Zeszłam na dół do jego matki. Przynajmniej ją mogłam jakoś podnieść na duchu.
- O, wyspałaś się? - Zapytała. Wiedziałam, że tylko po to, aby zatamować ciszę. Oczy miała napuchnięte od płaczu, a policzki mokre od łez. Jedyne co mogłam zrobić to podejść przytulić ją i powiedzieć "Wszystko będzie dobrze.", ale wiedziam, że nie będzie. Mimo tego przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk dwa razy mocniej. Potrzebowała oparcia.
Na zabicie czasu gotowała obiad, wcześniej niż zwykle.
- Pomogę. - Tylko to mogłam dla niej zrobić. Gdy patrzyłam na nią, pomyślała o tym co teraz może czuć moja matka. Nie było mnie w domu przez cztery dni. Wyobrażałam sobie jak siedzi przy stole z chusteczką w ręce i wyciera mokre policzki. Łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy nie lubiłam gdy mama płakała. Wydawała się wtedy taka bezbronna. Przed oczami snanął mi ojciec, który trzyma ją za ramiona i pociesza. Głaszcze po głowie i powtarza "Wszystko Okej. Znajdzie się."
Nie chciałam dalej na to patrzeć.
- Pani Prop, czy mogę pożyczyć samochód? - zapytałam głosem wciąż zdławionym przez łzy.
- Po co?
- Chcę pojechać do domu. Uspokoić mamę. Nie było mnie w domu od czterech dni, na pewno się martwi.
- No dobrze.
Wzięłam kluczyki do srebrnego Volvo i ruszyłam. Pędziłam znajomymi ulicami. Dawno nie siedziałam za kółkiem. Zaparkowałam na podjeździe. Weszłam na werandę. Trzeci schodek zapiszczał pod moim ciężarem. Przypomniałam sobie gdy ten mnie zdradził jak wybierałam się potajemnie do Dote.
Dote... Co z nią? Cover zapewniał mnie, że wszystko w porządku, ale intuicja zawsze przekonywała mnie bardziej, nawet jeżeli ufałam komuś takiemu jak Cover.
Zapukałam do drzwi. Wiedziałam, że pukanie do własnego domu to głupota, ale jakoś czułam, że tak trzeba. Drzwi się otworzyły...
- Ally! - zarzuciła mi się na szyję. Policzki miała mokre, tak jak myślałam. Miała na sobie znajomy zapach. Dom.
- Cześć mamo.
Weszłyśmy, a tam od progu ojciec wziął mnie w ramiona.
- Nigdy, ale to nigdy nie rób nam tego więcej. - Wymamrotał mi do ucha. Głos mu drżał od emocji.
- Co się z tobą działo? - mama tym razem płakała, ale z radości.
Usiedliśmy przy stole, tak jak kiedyś. Mama dała mi lazanię. Opowiedziałam im o napadzie, o tym jak Cover mnie uratował. O tym, że zaszyłam się u niego. Omijałam łukiem pojęcia takie jak "Dhampir", "wampir" czy "AEB".
Chciałam, żeby choć przez chwilę było tak jak kiedyś. Spokojna rozmowa. Czułości wylewane z serca. Śmiechy, dowcipy.
To zawsze było piękne.
Ja, mama i tata.
Myśli o nadnaturalnym świecie odeszły na bok.
Liczyło się tylko tu i teraz.
Tu i teraz...
Następnego dnia powiedziałam mamie, że mam jeszcze do załatwienia parę spraw. Pozwoliła mi jeszcze pobyć u Covera, dopuki nie uznam, że jestem już bezpieczna.
A to mogłam dopiero stwierdzić po zakończeniu wojny.
Wsiadłam do Volvo i wróciłam do domu Covera.
- Halo? - w domu było ciemno. Nie było ani jednej żywej duszy. Zapaliłam światło. Widok był przerażający.
Wszystko było wywrócone. Szklanki potłuczone. Stół miał połamane nogi. Szyby jeszcze się trzymały. Weszłam głębiej. Ten przyjazny dom przemienił się nagle w jakąś dżunglę. Usłyszałam hałas na piętrze. Wzięłam jeden z noży i ruszyłam na górę. Otwierałam drzwi każde po kolei. Ostatnie prowadziły do sypialni Covera. Na jednym kablu machał się zapalony żyrandol. Światło oświetlało ciemne ściany w rytm bujania. Dawało to upiorny efekt. Na środku pokoju, twarzą do okna stał Cover.
- Cov? - nie odpowiedział.
- Cover?! - zapytałam znów, coraz bardziej spanikowana.
Odwrócił się.
Upuściłam nóż.
Twarz miał kamienną. Jego podkoszulek był czerwony. Z ust sączyła się czerwona maź - krew. Przypomniał mi się koszmar.
- Nie powinnaś tu przychodzić... - jego grobowy ton przyprawiał mnie o dreszcze.
- Cover, co się stało? - zapytałam drżącym głosem.
- Zrobili to... - wyglądał jakby zaraz miał upaść i nie wstać.
- Zrobili... co?
- Torturowali ich na moich oczach... - jego oczy były czarne. Ciemne, puste... - Wstrzyknęli mi jad... Po nim stajesz się bestią...
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ally... Zabiłem ich... Zabiłem swoją rodzinę... Jestem zdrajcą...
Osunęłam się na kolana.
Zaczęłam szlochać. Nie wiem dlaczego. To nie moja rodzina, ale opiekowali się mną... Czułam się przy nich bezpieczna.
Jego ojciec,
Matka,
Noise,
Wszyscy byli martwi... z jego winy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz