piątek, 30 października 2015

Rozdział I Część II "Przygoda z Elfem"

Gdzie iść

Obudziłam się rano, wyspana. Ubrałam się, Pościeliłam i wyszłam. Minęłam kilku Elfów. 
- Zatrzymaj się! - usłyszałam za mną. Stanęłam i odwróciłam się. Stał za mną wysoki i dostojny Elf. Miał długie blond włosy, Długą szatę i Koronę na głowie, składała się z jesiennych liści.
- Słucham.
- Co ty robisz w moim Królestwie? Kto cię tu przysłał CZŁOWIEKU?
- Ja.. Ja.. - głos zamarł mi w gardle, nie mogłam się ruszyć, na całe szczęście ktoś inny za mnie odpowiedział.
- Poprosiła o schronienie przed Orkami. O mało jej nie zabili ostatniej nocy. Udzieliłem jej schronienia na jedną noc. - Mówił tak przekonująco.
- Legolasie czy mogę zamienić z tobą słówko?
- Oczywiście. - Weszli do innego pomieszczenia. Wiem, że głupio podsłuchiwać, ale chciałam się dowiedzieć o co chodzi.
~~SZEPTY ZZA DRZWI~~
- Jak śmiałeś wpuścić tu człowieka?!
- Było mi jej szkoda, co miałem pozwolić by rozszarpały ją Wargi*?
- Choćby nawet, ale nie przyprowadzać jej tutaj.
- Nie chciała nic tylko bezpiecznie spędzić noc, a potem poszukać drogi do domu.
- Ona nie jest stąd? Z Zachodu?
- Nie, w ogóle nie jest z Śródziemia.
- NIE JEST Z ŚRÓDZIEMIA?! To skąd???
- Mówiła, że z Kanady...
- Tak czy tak, nie może tu dłużej zostać. Niech wraca skąd przyszła.
- *do siebie* Wiec to tak wygląda elfia gościnność.
- Co tam mruczysz? 
- Nic.
- Dobrze, więc ją wyprowadź.
~~Wyszli zza drzwi, odsunęłam się, aby nie domyślili się, że~~ ~~podsłuchałam~~
- Tina, chodź ze mną - powiedział Legolas i wyszliśmy z pałacu. Poszliśmy, chyba do kuźni, bo było czuć zapach topionego metalu.
- Po co tu przyszliśmy? - zapytałam.
- Nie dam ci samotnie wędrować po Śródziemiu. Bez broni ani rusz. - wręczył mi kołczan, łuk i dwa sztylety.
- Ale ja nie umiem posługiwać się bronią... znaczy z łuku nawet dobrze mi idzie, ale nie tak jak tobie - mówiąc to ostatnie zarumieniłam się. Mam nadzieję, że tego nie widział.
- Dam ci krótki poradnik, ale nie tu, bo jeszcze mój ojciec zobaczy. Chodź. - chwycił mnie za rękę i pociągnął do lasu (bez skojarzeń).
- Poćwiczymy na tym dębie. Weź strzałę i traf w niego. - jak kazał tak zrobiłam, trafiłam idealnie, a on bił mi brawo.
- No ładnie, ładnie. To teraz walka w ręcz. Uderz mnie, śmiało.
- Na pewno? 
- Tak to tylko ćwiczenia. - uderzyłam go, a on moją rękę złapał i wykręcił.
- AU! Bolało.
- Orkowie, byliby bezlitośni. Patrz spróbuj tak... - zademonstrował mi kilka chwytów, a potem gdy uznał, że nie idzie mi źle, wziął do ręki sztylet, a drugi dał mi. - To teraz to samo.
- CO? Nie chcę cię przedziurawić, ani sama nie chcę zostać podziurawiona.
- Spokojnie, ja ci nic nie zrobię, a ty i tak mnie nie zranisz.
- Zobaczymy. - i tym razem też nieźle mi szło, ale gdy chciałam się obrócić, potknęłam się i wywaliłam się na niego.
- Ups... Nogi mi się poplątały - powiedziałam i się zarumieniłam.
- Mnie też się to zdarza. - odpowiedział mi z uśmiechem, od którego miękną kolana (przynajmniej moje). - Jesteś gotowa mogę cię bezpiecznie puścić. - Wstałam podnosząc i jego. - Wiesz co, do twarzy ci z łukiem. - Przysunął się do mnie i objął mnie w talii. Wiedziałam co chciał zrobić... ale nagle zadął róg więc zerwał się. Nasza chwila minęła. :(
- Chodź, to z pałacu, atakują nas. Masz szanse się wykazać. - Powiedział i pociągnął mnie za sobą.
Orków było tam mnóstwo, Armia walczyła dzielnie, ale bez przywódcy. Gdy wkroczyliśmy do akcji wszystko co plugawe leżało martwe na ziemi.
- No, no ładnie dałaś sobie z nimi radę. - powiedział po wszystkim.
- Dziękuję, ty też nieźle walczyłeś. Dziękuję ci za wszystko, ale czas mnie pogania, muszę znaleźć wyjście do mojego świata. Mama będzie się martwić.
- Dobrze więc żegnaj. - powiedział, a uśmiech zniknął z jego twarzy. Wspięłam się na palce i ucałowałam go w policzek. Ruszyłam w drogę...

____________________________________
Wargi - mutacja wilków, należą do Orków, zazwyczaj Orkowie używają je jako środek transportu (patrz zdjęcie poniżej)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz