Tina, muszę iść ale zaraz wrócę. Poczekaj tu na mnie. - Powiedział i odszedł, a ja zobaczyłam coś co w nim mi nie pasowało, miał szpiczaste uszy, tak jak ten drugi. Pochodziłam trochę po tym wielkim zamku, ale nie oddalałam się od ustalonego miejsca.
- Mana elyë car? - (co ty robisz w zamku) powiedział do mnie jeden z nich po swoim języku.
- Nie rozumiem pana.
- Sarmin, zostaw ją. - powiedział Legolas, także w swoim języku.
- PO JAKIEMU TO JEST???
- Po elfiemu. Po naszemu.
- JESTEŚCIE ELFAMI???
- Tak, a niby czym?
- Ludźmi?
- Hahaha - wybuchnął śmiechem - my ludźmi? Skąd.
- To dlatego macie takie szpiczaste uszy?
- Tak.
- To powiesz mi gdzie mogę spać?
- Chodź za mną. - poszliśmy do jednego z pokoi. Było ich wiele. Wszystkie wyścielone. 
- Tutaj jest twój pokój.
- Ale nie mam jak zapłacić.
- Nie musisz.
- Na pewno?
- Tak. A jeżeli tak bardzo chcesz, zawsze możesz w naturze. - uśmiechnął się, a mi nogi zrobiły mi się z jak z waty. - żartuję, na prawdę nie musisz płacić.
- Dziękuję. Jutro poszukam wyjścia do mojego świata.
- Dobrze, więc miłych snów.
- Dobranoc, a gdzie cię mogę znaleźć?
- Mam straż, więc przed bramą. Zawsze jest otwarta.
- Ok.
- Dobranoc.
 Wyszedł. Padłam na miękką jedwabną pościel i myślałam o nim. Jest nawet przystojny. Ale jest elfem, a ja człowiekiem... To się nie uda.

środa, 28 października 2015

INFO

Moi drogie czytelniczki (i czytelnicy)!!!
Po skończeniu "Doby z Mordercą" mam pomysł na "Przygodę z Elfem", ale także na "Anioły i Harpie 2" więc powiedzcie mi w komentarzach co wolicie :) 
"Doba z Mordercą"

 Pojechałam z mamą do domu. Pogrzeb taty odbył się dość szybko. Nie chciałyśmy przedłużać bólu. Wróciłam do pokoju. Zwaliłam wszystko czego ON dotykał. Pościel spaliłam. Ubrań było mi szkoda, więc je wyparzyłam. Nie chciałam go już nigdy widzieć. Oczywiście to było nie możliwe. Gdy poszłam do szkoły, weszłam do klasy. Był tam.
- Będziesz mnie unikać?
- Uciekłeś z więzienia... nowe hobby?
- Może... - podszedł bliżej mnie.
- Odwal się ode mnie.
- Mia, nie wiedziałem, że to twój ojciec...
- Nie chcę nigdy więcej widzieć! Spie***aj!
- DOBRA! TO KONIEC!
- Żeby był koniec musiałoby się coś zacząć. 
- MAM TEGO DOŚĆ. NIGDY WIĘCEJ MNIE NIE ZOBACZYSZ! 
- SUPER! NAWET NIE WIESZ JAK SIĘ CIESZĘ! MORDERCA! TO ON JEST TU W KLASIE!!!
- ZAMKNIJ TER ZJE*ANY RYJ SUKO!
- CO PRAWDA W OCZY KUJE?
- GRRR... - wyskoczył przez okno i uciekł.
 Po paru tygodniach dowiedziałam się, że znaleziono Jeff'a... Martwego. A przy nim taki list:
 Mia!
Wiem, że mnie nienawidzisz. Sam siebie za to nienawidzę. Jeżeli nie mogę być z tobą to nie chcę żyć. Pozdrów małą Rozę... ŻEGNAJ KOCHANA!
Chciał aby mała nazywała się Rozalia. Spełniłam jego ostatnią wolę. Roza urodziła się zdrowa, jest tak podobna do Jeffa, że kiedy na nią spojrzę, przypominam sobie nasze figlarne noce, ale potem przypomina mi się co zrobił w szpitalu tego feralnego dnia... Wychowam z mamą Rozę.
- A gdzie jest tata? - zapytała mnie.
- Jest w lepszym miejscu... - kiedyś powiem jej prawdę ale na razie nie będę jej straszyć.

KONIEC





Rozdział V Część III "Doba z Mordercą"

To nie tak miało być

 Gdy leżałam i czekałam na Jeff'a usłyszałam krzyki. Wyszłam, by zobaczyć o co chodzi widok mnie przeraził... Na podłodze leżał Jeff, a nad nim z nożem był jakiś człowiek w białym fartuchu.
- Zabrać go! Na oddział psychiatryczny! - wrzeszczał lekarz.
- JEFF! - Wrzasnęłam. zauważył mnie ten psychol i zaczął z nożem biec na mnie. Ale gdy już miał się zamachnąć, padł przed moimi nogami...martwy. 
- Nigdy nie waż się tknąć mojej dziewczyny. - powiedział Jeff oschle.
- Dzwoń na policję! Poznaję go to ten seryjny morderca!!! - krzyknął ktoś w tle. Nagle widziałam biegnącą ochronę i policję. Jeff stał z scyzorykiem gotowym dźgnąć każdego kto śmie tknąć jego lub mnie. Nagle zauważyłam coś co sparaliżowało mnie od stóp do głów... NIE! NIE! NIE!
Wśród policjantów, był mój tato... a Jeff runął na nich z scyzorykiem.
- NIE JEFF!!! TO MÓJ OJCIEC!!! NIE...! - Ale było za późno, Jeff uderzył mojego ojca nożem w brzuch... padł na ziemię z jazgotem...
- TATO! - Rzuciłam się obok niego, odpychając Jeff'a po drodze. - Tato, jestem tu, tato będziesz dziadkiem, proszę zostań ze mną chodź wrócimy do mamy... - szlochałam do niego.
- Panno Johnson, on już odszedł... - załamałam się.
- NIE!  ON ŻYJE! RATUJCIE GO!!! - Wrzeszczałam i rzucałam się na lekarza.
- Mia! Powiedz im coś! - spojrzałam na Jeff'a. Gdy rzuciłam się na ojca ochroniarze go schwytali. - MIA!
- JEFF! Puśćcie go! - Wrzasnęłam i chciałam do niego biec, ale lekarze mnie trzymali, nie mogłam go dotknąć, a on mnie.
- No ładnie Mia! Udało ci się go schwytać! - usłyszałam głos Angeli.
- CO?! - Jeff spojrzał na mnie jak na ducha.
- Jeff to nie tak jak myślisz!
- Oj przestań Mia! Sama mi mówiłaś, że chcesz go ustatkować i złapać i donieść policji.
- ANGELA STÓJ PYSK! - Wydarłam się na nią.
- CO?!?! MIA JAK MOGŁAŚ!
- TO NIE TAK MIAŁO BYĆ! JEFF! JA CIĘ KOCHAM! A TO MÓWIŁAM JAK NIE BYŁO MIĘDZY NAMI DOBRZE! TERAZ CHCIAŁABYM ODWOŁAĆ TO WSZYSTKO!
- ZA PÓŹNO! I JAK WIDAĆ UDAŁO CI SIĘ! - Powiedział do mnie z tym jego uśmiechem mordercy. Mój Jeff zniknął z jego oczu. Powrócił...
JEFF THE KILLER...

wtorek, 13 października 2015

Rozdział V Część II "Doba z Mordercą"

O kurde

 Zwinęłam się z bólu. Typek miał już mi dokopać, gdy padł przede mną martwy.
- Ona jest już moja. - Powiedział Jeff do trupa. - Nic ci nie jest?
- Nie, w porządku, ale brzuch mnie nawala. 
- Chodź, zabiorę cię do szpitala.
- Nie! Zawiadomią rodziców i przyjadą po mnie.
- Skłamię, że jesteśmy rodzeństwem, ja jestem pełnoletni.
- A jak spytają o ojca, dziecka?
- MIA? TY JESTEŚ W CIĄŻY? - Zapomniałam, że Polly nadal tu jest.
- T...tak.
- O kurde! No to wesoło. A co na to twoja stara?
- Nic. Wydarła się i tyle, AŁ.
- Koniec, jedziemy. Nie chcę abyś cierpiała.
 Pojechaliśmy do szpitala (podrzucił nas Mark). Zrobili mi podstawowe badania. Przyszedł lekarz.
- Amelia Johnson. Czy wiedziałaś, że jesteś...
- W ciąży. Tak wiem. - przerwałam mu.
- A pan to?
- Brat Mii, Jeff Johnson. - wyciągnął dłoń, a lekarz ją uścisnął.
- Wracając do pani. Dziecko...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
. Muszę was przytrzymać xD
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
...Przeżyło. Uderzenie było skierowane w jamę brzuszną. Wszystko gra. Ból minie. Zaraz przyjdzie do pani, pani ginekolog.
- Dziękuję doktorze. - Wyszedł, a Jeff doprowadzał mnie do śmiechu. Jego radość na wieść, że dziecko przetrwało nie miła granic. Skakał, tańczył nawet śpiewał, a ja myślałam, że wybuchnę ze śmiechu.
- Wiesz, skoro maluch wytrzymał takie uderzenie to znak, że jest silny. - Powiedział, gdy skończył pajacować.
- Chcesz je?
- Bardzo. Ty ja i ona.
- Ona?
- Doktór ci nie mówił. Podejrzewają dziewczynkę
- Jak się dowiedzieli, przecież nawet miesiąca nie ma.
- A i owszem, ma, dwa, prawie dwa i pół.
- Jak ten czas szybko leci.
- Mia, wiesz co zrobiłaś w tym domku nad jeziorem. Zabiłaś kolesia.
- A ty to niby nie?!
- Ja mam fach, dla ciebie to nowość, a poradziłaś sobie świetnie. Jestem z ciebie dumny. - Pocałował mnie i wszedł lekarz.
- Dzieciaki? Czyżbyście uciekły z domu bo się kochacie? Jako rodzeństwo?
- Właściwie... 
- Tak, ale rodzice nam żyć nie dają - przerwał mi -  a ja mam ukończone 18 lat więc potrafię się nią zająć, i nim też. - wskazał na mój brzuch. - Jego kłamstwa wyglądały bardzo realistyczne. - proszę nie dzwonić do rodziców, nie chcę aby nas rozdzielili.
- Dobrze, ale musisz coś podpisać, że za nią odpowiadasz.
- Dobrze. - i wyszedł. Położyłam się i z nudów myślałam nad imieniem dla niej.

poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział V Część I "Doba z Mordercą"

Wpadka

 Od rana miałam dziwny ból brzucha. Myślałam, że to okres, ale się spóźnił już 3 dni temu. Zapytałam mamę, a ona przyniosła mi to czego się najbardziej obawiałam - test, test ciążowy. 
Wyszedł...





... Pozytywnie. I co ja mam teraz zrobić.
- Z kim? - pierwsze pytanie mamy.
- Z kolegą.
- Rozczarowałam się na tobie. Naprawdę. Jeszcze raz. Z kim?
 W tym momencie, zabrałam się i zaczęłam biec. Dotarłam nad jezioro. Usłyszał mnie.
- Czemu płaczesz ?
- Jestem... JESTEM W CIĄŻY! - Spojrzał na mnie jak na ducha.
- Z...ze mną???
- Tak.
- Po wczorajszym?
- Na pewno nie. Po tamtym.
- O ku*wa. Co z tym zrobisz?
- Musze uciec, bo matka mi nie da żyć. Wymknę się do pokoju napiszę, wezmę najpotrzebniejsze rzeczy i ucieknę... z tobą. - wziął mnie na ręce i zaczął krążyć ze szczęścia.
- Kocham cię wiesz?
- Ja ciebie też. 
 Usłyszeliśmy krzyki w tym domku. Weszłam, a tam trzech bandziorów dobierało się do Polly. Wparowałam tam.
- Jeff daj mi scyzoryk! - nie wierzyłam, że to powiedziałam, ale nie myślałam, działałam.
 Zaczęłam dźgać jednego, Jeff drugiego i trzeciego, a ja oberwałam w brzuch...

Rozdział IV Część III "Doba z Mordercą"

Gorąco

 W pierwszej chwili wmurowało mnie to.
- A niby gdzie?
- Gdzieś daleko, gdzie już nas nikt nigdy nie znajdzie.
- A co ja mam powiedzieć rodzicom?
- Napisz list pożegnalny, ja tak zrobiłem...
- Ty? Właściwie jaka jest twoja przeszłość?
- To dłuższa historia.
- Opowiedz.
- No dobra. - wziął oddech - Moja matka piła, ojca nie znałem. Miałem młodszego brata, Jack'a. Trzymaliśmy się razem, zawsze. Chodziłem do szkoły, ale nie zawsze, bo... kradłem, aby sprzedać i coś zjeść. Jack'a w to nie wciągałem. Któregoś dnia to było gdy miałem 13 lat, Jack miał 9. Jakieś groźne typy przyczepiły się do Jacka. Pobili go na moich oczach, pobili go na śmierć - widziałam ulotną łzę w jego oku - Nie mogłem tego tak zostawić. Wyjąłem scyzoryk i zacząłem ich dźgać. Padli trupem, śmierć Jack'a została pomszczona. Od tamtego zdarzenia, zabijałem... nie od razu, ale gdy ochroniarze na mnie napadali. Niejednego kładłem trupem. - odetchnął.
- Współczuję. Czy mogę cię jakoś pocieszyć?
- Tak. Jeżeli się zgodzisz... - Spojrzał na mój tułów.
- A jeżeli nie?
- Przeżyję. To co? - Przysunęłam się, aby mnie pocałował, zrobił to bez wahania. Zaczęło się, ale tym razem nie był to koszmar, tylko przyjemność. Starał się aby było mi przyjemnie i było. Gdy skończyliśmy, leżeliśmy tak jeszcze trochę.
- Jak się czujesz?
- Miło było, ale się skończyło.
- Nie musi... jeżeli chcesz. Tylko musisz ze mną uciec.
- Muszę się zastanowić.
- Dam ci czas do jutra, a teraz idź spać... - spojrzałam na niego jak na ducha.
- Źle mi się kojarzy to zdanie.
- Inaczej: Miłych snów. - pocałował mnie, ubrał się i wyszedł, przez okno.

niedziela, 11 października 2015

Rozdział IV Część II "Doba z Mordercą"

"Idź Spać"*

- Kto wezwał gliny?! - zapytał Jeff.
- Ja. - Zobaczyłam Mrthe, starą kumpelę z Hiszpanii.
- Dlaczego? - Wtrącił się Mark.
- Bo to MORDERCA! - Wskazała na Jeffa, a ja widziałam w jego oczach chęć zemsty, o nie...
- Skąd wiesz?
- Przetrzymywał mnie!
- POWINIENEM CIĘ ZABIĆ, GDY MIAŁEM OKAZJĘ! DZIVKO JEDNA! - I w tym momencie Jeff wyjął scyzoryk, wszyscy oprócz mnie się odsunęli. Jeff zaczął krzyczeć, grozić. Przeszedł na hiszpański, co oznaczało nie za dobrze. Tylko ja rozumiałam co mówi do Marthy.
- Teraz to już zakończę - zaczął zmierzać w kierunku Marthy.
- Jeff, proszę nie! - krzyczałam, a on mnie tylko odepchnął.
 Gliny rozwaliły drzwi.
- Odstaw nóż! - wyciągnęli broń. Jeff momentalnie zerwał sie do ucieczki, ale przed samym oknem się zatrzymał.
- Idź spać Martha! - i rzucił nożem, który trafił Marthę w gardło. "Idź spać" to zawsze pisał krwią swoich ofiar na ścianie w miejscu gdzie je zamordował. Policja chciała go ścigać, ale wyskoczył z okna i pobiegł do lasu.
- Ty młoda damo pójdziesz z nami. - Powiedział do mnie jeden policjant. - A wy zajmijcię się koleżanką. - wskazał na zwłoki Marthy.
 Pojechałam na komisariat. Rodzice już o wszystkim wiedzieli.
- A więc na imię ci Mia?
 Milczałam.
- Co wiesz o tym mordercy?
 Nadal milczałam.
- Jeżeli nie będziemy współpracować to go nie złapiemy.
- I tak go nie złapiecie. - Zakpiłam z niego.
 Gdy już nie mieli na mnie siły, wypuścili mnie do domu.
- Jak śmiałaś pomimo szlabanu iść na tę imprezę?! - Zaczęła mama.
- Mam dość kazań jak na jedną noc!
- Do pokoju ale już! 
 Weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam szlochać.
- Oh, nie płacz. Skarbie. - usłyszałam znajomy głos.
- Dlaczego ją zabiłeś?
- Dobrze wiesz. Mówiłem ci już kiedyś, że zabijam z zemsty.
- Teraz ja jestem na liście?
- Skąd. Ty nigdy nie byłaś na liście.
- Czemu?
- Bo się w tobie... zakochałem. 
- Ale to już nie ma znaczenia, musisz uciekać.
- Właśnie po to tu wpadłem. Mam do ciebie pytanie...
- Niby jakie?
- UCIEKNIESZ ZE MNĄ?


____________________________________________________________
"Idź Spać" z angielskiego "Go To Sleep" - słynne powiedzenie Jeff'a the killer'a.

sobota, 10 października 2015

Rozdział IV Część I "Doba z Mordercą"

Świetna zabawa

Gdy wróciłam do domu, rodzice już byli.
- Nigdy nie rób nam tego więcej! - krzyknęła mama - Jest 2 w nocy, a ty dopiero w domu?! Masz szlaban! Żadnego wychodzenia z koleżankami!
- Ale mamo!
- Żadnego ale! I coś ty taka mokra?! Marsz do swojego pokoju ale już!
- Zajebiście!
- Jak ty się wyrażasz?!
- Nijak! 
 Weszłam do pokoju i zaczęłam kopać co się da.
- Kto cię tak wku***ł? Widzę, że ostro.
- Matka.
- Aha. Dobra, skarbie muszę lecieć do jutra - dał mi buziaka i uciekł przez okno.
- Dobranoc...
 Do szkoły, zajebiście. Tak się ciesze jak nikt.
- Hej, Mia słuchaj urządzam imprezę mój kuzyn kończy 18 musisz być.
- Nie mogę, matka dała mi szlaban.
- A za co?
- Za późno wróciłam do domu, o 2 w nocy.
- Ostro. Tylko dlatego dostałaś szlaban?
- No. A gdzie i kiedy ta impreza?
- Jutro w domku nad jeziorem o 21 zaczynamy. Zamierzasz uciec?
- Nie wiem może.
- Dobra muszę lecieć, narka.
- Pa.
 Wieczorem w domu. Ja na fonie w pokoju. Przez okno wpadł Jeff.
- Hej ślicznotko.
- Cześć.
- Słyszałaś o imprezie?
- Ty też? Nie mogę iść.
- Czy na pewno?
- A co, ty też idziesz?
- Tak, Marek to mój stary kolega...
- ON WIE O TOBIE? 
- No. To co mogę cię ukraść jutro?
- Hmmm... Dobra i tak mam szlaban to co mi tam.
- Jutro bądź gotowa o 20 będę pod oknem.
- Mam skakać z okna?
- Zobaczysz.
 Następny dzień, Impreza godzina 19:50. Jestem gotowa, ubrałam się na rockową dziewczynkę. Usłyszałam stukanie w okno.
- Hej skarbie.
- Mam skakać?
- Dawaj złapię cię.
- Na pewno?
- Tak.
 Skoczyłam i ................................................. Złapał mnie.
- Ufff... Było gorąco.
- Dobra chodź.
 Gdy byliśmy już na miejscu, wszyscy się nieźle bawili.
- Cześć Jeff jak się masz? - powiedział chłopak, chyba Marek.
- Najlepszego Mark.
- Dzięki, uuu widzę, że niezłą ślicznotkę sobie wyrwałeś. 
- Fakt.
- Marek jestem - wyciągnął dłoń.
- Mia. 
 Znalazłam Polly. 
- O jednak przyszłaś. Starzy odpuścili?
- Nie. Uciekłam.
- Uuu niegrzeczna Mia. Jakaś nowość.
 I wtem usłyszałam głos Jeffa, mówił przez mikrofon DJ'a.

- A teraz piosenka dla mojej ślicznotki - Mii. To dla ciebie.
 I zrobił coś czego bym się nie spodziewała, zaśpiewał dla mnie "Whispers in the dark" Rozwaliło mnie to, a śpiewał całkiem nieźle. Bawiliśmy się znakomicie, aż do przyjazdu glin. Jeff stanął jak wryty i był gotów wyskoczyć z okna by uciec.

_________________________________________________
A tu link do piosenki "Whispers in the dark" z tłumaczeniem:
https://www.youtube.com/watch?v=V_DF4SIbMCs
Orginalny tytuł: Skillet - Whispers in the dark

piątek, 9 października 2015

Rozdział III Część III "Doba z Mordercą"

Zazdrosne Spojrzenia

 Poszłam do szkoły jak gdyby nigdy nic. Spotkałam Angeline, gadała z Polly.
- Hej.
- Siemaka. Słuchaj Mia możemy pogadać.
- Okej. - Powolnie szłyśmy do wyjścia.
- A teraz powiesz mi czy dlatego chodziłaś taka wstrząśnięta? Tylko dlatego, że spotkałaś psychopatę?
- Polly ty nie kumasz? Ja zamarłam na jego widok, Mia była odważniejsza niż ja.
- Hej! Dziewczyny, ogarnijcie się. To seryjny morderca. Jak miałam się nie bać?
- Ale wparowałaś tam i mnie ocaliłaś.
- Tylko dlatego, że krzyknęłaś.
- Ej, a kto tam stoi? Niezłe ciacho. - spojrzałam w stronę dziedzińca. Stał tam Jeff, ale nie w swojej zakrwawionej bluzie. Miał na sobie czarną skórzaną kurtkę. Umył się, naprawdę wyglądał nie źle.
- Wygląda znajomo co nie, Mia?
- Nie zabardzo.
 Wyszłyśmy na dziedziniec, a on powoli się zbliżał do mnie. Wiele dziewczyn śliniło się na jego widok, fakt nawet mnie zauroczył.
- Mia, czy mi się zdaje czy idzie w twoją stronę?
- Zdaje ci się. - chciałam myśleć.
 Był metr ode mnie.
- Witaj ślicznotko. - Objął mnie i pocałował, czule, a ja nie wiedziałam co robić, aczkolwiek nie chciałam się odsuwać. W tle usłyszałam charakterystyczne ouu świadczące o tym, że inni się gapią.
- Co słychać?
- A co ma być? Nieźle grasz.
- Ja nie gram. - uśmiechnął się tym swoim zabójczym uśmiechem. 
- To na razie Mia. - usłyszałam od Polly.
- Idziemy do ciebie? - Spytał mnie.
- Ok - i poszliśmy.
 Rodziców nie było, znowu. 
- Chcesz się czegoś napić? - spytałam gdy byliśmy w domu.
- Poproszę.
- Cola?
- A masz coś mocniejszego?
- Słucham??? To znaczy: Szampan?
- Ok. - Nalałam szampana do dwóch kieliszków. Usiadła na kanapie.
- Nowy Jeff?
- Podoba ci się?
- No nawet, nawet.
- Mam już zawsze tak wyglądać?
- Hmmm... dałbyś radę?
- Może. Zależy czy ciebie to kręci? - flirtował ze mną, a ja nie mogłam się oprzeć, on naprawdę sexy.
- To co za nowego Jeff'a? - podniósł kieliszek.
- Za nowego Jeff'a. - Przybiliśmy i wypiliśmy.
- Słuchaj, Mia. Chciałem cię przeprosić, za tamto... no wiesz.
- I?
- I żałuję tego.
- I?
- I przepraszam, że tak wyglądał twój pierwszy raz...
- Nie wybaczę ci tego nigdy, ale możemy się pogodzić... sztama?
- Sztama. Uff... nawet nie wiesz jak mi ulżyło.
- A mogę wiedzieć co spowodowała ta zmiana?
- TO? To tylko dlatego, aby inne dziewczyny ci zazdrościły...
- Ciebie?
- Nie. Tego, że jesteś tak ładna, że chłopak nie przejdzie obok ciebie obojętnie. Tylko zastanawia mnie jedna rzecz...
- Jaka?
- Pocałowałem cię, a ty się nie odsunęłaś, dlaczego?
- Nie chciałam obciachu.
- I?
- I nie chciałam być obiektem plotek ale i tak będę.
- I?
- I... no dobra.. - wzięłam oddech - NIEZŁE Z CIEBIE CIACHO...
 Wmurowało go to aczkolwiek uśmiechnął się.
- Na prawdę?
- No... - patrzył mi w oczy i wyczuł ten moment... odstawił mój kieliszek.
- Chodź muszę ci coś pokazać. - poszliśmy nad pobliskie jezioro. Było ciepło.
- Chcesz mnie utopić?
- Skąd. - wszedł do wody po pas. - Woda jest ciepła chodź.
- Nie mam stroju.
- To chodź w ubraniu... chyba, że wolisz nago? - uśmiechnął się drwiąco.
- Chciałbyś.
-  Oj chciałbym, chciałbym. - weszłam w ubraniu, woda była ciepła, też weszłam po pas. Przez chwilę patrzyliśmy w księżyc, a ja nie widział seryjnego mordercy tylko chłopaka, normalnego jak każdy inny, tylko, że on miał blizny. Spojrzał mi w oczy, a jego odbijały światło księżyca.

- Jeff...
- Ciii... - zasłonił mi usta palcem, Objął mnie i całował, czule jak nigdy wcześniej.
 Całowaliśmy się w świetle księżyca, potem razem poszliśmy pływać... nago. Tym razem nie czułam obrzydzenia tylko zauroczenie i to samo widziałam u Jeff'a.



____________________________________________
Tak wiem rozpisałam się, ale miałam taką ochotę to napisać xD

wtorek, 6 października 2015

Rozdział III Część II "Doba z Mordercą"

Jeff

 Wróciłam do domu. Wzięłam prysznic i włączyłam TV. Gdy zeszłam na kanapie już siedział.
- Lubisz horrory?
- Nie bardzo. Wolę komedie.
- "Głupi i Głupszy"?
- Może być.
 Usiadłam na kanapie.
- Czemu jej groziłeś?
- Tej małej? - Popił colę, moją. - Tylko weszła to zaczęła wrzeszczeć. Musiałem ją jakoś uciszyć.
- Nie musiałeś nożem.
- Inaczej się nie dało. Mówiłem aby była spokojna, ale musiała zauważyć mój nożyk w kieszeni.
- Słuchaj. Następnym razem po prostu nie noś noża.
- Haha. Bardzo śmieszne. To jedyny punkt mojej obrony.
- A słaby punkt?
- Nie mam.
- Każdy ma. Mój to słodkie zwierzątka.
- Mówię ci, że nie mam. A może mam. Tylko nikomu nie powiesz. - Zbliżył się aby powiedzieć mi szeptem.
- Oczywiście.
- Takie słodkie panny jak ty.
- Haha, Bardzo śmieszne.
- Nie no poważnie. 
- Ta jasne. Dobra już późno. Chyba pójdę spać, a ty możesz jeszcze chwilę posiedzieć, ale przed powrotem moich rodziców ma cię nie być. Jasne?
- Jak słońce. - Uśmiechnął się. Mój plan chyba zaczynał działać.
- Dobranoc.
- Pchły na noc, a karaluchy na rano. 
 Nie zasypiałam, planowałam dalej, aż do pukania w drzwi.
- Śpisz?
- A co chcesz coś zjeść?
- Nie dzięki. Ale samotnie mi na dole.
- Telewizor jest. Mi jakoś nigdy nie było smutno.
- Mogę z tobą posiedzieć?
- Dobra. - I usiadł na, łóżku ja też. - Słuchaj. Ty znasz moje imię. Jakie jest twoje?
- Moje imię? 
- Tak.
- Jestem... Jeff.
- A mogę się spytać o coś poufnego?
- Dawaj.
- Dlaczego zabijasz? - uśmiechnął się drwiąco.
- Dlaczego zabijam? Tylko z zemsty.
- Mściłeś się 6 razy?
- Aż tyle to nie. Było może z 4 razy.
- AŻ 4?
- Wiem trochę mało, ale nie jara mnie zabijanie bez potrzeby. Za to lubię jak ktoś się mnie boi. Wtedy czuję taką wyższość. 
- Nie dziwię się. Jeff możesz mi zrobić warkocz bo sama nie sięgam z tyłu. - Popatrzył na mnie jak na ducha. Odwróciłam się do niego plecami.
- A jak się plecie warkocz?
- To proste. Podziel włosy równo na trzy pasma.
- No. Co dalej?
- Teraz lewe daj na środkowe.
- Jest.
- A teraz prawe na środkowe.
- Nom.
- I tak powtarzaj.
- He, nawet mi to wychodzi. - Po skończeniu odwróciłam się do niego przodem.
- No całkiem, całkiem.
- Masz takie miękkie włosy. - Pochylił się. Chciał mnie pocałować, odwróciłam głowę.
- Wybacz, po ostatnich zdarzeniach. Nie mogę.
- Rozumiem. O, chyba twoi rodzice wrócili. Muszę lecieć.
- Kiedy się widzimy?
- Może jutro?
- Ok przyjdź po mnie pod szkołę, ale postaraj się nie rzucać w oczy. Nie chcę takiej sytuacji jak dzisiaj.
- Postaram się. Dobranoc. Mia.
- Dobranoc, Jeff. - Wyskoczył z okna i  pobiegł do lasu. Albo mój plan zaczął działać, albo ja go bardziej lubię?