Zabrali nas do jakiegoś ogromnego i opuszczonego domu. Covera rzucili na kolana, a mnie trzymano "pod kłami".
- Tym razem Blood się nie krępuj. - Spokojny głos Evila doprowadzał mnie do szału.
- Z przyjemnością. - Odpowiedział mu.
- Mam tego serdecznie dość. Bierz ten nóż, natnij rękę i wypowiedz te cztery jebane słowa! - Anger tracił cierpliwość.
Blood trzymał mnie kurczowo blisko siebie.
- Nigdy. Zgładze was bestie! - Cover odwrzasnął mu w twarz.
- Wiedziałem, że to powiesz. - Anger, zadowolony, wyjął z kieszeni spodni pistolet, naładował i przyłożył mu do czoła. Wydałam z siebie pisk.
- Spokojnie mała. Zabawimy się i do niego dołączysz. - Blood zawsze potrafił przyprawić mnie o dreszcze.
- Coverze Outlaw. Ogarnij się i wymów te cztery proste słowa: Rozwiązuję Stowarzyszenie Obrońców Krwi.
Cover milczał.
- Nie rób tego! Pamiętaj co ci zrobili! Zrób to dla Noise! - Krzyczałam by podnieść go na duchu.
Cover uniósł na mnie wzrok. W jego oczach zobaczyłam blask - determinację. Było dobrze.
Zagwizdał.
Do budynku wpadli chyba wszyscy jego ludzie. Było ich tak dużo, że zajmowali jeszcze podwórze. W większości ubrani na czarno, mieszali się z ciemnością, która tam panowała.
- Ha Ha! - śmiech Angera był głuchy. - Jaki ty jesteś przewidywalny... - po tych słowach także gwizdnął, ale inną melodię. Do domu wparowali czyste wampiry. Blade twarze patrzyły z mrokiem w oczach. Robiło się ciasno i niebezpiecznie.
- Na nich! - ryknął Cover. Sam się podniósł i podbiegł do mnie.
- Ally. Zawsze cię kochałem, kocham i będę kochać... ale teraz wiej! - jak kazał tak zrobiłam. Gdy już byłam przy drzwiach, dwie tajemnicze ręce jakby wyrosły z sufitu i porwały mnie do góry.
- Ciii. Ally, wyprowadzę cię stąd. - Głos Dote był znajomy i wiedziałam, że mogę jej zaufać.
Wspinałyśmy się po schodach, aż na strych. Tam drabina od zewnątrz prowadziła bezpiecznie do lasu. Biegłyśmy.
Z daleka mogłam obserwowac bitwę. Znaczy to co z tego widziałam to szybko poruszające się postacie. Wiele z nich padało martwe. Zaczęłam dostrzegać płomienie. Nie mogłam uwierzyć, że cały czas istniał równoległy odmienny świat o którym nie miałam pojęcia. W tym świecie trwała wojna.
Jedni lecieli w górę. Drudzy spadali w dół i już się nie podnosili. Śmiechy i krzyki to jedyne dźwięki jakie słyszałam.
Zobaczyłam jakąś postać. Mężczyzna biegł do mnie.
- Ally!
Jego melodyjny głos przyprawiał mnie o szybsze bicie serca, które teraz słyszałam tak wyraźne, jakby znajdowało się tuż przy moim uchu. Biegł w moją stronę. Wołał łagodnie moje imię. Chciałam biec do niego, ale coś mi mówiło "Nie zbliżaj się do niego, bo zginiesz..."
- Cover!
Gdy już udało mi się oderwać nogi od powierzchni ziemi, padły strzały.
Zatrzymałam się, aby sprawdzić kto strzelał. Anger mierzył w plecy Covera. Spojrzałam na niego.
Podkoszulek miał czerwony od krwi. Swojej krwi. Patrzyłam jak upada na kolana. Patrzył mi w oczy. Odważyłam się w nie spojrzeć. Łagodne i nieskazitelne. Patrzyły na mnie nie z przegraną, czy smutkiem, tylko z ulgą. Klękłam. Byłam ledwie 3 metry od niego. Jakbym wcześniej stała obok niego, to ja bym oberwała kulą. Może i dobrze by było.Takiego zadowolonego widziałam go tylko raz. Zeszłej nocy. Anger podchodził do niego z naładowaną bronią. Przystawił mu lufę z tyłu głowy. Jego usta układały się w ostatnie słowa...
- Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj.
- Zapamiętam.
Anger nacisnął spust.
Gdyby ktoś by mi kiedyś powiedział, że istnieją wampiry, albo pół wampiry, zadzwoniłabym po karetkę, a potem do psychiatryka zarezerwować mu miejsce... Ale dziś uważam, że to całkiem normalne.
Wiecie co wam powiem? Nie byłam jak normalna nastolatka. Nigdy nie fantazjowałam z jakimś fikcyjnym bohaterem. Wolałam się uczyć i nie myśleś o chłopakach. Jednak on nauczył mnie jak to jest żyć i dostrzegać te piękne strony życia. W każdej sytuacji widział lepszą stronę medalu.
Dlatego też nigdy nie wątpcie w marzenia. Prędzej czy później się spełnią. Trzeba tylko tego chcieć.
I wierzyć.
"Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj."
"Zapamiętam"
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz