piątek, 15 stycznia 2016

Szalona 18tka Rozdział I Część III

-Słuchaj, naprawdę jestem pociągający i hmm.... sexy? -powiedział gdy wyszliśmy z klubu. - No, zły nie jesteś. - A teraz... - mówiąc to docisnął mnie do ściany budynku, czułam ciepło jego ciała, a wyższy ode mnie patrzył na mnie z góry. - Hmmm.... gdy tak na ciebie patrzę to chyba się nie myliłam. - Uśmiechnęłam się. Puścił mnie i zaczęliśmy się śmiać. - Mogę cię odprowadzić do domu? - zapytał z nadzieją w oczach. - Nawet się ucieszę. Ruszyliśmy w stronę mojego domu. Cała droga minęła nam w atmosferze śmiechu i lekkiego... romansu. - Ok, to tu. Dzięki wielkie za odprowadzenie. Miałam darmowego ochroniarza. - Nie, to ja dziękuję, że mnie obroniłaś przed tymi panienkami, a tak propo ochrony... dostanę coś za nią? - podszedł do mnie bliżej, a ja zauważyłam małą podłużną bliznę na policzku. Znów wspięłam się na palce i pocałowałam znak ostrej bójki. -Tylko tyle? - zapytał zawiedziony. - Na razie. - Uśmiechnęłam się. Pożegnałam się i weszłam do domu. Następnego dnia, poszłam do szkoły, ogólnokształczące liceum, klasa maturalna. Moja koleżanka, z którą siedzę w ławce, chyba leczyła kaca, z resztą tak jak 1/3 klasy. Nie zdziwiło to nauczycieli, ale mnie zdziwiło, że na biologi dosiadł się do mnie Alex. - Hej śliczna. Co słychać? Nie leczysz kaca? - Nie lubię pić do nieprzytomności. - Proszę o uwagę. Dziś poruszymy temat, tworzenia gatunków. - zaczął nauczyciel, a cała klasa zaczęła chichotać. Wszyscy wiedzieli o co chodzi. - Do tworzenia gatunku czy też jego przetrwania potrzebne są dwa organizmy: żeński i męski... - A potem ruszają do łóżka. - Dopowiedział ktoś z tyłu sali. - Nie widziałem jeszcze dwóch psów znajdujących się w łóżku podczas kopulacji. Panie Terth. - odpowiedział mu profesor. - Razem z waszymi kolegami z ławki napiszecie projekt o powstawaniu nowego potomka. - Że co?! - znów ktoś, albo cała klasa. - Tak. To wasza praca. Chcę dostać ją za tydzień. - Gdy zadzwonił dzwonek, Alex był już w drzwiach. - Alex! Wróć! - zawołałam go. - O co chodzi? - Masz czas dzisiaj? - Nie za bardzo. Umówiłem się. - A jak się znajdę? - wziął moją rękę i wyrysował mi na dłoni dziewięć liczb. - Nie dzwoń po 5 rano, bo śpię. - I wyszedł. Wróciłam do domu i zastanawiałam się czy zadzwonić czy nie, ale wolałam zadzwonić do mojej koleżanki, w końcu nie było jej przez cały dzień. Nie pasowało mi jedno... Był sygnał, ale po odebraniu nikt się nie odzywał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz