wtorek, 29 września 2015

Rozdział III Część I "Anioły i Harpie"

My

 Odpięłam rower i pojechałam do domu. Zjadłam kolację i poszłam spać. Nie mogłam zasnąć, cały czas myślałam o tym co powiedział mi pan Smitf. Usłyszałam za oknem plusk.
Spojrzałam, coś małego szamotało się w basenie było za małe aby dosięgnąć drabinki. Założyłam bluzę i wyszłam. Wzięłam siatkę, którą wyławia się liście z basenu, i wyłowiłam gekona. Odłożyłam go na liść, a on sparaliżowany strachem nie ruszał się, aż do momentu gdy uznał, że już nie grozi mu śmierć i pobiegł w krzaki. Usłyszałam klaskanie, przestraszyłam się.
- Tym razem - zaczął John wychodząc z ciemności - nawet się nie utopiłaś.
- Mógłbyś na przyszłość mnie nie straszyć. - odparłam.
- Przepraszam. 
Zatrzymałam się i przez chwilę pomyślałam co się w nim zmieniło.
- Zaraz... Czy ty powiedziałeś to co powiedziałeś?
- Czyli?
- Przepraszam. Przeprosiłeś mnie.
- Przeprosiłem cię tylko za to że cię przestraszyłem. - odpowiedział patrząc w wodę. Jego srebrne oczy tak pięknie wyglądały.
- Co cię do mnie sprowadza?
- Chciałem pogadać.
- No to proszę. - wskazałam krzesło przy stoliku do kawy na tarasie. John był nie ufny tak jak dzikie zwierze. Po dłuższej ciszy zapytał:
- Co ci powiedział Smitf?
- To, że ten naszyjnik zabił wiele kobiet. - chciał wstać ale położyłam dłoń na jego dłoni i  to chyba podziałało bo usiadł. - Ej chciałeś wiedzieć co mi powiedział, więc ci mówię. Mówił też o Harpiach...
- Ma obsesje na punkcie Harpii.
- To one ci to zrobiły? - przejechałam palcem po jednej z jego blizn.
- Tak.
- Powiedział, że potrafią omotać żywego człowieka, jeżeli ma słaby charakter.
- Tak, robią to tylko po to aby mi narobić kłopotów.
- Skąd wiedziałeś, że wyjdę na dwór?
- Masz dobre serce, więc taki gekon nie obszedłby się bez twojej pomocy...
- Zaraz... To ty wrzuciłeś gekona do basenu. - kiwnął głową. - Wiesz John następnym razem jeżeli chciałbyś ze mną porozmawiać napisz mi ale nie ryzykuj życia biednych jaszczurek aby zwrócić moją uwagę. Dobranoc.
 Ale zanim zdążyłam zrobić krok, chwycił mnie za ramię i przyciągną do siebie na kolana. Byłam zdziwiona jak się tam znalazłam.
- John, nie możesz tak po prostu...
 I wtedy jego usta dotknęły moich. Jego serce było tuż obok mojego. Czułam jego miękkie skrzydła, otuliły mnie.
- John, nie możemy - odsunęłam go siłą, ale własnie całował moją szyję.
- Owszem - Spojrzał mi w oczy - możemy.
- Nie, znaczy ja nie mogę. Muszę to przemyśleć. 
- Dałem ci dość czasu do myślenia. Prawie dwa lata. - I w tym momencie zrozumiałam co to był za blask w jego oczach. To był triumf. Puścił mnie.
- Gdy zobaczyłem wtedy Klarę na cmentarzu myślałem, że to ty. Nie wiesz co bym ze sobą zrobił gdybyś umarła. Klarę zabiły Harpie. Tak samo Lucy...
- Znasz ją?
- Osadzałem ją. Jest z ludźmi których kocha.
- Jak miło to słyszeć. - Wstał.
- Muszę już iść. Ty z pewnością też.
- Tak.
- Spotkajmy się tutaj o zmierzchu. - spojrzał na moją piżamę - I ubierz tą sukienkę, tą z guzikami. Ujął mnie w tali przyciągnął, znów pocałował i odleciał.

1 komentarz:

  1. Jakie piękne. Ona jest taka młoda a już ma pierwszych kochanków. Pisz dalej bo nie moge się doczekać.<3<3<3:-):-):-)

    OdpowiedzUsuń