Król Aragorn
Ruszyłam w drogę. Minęłam rwącą rzekę i małą wioskę. Zatrzymałam się nad jeziorem. Orzeźwiłam się, ale nagle usłyszałam szmer za mną, napięłam łuk i szybko się odwróciłam, nigdy nie pomyślałabym, że to on.
- Myślałam, że jesteś Orkiem. - celowałam w niego, a on we mnie.
- Gdybym był Orkiem, już byś nie żyła. - spuściliśmy broń.
- Czemu za mną poszedłeś?
- Ponieważ, nie dam ci samej pałętać się po Środziemiu.
- Odnalazłabym się tu.
- W to nie wątpię...
- To w co? W moje umiejętności?
- Skąd. Chodzi o to - przysunął się do mnie - nie chcę, aby stała ci się krzywda...
- Tylko tyle? - przysunęłam się tak, że wyższy o kilka centymetrów, patrzył na mnie z góry - Nie chcesz mnie stracić?
- Tak... - ujął mnie pod brodę i... pocałował. Wszystko dookoła zniknęło. Jego wargi i język były tak władcze, że aby ustać na nogach musiałam się chwycić jego mocnych ramion. Nasze usta muskały się żarliwie. W pewnym momencie usłyszeliśmy szelest i momentalnie odwróciliśmy się z przygotowaną bronią.
- Pokarz się! - wrzasnęłam.
- Nie zabijajcie. - usłyszeliśmy, a głos należał do handlowca z Miasta na Jeziorze. - Nie chcę nic, tylko wziąć beczki.
- To weź. - powiedział Legolas oschłym tonem. Spuściliśmy broń.
- Tina, wiem kto może ci pokazać drogę do domu - to ostatnie powiedział z smutkiem w głosie.
- Naprawdę? Kto?
- Znajduje się w Minas Tirith. Nazywa się... Gandalf. Jeden z pięciu Czarodziei.
- Ile jest ras w Śródziemiu?
- Teorytycznie sześć: Elfowie, Ludzie, Krasnoludy, Hobbici, Czarodzieje i Orkowie.
- W Minas Tirith są Elfowie?
- Nie... Ludzie, ale Elfy też się znajdą.
- To co w drogę?
- Potrzebny nam koń. Musimy wrócić do Puszczy.
- Ja nie za bardzo umiem jeździć konno...
- Wezmę jednego i pojedziesz ze mną - powiedział to z takim szerokim uśmiechem.
- Oki. - Wróciliśmy do Puszczy i wyjechaliśmy, konno.
Po długim dniu wędrówki, dojechaliśmy do Miasta Królów. Był to piękne dostojne miasto. Należało do Króla Aragorna.
- Piękne jest... ale twój ładniejszy. - powiedziałam z uśmiechem.
- Aragorn to mój dobry przyjaciel. Na pewno będzie chciał urządzić ucztę.
- To super, jestem głodna. - zaczęliśmy się śmiać.
- Witaj Legolasie! Wejdźcie, śmiało. - weszliśmy. Pałac był ogromny. Srebrzystobiałe ściany odbijały światło słoneczne. Na fladze o kolorze ciemnej zieleni, widniał biały koń.
- Eomerze, zorganizuj ucztę powitalną, z okazji, że odwiedził nas Książę Mrocznej Puszczy.
- Dziękujemy ci. Nie wiesz, gdzie znajduje się Gandalf? - zapytał Legolas.
- Nie śpieszymy się. - powiedziałam do niego szybko. - Możemy chwilę zostać u ciebie Królu Aragornie?
- Proszę mów mi po imieniu. Jakie jest twoje?
- Mam na imię Tina.
- Jest może Awrena? - spytał Legolas.
- Tak w tamtej komnacie - wskazał jedne z drzwi.
- Zaraz wrócę. - powiedział do mnie i poszedł do tamtej komnaty. Trochę się wkurzyłam, ale ufałam mu.
- Więc, Tino, jesteś człowiekiem, prawda?
- Tak, jak ty. Właściwie nie jestem z Śródziemia.
- A skąd?
- Z innego świata. Tam pochodzę z Kanady.
- Mi równierz. Kim jest Awrena?
- Jest Królową, a przynajmniej moją żoną. - nie muszę się jej obawiać.
- Rozumiem. - Zauważyłam Legolasa i chyba Awrenę wychodzących i śmiących się z komnaty.
- Witaj, Tina tak? Jestem Awrena. - powiedziała uściskując mi dłoń.
- Miło mi cię poznać.
- Aragornie czy możemy w twoich progach spędzić noc? Wyruszymy do Gandalfa o świcie. - zwrócił się do Aragorna Legolas.
- Nie ma go tu? - Spytałam.
- Nie wyruszył, spotkać się z Frodem. Do Shire'u.
- Oczywiście, że możecie u nas zostać, tak długo jak zechcecie. - powiedział Aragorn.
Po wielkiej Uczcie Powitalnej odbyły się tańce. Było wesoło. Balowaliśmy do rana, ale w końcu trzeba iść się położyć. Legolas pokazał mi komnatę w której spędzę noc. O dziwo było tam jedno łoże... Dwuosobowe.
- Legolasie?
- Ciii... - uspokoił mnie, a potem objął w tali i zaczął całować, tak czule i żarliwie jak nigdy. Potem tylko czułam jak tonę w jedwabnie miękkiej pościeli. Po chwili leżał już na mnie tak cudownie po męsku ciężki, a jego palce wsuwały się pod moje ubranie i dotykały miejsc, których jeszcze nikt nigdy wcześniej nie dotykał, każda pieszczota elektryzowała mnie, jakby moją skórę całowała spadająca gwiazda, która wylądowała na niej blask niczym nowej galaktyce. Zauważyłam na jego skórze blizny. Miałam ochotę każdej dotknąć i ucałować, ale kiedy spróbowałam, chwycił mnie za nadgarstki i docisnął do kołdry.
- Przestań - powiedział głosem zdławionym od emocji. Spojrzałam w jego oczy. Były granatowe, pełne pożądania, pożądania mnie. - Powiedz, że nie chcesz wrócić do domu, ja cię pragnę... - zaczął całować moją szyję. Zaczęłam mruczeć jego imię. Przeszedł do bardziej zdecydowanych działań. Po chwili wróciły spadające gwiazdy, tyle tylko, że teraz to były całe galaktyki świetlistych słońc i planet, które rosły i rosły, aż pękały zasypując nas okruchami gwiazd, księżyców i innych ciał niebieskich. Poczułam jakbyśmy stopili się w jedno. Po wszystkim zasnął... a ja wtuliłam się w jego ramiona.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz