czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział II Część III "Przygoda z Elfem"

Nazgule

 Jeden z naszych został powalony i zabity. Nie byli to orkowie jak myślałam. Te istoty były dziwne, jak czarne duchy, ale jeździły na koniach. Czarnych jak demony.
- Co to jest?! - zapytałam skołowana.
- Nazgule. Dziewięciu Królów rasy ludzkiej, którzy oddali się władzy pierścieni. - odpowiedział mi ktoś.
- Jak je pokonać?
- Nie da się, trzeba zniszczyć pierścień, a żeby tego dokonać trzeba być w Mordorze. - znów ktoś mi odpowiedział.
- A da się ich okaleczyć? - zapytałam z nadzieją.
- Tak, ale to nie łatwe trzeba.... - więcej nie usłyszałam, bo właśnie jeden z Nazguli mnie zaatakował.
- GIŃ KANALIO! - wrzasnęłam mu w twarz, a potem wepchałam sztylet tak, że aż czułam jak osuwa się na ziemię. Nie zginął, ale opadł na ziemię, a następnie na swoim mrocznym koniu odjechał. Usłyszałam jakiś krzyk nie podobny do niczego, a zaraz potem wszystkie Nazgule odjechały.
- Jak to zrobiłaś? - zapytał mnie krasnolud, Gimli.
- Ja? Nie wiem, po prostu dźgnęłam go na wylot, a potem odjechał...
- Tak czy tak mamy ich z głowy na chwilę. - powiedział Aragorn.
- Ruszamy dalej? - zapytałam.
 Ruszyliśmy. Dotarliśmy do jakiejś ciemnej jaskini, a tam spędziliśmy noc. Ja oczywiście u boku Legolasa.
- Wiesz co... chyba wiem dlaczego się wystraszyli... - zaczął.
- Nazgule? - odparłam.
- Tak. Gdy dźgnęłaś jednego, zabolało go to więc nie są do końca nie zniszczalni. Jeżeli następnym razem zaatakują cię, a na pewno to zrobią, celuj w serce, w końcu są śmiertelni.
- Jak?
- Nazgule są to Królowie, ci sami, którzy dostali dziewięć pierścieni władzy. Ciemność je omotała.
- Rozumiem...
- Możecie iść już spać??? - zapytał z irytacją, ktoś z głębi groty.
- Dobranoc. - odparłam, a Legolasa ucałowałam.
- Dobranoc. - odpowiedział mi i objął mnie ramieniem.
 Rano gdy wszyscy wstali nie ruszyliśmy od razu tylko po jakiś dwóch godzinach. Wstałam gdy wszyscy byli na nogach.
- Która godzina? - zapytałam.
- Przed południem. - odpowiedział mi Aragorn. - Jak spałaś?
- Wyspałam się aczkolwiek kamienna podłoga nie dorówna gościnności twego pałacu. - odpowiedziałam z uśmiechem. A Legolas posłał mi spojrzenie, na które odpowiedziałam rumieńcem.
- Ruszamy? - zapytałam.
- Najpierw coś zjedz. - Powiedział do mnie. - Trzymaj. - podał mi kromkę chleba.
- Dzięki.
 Jechaliśmy w stronę Gór Mglistych. Wtem usłyszeliśmy rżenie konia, a następnie ten sam koń biegł, a raczej uciekał, bez jeźdźca.
- Co jest?! - zapytałam skołowana.
- Ty wredna kanalio! Złaś ze mnie! - krzykał Frodo.
- To nasze! Nasz Sssskarb! - powiedziało coś podobne do pra
człowieka. Było to chude. Miało ogromne oczy, było łyse i skąpo ubrane. Ujrzałam co chciał wziąć. To był pierścień na łańcuszku. Zabrałam go Frodowi. Wtem, ten potwór rzucił mi się do gardła i zaczął dusić. Potem zobaczyłam tylko blond włosy i zemdlałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz