Jak było naprawdę
Trochę oszukałam, że podtopiłam się w wodzie... ja się utopiłam. To było dwa lata temu. Woda była lodowata dlatego zapadłam w hipotermię, ale nie żyłam i obudziłam się po godzinie, ale to co działo się ze mną podczas tej godziny to wiem tylko ja i ON...
Obudziłam się w lesie, miała na sobie białą sukienkę, taką jak na przyjęciu. Szłam drogą, aż do czasu gdy zaatakowała mnie wataha wilków. Zaczęłam krzyczeć uciekać ale to był dopiero początek koszmaru co głębiej zachodziłam w las tym więcej ich było, potknęłam się i przewróciłam. Jeden wilk miał już mi skoczyć do gardła kiedy pojawił się ON. Przyleciał by mnie ocalić... tylko czemu... wilki kładł trupem albo okaleczał do krwi. Wziął mnie i poszybował chyba do swojego domu. Było tam ciepło, od kominka. Było czuć zapach mahonia. Ze zmęczenia usiadłam na sofie i przyglądałam się mu. Krzątał się w kuchni.- Napijesz się czegoś? - zapytał nie odwracając się.
- Nie, dziękuję. - odparłam.
- A może coś zjesz?
- Naprawdę dzięki. Dziękuję też, że mnie uratowałeś...
- To drobiazg, tym wilkom zawsze mało do jedzenia...
- Jak masz na imię?
- John, jestem John.
- Jestem Sara.
- Chwila... to ty, ciebie widziałem wtedy na pogrzebie Mary Clins.
- Tak to była moja ciotka...
- Współczuję... - usiadł obok mnie na sofie, a ja tylko czułam cień jego ogromnych skrzydeł.
- Słuchaj, jeszcze raz bardzo ci dziękuję ale muszę już iść mama będzie się martwić... - Patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Myślałem, że wiesz... - Wyjaśnił mi, jak wpadłam do basenu i umarłam... Czułam się załamana. Już nigdy nie miałabym zobaczyć mamy, taty czy Georga? Rozpłakałam się.
- Oh, proszę cię nie płacz. - Powiedział do mnie łagodnym i ciepłym tonem, podał mi chusteczkę - Ale bynajmniej nie będziesz tu sama... Właśnie to było najgorsze... tak długo być samemu...
Wodziłam wzrokiem po pokoju, aż zobaczyłam pokój, w któwym stało łóżko. Wtedy dostrzegłam jakie jest ogromne... dwuosobowe... O Boże.
- Naprawdę niczego nie chcesz? - zapytał
- No dobra, poproszę herbatę.
Gdy czekałam na herbatę spojrzałam w głąb korytarza. Było tam para schodów - jedne prowadziły w górę, drugie w dół.
Trzymając herbatę rozmyślałam co tu dalej zrobić... Gdy znów usiał obok mnie chlusnęłam mu w twarz gorącą herbatą i ile sił w nogach biegłam w stronę korytarza... wybrałam schody w dół na końcu były drzwi pchnęłam je i wyszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz