wtorek, 29 września 2015

Rozdział II Część III "Anioły i Harpie"

Wszystko układa się w całość

  W pierwszej chwili wmurowało mnie... Pan Smitf zna Johna.
- Pan go zna? - Zapytałam.
- Czy znam? Oczywiście. Ja grzebię ludzi, on zaś osądza gdzie mają iść.
- A czy tego nie robi Bóg?
- A myślisz, że On będzie siedział cały czas? Ma ważniejsze sprawy.
- Skąd pan wie?
- Kiedyś tak jak ty umarłem... spotkałem Johna, zaprowadził mnie do sali przypominającej sądową. Byłem w średnim wieku, więc zapytał czy chcę już zakończyć żywot lub wrócić pod postacią grabarza. Zgodziłem się więc dziś stoję tu i grzebię ludzi.
- Ale John ma czarne skrzydła... anioły mają białe.
- John zanim sądził był zwykłym aniołem, ale sprzeciwił się Bogu, więc go ukarano, a że potem przepraszał i błagał o wybaczenie, Bóg dał mu stanowisko sędziego i uczynił aniołem upadłym stąd te czarne skrzydła, ponieważ John nie jest Diabłem ani czystym aniołem.
- Skąd ma na dłoniach takie rany?
- Te rany ma od Harpii... otóż Harpie potrafią omotać żyjącego człowieka i nim zawładnąć. Harpie to dusze którym nie spodobało się miejsce, w którym się znalazły... a sądzi John, więc się na nim mszczą. Ten naszyjnik ostrzega przed nimi.
Fakt naszyjnik zmieniał kolor w zależności od tego kto był przy mnie: przy Klarze był liliowy, przy wrednym jubilerze czarny tak jak przy babci... Spojrzałam na zegar była dwudziesta.
- Dziękuję panu za wyjaśnienie niektórych spraw. Tak naszyjnik jest mój, więc go wezmę... - mówiąc to wzięłam naszyjnik podeszłam do drzwi - Dobranoc.
- Dobranoc i niech panienka uważa na Harpie... John lubi panienkę...
Wyszłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz