Poszłam do szkoły.
Na szczęściee natknęłam się na nikogo. W szkole...
- Młoda co robisz dziś wieczorem?
- Dziś chyba nic, a co?
- Okej, to o 20 się wyszykuj się, zabiore cię gdzieś... tym razem nie "machiną zagłady". - uśmiechnął się szeroko.
- A czym?
- Jeep'em, wygrałem w kartach.
- Aha, spoko.
Wieczór... 19 50, ubrana w krótką spódnicę, bluskę na ramiączkach i skórzaną kurtkę.
Podjechał Jeep.
- No, no wyglądasz sexsownie.
- Ty też.
- Dziękuję. - Wsiedliśmy i pojechaliśmy do wesołego miasteczka. Poszliśmy na różne atrakcje w tym: Dom Strachów, Diabelski Młyn i przyszedł czas na Roller Coaster...
- Mam lęk wysokości.
- Przy mnie nic ci nie grozi.
Jechaliśmy we wszystkich kierunkach, gdy nagle poczółam się luźno, nie zapięta... wypadłam...gdy już miałam już uderzyć głową w twardą ziemię... siedziałam nadal w pojeździe i spokojnie hamowaliśmy.
- To się nazywa krzyk.
- Ja... ja wypadłam...
- Nie... Byłaś cały czas na miejscu i zapięta.
Nie umiałam dojść do siebie...
Pojechaliśmy na obrzeża miasta. Zaczęło lać. Nagle Jeep stanął...
- Mamy gumę... - wyjrzałam, faktycznie opony były poprzedziurawiane - Motel jest niedaleko.
- Mam iść z tobą do motelu?
- Chyba, że wolisz tkwić w Jeepie i marznąć.
- Okej idę...
Gdy przestało lać... jakimś códem Alex odzyskał Jeepa z sprawną oponą. Odwiózł mnie do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz