"Nigdy nie wątpcie w marzenia"
Gdy byliśmy na miejscu cicho szepnęłam:
- Nie... - Znów byłam w jego domu.
John usiadł na sofie wziął książkę i zaczął czytać, jak gdyby nigdy nic. Miałam na sobie białą sukienkę. Usiadłam obok niego.
- John, czy ja... czy ja umarłam?
- Oczywiście, że nie, jesteś żywa, ale tylko tu mogę cię chronić.
- Ale moja mama ona nic nie wie.
- Możesz napisać do swojej mamy listy, ja będę je przekazywał Smitfowi, a on twojej mamie.
- John, na jakim ty świecie żyjesz? Mój tata osądziłby Smitfa o współudział w porwaniu. Muszę tam wrócić.
- Nie. Nie możesz tam cię nie ochronię i wtedy naprawdę umrzesz. Harpie nie dadzą ci spokoju. - Objął mnie.
- No dobrze, ale powiedz jej, że nic mi nie jest.
- Dobrze, powiem. - Ucałował mnie. - na dworze oprócz wilków są jeszcze inne zwierzęta, przejdź się.
Wtem usłyszałam głos, donośny. To był głos Boga.
- Drogi Johnie za twą miłość, którą cenisz tą młodą kobietę nie cofnę wyroku, ale mogę dać jej coś co ułatwi jej życie na ziemi.
I tak dostałam od Boga coś o czym człowiek może pomarzyć... Piękne białe skrzydła. Nie tak ogromne jak Johna ale piękne.
- Teraz możesz wrócić na ziemię, ponieważ wiem, że odlecisz w razie niebezpieczeństwa. - Powiedział i pocałował mnie.
Odwiedzałam mamę i tatę, bo jako żywy anioł mogłam być w różnych miejscach.
KONIEC
"Anioły i Harpie"
"Anioły i Harpie"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz