- Wybacz za Noise. Czasami powinna się ugryść w język.
- Nie szkodzi. To jeszcze dziecko.
- Nieznośne dziecko.
Przyklapnęliśmy na chwilę. Piach był jeszcze ciepły. Chciałam dokończyć konsumowanie jego ust...
Na nocnym niebie grywała wojna barw. Granat i czerń przekomarzała się z srebrnymi gwiazdami i księżycem.
- Piękne... - mruknęłam sama do siebie.
- Mhmm... niesamowite. A to tylko natura.
- Niezwykła...
- Jak ty... - przysunął się bliżej. Zrobiłam to samo. Nasze ciała stykały się w kilku miejscach.
- Cover... czuję się zagubiona...
- Pomogę ci się odnaleść... - wtem jego wargi musnęły moje. Były delikatne i oddawały więcej ciepła niż jego ciało. Pogrążeni w tej przyjemności nie zważaliśmy na czas i pogodę. Krople ciepłego deszczu otulały nas jak morka fala. Wtulona w jego ramiona czułam, że jestem bezpieczna, że jestem wolna, że jestem sobą...
- You're amazing... - wymruczałam.
- Co cię tknęło na angielski? - spytał uśmiechnięty.
- Yyy... to wers jednej piosenki... - zaczerwieniłam się.
- Skoro tak... You are so beautiful... - zamruczał mi do ucha, po czym je nadgryzł.
- Nie za wcześnie? - Spytałam nie pewna do czego się posunie.
- Na co? Myślisz, że odrazu zabiorę się do twoich majtek? - zaśmiał się. - O to się nie martw. Nie "dotknę" cię puki mi nie pozwolisz.
- Dobrze wiedzieć... - znów zaczął grać na moich ustach. Jego dłonie zachowywały dystans "intymny". Gdy tak trwaliśmi w rozkoszy doszły mnie głosy, zdecydowanie męskie. Cover też je dosłyszał.
- No nieźle, Cov. Soczysta. Daj skosztować. - Było ich trzech. Ubrani na czarno.
- Evil, nie przeciągaj struny...
- O patrzcie panowie. Cover nie chce się podzielić zdobyczą.
- Spadajcie.
- Słodka? Daj spróbować. - Evil podszedł do mnie, gdy już chciał mnie dotknąć, Cover chwycił go za rękę.
- Ha! Panowie jeszcze nie tknięta! Można brać! - Evil krzyknął do swoich kumpli.
- Wiej! - Cover krzyknął do mnie.
Zaczęłam uciekać, chociaż zerknęłam za ramie zobaczyć co zamierzał. Odpierał atak dwóch. Co najdziwniejsze ruszali się szybciej niż zwykli ludzie. Kopnął jednego z towarzyszy Evile, że ten poleciał o jakieś 2m w górę i wylądował na ziemi bez szwanku. Wtem postrzegłam wzrok Evila na mnie. Zaczęłam biec.
- Ha Ha! Przedemną nie uciekniesz! Chodź młoda zabawimy się! - zaczął za mną biec. Tak jak reszta nie ruszał się jak normalny człowiek. Był o wiele szybszy w sekundę mnie dogonił i jednym ruchem ręki powalił na ziemię. Jak w koszmarze.
- No hej. Jak ci na imię?
- Puść mnie! - wrzanęłam mu w twarz. Chwycił mnie za przód koszulki.
- Chyba śnisz. Ile masz lat? 15, 16?
- Od dziś 16.
- To wszystkiego najlepszego. Niestety nie mam dla ciebie prezentu, ale ty mnie możesz uszczęśliwić... - W drastyczny sposób chciał odchylić mi głowę, gdy nagle coś, a rczej ktoś, go grzmotnęło.
- Nie waż się jej tknąć! - Cover wyglądał lepiej niz ja, chociaż się nawalał z tymi dwoma.
- Ha! Nasz Cov, się zakochał!
- Nie twój interes!
- Mój nie, ale rasy tak!
- Co?! - Włączyłam się do rozmowy.
- Nie powiedziałeś jej?
- Czego mi nie powiedziałeś?! - spojrzałam na niego.
- Tego, że twój kochanek i my jesteśmy... - Cover podszedł do Evila, po czym kopnął go, że aż trzasnęło. Evil się śmiał.
- Śmiało! Oderwij mi łeb na jej oczach i spal!
- Zamknij się! - Cover wziął go i rzucił na drugi koniec ulicy. Nie dość, że byli za szybcy to i za silni.
- Wyjaśnisz mi to?
- Nic ci nie jest?
- Wyjaśnij!
- Nie. Jeszcze nie teraz.
- Dlaczego byliście szybcy od normalnych ludzi?!
- Jedź do domu.
- CO?!
- Jedź do domu. W domu cię nie tkną. No już!
Zabrałam się i poszłam do swojego auta. Wróciłam do domu. Wzięłam aspirynę,starałam się ogarnąć i ustalić fakty.
Cover jest szybszy...
Cover jest silniejszy...
Cover nie może być człowiekiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz