czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział III Część I "Przygoda z Elfem"

Czy to możliwe?

 Obudziłam się w jaskini. Obok mnie trzaskał ogień, a za rękę trzymał mnie nie kto inny jak Legolas.
- Na długo odleciałam? - zdołałam spytać, zanim jego usta dotknęły moich.
- Nie. Dopiero po południe. - odpowiedział z radością w głosie.
- Jak mnie boli szyja. Co to za wrzaski? - usłyszałam jakieś jęki. Podeszłam do tego co je wydawało. Do tego co chciało mnie zabić.
- TY KANALIO! CO CHCIAŁEŚ UDOWODNIĆ ZABIJAJĄC MNIE?! - Wrzeszczałam mu w twarz i gdyby nie ręka Legolasa, która trzymała mnie w pasie to ja rzuciłabym się temu czemuś do gardła.
- Smeagol, nie chciał nic. Tylko swój ssskarb... - zasyczał.
- Co to jest? - zapytałam Legolasa.
- Gollum. Ten nazywa się Smeagol. Musimy ruszać...
- JAKIM CUDEM TY ŻYJESZ?! SPŁONĄŁEŚ W GÓRZE PRZEZNACZENIA! - Usłyszałam krzyki Froda.
- Pan dał się nabrać na naszą sztuczkę... - odsyknął mu.
- Dajcie mi miecz. Poderżnę mu gardło! - krzyknął i chwycił miecz. Na nieszczęście Sam chwycił go.
- Dlaczego nie możemy go zabić? - zapytałam.
- Szkoda siły. - tylko tyle odpowiedział mi Legolas - musimy ruszać. Chodź.
 Co dzień zmierzaliśmy do Mordoru. Zatrzymaliśmy się w Lothien. To dom Pani Galadrieli. Smeagol został w Górach Mglistych.
- Witaj Galadrielo! - pozdrowił ją Gandalf.
- Witajcie, witajcie w Lothien. - odpowiedziała - Zapraszam was na ucztę.
 Najedliśmy się do syta. Nareszcie można się było wyspać w normalnych łóżkach. No może ja nie do końca mogłam.
- Od wielu dni możemy być sami... - powiedział do mnie (Legolas) i zaczął mnie całować, rozbierać i... sami wiecie co... Po wszystkim nie mogłam zasnąć. Wyszłam się przewietrzyć. Weszłam do jakiegoś ogrodu. Na środku było coś w rodzaju źródła.
- Tino, spójrz w zwierciadło, a zobaczysz coś co chcesz wiedzieć... - powiedziała do mnie Galadriela. - Ja też to zobaczę. Spojrzałam i zobaczyłam coś o czym nigdy bym nie pomyślała. Otóż w źródle zobaczyłam  Legolasa, bawiącego się z ciemnowłosą, dziewczynką. Wmurowało mnie, że aż chwyciłam się za brzuch.
- Czy ja... Czy to możliwe?
- Tak. Teraz musisz jeszcze bardziej uważać. Łączysz się z trzema osobami.
- Powiedzieć mu?
- Sama zdecyduj.
- Nie musi... - zauważył, że nie ma mnie przy nim, więc postanowił wyjść.
- Legolasie... - Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co.
- Legolasie, opiekuj się nimi. Nie możesz ich stracić. - powiedziała do niego Galadriela i zostawiła nas samych. Podeszliśmy do jednej z kamiennych ławek i usiedliśmy, a on pocałował mnie w brzuch...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz