poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział II Część II "Przygoda z Elfem"

Druga Drużyna Pierścienia

 Oboje patrzyli na mnie wzrokiem niedowierzającym.
- Chyba śnisz! Nie puszczę cię. - odpowiedział Legolas oburzony.
- Wątpisz we mnie, mam rację?!
- Dobrze wiesz, że to nie tak...
- Więc jak?!
- Wiesz, że nie chcę cię stracić... - spojrzał mi w oczy, były pełne smutku.
- Legolasie ty też?! Zakochałeś się w człowieku? A myślałem, że moja córka, Arwena, jest tak nieodpowiedzialna.
- Arwena? Nie miała szpiczastych uszu.
- Ponieważ, zakochana w Aragornie wyrzekła się Elfiego rodu. - wyjaśnił mi Legolas.
- A co Elfy mają do ludzi?! Czemu wszyscy się tak czepiają? I pan i twój ojciec...
- Skąd wiesz co mówił mój... Zaraz. Podsłuchiwałaś? - przerwał mi.
- Tak, wiem, że to głupie, ale musiałam wiedzieć co twojemu ojcu nie pasowało we mnie. 
- Tak czy inaczej nie pójdziesz na wojnę. Koniec.
- Nie, pójdę, bo nie zostawię cię samego. - unikał mojego wzroku.
- Aragorn wie? Elrondzie?
- Tak, wysłałem posłańca. Narada odbędzie się jutro, przed południem.
- Nie zamierzasz wracać do domu? - Legolas zwrócił się do mnie.
- Jeżeli się nie upewnię, że nic ci nie grozi. - odpowiedziałam.
 Zostaliśmy na noc. Znów w jednej komnacie. Po baraszkowaniu (Tu możecie mieć skojarzenia xD ), jego twarz spoważniała.
- Na wojnie nie będę mógł pilnować i siebie, i ciebie.
- Nie będziesz musiał, sam widziałeś, że dobrze mi idzie. - wtuliłam się w jego silne ramiona.
- Wiem, ale nie mogę cię stracić. Kiedyś też byłem zakochany...
- O, czyli był ktoś przede mną. - przerwałam mu.
- Miała na imię - zawahał się - Tauriel. Była Elfem, ale mój ojciec uważał, że skoro jest niższego rodu, to nie może wiązać się ze mną... Na wojnie pod Samotną Górą, została zaatakowana przez jednego z dowódców orkowej armii, gdy zobaczyłem jak leży tam nie przytomna, coś we mnie pękło. - widziałam ulotną łzę w jego oku - Zabiłem go, ale ona wolała tego debilnego (mało powiedziane) krasnoluda. Odeszła ode mnie, od królestwa. Zostałem sam. Wtedy pojawiłaś się ty. Nie chcę przeżywać tego samego.
- Rozumiem cię. - pocałowałam go na znak pocieszenia.
- Wiem. Jutro narada. Trzeba się wyspać. Dobranoc. - ucałował mnie w czoło.
- Dobranoc. 
 Następnego dnia, gdy ubrałam się i zjadłam, zeszłam na naradę. ,Było tam wielu przedstawicieli różnych ras.
- Dobrze wiecie dlaczego zebraliśmy się tutaj. - zaczął Elrond. Opowiedział o powrocie Saurona. - Dziś Wybierzemy znów śmiałków do Drużyny Pierścienia. Frodo czy ty i twoi wierni towarzysze znów stawicie czoła Ciemności?
- Oczywiście! Sam, ja, Mery i Pipin damy znów radę. - odpowiedział chłopak, który wyglądał na  dorosłego mężczyznę aczkolwiek był wzrostu dzisiejszego jedenastolatka. Miał czarne włosy i błękitne oczy.
- Wspaniale. Przedstawicielem krasnoludów będzie...
- Ja! - odpowiedział krasnolud. Miał rudą brodę zaplecioną.
- A więc dobrze, Gimli, synu Gloina. Przedstawicielem Elfów będzie:
- Ja! - odpowiedział nie kto inny jak Legolas.
- Dobrze, Legolasie synu Thranduila. Przedstawicielem rasy ludzkiej będzie
- Ja!
- Ja! - wykrzyknęliśmy na raz ja i Aragorn, który posłał mi zdziwione spojrzenie. Usłyszałam szepty za plecami typu "Kobieta? Na wojnie?" albo "Ona?"
- Jesteś gotowa na taką odpowiedzialność? - zapytał mnie Aragorn.
- Tak. Jeżeli mogę pomóc pokonać siły nieczyste to tak!
- A więc dobrze. Waszym opiekunem będzie nie kto inny jak Czarodziej Gandaf. - powiedział Elrond, wskazując w dość dobrym wieku mężczyznę z białą brodą.
- Wspaniale, znów dziewięciu śmiałków. Ale strzeżcie się bowiem że Sauron jest nadal potężny. - odpowiedziała kobieta. Miała blond włosy białą, długą suknię i niebieskie oczy. Sądząc po uszach, była elfem.
- Oczywiście Nasza Pani Galdrielo. - odpowiedział Gandalf.
- Tino czy mogę z tobą chwilę pomówić?
- Oczywiście. - odeszłyśmy na bok.
- Wiesz, że narażasz się na ogromne niebezpieczeństwo.
- Tak, ale jeżeli chce mnie pani zniechęcić to niech panie nie próbuje, ponieważ nie zostawię go samego.
- Wiem to i nie chcę cię zniechęcać, ale życzyć ci powodzenia.
- Dziękuję.
 Wyruszyliśmy. Wszyscy ubrani w mocne zbroje, a ja i Legolas mieliśmy lekkie i wygodne. Nie było mi łatwo samej siedzieć na koniu, ale dawałam sobie radę. Przejeżdżaliśmy obok niedużej wioski. Nagle usłyszeliśmy krzyk, orkowie atakowali...

_________________________________________
A tu opowieść o Dziewiętnastu Pierścieniach:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz