Harpia
Wstałam, aczkolwiek wyfrunęłam z łóżka.
- Jesteś dziś w wyjątkowym humorze. - powiedziała mama przy śniadaniu.
- Co? Znaczy co mówiłaś? Przepraszam myślami byłam gdzie indziej. - A raczej przy Johnie.
- Mówiłam, że jesteś w wyjątkowym nastroju, dobra leć do szkoły bo się spóźnisz.
- Pa!
- Narka.
Do szkoły pojechałam autobusem razem z Georgem.
- Hej! Ziemia do Sary!
- Co?! Zaraz mówiłeś coś?
- Tak, ale coś dzisiaj nie można się z tobą dogadać.
- Sorry. - wysiedliśmy i poszłam na lekcje. Cały czas myślałam tylko o tym aby zobaczyć się z Johnem. Lekcje mijały mi bardzo powolnie... na stołówkę poszłam z Georgem. Nic ciekawego schabowy z ziemniakami. Po lekcjach musiałam jeszcze coś załatwić, więc Georg poszedł na autobus. Wrócę następnym.
Gdy Georg stał obok mnie mój naszyjnik miał kolor liliowy tak jak przy Klarze. Jak odszedł znów przybrał barwę granatu. Patrzyłam na osobę, która się do mnie zbliżała - babcia. Jak podeszła do mnie naszyjnik stał się czarny tak jak przy jubilerze.
- O, witaj Sara mama powiedziała abym dziś was odebrała, chodź Georg siedzi już w samochodzie.
- Nigdzie z tobą nie idę!
- Sara, co cię ugryzło?! - złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć, ale trzymałam się na nogach.
- Nie pójdę! Nie z tobą! - zaczęłam wrzeszczeć.
- No chodź! - wyszarpałam się, a w myślach usłyszałam jego głos "Uciekaj. Już lecę." ale się nie ruszyłam.
- Sara no CHODŹ! - wrzasnęła.
- Nie! TY...TY..HARPIO!!!!
-CO?!
- Myślałaś, że się nigdy nie dowiem! To dlatego zostawiłaś mnie z Johnem, to ty spowodowałaś mój wypadek! Chciałaś abym po śmierci spotkała Johna i się go nie bała!
- Ty nawet umrzeć jak należy nie potrafisz! Myślałaś, że o ciebie mi chodziło?! Moja piękna córka twoja matka, pchałam ją do nauki aby była inteligentna! Godziny na cmentarzu spędzałam, a on ani nie raczył na nią spojrzeć! Gdybym wiedziała, że woli takie brzydkie i głupie!
- Chciałaś poświęcić własną córkę aby John cierpiał?! Jesteś okrutniejsza niż myślałam!
- TY! - Chciała skoczyć mi do gardła, rozszarpać, ale tata nauczył mnie jak się obronić więc w odpowiednim momencie wystawiłam rękę, a Harpia, która kiedyś była moją babcią upadła z jazgotem na ziemię i wydała dźwięk do niczego nie podobny. Przyleciał John.
- Chodźmy. - Powiedział. Stać go było tylko na "chodźmy"? Tak jakby normalnością był pojedynek między jego dziewczyną a jej babcią Harpią. Żadnego "Część" ani "Niezły prawy sierpowy" po prostu "chodźmy" ?
- Jeszcze z tobą nie skończyłam! - wrzasnęłam do Harpii.
- Nie wrócisz tam.
- JAK TO?! Pozwolisz jej przeżyć?
- Gdyby zabijanie ich coś dało to wybiłem ich tyle, że powinny wyginąć, ale one cały czas powracają... Wiem gdzie będziesz bezpieczna, ale musisz zamknąć oczy.
- Ale dlaczego?
- Uwierz mi, tam będzie dla ciebie lepiej...
- JOHN NIE! PROSZĘ NIE! - już wiedziałam gdzie chciał mnie zabrać. Chwycił mnie tak mocno, że moje wiercenie nic nie dało, no i w końcu mrugnęłam..
RAZ
DWA
TRZY
...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz