- H-Hej Ally... - nie była pewna jak z naszymi relacjami.
- Oj, chodź tu. - Przytuliłam ją, a ona zaczęła szlochać. - Tak, tak wypłacz się.
- Becky to jedna, wielka świnia.
- Co? Przyznał się?
- Nie, ale na własne oczy widziałam jak flirtuje z dziewczynami. On szuka tylko seksu, a ja byłam następną lalką do rzucenia w kąt jak się znudzę. - Znów zaczęła szlochać.
- Nie był ciebie wart. Dote, robimy sobie detoks od chłopaków. Co ty na to? - dopiero potem ogarnęłam do czego się zapisałam.
- Świetny pomysł, ale Cover też się liczy. Miesiąc bez facetów.
- Postanowione. No, a teraz chodź do łazienki. Ogarniemy się trochę, a potem wpadniemy do mnie. Obczaimy sobie jakąś komedie.
- Jestem za.
Podczas gdy Dote oglądała TV, ja pod pretekstem kibla, wzięłam telefon i napisałam SMS'a
- Hej, wiesz co w tym miesiącu wspieram Dote. Zero wyjść z chłopakami. Nawet z tobą.
Po jakiejś minucie przyszła odpowiedź;
- Rozumiem. To wspaniałe, że tak się nią opiekujesz. Taka przyjaciółka to skarb. Ja jakoś przeżyje, chociarz z Noise już nie wyrabiam. Tydzień w towarzystwie zbuntowanej nastolatki to horror.
- Spoko. Jak tylko nasz "detoks" się skończy napiszę do ciebie. Narka.
- 3majcie się laski :*
Wróciłam do Dote.
- Cięższa strawa?
- Ta, Subwey 3 razy w tygodniu to nie najlepsze rozwiązanie.
- Ha Ha! To fakt.
Po róznych komediach, telenowelach i sitcomach, zaczęłyśmy gadać jak najętne nie zauważyłyśmy, że już po 2 w nocy.
- Hehe, horrorek?
- Nie, oczy mi wysiadają. Dote, idź spać, co? Ja też już się położę.
- Oj, Ally. Nie chce mi się spać. Nareszcie czuje się normalnie, a nie jak w depresji.
- Mhmm - pomału odpływałam do krainy snu... gdzie otulała mnie woda, spłukując troski i smutki, a na plaży on już czekał na mnie z tym swoim szarmanckim uśmiechem i słowami "Chodź, coś ci pokażę...". Jego melodyjny głos rozpływał się po mnie lepiej niż moja własna krew w żyłach, ale coś mi w tym śnie nie grało... nagle pojawiła się krew na nim... ciekła mu z ust i osiadła na koszulkę...
"Chodź ze mną..." - jego głos już nie był jak wiosenny poranek, raczej pasowało tu określenie "jesień średniowiecza". Zbliżał się do mnie szybko z nadludzką szybkością, zaczęłam uciekać. Biegłam przed siebie, ale był szybszy. Upadłam, a gdy już miałam poczuć ból, ujrzałam przerażoną Dote.
- Ally! Obódź się! - Dote ruszała moim ramieniem, abym się odcknęła.
- Co?! Co jest?! - Spytałam, cała spocona.
- Chciałam cię o to samo zapytać. Zaczęłaś się miotać gorzej niż na statku. Wrzeszczałaś, aby cię zostawił. - Spojrzałam na zegarek, była 4 rano.
- Kto? Kto miał mnie zostawić?
- A bo ja wiem? To twój koszmar nie mój. Przyniosę ci wody. - wypiłam dwie szklanki. Dote zgasiła lampkę i poszła spać. Ja natomiast nie mogłam już zasnąć.
Krew...
Dużo krwi...
Mojej krwi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz