środa, 30 września 2015

Rozdział III Część II "Anioły i Harpie"

Harpia

 Wstałam, aczkolwiek wyfrunęłam z łóżka.
- Jesteś dziś w wyjątkowym humorze. - powiedziała mama przy śniadaniu.
- Co? Znaczy co mówiłaś? Przepraszam myślami byłam gdzie indziej. - A raczej przy Johnie.
- Mówiłam, że jesteś w wyjątkowym nastroju, dobra leć do szkoły bo się spóźnisz.
- Pa! 
- Narka.
 Do szkoły pojechałam autobusem razem z Georgem.
- Hej! Ziemia do Sary!
- Co?! Zaraz mówiłeś coś?
- Tak, ale coś dzisiaj nie można się z tobą dogadać.
- Sorry. - wysiedliśmy i poszłam na lekcje. Cały czas myślałam tylko o tym aby zobaczyć się z Johnem. Lekcje mijały mi bardzo powolnie... na stołówkę poszłam z Georgem. Nic ciekawego schabowy z ziemniakami. Po lekcjach musiałam jeszcze coś załatwić, więc Georg poszedł na autobus. Wrócę następnym. 
 Gdy Georg stał obok mnie mój naszyjnik miał kolor liliowy tak jak przy Klarze. Jak odszedł znów przybrał barwę granatu. Patrzyłam na osobę, która się do mnie zbliżała - babcia. Jak podeszła do mnie naszyjnik stał się czarny tak jak przy jubilerze.
- O, witaj Sara mama powiedziała abym dziś was odebrała, chodź Georg siedzi już w samochodzie.
- Nigdzie z tobą nie idę!
- Sara, co cię ugryzło?! - złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć, ale trzymałam się na nogach.
- Nie pójdę! Nie z tobą! - zaczęłam wrzeszczeć.
- No chodź! - wyszarpałam się, a w myślach usłyszałam jego głos "Uciekaj. Już lecę." ale się nie ruszyłam.
- Sara no CHODŹ! - wrzasnęła.
- Nie! TY...TY..HARPIO!!!!
-CO?! 
- Myślałaś, że się nigdy nie dowiem! To dlatego zostawiłaś mnie z Johnem, to ty spowodowałaś mój wypadek! Chciałaś abym po śmierci spotkała Johna i się go nie bała!
- Ty nawet umrzeć jak należy nie potrafisz! Myślałaś, że o ciebie mi chodziło?! Moja piękna córka twoja matka, pchałam ją do nauki aby była inteligentna! Godziny na cmentarzu spędzałam, a on ani nie raczył na nią spojrzeć! Gdybym wiedziała, że woli takie brzydkie i głupie!
- Chciałaś poświęcić własną córkę aby John cierpiał?! Jesteś okrutniejsza niż myślałam!
- TY! - Chciała skoczyć mi do gardła, rozszarpać, ale tata nauczył mnie jak się obronić  więc w odpowiednim momencie wystawiłam rękę, a Harpia, która kiedyś była moją babcią upadła z jazgotem na ziemię i wydała dźwięk do niczego nie podobny. Przyleciał John.
 - Chodźmy. - Powiedział. Stać go było tylko na "chodźmy"? Tak jakby normalnością był pojedynek między jego dziewczyną a jej babcią Harpią. Żadnego "Część" ani "Niezły prawy sierpowy" po prostu "chodźmy" ?
- Jeszcze z tobą nie skończyłam! - wrzasnęłam do Harpii.
- Nie wrócisz tam.
- JAK TO?! Pozwolisz jej przeżyć?
- Gdyby zabijanie ich coś dało to wybiłem ich tyle, że powinny wyginąć, ale one cały czas powracają... Wiem gdzie będziesz bezpieczna, ale musisz zamknąć oczy.
- Ale dlaczego?
- Uwierz mi, tam będzie dla ciebie lepiej...
- JOHN NIE! PROSZĘ NIE! - już wiedziałam gdzie chciał mnie zabrać. Chwycił mnie tak mocno, że moje wiercenie nic nie dało, no i w końcu mrugnęłam..
RAZ
DWA
TRZY
...

wtorek, 29 września 2015

Rozdział III Część I "Anioły i Harpie"

My

 Odpięłam rower i pojechałam do domu. Zjadłam kolację i poszłam spać. Nie mogłam zasnąć, cały czas myślałam o tym co powiedział mi pan Smitf. Usłyszałam za oknem plusk.
Spojrzałam, coś małego szamotało się w basenie było za małe aby dosięgnąć drabinki. Założyłam bluzę i wyszłam. Wzięłam siatkę, którą wyławia się liście z basenu, i wyłowiłam gekona. Odłożyłam go na liść, a on sparaliżowany strachem nie ruszał się, aż do momentu gdy uznał, że już nie grozi mu śmierć i pobiegł w krzaki. Usłyszałam klaskanie, przestraszyłam się.
- Tym razem - zaczął John wychodząc z ciemności - nawet się nie utopiłaś.
- Mógłbyś na przyszłość mnie nie straszyć. - odparłam.
- Przepraszam. 
Zatrzymałam się i przez chwilę pomyślałam co się w nim zmieniło.
- Zaraz... Czy ty powiedziałeś to co powiedziałeś?
- Czyli?
- Przepraszam. Przeprosiłeś mnie.
- Przeprosiłem cię tylko za to że cię przestraszyłem. - odpowiedział patrząc w wodę. Jego srebrne oczy tak pięknie wyglądały.
- Co cię do mnie sprowadza?
- Chciałem pogadać.
- No to proszę. - wskazałam krzesło przy stoliku do kawy na tarasie. John był nie ufny tak jak dzikie zwierze. Po dłuższej ciszy zapytał:
- Co ci powiedział Smitf?
- To, że ten naszyjnik zabił wiele kobiet. - chciał wstać ale położyłam dłoń na jego dłoni i  to chyba podziałało bo usiadł. - Ej chciałeś wiedzieć co mi powiedział, więc ci mówię. Mówił też o Harpiach...
- Ma obsesje na punkcie Harpii.
- To one ci to zrobiły? - przejechałam palcem po jednej z jego blizn.
- Tak.
- Powiedział, że potrafią omotać żywego człowieka, jeżeli ma słaby charakter.
- Tak, robią to tylko po to aby mi narobić kłopotów.
- Skąd wiedziałeś, że wyjdę na dwór?
- Masz dobre serce, więc taki gekon nie obszedłby się bez twojej pomocy...
- Zaraz... To ty wrzuciłeś gekona do basenu. - kiwnął głową. - Wiesz John następnym razem jeżeli chciałbyś ze mną porozmawiać napisz mi ale nie ryzykuj życia biednych jaszczurek aby zwrócić moją uwagę. Dobranoc.
 Ale zanim zdążyłam zrobić krok, chwycił mnie za ramię i przyciągną do siebie na kolana. Byłam zdziwiona jak się tam znalazłam.
- John, nie możesz tak po prostu...
 I wtedy jego usta dotknęły moich. Jego serce było tuż obok mojego. Czułam jego miękkie skrzydła, otuliły mnie.
- John, nie możemy - odsunęłam go siłą, ale własnie całował moją szyję.
- Owszem - Spojrzał mi w oczy - możemy.
- Nie, znaczy ja nie mogę. Muszę to przemyśleć. 
- Dałem ci dość czasu do myślenia. Prawie dwa lata. - I w tym momencie zrozumiałam co to był za blask w jego oczach. To był triumf. Puścił mnie.
- Gdy zobaczyłem wtedy Klarę na cmentarzu myślałem, że to ty. Nie wiesz co bym ze sobą zrobił gdybyś umarła. Klarę zabiły Harpie. Tak samo Lucy...
- Znasz ją?
- Osadzałem ją. Jest z ludźmi których kocha.
- Jak miło to słyszeć. - Wstał.
- Muszę już iść. Ty z pewnością też.
- Tak.
- Spotkajmy się tutaj o zmierzchu. - spojrzał na moją piżamę - I ubierz tą sukienkę, tą z guzikami. Ujął mnie w tali przyciągnął, znów pocałował i odleciał.

Rozdział II Część III "Anioły i Harpie"

Wszystko układa się w całość

  W pierwszej chwili wmurowało mnie... Pan Smitf zna Johna.
- Pan go zna? - Zapytałam.
- Czy znam? Oczywiście. Ja grzebię ludzi, on zaś osądza gdzie mają iść.
- A czy tego nie robi Bóg?
- A myślisz, że On będzie siedział cały czas? Ma ważniejsze sprawy.
- Skąd pan wie?
- Kiedyś tak jak ty umarłem... spotkałem Johna, zaprowadził mnie do sali przypominającej sądową. Byłem w średnim wieku, więc zapytał czy chcę już zakończyć żywot lub wrócić pod postacią grabarza. Zgodziłem się więc dziś stoję tu i grzebię ludzi.
- Ale John ma czarne skrzydła... anioły mają białe.
- John zanim sądził był zwykłym aniołem, ale sprzeciwił się Bogu, więc go ukarano, a że potem przepraszał i błagał o wybaczenie, Bóg dał mu stanowisko sędziego i uczynił aniołem upadłym stąd te czarne skrzydła, ponieważ John nie jest Diabłem ani czystym aniołem.
- Skąd ma na dłoniach takie rany?
- Te rany ma od Harpii... otóż Harpie potrafią omotać żyjącego człowieka i nim zawładnąć. Harpie to dusze którym nie spodobało się miejsce, w którym się znalazły... a sądzi John, więc się na nim mszczą. Ten naszyjnik ostrzega przed nimi.
Fakt naszyjnik zmieniał kolor w zależności od tego kto był przy mnie: przy Klarze był liliowy, przy wrednym jubilerze czarny tak jak przy babci... Spojrzałam na zegar była dwudziesta.
- Dziękuję panu za wyjaśnienie niektórych spraw. Tak naszyjnik jest mój, więc go wezmę... - mówiąc to wzięłam naszyjnik podeszłam do drzwi - Dobranoc.
- Dobranoc i niech panienka uważa na Harpie... John lubi panienkę...
Wyszłam.

niedziela, 27 września 2015

Rozdział II Część II "Anioły i Harpie"

Od Początku

 Dziś zakończenie wakacji do szkoły! 7 klasa to coś. Ta szkoła podzielona została na 4 sektory A, B, C, i D. Trafiłam do sektoru C - dla przypadków z problemami z agresją. Sektor A jest dla uczniów Ambitnych, B - Bałaganiarzy (typu wandali itp. Są najbardziej obarczani za bramę), C - Cudzoziemców, D - Depresja. Ja nie mam problemów z agresją tylko jestem wrażliwa... Cóż od rana tylko było narzekanie i szukanie winnego, tego co rozwalił bramę cmentarza. Dziś poznałam Klarę, jest spoko, minusem jest, że cały czas siedzi na Facebook'u, ale dzisiaj jej nie było. Gdy pokłóciłam się z jakąś co walnęła mnie - specjalnie i wywaliła mi książki, zobaczyła to nauczycielka i poszłyśmy do Dyra. Przed gabinetem siedział pan Luke Smitf właściciel cmentarza - miał aktówkę a w aktówce był.... mój naszyjnik...

 Weszłyśmy do gabinetu i pierwsze co spodziewałam się usłyszeć to to, że jestem agresywna...ah... ale nie chodziło o mnie Dyro wyprosił tą drugą i powiedział abym usiadła. Niespodziewanie wszedł pan Smitf i powiedział, że on tylko na moment - Dyr się zgodził. Wyjął z aktówki ulotki i przekazał mi abym je rozdała - były o przypomnieniu do zapłaty, ale na mojej był numer telefonu. Spojrzałam na Smitf'a a on puścił do mnie oko i wyszedł... z moim naszyjnikiem i kępkiem włosów. 
- Chciałem tylko powiedzieć, że Klara... ona nie żyje... zamordowano ją na cmentarzu... była na rowerze...
Super Klara nie żyje. Najpierw Lucy teraz Klara.. kto dalej.
  Jak wróciłam do domu od razu wpisałam numer telefon z ulotki, ale pan Smift nie odbierał. Klary nie było od trzech dni, ale za to odezwał się pan Smitf i powiedział abym przyszła do niego na cmentarz o osiemnastej, dzisiaj, pojechałam rowerem byłam już spóźniona 5 minut co mi wypomniał, ale prosił abym usiadła. Wyciągnął naszyjnik.
- Czy to pani? - Zapytał.
- Nie. - zaprzeczyłam aczkolwiek chciałabym go wziąć i wyjść jak najprędzej.
- Na pewno? Znalazłem go dziś rano w pustej części cmentarza, a ostatnio odwiedzała pani cmentarz.
- Nie, nie wiem czyj on jest. - odpowiedziałam zdecydowanie.
- No cóż ... - Otworzył szufladę i wyciągnął kępek moich włosów, wziął pojedynczy włos i przypasował go do moich.
- Wygląda podobnie do pańskich.
- Wiele kobiet ma podobny odcień. - Próbowałam się wymigać.
- No dobrze... A wie pani co to jest? - nie dawał za wygraną.
- Naszyjnik... to tylko naszyjnik. - wiedziałam, że ma magiczne moce.
- Coś pani pokarze. - zdjął z półki książkę wielkości encyklopedii - Proszę spojrzeć  - wskazał zdjęcie kobiety z naszyjnikiem tym samym co mój, ale był na jedwabnej wstążce.
- Jest taki sam jak ten - wskazałam na naszyjnik.
- Tak. Bo to ten sam. A ta kobieta nie żyje. Zginęła na statku... Ta także nie żyje - pokazał inną, ona też miała naszyjnik - Zabiły je Harpie pół ludzie pół ptaki, są brzydsze niż anioły.
- Wierzy pan w anioły?
- Znam jednego. - Pomyślałam o Johnie, ale on miał czarne skrzydła...
- Kto to jest?
- Panienka dobrze wie...
- Nie mama pojęcia?
- Od jak  dawna zna pani Johna?

Rozdział II Część I "Anioły i Harpie"

Jak było naprawdę

Trochę oszukałam, że podtopiłam się w wodzie... ja się utopiłam. To było dwa lata temu. Woda była lodowata dlatego zapadłam w hipotermię, ale nie żyłam i obudziłam się po godzinie, ale to co działo się ze mną podczas tej godziny to wiem tylko ja i ON...
 Obudziłam się w lesie, miała na sobie białą sukienkę, taką jak na przyjęciu. Szłam drogą, aż do czasu gdy zaatakowała mnie wataha wilków. Zaczęłam krzyczeć uciekać ale to był dopiero początek koszmaru co głębiej zachodziłam w las tym więcej ich było,  potknęłam się i przewróciłam. Jeden wilk miał już mi skoczyć do gardła kiedy pojawił się ON. Przyleciał by mnie ocalić... tylko czemu...  wilki kładł trupem albo okaleczał do krwi. Wziął mnie i poszybował chyba do swojego domu. Było tam ciepło, od kominka. Było czuć zapach mahonia. Ze zmęczenia usiadłam na sofie i przyglądałam się mu. Krzątał się w kuchni.
- Napijesz się czegoś? - zapytał nie odwracając się.
- Nie, dziękuję. - odparłam.
- A może coś zjesz?
- Naprawdę dzięki. Dziękuję też, że mnie uratowałeś...
- To drobiazg, tym wilkom zawsze mało do jedzenia...
- Jak masz na imię?
- John, jestem John.
- Jestem Sara.
- Chwila... to ty, ciebie widziałem wtedy na pogrzebie Mary Clins.
- Tak to była moja ciotka...
- Współczuję... - usiadł obok mnie na sofie, a ja tylko czułam cień jego ogromnych skrzydeł.
- Słuchaj, jeszcze raz bardzo ci dziękuję ale muszę już iść mama będzie się martwić... - Patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Myślałem, że wiesz... - Wyjaśnił mi, jak wpadłam do basenu i umarłam... Czułam się załamana. Już nigdy nie miałabym zobaczyć mamy, taty czy Georga? Rozpłakałam się.
- Oh, proszę cię nie płacz. - Powiedział do mnie łagodnym i ciepłym tonem, podał mi chusteczkę - Ale bynajmniej nie będziesz tu sama... Właśnie to było najgorsze... tak długo być samemu...
 Wodziłam wzrokiem po pokoju, aż zobaczyłam pokój, w któwym stało łóżko. Wtedy dostrzegłam jakie jest ogromne... dwuosobowe... O Boże. 
- Naprawdę niczego nie chcesz? - zapytał
- No dobra, poproszę herbatę.
Gdy czekałam na herbatę spojrzałam w głąb korytarza. Było tam para schodów - jedne prowadziły w górę, drugie w dół.
Trzymając herbatę rozmyślałam co tu dalej zrobić... Gdy znów usiał obok mnie chlusnęłam mu w twarz gorącą herbatą i ile sił w nogach biegłam w stronę korytarza... wybrałam schody w dół na końcu były drzwi pchnęłam je i wyszłam.



sobota, 26 września 2015

Rozdział I Część III "Anioły i Harpie"

Naszyjnik

 Chwycił mnie za ramie i pociągną do głównej bramy.
-Właściwie to jak tu weszłaś?! Cmentarz jest o tej godzinie zamknięty. - powiedział z wyrzutem. W tym momencie spojrzałam na kapliczkę pod ogrodzeniem, za ogrodzeniem postawiłam kosz na śmieci i się wspięłam i weszłam.
Kopnął w zamek od bramy, było słychać tylko huk. Wyrzucił mnie za bramę i krzyknął:
- Już nigdy nie przychodź na cmentarz, jest tu niebezpiecznie...!
I odleciał.
 Następnego dnia, w szkole ogłosili, że Noc Pożegnania została odwołana. Wszyscy o tym mówili, a ja nie kumałam o co chodzi, więc poprosiłam George'a aby mi wyjaśnił: Noc Pożegnania polega na tym, że ostatnia klasa pisze swoje przezwiska i skąd się wzięły, chowa do butelki, drewnianej skrzynki i zakopuje a młodsza klasa szuka po wskazówkach przekazanych od ostatniej klasy, jeżeli znaleźli odczytują to na głos na imprezie zakończenia szkoły, jeżeli nie ostatnia klasa wyjawia tylko jedno przezwisko. Zazwyczaj chowali to na cmentarzu ale od czasu gdy główna brama została rozwalona - uważają, że to ostatnia klasa - odwołali i Noc i imprezę. 
 Jeżeli chodzi o naszyjnik... to dłuższa historia. Zaczęło się na pogrzebie ciotki. Miałam siedem lat, pojechałam z mamą. Była to jesień, było chłodno...ON też tam był, ale nie miał skrzydeł. stał z tyłu w garniturze... po zakopaniu podszedł do mnie, wyglądał na 17 może 18 lat.
- Witaj, jak masz na imię?
- Sara.
- Ładne imię. Czy to była twoja ciocia?
- Tak. Ale już nie żyje...- miałam łzy w oczach.
- Oh, Nie płacz... patrz mam dla ciebie prezent...- Wtedy dał mi naszyjnik. Był granatowy odbijał światło w barwie zieleni i błękitu...
- Dziękuję!
- Ale to nie jest taki zwykły naszyjnik... on rozwesela i chroni przed złem...
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- Super.- powiedziałam ale podeszła do mnie babcia "Musimy iść" usłyszałam i poszłam. Babcia spytała się mnie:
- Lubisz go?
- Nie wiem...
- To polubisz.
Wróciłam do domu, mama dziwiła się i tołkowała mi do głowy, że się rzeczy od nieznajomych nie bierze ale skoro babcia go znała to chyba nie był nieznajomy? 
 Tak dostałam naszyjnik, a teraz go straciłam...

Rozdział I Część II "Anioły i Harpie"

ON
 Nie tyle był to szelest co dźwięk, dźwięk gitary. Brzmiał ładnie, a ON śpiewał pod nosem. Gdy mogłam się już odwrócić zobaczyłam  GO. Siedział na najniższej gałęzi grubego drzewa. Gdy mnie zobaczył zeskoczył i miękko wylądował na ziemi. To co pierwsze zobaczyłam to to jak się zmienił gdy go widziałam, miałam siedem lat i było to na pogrzebie ciotki. Stanął przede mną i wtedy zobaczyłam … ogromne kruczoczarne skrzydła. Oczy miał szare ale nie bez barwy tylko takie srebrne jak gwiazdy były piękne tak jak jego długie czarne włosy... Był bez koszuli, nie dziwie się było gorąco jakieś 37 stopni. Podszedł do mnie tak cicho jak kot…
-Co ty tu robisz? – Zapytał.
-Przyszłam odwiedzić ciotkę, a ty co tu robisz? – Nie odpowiedział tylko podszedł bliżej, nie wiedziałam kiedy… stąpał tak cicho..
- Wiesz, że na cmentarzu nie jest bezpiecznie o tak późnej porze. – Powiedział patrząc mi w oczy…
- Nie wierzę w bajeczki z horrorów- odparłam.
Uśmiechnął się i znów był bliżej tak, że jego twarz była zaledwie centymetr od mojej… wiedziałam co teraz nastąpi… on mnie pocałuje... niestety źle odczytałam jego znaki. Patrzył się nie na moje usta ale nieco niżej, chciałabym myśleć, że pociągają go moje kobiece kształty ale jemu chodziło o to co się znajduje pod ubraniem na łańcuszku… mój naszyjnik.
-Wciąż go nosisz? – zapytał
-Tak - odparłam po namyśle – I właśnie przypomniałam sobie, że należy do ciebie… więc proszę – powiedziałam ściągając naszyjnik najdelikatniej i z gracją jak to możliwe  jednak urwałam kępek swoich włosów. Wręczyłam mu, a on spojrzał na mnie jak na ducha.
- Oddajesz mi go?! To był prezent dla ciebie! Chroni właściciela przed złem! A ty go potrzebujesz jak nikt! – Krzyknął na mnie – Ale skoro go nie chcesz… - Zamachnął się i wyrzucił go na drugą stronę ogromnego cmentarza… 
Łzy nazbierały mi się w oczach, miałabym się teraz przed nim rozpłakać? Nie wiem dlaczego, ale czułam się jakby wyrzucił moje serce…

_____________________________________________________
Na zdjęciu z internetu jest moje wyobrażenie JEGO.

piątek, 25 września 2015

Rozdział I Część I "Anioły i Harpie"

Ja

 Jestem Sara, mam 14 lat, mieszkam w Cavendish. Razem z mamą przeprowadziłyśmy się z Los Angeles. Cavendish jest niedużą wioską, to tu wychowała się mama i wróciła tu - ze mną. Miałam problemy w szkole, u rodziców też nie szło zbyt dobrze. 24 lipca rodzice się rozwiedli. Nie było mi łatwo szczególnie teraz kiedy jestem od ojca jakieś kilkaset kilometrów, ale daję rade. Byłam tu tylko raz na pogrzebie ciotki Mary, siostry mamy, a teraz będę mogła odwiedzać ją codziennie. Cmentarz jest zapełniony kapliczkami, pomnikami i innymi znakami, że ciągle się pamięta stratę bliskiej osoby. Z ciotką nie byłam zbyt blisko, przyjeżdżała kiedy tata był w pracy, plotkowała z mamą, mi dawała po czekoladzie, pytała się co w szkole i tyle - pochłaniały ją rozmowy. Ja miałam problemy w szkole. Nie miałam koleżanek wszyscy trzymali się ode mnie z daleka, nie mówiąc o chłopcach, a jednak trafiła się jedna miała na imię Lucy. Ona dotrzymywała mi towarzystwa na stołówce, przy pracach domowych, ona była mi bliska... lecz nie pożyła długo... rok temu została zamordowana.
Nikt nie wie jak i kto ją zabił... było napisane w gazecie - wtedy się dowiedziałam. Teraz będę chodzić do szkoły w Cavendish, razem z moim kuzynem Georgem. Jest ode mnie o rok młodszy ale swobodnie mi się z nim rozmawia. W szkole w LA byłam nie tylko nie lubiana ale i poniżana i to na każdym kroku... aż do momentu, w którym powiedziałam "DOŚĆ" i wtedy dokopałam jednej dziewczynie... dostało się to do Dyrektora i mnie wywalili. Rodzice zaczęli się kłócić że to wszystko wina niedopilnowania i tak dalej... tata stawał w mojej obronie i zaczął się rozwód... trafiłam do mamy ale z tatą też się widuję... rzadziej. Teraz miałam zacząć wszystko od nowa, nowe znajomości i George miał mi w tym pomóc. 
 Dzień zaczynałam od śniadania, potem wyjście do ogrodu, był tam basen ale od czasu gdy się podtopiłam unikam wody, następnie impreza na powitanie mnie i mamy. Przyszli znajomi mamy, babcia, dziadek, George i jego ojciec wujek Steve i jeszcze wiele osób których nie znałam. Miałam na sobie sukienkę, kremowa, bez ramiączek, trochę ciasna, ale dało się wytrzymać. Po jakiejś godzinie ględzenia z Lucy na Facebooku i gadaniem z Georgem zrobiło mi się duszno. Wyszłam do ogrodu, było pięknie i bezchmurnie, było widać gwiazdy. Aby ulotnić się z słabej imprezy zapytałam mamę czy mogę zrobić sobie krótką przejażdżkę na rowerze. Zgodziła się. Odpięłam rower i pojechałam w dół ulicy. Wiatr wiał mi we włosy ale nadal było mi duszno więc odpięłam dwa guziki od sukienki... od razu ulżyło mi. Jadąc z górki przejeżdżałam obok cmentarza pomyślałam że odwiedzę ciotke więc się zatrzymałam podpięłam rower do ogrodzenia kilkuhektarowego cmentarza i poszłam na grób ciotki.
Usłyszałam szelest za plecami, chciałam się obrócić lecz sparaliżowana strachem nie mogłam, ale od razu rozpoznałam ten głos... to był ON...