O kurde
Zwinęłam się z bólu. Typek miał już mi dokopać, gdy padł przede mną martwy.
- Ona jest już moja. - Powiedział Jeff do trupa. - Nic ci nie jest?
- Nie, w porządku, ale brzuch mnie nawala.
- Chodź, zabiorę cię do szpitala.
- Nie! Zawiadomią rodziców i przyjadą po mnie.
- Skłamię, że jesteśmy rodzeństwem, ja jestem pełnoletni.
- A jak spytają o ojca, dziecka?
- MIA? TY JESTEŚ W CIĄŻY? - Zapomniałam, że Polly nadal tu jest.
- T...tak.
- O kurde! No to wesoło. A co na to twoja stara?
- Nic. Wydarła się i tyle, AŁ.
- Koniec, jedziemy. Nie chcę abyś cierpiała.
Pojechaliśmy do szpitala (podrzucił nas Mark). Zrobili mi podstawowe badania. Przyszedł lekarz.
- Amelia Johnson. Czy wiedziałaś, że jesteś...
- W ciąży. Tak wiem. - przerwałam mu.
- A pan to?
- Brat Mii, Jeff Johnson. - wyciągnął dłoń, a lekarz ją uścisnął.
- Wracając do pani. Dziecko...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
. Muszę was przytrzymać xD
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
...Przeżyło. Uderzenie było skierowane w jamę brzuszną. Wszystko gra. Ból minie. Zaraz przyjdzie do pani, pani ginekolog.
- Dziękuję doktorze. - Wyszedł, a Jeff doprowadzał mnie do śmiechu. Jego radość na wieść, że dziecko przetrwało nie miła granic. Skakał, tańczył nawet śpiewał, a ja myślałam, że wybuchnę ze śmiechu.
- Wiesz, skoro maluch wytrzymał takie uderzenie to znak, że jest silny. - Powiedział, gdy skończył pajacować.
- Chcesz je?
- Bardzo. Ty ja i ona.
- Ona?
- Doktór ci nie mówił. Podejrzewają dziewczynkę
- Jak się dowiedzieli, przecież nawet miesiąca nie ma.
- A i owszem, ma, dwa, prawie dwa i pół.
- Jak ten czas szybko leci.
- Mia, wiesz co zrobiłaś w tym domku nad jeziorem. Zabiłaś kolesia.
- A ty to niby nie?!
- Ja mam fach, dla ciebie to nowość, a poradziłaś sobie świetnie. Jestem z ciebie dumny. - Pocałował mnie i wszedł lekarz.
- Dzieciaki? Czyżbyście uciekły z domu bo się kochacie? Jako rodzeństwo?
- Właściwie...
- Tak, ale rodzice nam żyć nie dają - przerwał mi - a ja mam ukończone 18 lat więc potrafię się nią zająć, i nim też. - wskazał na mój brzuch. - Jego kłamstwa wyglądały bardzo realistyczne. - proszę nie dzwonić do rodziców, nie chcę aby nas rozdzielili.
- Dobrze, ale musisz coś podpisać, że za nią odpowiadasz.
- Dobrze. - i wyszedł. Położyłam się i z nudów myślałam nad imieniem dla niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz