- Alex, kim ty do cholery jesteś?! Jakimś mordercą?!
- Uznajmy, że jestem potomkiem Szatana.
- Co?! Jak?! Co ty pieprzysz?!
- Bym pieprzył ciebie, ale jakoś nam nie wychodziło...- zaczął się zbliżać do mnie, a serce podskoczyło mi do gardła.
- Alex, ogarnij się! Co jest z tobą?! Gdzie się podział ten pociągający i niemordujący Alex?!
- Nigdy takiego nie było... Zawsze byłem taki...
- Ja widziałam i poznałam kogoś innego! - Zbliżał się niebezpiecznie, a ja oddalałam się, aż doszłam do ściany. - Jak to możliwe, że jesteś potomkiem Szatana?!
~Słyszysz mnie? Uważaj...~ usłyszałam w myślach, a potem zobaczyłam jak rzucił się na mnie z nożem. Gdy już myślałam, że przebija mi serce, otworzyłam oczy i popatrzyłam, stał metr ode mnie.
- Widzisz i słyszysz to co chcę... Czy normalny człowiek tak potrafi?
- Zaraz, to ty?! Jak?!
- Tak. To ja. Na boisku też byłem to ja... Na roller coasterze też ja... widziałaś jak spadałaś... już wtedy miałem cię zabić...
- Dlaczego?!
- Na pewno chcesz wiedzieć? - przykucnął obok mnie, bo w czasie ataku na moją psychikę skuliłam się pod ścianą. Kiwnęłam głową, na "Tak". - Proszę bardzo... JESTEM DEMONEM... SZÓSTYM DZIECKIEM SZATANA...
- CO?!
- Tak jak słyszałaś.
- Ale nadal nie rozumiem, dlaczego chcesz mnie zabić...
- Mój ojciec, że go tak nazwę, dawno nie dostał ofiary... a żeby zostać jego prawą ręką, jako najmłodszy muszę się jakoś upodobać...
- Dlaczego mnie w sobie rozkochałeś? Dlaczego mnie odrazu nie zabiłeś?
- Bo chciałem się zabawić. Raz na rok tak w Czerwcu, szóstego, mam, że tak to ujmę, urodziny... Tamte panienki, które spotkaliśmy w klubie, były omotane przez mojego "brata" miały mnie namówić na ugodę, aby ten gówniarz mógł starać się o przyboczność przy ojcu. Musiałem je jakoś spławić, dzięki tobie mi się to udało...
Milczałam. Starałam się ustalić fakty. Gdy zobaczyłam otwarte drzwi pomyślałam o ucieczce, ale gdy tylko byłam już metr od nich coś złapało mnie w połowie i rzuciło na łóżko motelowe.
- Nie pomyślałaś o tym, że skoro mogę wnikać do twoich myśli to i je czytać? Oj Vee jesteś taka głupiutka... - Przygniótł mnie swoim ciężarem do powierzchni łózka.
- Czy teraz zrobisz to co myślę?
- Może... A może nie...
- Jeżeli mogę spytać dlaczego ja? Dlaczego nie jakaś inna dziewczyna?
- Bo żadna nie działała tak na mnie jak ty... Kurwa mać!
- Czekaj, co ty powiedziałeś?
- Widzisz przy tobie nawet chęć zabicia cię mi przechodzi, a to u mnie nowość... To nienormalne!
- Zaraz, to zabijesz mnie czy nie?
- Hmmm... Chciałbym, ale nie mogę... nie chcę... jesteś zbyt... ja za bardzo cię kocham, żeby to zrobić...Nie ja muszę to zrobić mam dość życia z resztą tych pięciu gówniarzy... Kurwa mać! Vee przestań tak na mnie patrzeć bo nie wyrabiam!
- Alex wróć do mnie! Proszę!
~ Wiesz co dam ci jeszcze czas na pożegnanie się z bliskimi... Widzisz tylko tobie odpuszczam... ale wiedz, że jeżeli cokolwiek powiesz władzom to ci to nie pomoże...~
- Rozumiem...
- No to teraz odwiozę cię do domu... masz trzy dni...
Odwiózł mnie, a gdy tylko zachamował o mało się nie wywróciłam jak uciekałam od niego... nie chciałam mieć nic z nim wspólnego... to nie był Alex...
Mam trzy dni... dziś jest 3 czerwca...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz