sobota, 6 lutego 2016

"Dziwna Historia" Rozdział I Część II

Zmierzaliśmy na plaże, gdzie o tej porze o turystów nie trudno. Kolejka przed budką z lodami wyglądała na conajmniej kilometrową. Cover stanął na końcu, a mi kazał poczekać przy brzegu. A już miałam nadzieję, że będzie to wspaniałe popołudnie, ale los nie podzielał mojego zdania. Siedząc na brzegu podeszła do mnie Ore. Ruda z "zaokrągleniami" i wielkim biustem. Nigdy jej nie zazdrościłam tego, że faceci się za nią ostro oglądają. Miała na sobie nie tanie bikini.
- A ty co? Zgubiłaś się? - zaczęła irytującym tonem.
- Ej, to ty coś mówiłaś czy jakaś suka? A zaraz przecież nie ma różnicy - odparłam z szerokim uśmiechem.
- Zmarnowałam właśnie swoje cenne 3 sekundy, na kogoś kto na to nie zasługiwał. - Powiedziała z pogardą i odeszła w głąb turystów. Wtem obejrzałam się za siebie i widziałam Covera. Udało mu się zdobyć lody włoskie.
- Były tylko śmietankowe. Może być?
- Dawaj, zanim się rostopią. - Siedzieliśmy na plaży i rozmawialiśmy. 
- A więc masz 16 lat? Wyglądasz na conajmniej 18. - zdziwił się.
- To przez wzrost.
- Masz rodzeństwo?
- Nie. Jestem jedynaczką. A ty?
- Mam młodszą siostrę. Niedługo kończy 14 lat.
- Wytrzymujesz z nią?
- Tak. Nie jest to łatwe, ale do zniesienia. Wiesz co robię kiedy mnie wkurzy?
- Nie...
- To - Momentalnie chwycił mnie i przerzucił sobie przez ramię, po czym potaszczył do morza. 
- Ej to nie fair! 
- Nie ma zasad. - Odparł z uśmiechem od ucha do ucha.
- Jestem cała mokra!
- To nie mój problem. - Gdy się odwrócił, rzuciłam mu się na plecy i pociągnęłam w dół.
- Teraz też twój. - zaczęliśmy się chlapać, a jeden drugiego chciał zaciągnąć pod wodę.
Wygłupialiśmy się jak dzieci. Atmosfera była pełna śmiechu i radości. Gdy emocje trochę opadły, wyszliśmy na brzeg się trochę osuszyć. 
- Dawno się tak nie uśmiałem, Ally.
- Ja też. O kurde! Już 20? 
- Ah, ten czas tak szybko leci...
- Słuchaj, bawiłam się dzisiaj lepiej niż dziecko, ale naprawdę muszę już wracać.
- Podwieść cię? Przy bibliotece zostawiłem auto.
- Wielkie dzięki. - Podrzucił mnie pod dom. 
- Dzięki, jeszcze raz za cały ten dzień. - Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek.
- Trzymaj... - podał mi skrawek papieru - Jutro kończę o 15.
- Odezwę się. - Weszłam na werandę i na do widzenia, pomachałam mu. Weszłam do domu. Zaszyłam się w pokoju. Taka radość jeszcze nigdy mnie nie  odwiedziła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz