sobota, 16 stycznia 2016

Szalona 18tka Rozdział IV Część II

 Kochanie, czy ktoś u ciebie był? - zapytała mama, gdy wróciła.
- Nie, a czemu pytasz?
- Jakiś chłopak, Jeepem wyjeżdżał z naszego podjazdu.
- Aaa, to nie, chciał się tylko zawrócić.
- Na pewno? - nadal mi nie wierzyła.
- Na 100%. Ok, jest już późno, a jutro do szkoły. Dobranoc.
- Dobranoc.

Weszłam na przerwie do klasy oczywiście nie sama.
- Hej, mała. Tęskniłaś? Bo ja bardzo. - Objął mnie w pasie, a potem przeniósł ręce na moje biodra. - Masz czas w sobotę?
- Może mam, a może nie.
- Ok, sobota 19, zabiorę cię do klubu. A potem... zobaczę... - ten geniusz gdy zadzwonił dzwonek zacząl się ze mną miziać.  Wszyscy to widzieli, nawet profesor, który odpowiedział nam:
- Projekt z biologi już widziałem...
- Przepraszamy panie psorze. - Powiedziałam z wielkim rumieńcem.
- Mów za siebie. Ja  nie żałuje. - Czasami mógłby się zamknąć.
 Po lekcjach nie mogła mnie uniknąć jedna rozmowa.
- Vee! Stój! Musisz mi opowiedzieć co się stało wczoraj!
- Sue, zamknij się!
- Gadaj mi tu zaraz, co było po tym jak cię odwiózł pod dom?
- Nic, więcej.
- Taaa, uważaj bo uwierzę. Ja widziałam coś innego.
- Nie ważne, Sue, proszę daj spokój.
- Boże! jet 14 za godzinę umówiłam się z Julesem, sorry kochana muszę lecieć! Pa!
- Narka!

Wieczorem matka znowu pracowała do późna. Zostałam sama w domu. Wtem siedząc sobie na kanapie ktoś wpadł do domu niczym huragan.
- Ty, młoda zbieraj się. Muszę cię stąd zabrać przynajmniej na godzinę. No już ubieraj się!
- Alex, o co chodzi?! Co?! Dlaczego?!
- Wyjaśnie ci potem. Zbieraj się! Czekam na dworze.
Byłam w kompletnym szoku.  Ale musiałam mu zaufać. Poza szkołą był inny. Nieobliczalny, groźny, ale opiekuńczy. 
Wyszłam a on palił przy swojej "machinie zagłady".
- Ty palisz?
- Tylko gdy jestem zdenerwowany. Okej, wsiadaj.
Pojechaliśmy do motelu "Green Stay".  Wynajeliśmy pokój.
- Jeżeli chcesz mnie przelecieć to czemu nie zrobisz tego w domu tylko ciągasz mnie po motelach?
- Nie chcę cię przelecieć, nie dzisiaj.
- W takim razie powiedz co się dzieje?!
- Ktoś chce cię zabić...
- Co?!
- Nie to jest najgorsze... 
- A co?!
- To, że to ja... ja muszę cię zabić... - zobaczyłam coś metalowego i błyszczącego w jego dłoni... nóż...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz