Kiedy wszyscy spali, ubrałam się i pocichu wyszłam. Mijając uliczki szłam w stronę fabryki. Przerażała mnie myśl spotkania się z nimi, a najbardziej spotkania z Bloodem. Doszłam do progu, zapukałam. Drzwi same się otwarły. Weszłam do mroku.
- Dote?! - wykrzyknęłam.
- Ally! - Jej głos wybrzmiał z głębi budynku. Bez opamiętania ruszyłam w ciemność.
- Czekałem na ciebie... - jego głos przeszywał moje ciało, aż do kości.
- Wypuście Dote. Ona nie jest wam potrzebna.
- Jaką Dote?
- No tą co teraz krzyczała. Wołała mnie!
- Anger?
Zabłysło światło. I Blood, i Anger byli upaprani krwią.
- Gdzie Dote?! - traciłam zdolności orientacji w terenie.
- Evil nie załatwił kolacji, więc wiedząc, że już jesteś w drodze... - Anger wydałał się spokojniejszy niż nigdy wcześniej.
- Czy chcesz mi powiedzieć, że ją...
- Tak. Teraz spokojnie leży sobie w worku.
- Nie!
- Tak. Podzieliłem się z Evilem, a Blood...
- ...Miałem ochotę na kogoś innego. - Blood zaszedł mnie od tyłu. Opasał mnie ramieniem. Wiedziałam, że wiercenie nic nie da, posłusznie usiadłam na kanapie obok niego. Pocałował mnie w policzek, a mi żołądek wywinął kozła. Anger się śmiał. Evila nie widziałam. Blood starannie wtulił się we mnie. Niedobrze mi.
- Gdzie Evil? - zapytałam.
- Poszedł się bujać.
- Mogę wam zadać kilka pytań?
- Wal złotko.
- AEB to skrót od waszych imion. To znaczy, że ty jesteś liderem?
- Tak. Evil jest mózgiem, Blood siłą, a decydujący głos należy do mnie.
- Ok. Pytanie numer dwa: Jak odkryliście istnienie ADB (Association Defenders Blood).
- Ginęli nasi ludzie. Zaciekawiło nas to. Wysłałem kilku na przeszpiegi. Tak doprowadziło to nas tutaj. Cover narobił sobie wrogów.
- Jest was więcej?
- Całe setki. Ok. 300.
- Tamtych chyba jest więcej.
- Może. Ale my mamy sposób na rekrutowanie wampirów. Wystarczy jeden lekki gryz i jad rozptrzestrzenia się po całym ciele. Zanim Cov, znajdzie swoich, już będzie martwy.
- Ale przecierz Dhmiów nie można zabić.
- Tak ci powiedział? Ha Ha! - Oboje wybuchnęli nieopanowanym śmiechem.
- Więc można?
- Oczywiście. Jest nawet łatwiej. Nie są tak silni jak my, a na dodatek czują ból.
- Ale on powiedział, że...
- Powiedział tak, żebyś się nie martwiła. Mała Ally... - musnął mój policzek zimną dłonią.
Doszły nas śmiechy. Ten jeden znałam, aż za dobrze.
- Hej Ally! Widzę, że na Coverze nie pozostajesz. - przede mną stała Dote. Cała i zdrowa.
- To jak śliczna idziemy? - Evil był z nią cały ten czas.
- Nie Dote! To sadyści! Uciekaj!
- Co ty mówisz? To spoko chłopaki.
Anger i Blood śmiali się.
- Zrobiliście jej pranie mózgu?! - zapytałam skołowana.
- Zaraz i ciebie mogę wyprać. - Blood zaczynał się do mnie przystawiać. Znowu ogarnęła mnie fala mdłości.
- Blood. Skróć wodze czekamy na Cova.
- Anger, nie karz mi dłużej czekać. Nie chcę znów przegapić takiej okazji. Jest taka spięta... trzeba ją trochę rozerwać.
- Spokojnie. Jeżeli zaprzeczy od razu, będziesz sobie mógł z nią zrobić co będziesz chciał. - Blood w zatwierdzeniu warunku uśmiechnął się jadowicie. Zaczął błądzić po moim ciele rękami. Ilekroć chciałam się wyrwać, przyciskał mnie mocniej do sofy i siebie.
"Cover, gdzie cię wcieło..." modliłam się.
- Oj, chyba się nie pojawi. - Blood był wręcz zachwycony. Jego ręka znów zwiedzała moje ciało.
Wtem, z jednego z pokoi wychodzili Evil i Dote. Evil zapinał spodnie, a Dot poprawiała fryz. Zrobiła to z nim.
Oj, Dot...
- No hej ludzie! Evil ty naprawdę jesteś złem wcielonym. - Dote przygryzła wargę.
- Przyjemność, po mojej stronie. - uśmiechnął się w odpowiedzi.
- To co śliczna? Teraz nasza kolej.
- Blood. Jeszcze nie.
- Anger...
- Blood on ma rację. - Evil włączył się do rozmowy.
Byłam monetą przetargową. Miałam trzy przeznaczenia:
• Wygrać sprawę o rozwiązanie ADB.
• Żyć z Coverem.
• Lub przespać się z Bloodem.
Aktualnie modliłam się o opcję numer dwa.
- Mogę po niego zadzwonić? - zapytałam, modląc się o pozwolenie.
- Wyluzuj. Jest nas pięcioro. Choć Al, uszczęśliwmy tych panów. - Dote mnie przerażała bardziej niż oni. Evil się zaśmiał, Anger miętolił się z nią, a ja czekałam na przyjazd Covera.
- Nie! Mam dość. Przelecę cię teraz, czy to się komu podoba czy nie. - Blood chwycił mnie i zaczął taszczyć do "pokoju".
- Puść ją! - nareszcie, los się do mnie uśmiechnął.
- Oj, Cover daj spokój. Dołącz się. Ally i mnie starczy dla wszystkich. - Dote podeszła do niego. Cover chcąc sprawdzić czy się nie myli odchylił jej włosy z szyi od prawej strony. Miała na niej dwa wkłucia.
- Bestie. - Skomentował.
- Oj, przestań. Dobra była i ostra z niej laska. To co miałem zmarnować taką sztukę? - Evil mu odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Czy to znaczy... - niedowierzałam.
- Tak, Al, ona nie jest już człowiekiem.
- Naszła mnie ochota... O! Ally, daj rękę. - Dote zmierzała w moim kierunku.
- Nie ślicznotko. Ona jest już zarezerwowana. - Blood opasał mnie ramieniem. To był jedyny moment, w którym dziękowałam losowi, że mnie objął. Inaczej byłabym wyssana jak marmolada z pączka, i to przez kogo? Przez Dote. Tę jedyną, której ufałam, tej która zawsze umiała mnie pocieszyć.
Ale jej już nie ma...
- Okej, patałachu. Natnij rękę i wypowiedz cztery proste słowa. - Anger podał Coverowi nóż.
- Co? Skąd wiecie, że muszę złożyć przysięgę krwi?
- Ona nie kryje wspomnień. Można tam wejść, obejrzeć i wyjść. - Wskazał na mnie. - Tak propo. Zazdroszczę Beckyemu, ostra w łóżku jesteś. - Blood się uśmiechnął.
- Może sam to ocenię? - zaszedł mnie od tyłu i przywarł wargami do mojej szyi.
- Natnij i przysięgnij, albo Blood przeleci ją tu i teraz.
- Wasza krew będzie przeklęta na wieki.
- Darój sobie formułki.
- To nie formółka. Teraz!
Wtem do fabryki wpadło około dziesięciu Dhampirów. Blood rzucił mnie na podłogę, a potem ustawił się do pozycji bojowej, tak jak Evil i Anger.
- Dziesięciu na trzech? Troszkę mało. - Anger zawsze jest pewny siebie.
- Uwierz mi, wystarczająco.
Rozpoczęła się bójka. Mało z niej widziałam, ponieważ wampiry jak i pół wampiry, poruszają się jak cienie. Jedyne co mogłam zobaczyć to jak niektórzy padają na ziemię.
- Dote! Idziemy! - chwyciłam ją w pasie i zaczęłam wyprowadzać.
Wyszłyśmy. Wszyscy byli zajęci bójką. Razem z Dote weszłam do jeepa. Pojechałam do domu Covera.
- Czy można jakoś wyleczyć wampira? - zapytałam wszystko wiedzącą matkę Covera.
- Niestety nie. Dote. Masz napij się.
Podała jej coś w kubku z nakrywką. Dote wypiła to jednym łykiem.
- Co to było? - zapytałam.
- Najgorszy do zniesienia jest głodny wampir.
- Gdzie Noise?
- Ukryta w bezpiecznym miejscu.
- To dobrze.
Siedzieliśmy do późna. Trzasnęły drzwi. Cover zataczał się na ściany. Był cały we krwi. Łzy świeciły mu na policzkach.
- Mają ją. Mają... Noise.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz