Obudził mnie dżwięk telefonu.
- Czego? - zapytałam skołowana.
- To tak się wita przyjaciół, których się opuszcza na resztę dnia? - głos Dote był spokojny, ale poirytowany.
- Sorry, kochana, ale naprawdę coś mi wypadło.
- Coś czy ktoś? No dalej, kto to?
- Nie dasz mi spokoju, prawda?
- Nie dam. Gadaj, bo mnie nakręcasz.
- Omg, no dobra... - Wzięłam oddech - To... Cover.
- TEN Cover?
- Tak, ten sam, którego widziałaś w bibliotece.
- O matko! Ale co dalej? Co robiliście?!
- Zasadniczo nic... pogadaliśmy trochę, zjedliśmy lody, pobawiliśmy się na plaży... nic nadzwyczajnego.
- Ale masz do niego numer?
- Tak dał mi wczoraj jak odwiózł mnie do domu.
- Byłaś w jego furze?! I jak?
- Co "jak"?
- No, jaki odświerzacz, jaki kolor, stan auta? Faceta sie ocenia po czterech kółkach.
- Jeżeli o niego chodzi to chyba mięta, czarny jeep, a samo auto w dobrym stanie nie poobijane, a w środku, fakt lekki bajzel, ale nie widać na pierwszy rzut oka.
- Aha... słyszałaś nowe wieści?
- Jakie to znowu?
- Becky wraca do miasta!
- Ten Becky? Twoja dawna miłość?
- Zawsze mi się podobał, a zerwaliśmy tylko dlatego, że uważaliśmy związki na odległość za niudolne.
- Jak to mówią "Stara miłość nie rdzewieje".
- Mhmm.
- Dobra Dote, musze kończyć spotkamy się w Subweyu, narka!
- Pa.
Po lekcjach na których Dote nie mogła być, ponieważ "brzuch ją bolał". Symulantka, ale na Subweya to miała ochotę. Zajęłyśmy stolik, zamówiłyśmy po kanapce.
- No to jak? Becky się odezwał?
- Tak! - Jej twarz jeszcze nigdy nie wyrażała takiej radości. Dote była blondynką o niebieskich oczach. Figurę miała zgrabną i zawsze poruszała się z gracją. - Stęskniłam się za jego głosem. Jutro mamy się spotkać.
- To skoro ty będziesz zajęta... - to ja się umówię z Coverem, chciałam dokończyć, ale wiedziałam, że gdy to powiem Dote zacznie swoje mądrości na temat "randka + "taka" Ally = katastrofa". Wolałam sobie tego oszczędzić.
- To co?
- To ja wreszcie skończę 1 sezon "Wolfblood".
- O Boże. Jak dobrze, że ja nie będę musiała wysłuchiwać twoich jęków typu "Jaką ona jest idiotką!" albo "O Boże, pocałujcie się wreszcie!"
- Dote! Cicho! Ludzie się na nas gapią.
- Ale co? Taka prawda. Lepiej by było gdybyś się umówiła z Coverem. O tak! Potem może chodzilibyśmy na podwójne randki! - Dote, aż zawyła z radości.
- Proszę cię... On ma 19 lat. Ja ledwo 16...
- Nie ledwo, tylko już... a właśnie propo, jutro o 17 ubierz się ładnie moja przyszła szesnastko!
- Dote... co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Ja tylko chciałabym świętować 16 mojej ukochanej przyjaciółki. Ups... wsypałam się.
- Dote, kto tam będzie?
- Oj jak ten czas leci! Wybacz kochana ale mam wizytę u dentysty. Pa!
- Dote! - ale moja kochana koleżaneczka już się ulotniła.
Wracałam do domu pieższo. To miłe ze strony Dote, że organizuje mi małe przyjęcie. Ciekawe tylko kto tam będzie?
Skorzystałam z okazji, że mamy nie było w domu. Pewnie na zakupach, a tata ma na nockę w szpitalu. Zawód: pediatra.
Odgrzałam obiad, zjadłam i wzięłam sobie relaksującą kompiel. Wiem, że zabrzmi to bynajmniej dziwnie, ale tak leżąc w wannie wyobrażałam sobie mnie i Covera. Dote miała rację. Nie da się oprzeć takim fantazjom. Usiadłam na kanapie z książką w ręce.
Ktoś zapukał do drzwi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz